niedziela, 31 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów - upragnione nawilżenie! + mój kot:)

Witajcie!

W tym tygodniu testowałam jeden naturalny sposób pielęgnacji włosów, o którym będziecie mogły przeczytać w tym tygodniu. Jego całkowitych efektów nie chcę Wam zdradzać, ale przez mój jeden błąd, ostatni - trzeci dzień od mycia, minął mi w towarzystwie suchego siana. Chcąc to odratować postanowiłam zrobić maskę, która rzeczywiście mogłaby sobie z tym poradzić. Zapraszam do czytania:)

Co zrobiłam?

mycie: Babydream rozcieńczony w szklance ciepłej wody

odżywianie: Serical Crema al Latte czyli mój niepoprawny kallos + ok.6 kropli olejku z kiełków pszenicy + duża kropla kwasu hialuronowego

płukanka: z octu jabłkowego (tym razem łyżka octu na ok.3 szklanki wody - zmniejszyłam ilość octu o połowę, bo włosy były naprawdę suche i nie chciałąm tego pogorszyć)

Efekt:


Ile ja się zdjęć narobiłam, żeby w końcu włosy jakoś wyglądały...:D Skalp jest w świetnym stanie odkąd myję go bardzo rozcieńczonym szamponem. Długość po masce jest dość dobrze nawilżona i jak zawsze po tej masce nieziemsko wygładzona. Jedyny minus to moim zdaniem niedostateczne dociążenie. Końcówki wywijają się niesamowicie, co widzicie na zdjęciu. Ale z drugiej strony jeśli mam wybierać wywijanie w różne strony, a w jedną, to zdecydowanie wybieram to drugie:) Ogólnie nie mam żadnych problemów z rozczesywaniem, co po eksperymence mnie bardzo cieszy i jeszcze mogę powiedzieć, że w dzisiejszych włosach czuję się bardzo fajnie:) Są dla mnie idealne - nieidealnie blogowo leiste, jest w nich objętość (na zdjęciu oczywiście wyglądają jak gładki dywan, ale gdy mam je np. z przodu to są już bardziej żywe).

KOMUNIKAT:

W związku z nadchodzącym rokiem szkolnym z żalem ogłaszam, iż mimo wszystko bardziej poświęcać będę się chemii niepraktycznej i całkiem szkolnej (niestety nasz system edukacji nie bierze pod uwagę, że wśród uczniów są tak wybitne*, początkujące osobowości naukowe jak ja, które pragną praktyki i możliwości zainteresowania się już teraz laboratoryjnymi i eksperymentatorskimi kierunkami studiów, niż dopiero z przymusu w trakcie ich realizacji), więc postów będzie na pewno mniej niż w wakacje i przypuszczam, że będzie to ok. 2-3 postów na tydzień, wliczając w to niedzielę dla włosów. Teraz tylko pozostaje zaplanować detoks od sprawdzania bloga:D

* tak wybitne jak moja poezja:)

A teraz obiecany mój kot:

 Wyłącz tę lampę i mnie nie wkurzaj. Chyba jesteś śmieszna, że przymierzę Twoje włosy.

 Dobra, raz mogę dać się sfotografować. Patrzę prosto w obiektyw, podoba się?

Mam to gdzieś, minęła mi ochota na zdjęcia. Radź sobie sama i wyłącz lampę.

(Wybaczcie mi ingerencję plastyczną w lewą stronę zdjęcia, ale moją ścianę zdobią moje "dzieła" i gdyby nie zamazanie, to jeden z bardzo znanych polityków mógłby się obrazić, że się z niego naśmiewa poprzez przeróbkę jego twarzy na osobowość gotycką:D)

Niechęć była na tyle silna, że nie wystarczyła parówka-przynęta (to prawdziwy wielbiciel parówek. Gdy ktoś je przy nim je, siada obok na stole, patrzy, aż w końcu w chwili nieuwagi podchodzi i łapą próbuje sobie zabrać kawałek:D) W każdym razie nie obyło się bez kolacji. Po niej zmęczony jedzeniem kot wskoczył na mnie odpocząć:

Męczy mnie już to moje życie... Ciągle obowiązki.


Pozdrowienia dla wszystkich czytelników bloga oraz Nimfy i jej kota, którzy zmotywowali nas do wspólne sesji!

Jego wystający jęzor wynika z silnej infekcji, którą niedawno przebył. Stracił wtedy 90% zębów, w tym górne kły, dlatego jeszcze ma problemy z jego umiejscowieniem w paszczy.  

Ale powiedzcie, czy to nie czyni go jeszcze bardziej uroczym Nockiem?:)) Jesteśmy też ciekawi jak minął Wam Wasz dzień dla włosów:)

piątek, 29 sierpnia 2014

ROK BLOGA - włosy wtedy a dziś + 10 faktów o mnie

Witajcie!

Rok temu, 28. sierpnia ledwo oddychająca w masce gazowej dziewczyna postanowiła założyć bloga. Powód był prosty - motywacja do dalszych eksperymentów, na które pomysły miała codziennie. HOP HOP i ma własny konfesjonał. Przez pierwsze dni posty dodawane były kilka razy dziennie, żeby maksymalnie nadrobić czas, który przecież straciła nie decydując się na publiczne spowiedzi wcześniej. Później przyspieszony kurs profesjonalnej obróbki zdjęć i już wszystko gotowe! Wklęsłe dłonie i psychodeliczne tła odchodzą w zapomnienie, na rzecz najważniejszego problemu - niskiej liczby odwiedzin. Wielka rozpacz dopada ją, gdy post z wierszem wybitnym (no powiedzcie tylko, że nie!) ma sto razy mniejszą popularność niż recenzja odżywki z drogerii. Jednak mimo wszystko walka trwa dalej i pojawiają się między innymi posty zmuszające do refleksji nad życiem i uzależnieniem od kosmetyków. Włosy w tym wszystkim stały się już czymś na drugim planie, bo najbardziej zaczął się liczyć pomysł i to tylko dzięki niemu efekt na włosach może być zadowalający. Walka trwa dalej, nie wiem ile jeszcze, ale póki co zapraszam Was na ciekawsze momenty z życia COTYMASZNAGŁOWIE!



 Pierwsze wow, bo w końcu liczba wyświetleń nabrała jakiś sensownych kształtów:D I ci cudowni pierwsi obserwatorzyyy!


Kosmiczna jak na mój blog pierwszy raz liczba osób przeglądających go właśnie online. Była to pierwsza moja niedziela dla włosów, w której oczywiście większość ciekawskich zawdzięczam dobrej woli Anwen:) Potem zdarzały się czasem i większe, ale nie zapisywałam już.

Jak widzicie tych szczególnych momentów w moim blogowym życiu było naprawdę wiele...:D

W nudnych cyferkach: 

łączna liczba odwiedzin bloga: 156 854

łączna liczba opublikowanych postów: 221

łączna liczba komentarzy: 3209

najczęściej wpisywane słowo w wyszukiwarkę, które odsyła na mojego bloga: WSZY (:D) 

najpopularniejsze posty dotychczas: 

Jak włosy zmieniły się przez rok blogowania?



