czwartek, 28 maja 2015

TAG czyli z kim zamieniłabym się włosami?

Witajcie!

Wczoraj zostałam nominowana przez Weronikę z TEGO BLOGA, a ze względu na to, że żadnego tagu dość dawno nie było, postanowiłam wpleść go jako post przed moimi refleksjami nad pewną bardzo ciekawą i straszliwie logiczną metodą mycia dla osób z intensywnie zniszczonymi włosami. Ukaże się w przeciągu dwóch dni, a dziś zapraszam na odpowiedzi:)


1. Gdybyś mogła wybierać, jaką sławną osobistością chciałabyś być?
 
 Myślałam o tym trochę, ale od zawsze miałam tak, że starałam się najwyżej wzbogacać siebie cechami, które podobają mi się u innych i nigdy nie chciałam za bardzo wchodzić w ich ciała i umysły. Może jeśli miałabym już kogoś wybrać to chciałabym być Jimem Morrisonem w czasach największej świetności The Doors. Mogłabym też na chwilę być jakimś punkowym wokalistą w czasach początku muzyki punkowej w Anglii, bo bardzo chciałabym poznać tamto środowisko i konkretnie związane z tą muzyką. Najbardziej chyba chciałabym na jeden dzień być Christopherem McCandlessem. Jeśli nie czytałyście/oglądałyście "Into the wild" to polecam, bo to absolutnie fantastyczna historia i spełnienie tego, o czym marzę od dawna, ale do czego brakuje mi przede wszystkim warunków. Może kiedyś jednak się uda:) Ewentualnie chwilę mogłabym być Janis Joplin, żeby nikt nie mówił, że zawsze utożsamiam się z facetami:D Jednak te transformacje musiałyby być krótkie, bo brakowało by mi ułożenia moich poglądów i wszystkiego, a dodatkowo przypuszczam, że większość osób by mnie rozczarowała swoim zapleczem, więc może lepiej zostać w swoim ciele:D
 
2. Jakie słowa zdarza Ci się nadużywać?
 
 "Logiczne", czasem "zabawne" w innym znaczeniu niż to przyjęte albo co często mi się zdarza, gdy słucham jakiegoś głupawego radia, albo czegoś podobnego podsumowywać to co słyszę słowem "pieprzenie".
 
3. Jaki jest Twój wymarzony zawód?
 
 Idealna pora na odpowiedź:D Widzę się bardzo w sektorze medyczno - naturalno - farmaceutycznym. Ewentualnie w terapiach i pochodnych pedagogiki, co daje mi dużą satysfakcję i uważam, że mam cechy w tym pomocne:) Ogólnie chciałabym mieć wiele zawodów, bo marzą mi się rzeczy wielkie, które pomogą w czymś ludziom. Myślę, że będę drugim Kopernikiem jeśli mi starczy życia. Wymarzonym zawodem dla mnie (nareszcie odpowiedź na pytanie!) jest bycie znachorką. Jestem straszną fanką filmu "Znachor" i mimo, że nie pomagam ludziom tak lekarsko jak on, to zaraz po pielęgnacji włosów uwielbiam wymyślać różne kremy, maści itd. z tego co daje natura, ale wciąż czuję niedosyt i czekam na powstanie w Polsce kierunku, który będzie łączył medycynę z naturalnym lecznictwem i będzie dawał uprawnienia na bycie po prostu lekarzem medycyny naturalnej, co rzecz jasna nie wyklucza też użycia farmaceutyków, ale moim zdaniem ich nadmiar i wszędobylstwo jest już tak męczące, że od dawna przestały leczyć. Mimo to próbuję, bo nie mogę narzekać na coś, czego nie spróbowałam zmienić. Na dzień dzisiejszy byłabym pewnie uznana za szamana, więc się za to póki co nie biorę:D
 
4. Jaki był Twój najgorszy w skutkach eksperyment urodowy?
 
 Wazelina nałożona na końcówki. Okropne, lepkie, a po myciu takie samo:(
 
5. Jaka jest Twoja wymarzona długość włosów?
 
 Zawsze mówię, że do kolan, ale wiem jak ciężko czasem bywa z moimi teraźniejszymi włosami, więc nie wiem czy nadal przy tym obstawiam. Myślę, że wymarzona długość to taka, która mi daje satysfakcję i taka, przy której nie czuję, że nie wygląda to fajnie. Moja obecna długość odpowiada tej definicji, ale i tak będę zapuszczać dalej:)
 
