środa, 29 października 2014

DIY Urozmaicona metoda dwóch koczków - jeszcze lepszy efekt!

Witajcie!

Znów przychodzę do Was z dosłownie pokręconej włosowej krainy z kolejnym sposobem na delikatne loki. Ostatnio przeglądając YT i włosowe tutoriale (tak jakoś mnie naszło - chwilowa moc i nadzieja, że starczy jej do stworzenia jakiejś ambitniejszej fryzury), trafiłam na troszeczkę urozmaicony sposób metody, o której pisałam tydzień temu i którą zapewne znałyście przed moim odkrywczym (:D) postem - dwa koczki. Tu jednak różni się ona od tego co pokazywałam tydzień temu tym, że przed zawijaniem z włosów robimy spirale. Uznałam, że skoro z samych koczków wyszedł dość fajny, luźny skręt to po takich synergicznych działaniach będzie to coś jeszcze lepszego i postanowiłam wypróbować:)

Jak to zrobić?


Efekty:



Widać prawie całego dreada! Wybaczcie, że ucięłam sobie trochę głowy, ale moje eksperymenty przeprowadzam w dni neutralne, kiedy nie muszę mieć na drugi dzień ładnych włosów, więc specjalnie też ich na takie dni nie myję, co akurat do zdjęć się nie nadaje, ale wierząc temu, że włosy dwudniowe lepiej łapią skręt to na pewno pomaga:D




 Myślę, że efekty byłyby sto razy lepsze gdybym umiała spać z tak wielkimi kokami:D Od wieczora mi towarzyszyły, ale gdzieś w okolicach godziny szóstej rano się ich pozbyłam, bo myślałam, że oszaleję. Mimo wszystko jednak powstał bardzo urokliwy skręt i mocniejszy niż ostatnim razem - trzymał się też dłużej niż wtedy. Dodatkowo fale były ładnie nawilżone, bo przed zawijaniem uraczyłam je olejkiem i kropla silikonowego serum, żeby nie zepsuć efektu zabezpieczając je następnego dnia. Wiadomo, że każda próba da inny efekt, ale myślę, że przy kolejnych jeszcze dokładniej skręcałabym włosy i fale wyszłyby i tak ładniejsze niż teraz!:)

To porównanie:



Jeśli mam wybierać między nimi dwoma to na pewno skorzystam ze sposobu z modyfikacją, bo skręt był według mnie przyjemniejszy:)

A Wy który sposób byście wybrały?:)


niedziela, 26 października 2014

Niedziela dla włosów - jak szybko wysuszyć włosy

Witajcie!

Nie przypominam sobie żeby od początku roku szkolnego była jakaś niedziela dla włosów, kiedy mogłabym niedzielnego posta dodać faktycznie w niedzielę, a nie poniedziałek czy nawet później. Ale to wszystko już nieważne, dziś się udało, bardzo się cieszę! Zapraszam:)

Co zrobiłam?

mycie: szampon Green Pharmacy (miałam dziś sen, że robię zakupy i wybieram kosmetyki ziaja, więc to był ewidentny znak na to, że ja za moim najbardziej ulubionym szamponem YEGO co najmniej tęsknie!)

odżywianie: Biovax dla włosów suchych i zniszczonych + spirulina + olej makadamia + olej kokosowy

Efekty:



Włosy ładnie lśnią i są widocznie odżywione i nawilżone. Jedynie miękkość znów nie jest wyczuwalna, ale one z reguły tak mają, że im dalej od mycia tym milsze w dotyku. Końce jak zwykle współpracowały...:D 


Koniec narzekania. Muszę się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami - zauważyłam, że przy czytaniu nudnej lektury włosy przestają wysychać i ciągle opadają na oczy. Natomiast żeby znaleźć w świecie tym, w życiu tym równowagę odkryłam też świetny sposób żeby włosy bardzo szybko wysychały:



A jak Wasza niedziela dla włosów?:))


W tym tygodniu zapraszam m.in. na:

- post o tym jak w dwie minuty zapewnić sobie rano piękne loki!


środa, 22 października 2014

DIY Loki metodą dwóch koczków!

Witajcie!

Wracam zgodnie z obietnicą. Doszczętnie mną wstrząsnęło ostatnio gdy ktoś, kto czyta mojego bloga bardzo rzadko napisał mi, że jak to tak zaniedbuje czytelników. Stwierdziłam, że ma rację i że nawet jeśli mam stałych czytelników mniej niż wszystkich palców to warto!