Jutro minie równy rok od zrobienia zdjęcia po prawej stronie. Jak widzicie moje włosy tam są jeszcze mokre, więc i to wpływa na pierwsze wrażenie, które robią dość słabe. Przez rok blogowania moje włosy w najniższej warstwie widocznie się zagęściły (były obcinane wiele razy). Wygładzenie, nawilżenie itd udawało mi się uzyskiwać już wcześniej, ale po roku o wiele bardziej wiem co włosy lubią, czego nie. Niestety nie mam z tamtego okresu danych o długości włosów w cm, a szkoda, bo chętnie bym teraz się pochwaliła. Jak widzicie zrobiłam ogromny krok, szczególnie pod względem modyfikacji zdjęć:D

A teraz coś ciekawszego - ostatnio stwierdziłam, że moi czytelnicy praktycznie nic o mnie nie wiedzą. Mój opis O MNIE mówi wszystkim tyle, co mi większość treści chemicznych zadań, więc chciałabym się z Wami podzielić kilkoma moim zdaniem fascynującymi ciekawostkami, zarówno o mnie jak i o moim blogowym życiu:

1. Zdjęcia na bloga robię zawsze na łóżku stojąc na palcach i leżac nosem na ścianie, żeby się przez te palce nie ruszać:D

2. Mam kota, który miał już tyle imion, że nie warto o tych wcześniejszych wspominać. Ostatnie to Jerzy, Leon, Makrela (z przykrym skutkiem niestety), Nocek, Lucuś. (Nimfo, pamiętam o jego zdjęciu. Jestem pewna, że nie znasz innego kota, który całe życie pokazuje wszystkim język:D Na następny raz postaram się to uchwycić)

3. Dawniej w moim pokoju gościło wiele niemieckich gadżetów, włącznie z flagą - szalikiem.

4. Nie umiem żyć bez pomysłu co zrobię w dzień i każdy dzień, gdy rano mnie nie oświeci uważam za stracony.

5. Jeśli naprawdę chcę zrobić coś dla siebie to maluję koszulki lub robię kremy. W większości przypadków są to i tak przedmioty podarunkowe.

6. Lubię logiczne podejście do każdego tematu.

7. Moje największe hobby to myślenie.

8. Najbardziej odrzuca mnie popularność czegoś lub kogoś i często jeśli np. mam przesłuchać jakąś piosenkę (podkreślmy, że nie radiową rzecz jasna), a ciągle słyszę pozytywne opinie, to potrafię się poważnie zniechęcić.

9. Lubię Stachurę, Wojaczka, Mickiewicza i Pazdro (choć dużo mniej).

10. Na nadmierny fałsz reaguję łzawieniem oczu - zarówno fałsz w kwestii śpiewu jak i zachowania wobec innych.

11. Blogspot to jedyny portal, na którym istnieję:)


A Wy co o sobie powiecie?:))

PS: Dziękuję moim wiernym czytelnikom, dzięki którym mimo wszystko mam motywację do tworzenia kolejnych mikstur i męczenia włosów!:))Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów we wtorek:)

Witajcie!

Spóźniona niedziela, ale ważne że jest:))

Co zrobiłam?


mycie: domowy szampon (niestety nie domyłam nim skóry, bo za krótko trzymałam), babydream w ilości pół łyżeczki rozpuszczony w szklance wody - płukanka szamponowa...:D - DOMYTE WŁOSY!

odżywianie: na skalp jogurt naturalny (eksperymentalnie nałożony na połowę głowy w celu sprawdzenia czy spowoduje tam szybsze przetłuszczanie, jednak nic z tego nie wyszło, bo i tak potem musiałam poprawić to babydream)

na długość: jogurt naturalny + kakao + 6 kropli oleju arganowego + 1 łyżeczka soli EPSOM

płukanka: z octu jabłkowego

Efekty:

 Wybaczcie lekki nieład, ale bateria od aparatu kończy swój żywot i pozwala mi tylko na kilka zdjęć i brak poprawek.

  Najważniejsza sprawa to miękkość włosów - są cudowne w dotyku:) Nawilżenie mimo wszystko takie sobie (porównując z nawilżeniem tydzień wcześniej). Ogólnie mimo, że już po akcji to jestem w takim szale po niej, że jak miałam sobie przygotować maseczkę po myciu to o tym, że mam kochanego Biovaxa i odżywki, przypomniałam sobie mając już na głowie miksturę z jogurtu...:D Z szamponem chyba póki co przyjmę inną taktykę mycia, bo ta obecna jest dla moich włosów chyba zbyt gwałtowną zmianą i dlatego nie współpracują. Komentować fryzury na zdjęciu chyba nie muszę - znów żyłam dzień i noc w warkoczu, którego robię tak, że zawsze tylko z jednej strony mocniej ściskam w nim włosy, więc musiałam je troszkę rozprostować rozczesując zmoczone wodą:)

Zapraszam Was w tym tygodniu na podsumowanie mojego bloga:)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Podsumowanie akcji TYDZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW DROGERYJNYCH DO WŁOSÓW

Witajcie!

Na wstępie chcę zaznaczyć, że wszystkie spostrzeżenia, którymi się z Wami podzielę, są oparte wyłącznie o mój eksperyment i również błędy, które w nim popełniłam (o których oczywiście też opowiem), więc jeśli czyta mnie ktoś, kto myje włosy w sposób naturalny i wychodzi mu to milion razy lepiej, to mu wierzę i Wy też powinnyście:))


TYDZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW DROGERYJNYCH (do pielęgnacji włosów):



Włosy pierwszy raz były domyte po domowym szamponie. Patrząc z perspektywy czasu była to zasługa mojego wówczas logicznego myślenia "im więcej saponin tym lepiej", które potem odeszło w zapomnienie. Włosy prezentowały się fajnie, były świetnie nawilżone dzięki jogurtowi. Jedyny problem to brak odbicia od nasady, ale ważne, że je i skalp w ogóle domyłam!


Włosy są moim zdaniem już lekko brudne i czekają na mycie - jeszcze nie wiem, że po domowych szamponach nie są przesuszone, a ich nawilżenie wprowadza je w taki stan czystości (nie są tłuste, nie zbijają się w grupki), że łatwo mylę to z pierwszymi oznakami brudu po szamponie zwykłym. Ciężko to opisać.


TOTALNY KRYZYS po nowym szamponie! Rezygnuję z tworzenia tej samej recetury szamponu i wymyślam nową - ograniczając ilość saponin, a ulepszając go o sól EPSOM. Dodatkowo przyjmuję wyzwanie od mojej Czytelniczki i nakładam na włosy olej przed myciem, żeby sprawdzić co mogłoby go zmyć. Mój wybór pada na KROCHMAL MLECZNY, co niestety również nie okazuje się skuteczne (przy różnych myciach używałam mleka z różnym % tłuszczu i efekty były te same). Jeszcze o tym wszystkim nie wiem, więc żeby nawilżyć włosy nakładam na nie domową maseczkę znów z jogurtu naturalnego (szczegółowy skład w poście), która dodatkowo obciąża włosy. Po zmyciu olej wciąż jest na włosach, a ja przyjmuję makaronową WSPÓŁPRACĘ i ogłaszam konkurs dla moich Czytelników jako KRÓLOWA MAKARONÓW!


Długość jako tako wchłonęła nadmiar olejku, a ja zaczynam wielbić siebie za zrobienie poprzedniego dnia płukanki z glinką zieloną, dzięki której chociaż przy skórze głowy moje włosy są w miarę świeże! Dodatkowo zaczynam znów zauważać jak delikatnie przebiega proces przetłuszczania się włosów, gdy nie myję ich normalnymi szamponami. Jestem też zafascynowana stopniem nawilżenia długości. Chociaż na zdjęciach wygląda dobrze:D W realnym świecie chodzę z dużą ilością smętnie zwisających, przeciążonych pasemek, które dopiero są w trakcie wchłaniania.

Z desperacji i ciekawości sięgam po najbardziej popularną metodę mycia włosów bez szamponu - SODĘ OCZYSZCZONĄ. Nie mam w sobie tyle odwagi, żeby zrobić z niej pastę, więc po pseudo próbie uczuleniowej (miałam już wcześniej kilka razy kontakt z sodą na mojej skórze i nie było podrażnień, więc nie była mi potrzebna prawdziwa próba) myję skalp domowym szamponem z śmieszną ilością sody - 1 łyżeczką. Na długość znów idzie MLECZNY KROCHMAL w celu zemulgowania jakiś pozostałości olejowania. Po myciu znów maseczka , tym razem lżejsza - na bazie żelu lnianego a nie jogurtu! Włosy wyglądają pięknie, choć mam pewne zastrzeżenia - tył głowy jest niedomyty, a włosy na wysokości uszu i trochę przy karku wiszą jak smutne spaghetti. Trudno, ważne, że długość wygląda naprawdę dobrze!