6. Jakie języki obce znasz?
 
 Ostatnio robię wielki powrót do niemieckiego, który był moją miłością od zawsze, a w liceum trafiłam na zupełnie inne rozszerzenie i nie było czasu by sobie przypominać. Swój angielski oceniam jak na moje trzy lata jego nauki (wcześniej interesował mnie tylko niemiecki, bo był po prostu trudniejszy i to lubię) na wielkie WOW i idzie mi dość dobrze. Jestem w miarę swobodna mówiąc i pisząc, głównie dzięki temu, że lubię wymyślać słowa, czego właśnie nauczył mnie niemiecki. Nie chcę się deklarować, że znam, bo nie czuję się ekspertem, ale idzie mi ok, a największe problemy sprawia mi jak już rozumienie ze słuchu np. w trudniejszych piosenkach, bo jestem lepiej osłuchana z tamtym językiem. Niemiecki sobie przypominam, ale po tej powtórce na pewno napisałabym, że jeśli będę go ćwiczyć z "native speakers" tak jak angielski w internecie, to będzie moim powodem do dumy!
 
 Ogólnie tak wtrącę, że znalazłam przed maturą dwie świetne stronki, które duużo pomagają w angielskim:

- ororo.tv/pl - można tam oglądać filmy i różne seriale z napisami po angielsku, a co najważniejsze, można zmieniać tempo dźwięku i jeżeli nie rozumiemy wszystkiego w normalnym tak jak np. ja, to odrobinę zwalniam i osłuchuję się jednocześnie oglądając coś co wydaje mi się ciekawe:)

- lyricstraining.com - tutaj możemy oglądać teledyski różnych artystów i ze słuchu wpisywać w luki wyrazy, które akurat śpiewali. Też fajna sprawa jeśli ktoś chce poprawić swoje zdolności rozumienia ze słuchu.
 
7. Chciałabyś zamienić się z jakąś blogerką włosami? Z którą, jeśli tak?
 
 Nie chciałabym, bo dziewczyny mają niejednokrotnie lepsze włosy niż ja, ale ja moje wymieniłabym tylko na jakieś bardzo, bardzo długie, ale w jakimś interesującym kolorze, albo na króciutkie z irokezem, a takich blogerek nie spotkałam dotychczas:D
 
8. Z jakiego szkolnego przedmiotu masz / miałaś najlepsze oceny?
 
 Hmm. W tym roku chyba z fizyki, gdzie przydał się mój talent do wymyślania wierszyków... Najważniejsze dla mnie przedmioty szły mi też dobrze, więc to jest raczej moim większym powodem do dumy:D
 
9. W kosmetykach wolisz zapachy ciężkie i orientalne czy świeże i delikatne?
 
 Świeże i delikatne.
 
10. Jaki sport najbardziej lubisz?
 
 Nie lubię ogólnie rywalizacji i w wielu popularnych dyscyplinach nie widzę zbyt dużego sensu, więc moją ulubioną jest jazda na rolkach. Tam jestem tylko ja, nikt na mnie nie wpada, ani nie walczy o moje rolki. Jest spokój:)
 
11. W stylizacji ważniejsze są dla Ciebie buty czy torebka?

To czego się dopuszczam chyba ciężko nazwać stylizacjami:D Torebki noszę bardzo rzadko, a bez butów nie wyjdę nigdzie, więc buty!


Ja jak zwykle nominuję wszystkich, a moje pytania to:

1. Noc czy dzień? 
2. Najgorsza książka przeczytana w życiu?
3. Twoje inne hobby niż włosomaniactwo?
4. Najlepszy koncert na jakim byłaś?
5. Film, który Cię najbardziej wzruszył?
6. Gdybyś mogła wybrać każdą formę istnienia na Ziemi to co by to było?
7. Wiara czy nauka?
8. Zabawna historia, która Cię ostatnio spotkała?
9. Twoje uzależnienia?
10. Czy czytasz horoskopy?
11. Prawdziwy bunt czy Facebook?