Dziś chciałabym przedstawić Wam kolejne próby wydobycia skrętu z moich włosów i sprawdzenie jak długo się utrzyma. Dotychczas robiłam loki metodą "na opaskę" oraz moją autorską - "na dreada":D 
Obie próby pozytywnie mnie zaskoczyły, skręt był dość ładny, ale w lokach po opasce brakowało lepszego, bardziej równomiernego ułożenia bez puchu po jednej stronie, a znów w lokach na dreada brakowało skrętu na połowie włosów... W końcu postanowiłam wypróbować chyba najprostszą i najszybszą metodę na fale/przy dobrych chęciach i loki - dwa koczki:)

Co zrobiłam?

Podzieliłam włosy zgodnie z moim przedziałkiem, żeby potem nie mieszać włosów zakręconych w prawo z tymi zakręconymi w lewą stronę. Spryskałam odrobiną Gliss Kura, a potem zrobiłam koczki (z zasadą, że włosy zakręcam oczywiście na zewnątrz). Wyglądało to mniej więcej tak:


Przy okazji widzicie moje najukochańsze frotki w ostatnim czasie. Nigdy nie miałam wygodniejszych fryzur niż z nimi teraz!

Niestety nie wytrzymałam tak długo - włosy były zbyt mocno ściśnięte i postanowiłam że zrobię koczki nisko i mimo wszystko odstawię frotki na rzecz spinek-żabek, a właściwie kokardek. Tak uczesana chodziłam ok. 4 godziny, a potem postanowiłam sprawdzić czy są już jakieś efekty. 

Oto one:


Skręt był dość luźny, ale bardziej jednolity po obu stronach niż jak przy lokach nawijanych na opaskę. Włosy nie były suche, ale też nie wyglądały już tak dobrze jak przed zawijaniem. Efekt mi się bardzo podobał, bo większy skręt byłby moim zdaniem zbyt sztuczny. 

Z przodu wyglądały jeszcze fajniej:




Ogólnie czułam się w takich falach jak księżniczka:D 

I ostatnie zdjęcie tuż przed wyjściem:


Skręt już trochę puścił, ale nadal mi się podobał:) Tu już zostawiłam moje usta, bo nie mam kompletnie jakiegoś wyczucia estetyki i w takich sprawach przez to, że jestem kompletnie jak typowy facet, zapewne zrobiłabym na tym zdjęciu inne usta niż na tym wyżej i naraziłabym się czytelnikom. Wybaczcie. Ogólnie nie wiem czy Wy też wyczuwacie w tym zdjęciu jakieś patriotyczne odniesienia:D

Czy to powtórzę?


Myślę, że tak. To naprawdę bardzo prosta metoda i szybka jeśli chcemy mieć rano albo za kilka godzin fale, bez użycia ciepła. Jedyne co zmienię, to przed zwijaniem włosów na pewno nałożę na nie trochę olejku, żeby wyglądały potem jeszcze lepiej!


A Wy kręciłyście kiedyś włosy w ten sposób?:))

poniedziałek, 20 października 2014

Niedziela dla włosów - idealny blask!

Witajcie!

Jestem, jestem, w końcu żyję! Nareszcie odstawiłam wszystkie lekarstwa i odzyskuję trzeźwość umysłu:)
Przez kocioł z nauką, ale też głównie przez brak zdolności stworzenia chociaż jednego sensownego zdania, post o latach dwudziestych przesuwam na ten albo przyszły tydzień (chcę żeby było w nim jak najwięcej zdjęć), a w tym tygodniu już zapraszam Was do pewnego wpisu o tym jak spisała się na moich włosach kolejna naturalna metoda ich kręcenia!:)

Przechodząc jednak do tematu niedzieli, dzięki koncertowi Lux odzyskałam swój olej kokosowy, więc powoli zaczynam go wprowadzać do włosowej diety. Ze względu na to, że włosy od wakacji reagują na niego dziwnie gdy nałożony jest solo (efekt jest odwrotny do zamierzonego), to przemycam go w porcjach masek. Tym razem postanowiłam zrobić sobie super nawilżającą mieszankę!