Nadal walczę (dopóki jestem!) mimo chęci zamknięcia się przed komputerem w łazience i spotkania z Babydream! Z godnością noszę moje włosy w mieście (przed wyjściem oprószone mąką ziemniaczaną jako suchym szamponem). Długość wygląda świetnie. Skóra z przodu nie najgorzej - szczególnie po ingerencji mąki, jednak tyłu nawet ona nie wskrzesiła. Umiera, a ja reprezentuję grono osób starszych jako siwa babuleńka.

Wieczorem głowa zaczyna lekko swędzieć, ale to nie wszy, więc oddycham z ulgą:D Soda była użyta w zbyt małej ilości, żeby mogła mi podrażnić skalp.


Skalp swędzi coraz mocniej, a ja przypominam sobie, że to u mnie naturalne, kiedy skóra głowy jest zbyt długo brudna. Zatem nareszcie upragnione mycie! Mieszam wszystkie szampony, które mam (aż dwa) i myję cały skalp i calutkie włosy, żeby tylko domyć wszystkie pozostałości olejowania i brudu po tym  tygodniu. Potem odżywka i nadzieja, że skoro przed myciem były super nawilżone, to po myciu będą identyczne. Małe rozczarowanie - włosy puszą się i lekko elektryzują. Końce, które łatwo rozczesywałam, miejscami ciężko pokonać grzebykiem i nie są już tak gładkie. Na zdjęciach jednak mimo wszystko wyglądają dobrze.

Uff, skończone. A teraz analiza, czyli to co lubię najbardziej:)


Moje błędy popełnione w czasie akcji:


1. Najważniejszy z nich to piekielne olejowanie. Niepotrzebnie postawiłam przed sobą taki cel, bo przez większość tygodnia chodziłam z przyklapem na długości, który wchłaniał się baardzo wolno. Choć z drugiej strony skąd wiedziałabym dziś gdyby nie to, że mleczny krochmal nie jest tak skuteczny jak mi się wydaje?:)

2. Jeśli można to nazwać błędem, to moje sięgnęłam dwa razy po kupne kosmetyki, z nawyku - użyłam w niedzielę GLISS KURA (tak jak pisałam w tamtym poście ok.3 psików:D) i któregoś dnia użyłam też 3 czy 4 kropelek oliwki HIPP. Szczególnego wpływu na włosy to raczej nie miało, jednak mimo to WYBACZCIE!:)

3. Szampon bez dodatkowych saponin był bez sensu. Powinnam była nie eksperymentować już dalej, a maksymalnie wzbogacić szampon, którym faktycznie udało mi się skalp domyć.


Co jeszcze?


Przed myciem zawsze oprószałam włosy mąką ziemniaczaną (tak sobie wymyśliłam, że wtedy łatwiej zmyć zaabsorbowany nadmiar łoju), a każde mycie kończyłam użyciem na skalp i włosy płukanki z octu jabłkowego, żeby przywrócić skórze naturalne pH, domyć ja z ewentualnych pozostałości szamponu oraz ochronić przed ewentualnymi nieprzyjemnościami, np.łupieżem.

Żeby przedstawić Wam najważniejsze rzeczy w miarę czytelnie, podzieliłam je na dwie kategorie skupiające moją opinię o całej akcji.




  •  znów zaczęłam stosować octowe płukanki - nareszcie mam supergładkie włosy!
  •  odkryłam, że moje włosy mogą być idealne (nie wliczając dni, gdy były przeciążone, prezentowały się naprawdę świetnie)
  •  dokładniej zagłębiłam temat naturalnego mycia włosów, czego bym pewnie bez akcji nie zrobiła (nawet sobie nie zdajecie sprawy testując masę szamponów, ile jest postów na różnych eko blogach o tym, jak i czym myć włosy, by były zdrowsze:))
  •  ZERO elektryzowania i puszenia
  •  ZERO problemów z odstającymi wszędzie BABYHAIR! (problem powrócił od razu po umyciu włosów zwykłym szamponem)
  •  ZERO problemów z rozczesywaniem włosów - grzebień pięknie sunął po bardzo nawilżonych końcówkach
  •  delikatniejsze przetłuszczanie włosów - dłuższy "wyjściowy" wygląd!




  •  przeciążenie (jednak kolejny raz zaznaczam, że na długości to wina tylko moja i gdy ktoś naturalnie myje włosy i odżywia, pomijając olejowanie i jego zmywanie, to nie powinien mieć z tym problemu)
  •  dyskomfort z powodu niedomycia jednego i drugiego
  •  dyskomfort psychiczny (właśnie od jutra zaczynam leczenie), bo myłam włosy i nie byłam pewna, czy za kilka godzin jak wyschną nie będą dalej brudne (w końcu znalazłam na to sposób- suszyłam włosy przy wiatraku, bo niestety nie mam suszarki z chłodnym nawiewem:D To naprawdę pomagało żeby określić czy włosy są jako tako domyte)
  •  długie wysychanie włosów (z powodu potężnego nawilżenia)


Co mnie zdziwiło?


Naprawdę byłam zafascynowana tym, jakie można zauważyć różnice we włosach po umyciu domowym szamponem, a po szamponie kupnym. Domowe nie zmywały naturalnej, ochronnej warstwy tłuszczowej, a jedynie (w moim odczuciu) jej nadmiar, dzięki czemu włosy były przy skalpie nawilżone, co powodowało też niestety brak odbicia od nasady. Można to jednak przeżyć. Włosy po myciu wyglądały tak samo (tam gdzie były domyte) jak również dzień później, a przetłuszczanie zachodziło baardzo powoli. 

Po zwykłym szamponie mam super efekt ( w porównaniu z tamtymi) odbicia od nasady, który po kilku godzinach kończy się lekkim opadnięciem włosów, a następnego dnia już niezbyt świeżym ich wyglądem. Jedyny plus takiego mycia to pewność, że skalp będzie na pewno oczyszczony. 


Podsumowując...


Bardzo się cieszę, że wykorzystałam koniec wakacji na przeprowadzenie tej akcji:) Nie byłoby lepszego momentu na zmierzenie się z potężnym według mnie wyzwaniem, jakim jest stworzenie własnego szamponu, bez korzystania z gotowych przepisów składnik w składnik. Nie pamiętam kiedy moje włosy były tak doskonale nawilżone! Mimo wpadek z przeciążeniem (nie zapominając, że na długości i tak moje włosy wchłaniały nadmiar produktów), akcja moim zdaniem się udała. Tworzenie własnych kosmetyków to nie tylko satysfakcja, ale również niezależność, a szampon był na mojej liście ostatnim produktem, którego nie mogłam wcześniej stworzyć w idealnych proporcjach (pierwszy szampon był naprawdę świetny i mogłam go już dalej nie zmieniać).


Co teraz zamierzam?


Postanowiłam już bez przeciągania akcji dalej kontynuować naturalne mycia - modyfikować przepis nr.1. Przynajmniej przez najbliższy tydzień. Wychodzę z punktu maksymalnego oczyszczenia skalpu (wykonanego wczoraj), więc zaczynam od zera. Szamponu Babydream będę używała tylko jako dodatkowego detergentu do zmywania olejku, a YEGO czasami do większego oczyszczania skalpu. Oczywiście jeśli znów będą jakieś przygody typu swędzenie, to powrócę do "normalnych" produktów. Zobaczymy jak mi to wszystko wyjdzie, bo póki co to tylko plany, ale cieszę się, że w ogóle są:)


Czy polecam Wam naturalne mycie włosów?