Pytania są standardowo bardzo moje i przez to dziwne, ale jeśli ktoś jest odważny to zapraszam do odpowiadania w komentarzach! A Weronice bardzo dziękuję za nominację i muszę przyznać, że pytania były naprawdę fajne:) 


Czekam na Wasze odpowiedzi!:))


wtorek, 26 maja 2015

Niedziela dla włosów czyli kluski?

Witajcie!

W końcu mogę wrócić do tradycji niedzielnej pielęgnacji:) Wczoraj długo myślałam co wykombinować, bo kosmetyków mam coraz mniej, a chęci by testować nowe u mnie od zawsze nie ma i jak zwykle wolę wszystko zrobić sama... W tym poście chciałam odejść od tego nudnego schematu, który stosowałam co tydzień - Serical Crema al Latte/Placenta + olej. Powróciłam do kilku klasycznych składników i stworzyłam coś bardzo, bardzo dziwnego... Zapraszam do czytania!

Co zrobiłam?

Do 6 łyżek gorącego mleka dodałam ok. 2 albo 3 łyżki skrobi ziemniaczanej. Wsypywałam ją powoli, bo moja obecna kucharska wiedza już tyle obejmuje. Mimo tego i tak powstały miejscami kluski, ale nie było tak źle! Dodałam wody i maseczka wyglądała jak rozgotowany ryż na mleku. Zapach był wspaniały, choć niespecjalnie lubię takie mleczne propozycje. Ostatecznie, żeby maseczkę czymś wzbogacić dodałam łyżeczkę oleju kokosowego. Gdy całość trochę ostygła, nałożyłam maskę na włosy, a po godzinie zmyłam.

Efekty?


Ciężko jest mi już robić zdjęcia, bo teraz jedna gruba książka nie wystarcza i muszę stawać na dwóch:D Co do efektów... Szczerze mówiąc znam moje włosy i wiem, że na mało co reagują już efektem WOW. Kiedyś wyglądało to inaczej, a obecnie miałabym ogromny problem by wybrać produkt, którego użyłabym na jakąś ważną okazję. Ta mleczna maseczka miło mnie zaskoczyła. Przede wszystkim nawilżyła mi końcówki, a to na tym najbardziej mi jak zawsze zależało:) dodatkowo włosy baardzo łatwo się rozczesują, a ostatnio miałam z tym problem szczególnie z tyłu. Myślę, że dla tego ułatwienia powtórzę jeszcze tę maseczkę. To czego nie dokonała i czego mi brakuje to zamiana moich włosów w mięciutki szalik, ale niewiele produktów daje sobie z tym radę, więc absolutnie wybaczam!

A Wam jak minęła niedziela?:))



sobota, 23 maja 2015

Prosta metoda na podkręcenie działania maski!

Witajcie!

Zgodnie z zapowiedzią przybywam z postem. Przez ostatnie kilka miesięcy na pielęgnację włosów poświęcałam naprawdę bardzo mało czasu. Przestałam myć włosy w umywalce i zrezygnowałam z podniosłego charakteru tego obrzędu na rzecz prysznica. Przeważnie używałam tylko szamponu dla dzieci i odżywki Isana Professional, która działa u mnie tylko wygładzająco - domyka łuski włosów. W każdym razie gdy zdarzał się już czas na to, żeby nałożyć coś na włosy, chciałam stworzyć maskę maksymalnie odżywczą. Ze względu na deficyt Biovaxów, używam już tylko Serical Crema al Latte i Placenty, co niestety daje też gorsze efekty. Obie maski są dla mnie zbyt lekkie i muszę do nich dodawać olej. Dzięki temu wpadłam na małe uproszczenie, które baardzo umiliło mi aplikację mikstury...

Co zrobiłam?

Olej, którego bardzo chętnie używam jako dodatku do masek, to olej kokosowy. Rozpuszczam go na zasadzie łaźni wodnej - do kubka wlewam bardzo ciepłą wodę, a potem wkładam tam naczynie na jajko (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi:)) a w nim znajduje się olej. Kilka chwil i wszystko jest ładnie rozpuszczone.