Co zrobiłam?

mycie: Green Pharmacy (wzięłam go przypadkowo i wszystkie działają tak samo na moje włosy, więc nawet nie wiem jaki to był konkretnie) + kawa

odżywianie: Biovax dla włosów suchych i zniszczonych + kolagen elastyna + ok. pół łyżki oleju kokosowego

Efekty:


Włosy są po maseczce aksamitne! Połączenie oleju kokosowego z Biovaxem, od którego włosy miały ostatnio przerwę spisało się bardzo dobrze i dzięki temu są bardzej niż zawsze nawilżone, dociążone a przede wszystkim pięknie i naprawdę jeszcze mocniej niż zwykle lśnią. Jedyny zarzut jaki mogłabym tylko mieć to średnia miękkość włosów, ale przecież nie można mieć wszystkiego i najważniejsze, że dostały duużą dawkę nawilżenia po męczarniach! Maska fajnie je odżywiła i nawet po rozpleceniu warkocza, w formie którego spędziły cały dzień, nie wyglądały jak lekko suche fale co często się zgadza, a po prostu odpowiednio nawilżone:)

Szczerze mówiąc wczoraj w końcu poczułam jakąkolwiek różnicę w długości moich włosów i w końcu wydają mi się NAWET długie:D Mimo wszystko jednak chcę jeszcze więcej, więc mam nadzieję, że będą szybko gonić dreada!

A jak Wasza niedziela?:))


poniedziałek, 13 października 2014

Niedziela dla włosów

Witajcie!

Miniony weekend był dla mnie trochę kosmiczny - przeszłam metamorfozę w damę z lat 20. Moim zdaniem wyszło bardzo fajnie i pochwalę się tym w następnym poście, a dziś zapraszam na niedzielne odżywienie, które zafundowałam włosom po spotkaniu z lakierem dnia poprzedniego:)

Co zrobiłam?

mycie: Babydream + balsam Mrs. Potters

odżywianie: maska WAX + olej z kiełków pszenicy + olej makadamia + kolagen i elastyna + kwas hialuronowy 1,5% + kakao

Efekty:


Słabiutkie. Przy potencjale innych kosmetyków, z premedytacją wybrałam jako bazę maskęWAX, która jest dla mnie totalną klapą i chciałam sprawdzić czy może jednak jakimś cudem zacznie lepiej działać na moje włosy. Wyszło jak zwykle czyli włosy są w miarę nawilżone, ale dużo brakuje im do wygładzenia i miękkości, którą osiągam tym samym przepisem tylko na innej bazie. Przynajmniej upewniłam się czego na pewno moje włosy nie lubią i czego nie będę musiała ponownie tego kupować:) 

Włosy przed myciem były lekko suche jak zwykle i lakier niewiele zmienił przy jednorazowej akcji, więc myślę, że każda inna maseczka by sobie z tym poradziła i ta zrobiła to na czym najbardziej mi zależało czyli przywróciła im choć odrobinę nawilżenia. Jednak włosy mimo zabezpieczenia łatwo się kołtunią i nie wyglądają zbyt korzystnie w porównaniu z innymi niedzielami.

Z informacji bardziej poruszających przedłużyłam znów dreada! Oto efekt:



Obecnie sięga mi do kości ogonowej albo nawet z centymetr dalej. Jest mega długi i mocno wyróżnia się spod włosów, więc robię supełek, żeby aż tak nie była widoczna różnica w długości. Przedłużyłam go żeby zmotywować moje włosy do wzrostu:D Jego konkretne wymiary podam w aktualizacji w tym miesiącu.

Nie jestem w stanie pokazać Wam dokąd sięga, bo tak jak kiedyś wspominałam robię zdjęcia na łóżku stojąc na palcach i aparat leżąc na moim profesjonalnym półko-statywie nie obejmuje długości dalej niż za biodra, tak jak widzicie. Wszelkie inne miejsca również nie pomagały w złapaniu całego dreada, dlatego przy aktualizacji będę zmuszona kogoś ubłagać o zdjęcie:D

Ogólnie bez senność od tygodnia traci pierwszy człon, bo bierze antybiotyk stąd znikoma aktywność na blogu. Mam nadzieję, że ten tydzień będzie lepszy!

A Wam jak minęła niedziela dla włosów?:)


W tym tygodniu zapraszam m.in. na:
  • fryzury lat 20. czyli inspiracje + moja stylizacja
 
Na zachętę zapraszam Was do obejrzenia:


Przymknijcie oko na jego buty:D

wtorek, 7 października 2014

Aktualizacja włosów - wrzesień 2014

Witajcie!