Tak! Warto spróbować chociaż raz, na włosach nie maksymalnie przetłuszczonych (żeby nie utrudnić delikatnemu środkowi zadania). Gotowanie takiego szamponu - przy użyciu ziół to naprawdę może 10-15 minut, a uczucie, że nie musicie korzystać z gotowców jest tego na pewno warte!:)

To już chyba koniec, dziękuję tym, którzy dotrwali wraz ze mną do zakończenia akcji i końca tego tekstu, Tarzanowi, że wytrzymał moje długie mycia i jeszcze dłuższe wysychania oraz mojej skórze głowy i włosom, że jeszcze mam o co dbać:)


A Wy skusiłybyście się na naturalny tydzień?:))


PS: Jeśli jesteście zainteresowane, wklejam linki, które moim zdaniem są najbardziej przydatne, gdy interesuje nas, jak myć naturalnie włosy:




sobota, 23 sierpnia 2014

Akcja TYDZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW DROGERYJNYCH - dzień ostatni

Witajcie!

Moją akcję rozpoczęłam już w poprzednią niedzielę i ze względu na to, że miała trwać tydzień, to w tę niedzielę mogłabym już używać produktów normalnych. Jednak od dwóch dni często swędziała mnie skóra głowy i myślę, że była to kwestia jej niedomycia (przeważnie jeśli swędzi mnie już skalp, to jest to np. trzeci dzień od mycia) lub może jakieś lekkie podrażnienie sodą, choć ta opcja jest mniej prawdopodobna przy użyciu 1 łyżeczki sody na szklankę płynu. Postanowiłam więc zrobić "Niedzielę dla włosów" w poniedziałek, przez co mogłam sobie wczoraj pozwolić na mycie. Skalp oczyściłam już normalnym szamponem.

Co zrobiłam?

mycie: Babydream + YEGO 

BD ze względu na to, że tylko on zmywa z moich włosów olejki, a smętne pasma, które miały jeszcze ślady olejowania w tym tygodniu musiały być w końcu czyste! YEGO oczywiście ze względu na to, że jest silniejszym szamponem i dokładniej oczyści skórę głowy.

odżywianie: DEBA na 5 minut

Widzicie - istne szaleństwo:D Było już bardzo późno, więc nie chciałam męczyć siebie i innych maseczkami, które przy nawilżeniu moich włosów w ostatnim tygodniu i tak wydawały się zbędne. Użyłam DEBY, bo nie ma silikonów, a ja chciałam zobaczyć jak wyglądają moje włosy bez oblepiającej warstwy:)

płukanka: z octu jabłkowego

Efety:



Końce nie są przeciążone, wręcz latały we wszystkie strony, dlatego teraz pokorniej trzymają się razem (nałożyłam 3 krople olejku arganowego w celu ich zabezpieczenia). Nawet nie wiecie jak miło jest mieć pewność, że po myciu włosy będą czyste:D Coś niesamowitego... Długość na szampon zareagowała lekkim puszeniem i końcówki nie wyglądały już tak idealnie, jak po poprzednich mycia. Jednak coś za coś.

Zmywając szampon z głowy i włosów wszystko było tak oczyszczone, że aż tępe, co też jest dla mnie czymś nowym po ostatnim tygodniu, gdy skalp i włosy podczas zmywania były takie same jak przed.

W najbliższym czasie planuję nałożyć na skalp maseczkę nawilżającą, bo jednak ziołowe szampony mimo wszystko mogły go lekko przesuszyć, a wtedy nie chciałam ryzykować z dodatkowym obciążaniem go po myciu. Ogólnie skóra głowy jest w dobrym stanie - już nie swędzi, a najważniejsze, że na moje wynalazki nie zareagowała np. porządnym łupieżem, choć w niektórych miejscach były jego lekkie ślady, ale już wszystko minęło:)

Zapraszam Was jutro na podsumowanie całej akcji i ogólne wyciągnięcie wniosków. Opowiem Wam również o tym jak zamierzam bardziej "unaturalnić" moją dotychczasową pielęgnację i co jeszcze zmieniło się w niej dzięki tej akcji:)

Jak mają się dziś Wasze włosy?:))

piątek, 22 sierpnia 2014

V. dzień AKCJI TYDZIEŃ BEZ DROGERYJNYCH KOSMETYKÓW DO WŁOSÓW - osiwiałam!!!!!!

Witajcie!

Wczoraj opowiadałam Wam o sodzie i o nie do końca udanym myciu z jej udziałem. Miałam zamiar je później poprawić, ale włosy z tyłu głowy zaczęły wyglądać dużo lepiej po opublikowaniu informacji "zaraz idę myć je jeszcze raz", więc zostawiłam je w spokoju:D 

Po nocy nie wyglądają już tak dobrze i podratowałam je odrobinę mąką ziemniaczaną w roli suchego szamponu. W zwyczajnych okolicznościach robię to za pomocą pudru Babydream, bo jeszcze nie spotkałam żadnej mąki, która nie pozostawiałaby na moich włosach lekkiego, pyłkowego osadu, którego nie mogę się pozbyć niczym oprócz wodą. Dodatkowo musiałam wyjść z domu, więc reanimacja na szybko była konieczna!

Po powrocie zrobiłam poniższe zdjęcie i dowiedziałam się, że w świetle mimo wszystko lekko było widać mączną siwiznę na włosach przy skalpie (czyli dokładnie to, za co nie lubię mąki w roli suchego szamponu):

 Kilka godzin przed zdjęciem na włosach wylądowały 4 krople oliwki HIPP, bo przyzwyczajenia i bezmyślność robią swoje:D Jednak jest to produkt z naturalnym składem, więc myślę, że możemy to śmiało uznać za zamiennik olejku migdałowego stosowanego solo:)

Tak jak widzicie skalp wygląda okropnie - posklejany makaron obtoczony w mące. Śmiałam się, że jeszcze tylko jajko i troszkę deszczu, a na mojej głowie będzie ciasto:)

Włosy na długości nadal są ładnie nawilżone. Od ostatniego, wczorajszego zdjęcia, ciągle były w warkoczu, bo z taką fryzurą mi najwygodniej. Oczywiście skutek uboczny - mocne fale.

Najbliższe i ostatnie w czasie trwania akcji mycie planuję albo na dziś wieczór, albo jutro rano. Póki co muszę wymyślić kolejną recepturę szamponu, jednak tym razem takiego, który na pewno domyję brud z mojej skóry i włosów najbliżej niej. Trzymajcie kciuki kolejny raz, bo myślę, że nie będzie to prostym zadaniem.

Co jeszcze?

Dziś rano miałam duży kryzys i byłam wręcz pewna, że jak tylko wstanę, to pierwsze co zrobię, to polecę do łazienki i umyję włosy Babydream! Na szczęście dla akcji zapomniałam o tym planie i wytrwałam.


A jak Waszym włosom minął dzisiejszy dzień?:))

PS: Zapraszam te z Was, które jeszcze nie biorą udziału, do wspólnej włosomaniaczej akcji zapuszczania włosów u Eter! Więcej informacji możecie znaleźć po kliknięciu tutaj! 


czwartek, 21 sierpnia 2014

IV. dzień akcji BEZ KOSMETYKÓW DO WŁOSÓW - SODA jako domowy szampon

Witajcie!

Według moich planów, na dzisiejszy dzień przypadało mycie. Wykonałam je znowu eksperymentalnie przy użyciu całkiem nowej receptury "szamponu".

Jeśli kiedykolwiek interesowałyście się dawnymi sposobami na mycie włosów, to na pewno spotkałyście się z metodami mycia włosów żółtkiem, sokiem z cytryny, jogurtem itd. Jedną z najczęściej polecanych (i chyba najszerzej sprawdzanych na własnej skórze przez internautów) jest użycie w tym celu sody oczyszczonej, a następnie zakwaszenie skóry głowy i włosów płukanką z octu jabłkowego. Soda dzięki swojemu zasadowemu pH rozchyla łuski włosów, dzięki czemu łatwiej jest jej oczyścić nasze włosy i skórę. 

Czemu nie wypróbowałam tego wcześniej?

