środa, 30 lipca 2014

Aktualizacja włosów - lipiec 2014

Witajcie!

Ciężki dla moich włosów lipiec nareszcie się kończy. W tym czasie baardzo często były wręcz skazane na podpiekanie i mimo ochrony, której nie unikałam, końcówki gdzienigdzie były przesuszone. Po powrocie z Jarocina wycięłam wszystkie zniszczenia z całego miesiąca, a lekko podsuszone końce skróciłam o ok.1-2 cm, bo nie były rozdwojone. Szczerze mówiąc w taką pogodę moje włosy mi bardziej przeszkadzają niż cieszą, ale w chłodniejsze dni lub pory podeszczowe miło jest je rozpuścić i pozarzucać:D 

Jak wyglądają dziś?

Jakoś tak dziwnie padało światło na końce. Nie mam blond końcówek:D Zdjęcie klimatycznie - przy latrynie:))

aktualna długość najdłuższych pasemek: 80cm

Czego używałam przez lipiec?


szampon: BABYDREAM, Garnier jakiś tam - odkryłam, że mój skalp baardzo źle reaguje na szampony z silikonami, których nigdy nie używałam a dopiero teraz miałam okazję (podkradając innym..:D)

odżywki: DEBA, Garnier Goodbye Damage

maski: Crema al latte, biovax, różne domowe

oleje: kokosowy, arganowy (do zabezpieczania)

dodatki: kakao, gliceryna, siemię lniane, kawa


Najbardziej przykrym momentem w pielęgnacji włosów, było dla mnie w tym miesiącu odkrycie, że szampon może mieć ładny zapach! Po ciągłym używaniu Babydream byłam zachwycona świeżością i cytrusowością niektórych szamponów. Na szczęście okazało się, że wszystkie szampony ładnie pachnące sprawowały się beznadziejnie na skalpie i jedyne wspomnienie, które po nich zostawało to świąd skóry po ich użyciu:)


Tak naprawdę koncert Luxtorpedy za mną, więc już nie muszę dbać o włosy...:D


A jak Wasze włosy w lipcu?:))


wtorek, 29 lipca 2014

DIY Kawowy żel lniany - alternatywą kawowej płukanki?

Witajcie!

Po prawie miesięcznej nieobecności w domu planowałam po powrocie zrobić dla włosów coś naprawdę super. Jednak analizując listę produktów, które je naprawdę dobrze nawilżają, trafiłam prawie tylko na maskę CREMA AL LATTE... Żeby włosy się nie zanudziły przygotowałam więc coś innego. Dodatkiem była kawa, ponieważ taaaaaaaak strasznie chciałabym robić sobie płukanki kawowe, a solo niestety przesusza moje włosy.

Co zrobiłam?

Do gotującego się żelu lnianego dosypałam ok. 2 łyżeczki kawy mielonej. Gotowałam jeszcze kilka minut, a potem przecedziłam przez sitko. Wyglądało to tak:


Maseczkę nałożyłam na skalp i całą długość włosów. Nie dodawałam zupełnie nic, aby nie przekłamać efektów jej działania. Trzymałam pod czepkiem ok.40 minut.

Efekty?

No niestety zapomniałam by zrobić zdjęcie.

Ale jeśli satysfakcjonuje Was opis słowny i macie do mnie takie zaufanie, to:


PLUSY

  • włosy były bardziej lśniące
  • wygładzone
  • wyjątkowo proste
 MINUSY
  • mimo żelu lnianego, kawa usztywniła moje końcówki i nie były zbyt przyjemne w dotyku zaraz po wyschnięciu. Potem efekt minął  
Czy powtórzę?


Myślę, że dodatki do żelu lnianego będą się najlepiej spisywały na skalp, dlatego do porcji przeznaczonej na włosy nie będę dodawać nic, co mogłoby wysuszać. W najbliższym czasie planuję kolejne testy. O wynikach na pewno tu napiszę!