W końcu mogę podsumować jakoś najbardziej przełomowy miesiąc w moim włosowym życiu. Zapraszam!

włosy teraz:


1. Szampon

Całkowicie zmieniłam podejście do szamponów po mojej akcji TYDZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW. Tak strasznie zaczęły do mnie przemawiać hasła nawołujące do porzucenia szamponów, że bardzo chciałam to zrobić. Jedyny problem to nauka i brak czasu na robienie ziołowych szamponów, a często nie tylko czasu, ale i siły. Dlatego szukałam, szukałam - najpierw zaczęłam szampon rozcieńczać, a potem w końcu wypróbowałam mycie odżywką. Pierwsza odżywka do mycia - DEBA mimo bardzo bogatego składu nie przeciążała mi włosów i były po niej czyste. Ostatnio się skończyła i kupiłam balsam Mrs. Potters. Myłam nim włosy dopiero raz, ale jestem całkowicie zakochana. Włosy są idealne - mięciutkie, gładkie, lśniące, nawilżone, dociążone! Dzięki temu, że jej skład nie jest już tak bogaty jak DEBY włosy wyglądają jak po myciu jakimś nieziemsko nawilżającym szamponem:)

2. Koniec z maskami co mycie

Przez wakacje i ogólnie chyba jakoś od późnej wiosny starałam się co mycie nakładać maskę. Były to różne kombinacje i widziałam naprawdę fajne efekty takiej pielęgnacji, jednak to wszystko pochłaniałoby mi teraz zbyt dużo czasu. Dzięki przejściu na odżywkowe mycie nie mam problemu z suchymi na drugi dzień końcami itp, więc maski stały się zbędne i teraz aplikuję sobie jakąś bombę raz na tydzień/dwa gdy myję włosy oczyszczającym szamponem.

3. Zdrowe końcówki

Wrzesień był miesiącem ciągłego związywania i zaplatania włosów - głównie dla wygody, bo tak jak już wiele razy wspominałam mój plecak-kostka nie współpracuje z rozpuszczonymi włosami i może i ładnie to wygląda, ale szkoda mi i końców i też fajniej mi się żyję jak nie czuję kilka razy dziennie, że wyrywam sobie włosy:D Dzięki temu i czynności poniżej końcówki są w świetnej formie!

4. Serum silikonowe codziennie

Ogólnie od początku włosomaniactwa starałam się jakoś wprowadzić nawyk zabezpieczania końcówek w życie. Mimo wszystko wychodziło mi to z różnym skutkiem, czego obecnie nie rozumiem, bo trwa to tylko chwilę, a daje poczucie dodatkowego komfortu:) 

5. Pokrzywa

Przez cały miesiąc piłam mniej więcej codziennie pokrzywę, często dwa razy dziennie. Póki co nie widzę spektakularnych efektów, ale smakuje mi, więc dla samego wzmocnienia i skóry będę ją piła dalej to może po kilku miesiącach da również efekty na włosach:))

6. Rezygnacja z olejowania

Tak jak już pisałam ostatnio, w tym miesiącu całkiem zrezygnowałam z bezpośredniego olejowania włosów, bo szampon który jest moim ulubieńcem jako zmywacz olejków, tak przesuszał mi włosy, że po takim mimo, że delikatnym myciu efekty olejowania w ogóle nie były widoczne. Teraz przy włączeniu w mycie odżywek mam nadzieję z czasem wracać do olejowania (szczególnie, że w końcu odzyskałam mój olej kokosowy!) i nauczyć się go zmywać skutecznie odżywką bez psucia efektów:) Oleje dodawałam wyłącznie w ilościach kropelkowych do masek, bo całkowita rezygnacja z nich byłaby samobójstwem.