Zwyczajnie obawiałam się sody. Mimo tak wielu opinii na temat używania jej w pielęgnacji cery czy włosów ja czułam niepokój. Zresztą nieraz pisałam już na blogu, że na długości włosów mogę testować wszystko, jednak na skalp wybieram produkty bardzo ostrożnie. No ale ile można żyć w strachu przed białym proszkiem, jeśli jest masa naturalnych blogów, gdzie ogromna liczba kobiet używa tej metody i uważa, że nie ma lepszej, a na dodatek pokazuje na zdjęciach efekty i wcale nie jest łysa?:)

Jak używać sody?

Przepisów była masa. Począwszy od dwóch łyżek sody na szklankę wody, a skończywszy na łyżeczce sody na szklankę wody (wiele osób wspomina, że po detoksie skalpu i myciu go tylko i wyłącznie coraz mniejszymi z czasem porcjami sody, włosy przetłuszczają się tak wolno i delikatnie, że do ich umycia wystarcza sama woda. Myślę, że to fajna ciekawostka:)). Niektórzy polecają zrobić pastę sodową - np. 2 łyżki sody i 1/2-1 łyżka wody, jednak nie zapominajmy, że soda może podrażniać skórę.

Jak bezpiecznie użyć sody?

Myślę, że najbezpieczniej jest zrobić sobie próbę uczuleniową, a później maseczkę na twarz. Nadaje się ona szczególnie cery mieszanej, tłustej i ma właściwości absorbujące nadmiar sebum oraz głęboko oczyszczające pory. Często też wspomina się o lekkim rozjaśnieniu przebarwień. Maseczkę przygotowujemy z wodą/hydrolatem w proporcjach 1:1 i nakładamy na twarz, a gdy minie 15-20 minut zmywamy. Wspominam o tym, bo w razie gdybyśmy miały na nią jakieś uczulenie, albo nasza skóra byłaby podatna na podrażnienia, już po maseczce zapewne byłyby tego jakieś ślady. U mnie po maseczce nie było żadnych podrażnień, jednak mimo to zrobiłam małą próbę uczuleniową przed nałożeniem na skalp szamponu - wtarłam w miejsce, gdzie skóra jest delikatniejsza malutką porcję szamponu i odczekałam ok.10 minut. Czas był krótki, bo wcześniej byłam już po maseczce więc miałam ogólne rozeznanie, a jeśli szampon nakładam na skalp na kilka minut, to myślę, że jakakolwiek reakcja alergiczna skóry już w przeciągu tego czasu byłaby zauważalna. Wam również polecam próby uczuleniowe, jeśli chciałybyście używać sody:)

Jakie mogą być minusy używania sody?

Stosowana zbyt często lub w zbyt dużych ilościach może przesuszać skórę oraz włosy. Wiele osób narzeka również na rozjaśnienie koloru włosów właśnie przez zbyt duże porcje sody.

Co zrobiłam?

Stwierdziłam, że mimo wszystko wybiorę najłagodniejszą opcję użycia sody - 1 łyżeczka sody oczyszczonej na szklankę płynu. Niebezpieczeństwem większym niż ewentualne podrażnienie stało się wówczas niedomycie, ale myślę, że lepiej umyć włosy dwa razy niż narazić się na nieprzyjemności. Co ciekawe moje włosy tuż przed dzisiejszym myciem były w takim samym stanie jak wczoraj, czy nawet przedwczoraj - domowe mikstury naprawdę potrafią ograniczyć przetłuszczanie:)

Szampon nr. 3 

SKALP:

Składniki:

- 1 łyżeczka sody

- 1 szklanka żelu lnianego

Najpierw cały skalp i włosy na długości, gdzie przeciążenie najbardziej dawało się we znaki oprószyłam mąką ziemniaczaną. Potem zmieszałam oba składniki i jeszcze ciepłe wmasowałam w skalp i włosy blisko niego. Po ok. 5 minutach spłukałam.

DŁUGOŚĆ:

kolejny raz zrobiłam krochmal mleczny:) Czyli mleko i mąka ziemniaczana w proporcjach ok. 2:1. Tak mi się to spodobało, że zamierzam włączyć go do mojej zwyczajnej, kosmetycznej pielęgnacji:D


MASECZKA PO MYCIU:

- pół szklanki żelu lnianego

- żółtko

- 5 kropli olejku z kiełków pszenicy

- 1 duża kropla kwasu hialuronowego

- 1 łyżeczka kakao

Wszystko zmieszałam i nałożyłam na długość na ok. 20-30 minut. Potem wszystko spłukałam wodą, a skórę głowy i włosy na długości polałam domową płukanką z octem jabłkowym.

Efekty:


DŁUGOŚĆ:

Włosy naprawdę nie wyglądają źle. Zastrzeżenia mogę mieć tylko do lekkiego przeciążenia, ale z tego co zauważyłam od mycia (czyli od rana), przeciążenie mija z każdą godziną i włosy ciągle nadmiar nawilżaczy wchłaniają. Ostatnie problemy z brakiem lekkości powodowane są moim ograniczeniem - przy normalnej pielęgnacji mycie opierało się na szamponie, który lekko przesuszał długość, a później maseczce, która ją nawilżała, ale dzięki szamponowi nie było efektu przeciążenia. A teraz szampon nie przesusza mi długości (jednak problem w tym, że nie umiem przed użyciem określić czy przesuszy, czy nie), a ja jeszcze potem ładuję na włosy potężne maseczki (dzisiejsza była i tak lekka, bo ostatnio dwie jogurtowe pod rząd to chyba już była przesada...:D). Ostatecznie włosy i tak są w duużo lepszym stanie pod względem przeciążenia niż we wtorek. Uważam, że nawet nie ma co porównywać, bo wtedy byłam prawdziwą królową ALLLE MACARONY.

Po maseczce są bardzo miłe w dotyku, miękkie, puszyste, solidnie wygładzone i dodatkowo nawilżone.

SKÓRA GŁOWY:

Skalp umyty żelem lnianym z sodą z przodu wygląda bardzo dobrze - włosy blisko czoła są odbite od nasady i wyglądają czysto. Niestety tył głowy już nie tak bardzo. Myślę, że to wina tego, że przed zmieszaniem sody i żelu lnianego nie rozpuściłam proszku w małej porcji wody, a od razu dodałam proszek do żelu. Przez to powstały grudki, które uniemożliwiły mi trafienie sody w każde miejsce skalpu, a że przedziałek jest najważniejszy to tam nieświadomie kładłam porcje żelu z największą ilością sody. 

Ogólnie włosy na długości są dziś idealne. Zero spuszenia czy elektryzowania, a jedyny mankament to jakieś malutkie, pojedyncze zbyt obciążone pasma, z którymi niestety nie poradził sobie mleczny krochmal, choć patrząc na włosy ciężko jest je wychwycić:)

Jak oceniam próbę z sodą?

Nie zauważyłam żadnych minusów jej zastosowania jako szamponu, więc chętnie skorzystam z tej receptury przy kolejnym myciu - jednak wtedy dodam podwójną porcję proszku.

Jak moje samopoczucie w związku z bliskim końcem akcji?

Włosy na długości są tak strasznie nawilżone, że wysychają godzinami i gdy wychodzę z lekko mokrymi pasmami, to czuję się jak zmokła kurka i myślę, że to przeciążenie i znowu będę musiała pokazać się Wam w bluzce z reklamą makaronu, a potem to wszystko na długości mija, ja myślę, że nareszcie! Udało się! Włosy tuż przy skórze głowy też będą pewnie za kilka godzin w idealnym stanie, jednak nie zawsze się tak dzieje. Świeżo po umyciu ich moimi wywarami, marzę o szamponie, ale później przeważnie to mija. Póki co znikam powtórnie umyć skalp sodą zmieszaną tym razem z wodą, ze szczególnym uwzględnieniem tyłu głowy.


A jak Wam minął dzisiejszy dzień i co myślicie o używaniu sody do mycia włosów?:))

PS: Miło dla Was pisać codziennie!