Co myślicie o wzbogacaniu żelu lnianego kawą?:)


piątek, 25 lipca 2014

Jak przetrwać festiwal i nie wrócić łysym? - przemyślenia po powrocie

Witajcie!

Postów na temat tego, co zabrać ze sobą do włosów na kilkudniowy festiwal było już bardzo dużo, ale mój dzisiejszy chciałabym oprzeć na przemyśleniach po powrocie z 5 dniowego pobytu na Jarocinie. Zapraszam!

1. Szampon

Jeśli zamierzacie spać na polu namiotowym, Wasze włosy będą w ciągu dnia większość czasu obcowały ze słońcem (chyba, że jesteście z tych, co śpią cała upalne dni w rozgrzanych do granic możliwości namiotach). Dzień zaczyna się na polu od 8, kiedy słońce uderza już o ściany naszego nowego domku, a ludzie wokół zaczynają prezentacje swoich wielowymiarowych osobowości, więc już od tej pory włosy są narażone na kontakt z promieniami słonecznymi.

Szampon, który wybieramy, powinien być łagodny (silikony i brud, którym podzieliło się z nami towarzystwo w pogo albo gdy tak jak ja, machacie włosami wycierając pot z innych, niechętnie stojących obok sąsiadów, zmyjemy zdzierakiem w domu). Skalp, jeśli nie lubicie nakryć głowy, i tak może być już lekko przesuszony, więc po co dodatkowo go narażać na uszczerbek, a jednocześnie robić problem sobie i nagle mieć na głowie śnieżycę albo tłuste spaghetti kilka godzin od mycia.

2. Odżywka

Tutaj odradzałabym pojemniczki, które zawsze się poleca - pochodne tych samolotowych, z pojemnością ok.100ml. Moim zdaniem ludzie niepotrzebnie brali np. po 4 takie buteleczki przy czym wypełniali je do końca kosmetykami, a wątpię by byli w stanie tyle zużyć przez zaledwie 3,4 dni, kiedy już 5. dnia są w domu. Choć i tak lepiej wziąć dużo takich niż całe opakowania...

Moje mycia zawsze sobie jako tako planuję i w czasie tych pięciu dni myłam włosy raz - dnia 2. i w domu 5. Połączyłam to od razu z kąpielą, czego nie rozumiałam u innych ludzi (niektórzy stali codziennie w mega długiej kolejce i marnowali godziny żeby wziąć prysznic, nawet bez mycia włosów, chyba tylko po to, żeby się obudzić. Mimo tego nie umarłam w brudzie!:D)

Swoją porcję odżywki spakowałam do małego woreczka foliowego i luźno związałam, żeby nic nie wypłynęło. Branie całej butelki mijałoby się z ilością myć, jakie miałam wykonać, a i pani widząc, że myję długie włosy pod prysznicem, mimo że łącznie z kąpielą zajęło mi to max 10 minut, mnie poganiała:D Mimo wszystko zdążyłam nałożyć odżywkę i przez minutkę ją wmasować, więc było dobrze:D

Dla lepszego zabezpieczenia włosów i łatwiejszego rozczesania, warto, żeby zawierała silikony, choć ja wzięłam bez i też nie było większych problemów:)

3. Nawadnianie organizmu

Ze względu na upały non stop piłam wodę i zauważyłam, że mimo bardzo wysokiej temperatury, przy której normalnie moje włosy byłyby po kilku godzinach maksymalnie brudne, zachowywały czysty wygląd! Zawsze mam problem z dostarczaniem odpowiedniej ilości płynów, bo zwyczajnie nie chce mi się tak często pić, ale to doświadczenie mnie bardzo zachęciło:)

4. Silikony

Wzięłam ze sobą odżywkę GLISS KUR w sprayu i to tyle z silikonowych zabawek. Warto zabrać odżywkę, która nie przesusza nam włosów, zabezpiecza je i ułatwia rozczesanie, co po niektórych koncertach może stać się zbawieniem:)

5. Grzebień/szczotka

To oczywiście obowiązkowe. Nie polecam wyjazdów, gdzie będziemy ciągle zdani na czesadła innych albo w najgorszym przypadku obcych ludzi:D Jeśli już zapomnimy, kupmy sobie nowy, prościutki grzebień.