Pewnego dnia olej jeszcze się rozpuszczał a ja dodałam do niego maskę. Jak możecie się domyślić, gdy ją nakładałam była ciepła i dzięki temu przyjemniej się ją aplikowało. Schowałam włosy w foliowy czepek i czekałam godzinę. Nic już dodatkowo nie podgrzewałam. 


Jesteście ciekawe efektów?:)



Robiłam kilka podejść z różnymi odżywkami. To, z którego pokazuję Wam zdjęcie, jest wynikiem nałożenia podgrzanej maski Serical Crema al Latte z wyżej wspominanym olejem kokosowym. Przy użyciu innych masek (Isana Professional, Placenta) efekty nie przypadły mi tak do gustu jak te dzisiaj. Włosy znacznie się wygładziły (choć to również kwestia tego, że podcięłam końce), były bardziej śliskie, choć nadal nie doszłam do ideału w kwestii plątania po kilku godzinach gdy są rozpuszczone (powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek tego dożyję:D nie mam takiej porowatości, żeby do tego doszło i długość włosów na pewno tego nie ułatwia). Mimo wszystko jednak uważam, że włosy znacznie odżyły po tym podgrzewaniu i będę to nadal praktykować.

Podsumowując myślę, że to warte wypróbowania uproszczenie i jeśli ma się do dyspozycji lepsze dla Waszych włosów kosmetyki niż obecnie ja to efekty na pewno będą zadowalające!

A Wy próbowałyście kiedyś nakładać podgrzaną maskę?:))

środa, 20 maja 2015

SZOK! Co u mnie i mała zapowiedź:)

Hej, hej!

Żyję! Przetrwałam te kilka miesięcy i nareszcie mogę spokojnie usiąść i z czystym sumieniem myśleć o włosach oraz zmienić tryb życia z MATURZYSTA na CZŁOWIEK:) 

Parę rzeczy się wydarzyło, dlatego zapraszam do czytania!

1. Na ustnym polskim wsparciem okazał się dla mnie Krzysztof Ibisz.

2. Cały miesiąc towarzyszył mi kikut(dread) bez końcówki. Muszę doczepić resztę gdy nazbieram odpowiednią ilość włosów. Jeśli kiedykolwiek to nastąpi.

3. Tak strasznie zaczęły mnie męczyć moje włosy, że szukam obecnie spinki idealnej i jeśli jej nie znajdę, będę musiała zrobić na całej głowie dready...

4. Wypadanie od baaardzo dawna wróciło dziwnym trafem w maju:D

5. Wszystkie włosy, które wypadły przykleiłam z powrotem, więc wyszłam na 0.

6. Dziś nareszcie mogłam sobie usiąść i zająć się tylko włosami. Dzięki temu pozbyłam się myślę, że ok.80% rozdwojeń i białych kuleczek i teraz cieszę się miękkimi końcówkami. Włosy prezentują się tak:


Mój aparat już chyba jest na skraju i kolejny raz nie łapie ostrości mojej lewej strony. Musicie mi więc wierzyć na słowo, że włosy po lewej stronie nie były tak spuszone jak wyglądają, a końcówki nareszcie są zdrowsze!

7. Zupełnie nie żałuję "zaniedbania" bloga, bo zyskałam tyle czasu i taką wolność nauki, że stres zredukowany był w czasie egzaminów do minimum i mogę dziś spać spokojnie będąc pewna, że dałam z siebie maksimum:) Dzięki wszystkim, którzy potrafili zrozumieć, że wolę dokończyć moją naukową drogę według własnych, realizowanych baardzo długo planów, niż szukać sposobu na ulepszenie działania maski. Włosy niestety nigdy nie będą moim źródłem utrzymania ani moim największym życiowym osiągnięciem, więc dzięki, że istniejecie!:)

8. Ale mimo ograniczenia eksperymentów do minimum, znalazłam fajny sposób na podkręcenie działania maski bez kupowania dodatków. W piątek będzie o nim post, więc serdecznie zapraszam!

A jak Wy żyjecie?:))