środa, 20 sierpnia 2014

III. dzień AKCJI BEZ KOSMETYKÓW DO WŁOSÓW

Witajcie!

Dzisiaj mija już trzeci, a właściwie czwarty dzień mojej akcji bez używania do pielęgnacji włosów kosmetyków drogeryjnych. Wczoraj wspominałam o okropnie przyklapniętych włosach na długości, ale słusznie też dodałam, że olejek na pewno się przez noc wchłonie. Teraz jest o wiele lepiej, same zerknijcie:


Lekkie fale są po warkoczu - nie były zamierzone i są wyrazem lenistwa (po co rozprostować je do zdjęcia, a potem znów zapleść w warkocz), więc nie oceniajcie ich w kategorii fryzura:D

Włosy wchłonęły obciążający je nadmiar produktu (tajemniczo, bo nie wiem czy była to wina niezmytego olejku czy jogurtu). I całe szczęście! Myślę, że oszalałabym tworząc dziś kolejną wersję szamponu na szybko i znów się rozczarowując. 

Co zauważyłam po odstawieniu "normalnych" szamponów?

Włosy tak jak mówiłam wcześniej, przetłuszczają się łagodnie i bardziej wyglądają na zmęczone (i mimo wszystko prezentują się ok), co po dniu od umycia szamponem kończyło się duużo większą produkcją sebum. Dodatkowo włosy na długości są niesamowicie nawilżone. Końcówki wyglądają rewelacyjnie!mięciutkie i gładkie. Myślę, że tu również dodatkową rolę (oprócz maseczek) odgrywa odstawienie detergentów, które mimo wszystko zawsze miały kontakt z długością i dodatkowo ją przesuszały. 

Moje włosy przy używaniu normalnych detergentów, wyglądają tak jak dzisiaj zawsze tylko po
  bardzo ulubionych przez nie maseczkach BIOVAX, a teraz osiągam ten efekt bez nich!:)

Jakie perspektywy?

Na jutro przewiduję stworzenie szamponu o całkiem innej recepturze niż dotychczas. Zobaczymy jak wyjdzie, trzymajcie kciuki!!! 


Jak Wasze włosy się dziś prezentowały?:))


PS: Dziękuję wraz z ALLLE MACARONY za wszystkie Wasze zgłoszenia do konkursu! Teraz pozostaje mi tylko śledzić Wasze instagramy i wyłapywać oszustów!:D

wtorek, 19 sierpnia 2014

II. dzień detoksu od kosmetyków - KRYZYS + współpraca + KONKURS!!!

Witajcie!

Dzisiejszy dzień nie był dla moich włosów zbyt fortunny. Już wczoraj pisałam Wam, że są gotowe na kolejne mycie. Niestety chyba ja nie byłam. Opracowałam nową recepturę szamponu, którą się zaraz z Wami podzielę, ale nie polecam Wam jej używać:)) Z dobrych wiadomości nawiązałam współpracę z fajną firmą, o której napiszę Wam w dalszej części posta. Ten wpis jest przez nią sponsorowany, ale nie zrażajcie się. Specjalnie dla moich czytelników zorganizowaliśmy razem konkurs, więc warto wytrwać do końca wpisu! Zapraszam!

Jak minął dzień?

Rano rozpuściłam moje naolejowane włosy z warkocza i rozczesałam. Żeby dać Wam obraz ile oleju mniej więcej na nich było, zrobiłam poniższe zdjęcie (możemy się w innym razie źle zrozumieć i włosy, z których olej wręcz ocieka może ktoś chcieć domyć moimi miksturami, co na pewno się nie uda):


Oleju nie było na nich zbyt dużo, myślę, że łącznie coś ok.2 łyżek, jednak była to wystarczająca ilość, żeby go zmyć i nie liczyć na wsiąkanie.

Postanowiłam więc wypróbować nowy przepis na szampon:

- 1 łyżeczka mydlnicy

- 2 łyżki nasion lnu

- 1 torebka skrzypu

- 1 torebka pokrzywy

- 1 łyżeczka soli EPSOM

- 3/4 szklanki wody

Wszystko oprócz soli wrzuciłam do garnka i kilka minut gotowałam na małym ogniu. Potem dosypałam porcję soli i umyłam skalp.

Aby zmyć olej postanowiłam wykorzystać mleko jako emulgator. Zmieszałam je z mąką ziemniaczaną (wymyśliłam sobie, że jeśli mąka dodatkowo obklei włosy, to olej zejdzie z nich jeszcze łatwiej). Mleczny krochmal nałożyłam na długość (mleka było i tak o wiele więcej) więc czekając 10-15 minut na to aż szampon zadziała, płukałam długość w mleku.

Po umyciu

Po zmyciu wszystkiego nałożyłam na długość maseczkę na bazie jogurtu naturalnego z łyżeczką kakao oraz łyżeczką soli EPSOM.

Efekt:


Bywało gorzej, ale gdybyście wiedziały jakie cuda robiłam, żeby wyglądały tak na tym zdjęciu... Po pierwszym myciu wywarem i płukance z octu jabłkowego, włosy nareszcie wyschły, ale z przodu nie wyglądały zbyt dobrze. Grzywka była dziwnie posklejana (mimo, że nie miała kontaktu z olejem, szczególnie tuż przy skalpie) co oznaczało tylko NIEDOMYCIE. Długość schła, schła i schła. Chyba ze 4 godziny, ale mimo widocznego tu przeciążenia, mleczny krochmal moim zdaniem zmył olej w większości, a za ich stan na zdjęciu odpowiada przede wszystkim dociążający jogurt, który widocznie był aż składnikiem, który powinnam sobie dziś darować. Rzekłabym gwoździem do trumny stał się. Jeśli jednak winowajcą są resztki olejku, to użyłam takiego, że włosy do jutra na pewno go "wypiją":)

Dla ciekawych działania soli EPSOM - rzeczywiście włosy są po jej użyciu bardzo mięciutkie:))

Ze względu na to, że nie chciałam robić drugiego wywaru, żeby się znów nie rozczarować i czekać kolejne kilka godzin aż włosy wyschną, postanowiłam użyć glinki zielonej. Zmieszałam ją z mąką ziemniaczaną i dolałam ok. pół szklanki wody. Zmoczyłam skalp i zrobiłam sobie glinkową płukankę. Potem wszystko spłukałam i podsuszyłam skalp moją HIPERsuszarką, którą jutro Wam pokażę. Skalp wygląda dużo lepiej, jednak strasznie brakuje mi poszamponowej czystości.

Zobaczę jaki los spotka moje przeciążone końcówki do jutra, bo skalp póki co jest mimo wszystko wyjściowy i ewentualne mycie powtórkowe przeprowadzę jutro rano.

~~

Koniec lamentu, teraz opowiem Wam o współpracy, którą nawiązałam dzisiaj rano. Dwa dni temu napisała do mnie pani Marta z firmy, która dopiero wprowadza swoje produkty na rynek. Jestem z zasady nieufna, więc dużo myślałam czy warto i czy będzie to satysfakcjonująca umowa, ale w końcu stwierdziłam, że tak i zgodziłam się!

~~~~~~DO PANI MARTY~~~~~~

Pani Marto, przykro mi, ale w żaden sposób nie mogę się skontaktować z Pani firmą. Wysłałam już kilka wiadomości, ale nie było ani jednego raportu odbioru. Wiem, że czyta Pani mojego bloga, dlatego piszę o tym w poście. Mam kilka pytań odnośnie współpracy, ale zadam je Pani bardziej na osobności, bo teraz chciałam tylko przedstawić Pani projekty bannerów. Oto moje propozycje:

PROPOZYCJA NR. 1
 
PROPOZYCJA NR. 2

PROPOZYCJA NR. 3

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie otrzymam od Pani chociaż maila z potwierdzeniem wyboru mojej propozycji. Dziękuję za ofertę współpracy.

Pozdrawiam, Bez senność

~~~DO CZYTELNIKÓW~~~~

Kochani wraz z firmą ALLLE MACARONY postanowiliśmy zorganizować dla Was specjalny konkurs!
Jestem Wam bardzo wdzięczna za to, że czytacie mojego bloga mimo, że nie ma na nim recenzji, dlatego zapraszam Was do udziału w tym konkursie!