Najsmutniejsza informacją jest tylko mój przyrost, który przez cały wrzesień wyniósł: ok.0,1 cm:(

Całkiem nie wiem czym było to spowodowane, bo nie zmieniałam swojej diety ani nie miałam jakoś bardziej stresowego okresu niż w wakacje czy wcześniej. Od czasu kiedy mierzę moje włosy co miesiąc chyba tylko raz zdarzyła mi się taka sytuacja, ale potem było już ok, więc zakładam, że i teraz będzie dobrze:) Najważniejsze, że moje końce są zdrowe i przynajmniej nie muszę się ich pozbywać, więc czekam tylko na kolejne centymetry!:)

A teraz moja dziecinka, które dawno tu nie było:


Niedokręcany od X czasu, ale wciąż żywy dread NO NAME (choć zapewne jakbym musiała mu teraz wybrać imię to podzieliłabym się własnym i byłby drugi Hans) ma się całkiem dobrze i tylko dzięki niemu nie czuję się nudno gdy mam na głowie koki, bo zawsze z nich wystaje:D

Produkty, których używałam:

szampony: Babydream, YEGO

odżywki: DEBA, Garnier Oleo Repair

maski: biovax dla suchych i zniszczonych

serum: Argan Oil

półprodukty: skrobia ziemniaczana, hydrolizowana keratyna, kolagen i elastyna, olej z kiełków pszenicy (włosy bardzo go polubiły), kwas hialuronowy 1,5%, ocet jabłkowy, olej makadamia.

Ilość produktów bardzo się zmniejszyła (mimo, że w lazience nadal jest ich milion) i czuję się z tym bardzo dobrze. Nareszcie zrobiłam jakiś realny krok do przodu, bo myjąc nadal co mycie szamponem, na dodatek nierozcieńczonym, moje włosy byłyby teraz znów chwilowo ładnym, a potem podatnym na przesuszenia tworem, co zaleczałabym co mycie maskami i innymi cudami, które tylko w jakiejś części przywracałyby im dobry stan.


A jak Waszym włosom minął miesiąc?:)


niedziela, 5 października 2014

Niedziela dla włosów - Sometimes, I wish I were an...

Witajcie!

Nareszcie znalazłam czas żeby odwdzięczyć się włosom za Luxfest! 

Co zrobiłam?

olej: kokosowy od połowy długości ze szczególnym uwzględnieniem końcówek

mycie: YEGO (musiałam mocniej oczyścić włosy) rozcieńczony + olejek lawendowy

odżywianie: Biovax dla włosów suchych i zniszczonych, kolagen i elastyna, kwas hialuronowy, olej z kiełków pszenicy

Efekty:


Jak co niedzielę nałożyłam praktycznie tak samo stworzoną mieszankę. Jedyną różnicę stanowił olej kokosowy, ponieważ od lipca ani razu nie olejowałam włosów. Po spotkaniu zarówno z olejem kokosowym (który zawsze je wygładzał), lnianym, z pestek winogron czy nawet arganowym wyglądały okropnie. Na szczęście doszłam do przyczyny - Babydream. Ten szampon przesusza mi włosy, a jako jedyny przeze mnie używany potrafi zawsze domyć olejki, więc zaczęłam go rozcieńczać, a oleje żeby ograniczyć ilość przyklapów, wyłączyłam z pielęgnacji (pomijając dodawanie ich do maski czy kroplę do serum zabezpieczającego, bo wtedy zawsze działają dobrze). 

Przy użyciu do zmycia oleju szamponu YEGO również nie liczyłam na nic więcej niż brak przesuszenia, bo moje włosy nawet po samym tym szamponie wyglądają dobrze. Jednak po wzocmieniu tego maseczką, końcówki jak i reszta włosów są odpowiednio nawilżone, ale mniej gładkie niż po myciu odżywką, to samo dotyczy miękkości. Włosy tuż przy skórze głowy też zareagowały ciekawie na mocniejszy detergent (przypominam, że ostatnio myję tylko rozcieńczonym babydream, a co drugie mycie odżywką) i nie zauwazyłam takiego odbicia od nasady jak bywały kiedyś. Końcówki musiałam dociążyć silikonowym serum. Zdjęcie robiłam wczoraj, bo z dnia na dzień jestem coraz bardziej chora, więc nie było pewności czy dziś będę w stanie się ruszać:D Jak to zawsze, im dłużej od mycia tym lepiej wyglądają moje końce i teraz już są prawie całkiem proste i nawilżone. Patrząc na nie na zdjęciu mam wrażenie jakby między nami był dialog...

ja: Teraz kolejne i ostatnie zdjęcie. Musicie wyglądać dobrze. BŁAGAM!

końce (większość): Dobra, no co nam szkodzi w sumie?

koniec nr.23: Ale czemu my mamy się dostosowywać? Zrób jeszcze kilka zdjęć.

koniec nr.63: Czemu ty zawsze robisz problemy? Ustaw się lepiej i koniec. 

końce (większość): No właśnie, czemu my mamy się dostosowywać? 

ja: JEDNO ZDJĘCIE.....