ZASADY: 

1. Należy polubić na facebooku profil ALLLE MACARONY

2. Należy przez najbliższe 3 miesiące umieszczać na swoim blogu/facebooku codziennie informację o konkursie. Będą one oceniane punktami:

- 2 punkty- sama informacja
- 7 punktów - informacja o konkursie przedstawiona jako zdjęcie z dokładnie widoczną Waszą twarzą wraz z kartką z adresem profilu ALLLE MACARONY

Każdy z Was będzie miał swoją liczbę punktów i wygrają osoby z najliczniejszą.

3. Każdy uczestnik konkursu obowiązkowo musi umieszczać na swoim INSTAGRAMIE zdjęcie każdej potrawy, którą zjada (w razie gdybyście używali makaronów innej firmy, ale to chyba jest oczywiste)

4. Osoby, które chcą mieć szansę na wygranie kilku nagród, a nie tylko jednej, muszą wysłać na adres mailowy alllemacarony@tomipoczta.com zdjęcia sytuacji, w których towarzyszy Wam makaron tej firmy.

5. Organizatorem konkursu jest firma Allle Macarony i to ona odpowiada za ewentualne uszczerbki na zdrowiu spowodowane zbyt częstym jedzeniem ich produktów.

Tak jak widzicie konkurs nie jest wcale wymagający. Żeby wziąć w nim udział nie musicie być obserwatorami mojego bloga ani nawet go czytać. Wystarczy tylko, że macie konto na facebooku:)

Nagroda główna to zapas makaronu na 20 lat (liczone średnią rocznie jedzoną ilością makaronu przez włochów), a nagrody pocieszenia to: gadżety Allle Macarony (torebki, długopisy, parasole, plastikowe sztućce, zeszyty!, ogromne talerze w sam raz do spaghetti).

Szybko szukajcie na facebooku Allle Macarony i razem otwórzmy drzwi do podniebień raju!

PS: Taka dumna z posta, że aż sobie śpiewa refren:


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

TYDZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW - relacja dzień I.- szampon i mgiełka DIY

Witajcie!

Tak jak zapowiedziałam, w tym tygodniu posty będą codziennie i będę w nich relacjonowała jak żyje mi się po porzuceniu wszystkich drogeryjnych kosmetyków do włosów:) Zatem do sedna!

Włosy dzisiaj: 

są jeszcze trochę mokre po lewej stronie szczególnie

i ok. pół godziny wcześniej:


Cały dzień przechodziłam w warkoczu. Włosy najbliżej skóry głowy są już zmęczone i czekają na jutrzejsze mycie. Myślałam, że to tylko moje wrażenie po wczorajszym myciu szamponem DIY, ale dziś nadal przy skórze głowy były takie same - wyglądały na nawilżone i mimo braku odbicia od nasady prezentowały się dobrze. Gdy przetłuszczają się po myciu drogeryjnym szamponem, mam wrażenie że jest to przetłuszczanie bardziej agresywne - od razu robią się smętne i brudne, a po wczorajszym myciu dzieje się to o wiele delikatniej:)

Po rozpuszczeniu ich z warkocza i rozczesaniu, fale były tylko po lewej stronie, tak jak widzicie powyżej, dlatego postanowiłam je rozprostować i zrobić w tym celu mgiełkę, żeby zyskały dodatkowe nawilżenie.

Ze względu na całkowity brak silikonów w diecie, zabezpieczyłam je dziś jedynie olejkiem, ugniatając fale, żeby je wzmocnić.

Jedna z Was prosiła mnie wczoraj o przepis na szampon, którego wczoraj używałam, dlatego zaraz się nim z Wami podzielę. Jednak wcześniej chcę zaznaczyć, że musicie być ostrożne przy myciu włosów produktami naturalnymi. Nie wolno zbyt dużo oczekiwać, bo łatwo się przeliczyć. Niestety. Jutrzejsze mycie wykonam już szamponem, ale z innego przepisu, który sobie wymyśliłam, więc będę mogła w jutrzejszej relacji porównać oba.

Domowy szampon (bez senność)

Składniki: 

- 1 łyżeczka korzenia mydlnicy (korzystałam z wcześniej zmielonego)

- pół łyżeczki kozieradki (znane jest jej działanie lekko nawilżające, ale ja dodałam ją głównie w celu zwiększenia ilości saponin.)

- ok.1,5 łyżki nasion lnu (żeby szampon miał żelową konsystencję i właściwości nawilżające, dodatkowo oczyszcza skórę)

- 1 torebka szałwii (również źródło saponin)

- ok. 1/2 łyżeczki glinki (w moim przypadku zielonej. Ważne żeby był to produkt, który nie podrażnia Waszej skóry - przyda się tu doświadczenie z maseczkami) 

- 3/4 szklanki wody


dodatki (nie musicie ich dodawać. Wszystko zależy czy ich działanie jest przez Was pożądane) :


- 1 torebka pokrzywy (mój skalp łatwo się przetłuszcza, a pokrzywa tonizuje skórę)

- 1/4 łyżeczki nasion czarnuszki (działają antybakteryjnie)

- 1 łyżka kwiatostanów lipy (działanie nawilżające i oczyszczające)

- mąka ziemniaczana (ok. łyżki, dwóch)

Wszystkie zioła wrzuciłam do miseczki i zalałam gorącą wodą i ok. 5 minut gotowałam na średnim ogniu. Później przecedziłam je przez sitko i dodałam do płynu porcję glinki. Eksperymentalnie dodałam też mąkę ziemniaczaną w celu uzyskania bardziej gęstej papki, przez co z założenia miała nie spływać, a trzymać się skalpu. W praktyce wyszły ziemniaczane kluchy osadzające się na dnie mojego płynu, więc jeszcze trzeba z tym pokombinować i połączyć w dobrej kolejności. Co ciekawe, miejsca, które myłam tymi kluchami połączonymi z żelowym szamponem, zdawały mi się po wyschnięciu włosów najbardziej czystymi i świeżymi.

BARDZO WAŻNE! Przed myciem uznałam, że łatwiej będzie mi zmyć brud, gdy wcześniej nałożę na skalp porcję mąki kukurydzianej jako coś a'la suchy szampon. Myślę, że to w dużej mierze przyczyniło się do tego, że po umyciu ziołowym specyfikiem włosy były naprawdę czyste.

Mgiełka nawilżająca (bez senność)

Składniki:

- 1 łyżka nasion lnu (działają na moje włosy nawilżająco)
- 4 krople olejku lawendowego (sprawia, że włosy ładnie lśnią)
- 10 kropli olejku arganowego

Mgiełka miała być bardzo nawilżająca, więc użyłam olejków, które moje włosy bardzo lubią i to w ilości dość dużej, więc jeśli zamierzacie stworzyć coś podobnego to uważajcie na proporcje. Włosy jak widzicie są nawilżone i gładkie. Z przeciążenia ucierpiało tylko jedno pasmo, więc sukces!


To chyba na tyle. Póki co zbieram produkty na jutrzejszy eksperyment szamponowy - zamierzam stworzyć coś, co pomoże mi zmyć olejki z włosów, bo w innym razie mimo wszystko stanę się twarzą sosów spaghetti.

A jak Waszym włosom minął dzisiejszy dzień?:)


niedziela, 17 sierpnia 2014

Tydzień bez żadnych kupnych kosmetyków do włosów! --> AKCJA + Niedziela dla włosów całkowicie pozbawiona gotowców

Witajcie!