I tym sposobem ustawiły się obok siebie, ale miejscami wyglądają jakby starały się nie dotykać sąsiadów z obrzydzenia...:D


A tak naprawdę tydzień już odchorowuję Luxfest, dodatkowo przez całe siedem dni spadały na mnie kolejne plagi i atakowały z każdej możliwej strony, z Hansa stałam się Królową Smarków (żeby nie powiedzieć smarkaczy) i dobry wygląd włosów jest teraz mimo wszystko na daleeeekim planie, bo zajęłam się głównie nauką i wzmacnianiem siebie kroplówkami Pięć Dwa. Czas ten mimo choroby spędzam bardzo twórczo i nawet nareszcie udało mi się spisać główne założenia mojej filozofii w jednym dokumencie.


A jak Wasze niedziela dla włosów?:))


W tym tygodniu zapraszam na:

  •  rozpaczliwą włosową aktualizację
  • kolejny wywiad ze mną czyli TAG, w którym między innymi opowiem jak w ogóle zaczęło się moje włosomaniactwo i skąd we mnie taki brak życia


czwartek, 2 października 2014

Idealne włosy na wyjeździe tylko dzięki odżywce? To MOŻLIWE!

Witajcie!

Mimo postowego zastoju, moje eksperymenty nie mają końca i próby odstawiania szamponu nareszcie stały się realne. W miarę regularnie opuszczam dom i będąc u kogoś nie czułabym się zbyt dobrze gdybym miała tam chodzić z foliową torbą na głowie, dlatego rezygnuję wtedy z masek, a jedyne co robię dla włosów to odżywka na 2 minuty. Efekty jak można się domyślać - MARNE.

Jednak ostatnie próby odstawiania szamponu zainspirowały mnie w końcu do sięgnięcia po odżywkę. Miałam wolny weekend i stwierdziłam, że najwyżej umyję włosy jeszcze raz szamponem jeśli nie wyjdzie...

Co zrobiłam?

Zmieszałam ok. 3-4 łyżki odżywki DEBA z 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej. Potem wmasowałam dokładnie w skalp i włosy, a na długość nałożyłam kolejną porcję odżywki, żeby miała chociaż odrobinę nawilżenia (nie zamierzałam potem nakładać maski, żeby zobaczyć czy takie mycie ma w ogóle sens). Zmyłam po ok.2 minutach i lekko odciśnięte w ręcznik włosy poszły wraz ze mną spać.

Efekt:



Włosy były bardzo gładkie i miękkie. Końce wyglądały jak po naprawdę dobrej masce, choć oprócz odżywki nałożonej w trakcie mycia, całkiem nic z nimi nie robiłam. Skalp był oczyszczony a włosy tuż przy głowie niesamowicie miękkie i tak śliskie, że robiąc kucyk, musiałam co chwilę go poprawiać, aż w końcu zdecydowałam się standardowo na warkocz:D

Na drugi dzień włosy były nadal świeże i wyglądały dobrze. Po warkoczu zauważyłam mniejsze przesuszenie niż zawsze gdy używam szamponu.

Ale...

Jedyny problem w tym, że gdy dwa mycia pod rządu wykonałam odżywką (czyli np. we wtorek, a potem w czwartek) to włosy były brudne już wieczorem. Znalazłam jednak na to sposób i myję nią włosy co drugie mycie, żeby mimo wszystko odświeżać je szamponem (nadal rozcieńczam i jest bardzo dobrze!:))

Co najważniejsze to znalazłam swój idealny rytuał na wyjazdy, gdy czeka mnie jakiś ważny dzień. Wystarczy, że zamiast szamponem, umyję wtedy głowę odżywką i włosy wyglądają na drugi dzień genialnie przy minimalnym wysiłku!

 Szczerze mówiąc gdy myję nią włosy to już nawet nie chce mi się komponować maseczek i po umyciu szamponem nakładam tylko odżywkę z olejkiem, a włosy i tak wyglądają sto razy lepiej niż po masce co mycie, gdy każde wykonywałam przy użyciu szamponu.

W najbliższym czasie skończy mi się moja druga DEBA, więc zabiorę się za testowanie którejś odżywki z Mrs. Potters jako zamiennika szamponu. 

Polecacie którąś szczególnie?:))