Ta niedziela jest dość nietypowa, ponieważ wprowadziłam w życie kosmiczny plan. Jesteście ciekawe jaki? Zapraszam do czytania!

[...] Od długiego czasu myślę o czerni i bieli. Dokładnie o tym, że nie potrafię uznać i nie rozumiem gdy ktoś mi mówi, że nic nie jest czarne albo białe. Moim zdaniem nieprawda, bo to sami blokujemy się na rozwój i akceptujemy wtedy wszystko i z naszej i z innych strony. [...] Myślę, że zdecydowanie lepiej byłoby być określonym - albo dobrym ALBO złym. Nie trochę dobrym jak zlewka, z której się wylewa, bo nie potrafimy dojść ze swoimi zachowaniami i charakterem do ładu, tak by być osobą, jaką sobie siebie wyobrażamy. Nijakość odrzuca! Szukajmy ideałów i je współtwórzmy! [...]

wypowiedź dr. Bez Senności z Miedzynarodowego Zjazdu Szalonych Naukowców w Gdańsku 
dn. 27.06.2014r.

 Co to ma do pielęgnacji?

Czy wyobrażacie sobie całkowicie naturalną pielęgnację? Nie mówię tu o myciu włosów w zbiornikach wodnych (nie tym razem:D), a mam na myśli odejście od kosmetyków. Ja byłam bardzo ciekawa tego projektu. Włosomaniactwo sprawia, że zaczynasz szerzej pojmować tworzenie kosmetyków i przynajmniej u mnie skończyło się to tym, że na blogu dzielę się malutkim procentem kosmetyków, które nauczyłam się tworzyć dzięki pielęgnacji włosów. To popchnęło w mojej głowie całą machinę, dzięki której powstaje dzisiejszy post. Postanowiłam na cały tydzień zrezygnować ze wszystkich kosmetyków kupnych do włosów i sprawdzić, czy mnogość produktów jest naprawdę niezbędna do życia.


Z czego rezygnuję?


- szampony

- wszelkie odżywki, maski

- silikonowe serum

- gotowy suchy szampon


Co zamierzam?

Wszystkie produkty powyżej będę musiała zastąpić produktami własnoręcznie ukręconymi z ziół, półproduktów (mam na myśli głównie oleje) czy innych składników, które znajdę w domu.

PLAN AKCJI:

- 3 mycia (dzisiejsza niedziela, wtorek, czwartek) z udziałem tylko i wyłącznie szamponu, który stworzę na bazie mydlnicy 

- 3 domowe maski

- domowa odżywka ułatwiająca rozczesywanie i przywracająca nawilżenie

- zapewne jeszcze inne wynalazki:)

Zwariowałaś!

Być może:) Plan nie ma na celu życia bardziej eko i wyrzucenia za tydzień wszystkich kosmetyków jakie mam, a jedynie sprawdzenie jak zachowają się moje włosy, gdy całkowicie zrezygnuję z produktów, których używam praktycznie codziennie i czy można zachować ładny wygląd włosów używając do ich pielęgnacji wyłącznie nieprofesjonalnych samoróbek.

~~

Niedziela dla włosów

Co zrobiłam?

mycie: domowy szampon (bez żadnej bazy szamponowej)

odżywianie: domowa maska - żel lniany, mleko owsiane, kakao i mąka ziemniaczana + 8 kropli oleju sezamowego i 3 krople kolagenu

Efekty:


Wybaczcie obecność dzieła na mojej ścianie. W razie gdyby czytała, pozdrawiam serdecznie autorkę! Włosy modelki chyba byście poznał, ale niestety ich nie widac:)

Włosy są niesamowicie mięciutkie i gładkie. Skalp jest oczyszczony, co nie ukrywam bardzo mnie dziwi, bo założyłam sobie, że jeśli po jednej próbie mojego arcywymyślnego szamponu będę miała na głowie tak tłuste włosy, że zacznę dostawać propozycję udziału w reklamach makaronów i sosów do spaghetti, to z akcji zrezygnuję i w ogóle jej nie rozpocznę. Jak widać plany na szczęście idą po mojej myśli, włosy są oczyszczone i najbardziej miękkie przy skalpie. Jedyny problem to brak odbicia od nasady, ale jestem już i tak zachwycona, że udało mi się w końcu naturalną metodą skalp w ogóle domyć! Końcówki były ładnie nawilżone, jednak dla pewności wtarłam w nie 2 krople olejku z kiełków pszenicy.


Aaa no i najważniejsze. W amoku, po umyciu włosów, chcąc je rozczesać, sięgnęłam od razu po Gliss Kura jak to robię zawsze, a opamiętałam się już po fakcie, dlatego musicie mi wybaczyć nic nieznaczące dla wyglądu włosów na zdjęciu 3 psiki:)
 
To chyba na tyle. Przez cały tydzień, codziennie wieczorem będę dodawała relację z tego jak dzień przeżyłam ja i włosiska.

A w tematyce nawet mojej akcji Hans mnie nie zawodzi tytułem  i zmywa razem ze mną:



A jak Wasza niedziela dla włosów?:)


wtorek, 12 sierpnia 2014

Loki na DREADA - DIY - romantyczne fale

Witajcie!

Ostatnio w ogóle nie mogę znaleźć odpowiedniej dla mojej głowy fryzury. Kucyki strasznie nadwyrężają skalp przy czym narażają włosy praktycznie na to samo, co w czasie gdy są rozpuszczone, a koki fakt, chronią, ale i tu towarzystwo bolącej głowy jest wieczorem nieuniknione. Ciągle plotę więc warkocze a co za tym idzie, moje włosy praktycznie większość czasu są pofalowane. W końcu wymysliłam sobie, że chcę loki, fale to już nie TO. Toteż wpadłam na pomysł wykorzystania w ich zrobieniu czegoś innego niż chustki, czegoś bliżej i czegoś naturalnego - DREADA!


  Co zrobiłam?


 Tak, to mój TATUAŻ.

Włosy podzieliłam przedziałkiem z tyłu na dwie części, tak jakbym miała robić dwa warkocze. Każdą część podzieliłam na ok.4 mniejsze pasma. Dreada mam po lewej stronie, więc najpierw nawinęłam na niego (robiąc spiralkę i zawiązując końcówkę pasma gumką) pasmo najbliżej, z lewej strony głowy. Potem kolejne bliżej twarzy i tak nawijałam aż doszłam do "grzywki":) Potem nawijałam włosy z drugiej strony, jednak dread od wszystkich lewych pasemek był tak sztywny i mało pomocny w nawijaniu prawej części, że brak efektów po tej stronie był PEWNY.

Potem zrobiłam z dreada koka, żeby jakoś funkcjonować, choć i tak po kilku minutach poszłam spać i go rozplątałam bo był jak druga poduszka. 

Efekty:

Rano rozplątałam nawijankę i tak jak się spodziewałam, po prawej stronie efektów zero, dlatego dodatkowo ją jako tako rozprostowałam, żeby podkreślić efekt skrętu po lewej.



przed przeczesaniem palcami:


po przeczesaniu:




Czy warto?

Chyba nie warto, raczej nie warto, nie, nie, nie warto! Z jednym dreadem dużo nie osiągniemy, co możecie sami wywnioskować:D Wniosek z eksperymentu jeden: NALEŻY ZROBIĆ KOLEJNEGO DREADA PO PRAWEJ STRONIE tym razem! Ogólnie skręt jest w miarę ładny, ale spanie z tak sztywnym kikutem nie było ani trochę wygodne, a podobny efekt uzyskuję po warkoczu na noc, więc raczej nie będę już tego powtarzać. 

Oczywiście eksperyment był zrobiony w celu namówienia Was na szybkie zdreadowanie lewej strony i skazanie producentów papilotów, opasek i innych takich na bankructwo!


A Wy w wakacje też zaliczyłyście jakieś interesujące eksperymenty?:)


PS: 1,5 miesiąca i znów Luxtorpeda! Może któraś z Was się wybiera?