6. Nawilżenie włosów przed wyjazdem

Szczerze, to nawet nie spodziewałam się przed wyjazdem, że będę w stanie przeżyć takie temperatury całe dnie na dworze, ale cośtam zakładałam, szczególnie pod kątem włosów, dlatego przed wyjazdem maksymalnie nawilżyłam włosy, co pozwoliło mi potem nie mieć wyrzutów sumienia gdy na trzymanie odżywki miałam minutę:D

7. Fryzury

Mimo wszystko unikałam koków. To fryzura, jaką noszę tylko po domu i idąc do weterynarza. Zatem rządził u mnie warkocz (włosy po nim taaaaaak piękne i jeszcze w ogóle niesplątane), a unikałam kucyków, bo przy noszeniu np. wieczorem arafatki albo posiadaniem kucyka na koncertach, robiły mi się kolejne dready z tyłu głowy i było ciężko.

8. Szukajcie cienia i w miarę możliwości noście nakrycia głowy!

9. Zatyczki

To akurat nie było związane z włosami (choć w zasadzie byłam bliska rwania sobie włosów z głowy, więc można to podpiąć pod narażanie włosów:D), ale moim gadżetem wyjazdu stały się zatyczki, o których marzyłam już od ok.3 rano pierwszej nocy, kiedy to śpiąc i próbując nie słyszeć muzyki z pola (grali tak głośno jakby byli ustawieni przed namiotem, a dzieliło nas duuużo metrów) obudził nas jakiś potężny doom metal i 'no w sumie dobry zespół'. Gdyby tylko grali w dzień...:C Ok, już nie marudzę. Było super, ale na scenę na polu narzekał wieczorami chyba każdy i nie zdziwiło mnie kiedy, gdy kilka razy padł tam prąd w czasie występu, wszyscy polanie (?:D) wołali w stronę zespołu niezbyt salonowe uwagi, dając do zrozumienia, iż nie muszą się trudzić aż do 4 rano:D

Oczywiście nie mogłam nie zrobić zdjęcia włosów przed lux, dlatego:

(coś mi lustrzanka szwankuje:D)

To już na tyle wspomnień z Jarocina, możecie od teraz odetchnąć z ulgą:D Wszystkim, którzy jadą na Woodstock czy inne festiwale, życzę udanej zabawy!:))


Co dodałybyście do tej listy?:)


środa, 23 lipca 2014

DIY Poduszka z włosów na każdy wyjazd!!!

Witajcie!

Drugi dzień Jarocina, odsypiam nocne koncerty odbywające się na polu namiotowym do godziny 4 rano (i zaczynające od 8 rano...), w parku miejskim. Męczę siebie i innych dźwiękiem wgniatanej butelki, na której spoczywa moja zmęczona głowa. Staram się ruszać jak najdelikatniej, ale wiem, że i tak ciężko będzie spać. Długi warkocz wala się po ziemi, bo na karimacie się już nie mieści i wtedy OŚWIECENIE!

PODUSZKA Z WŁOSÓW!

TO TEGO POTRZEBUJĘ!!!

Jeżeli tak jak ja, jesteście uzależnione od spania na poduszce albo chociaż posiadania twarzy zawsze wyżej niż reszty ciała (wiadomo już kto zadziera nosa:D), żeby nie wycierała się o wszystko i macie dłuższe włosy, to zapraszam do czytania!


Czego potrzebujemy?


- materiałowej opaski (materiał dobrze gdyby był elastyczny. U mnie jest to włóczkowa opaska)

- dwóch tasiemek

Opaskę z jednej strony całą zszywamy tasiemką, a z drugiej zszywamy 3/4 długości, zostawiając wejście na włosy.

Efekt:





Jak to wygląda w praktyce?



jeśli ktoś lubi spać na stojąco:D lub jak niżej:



Co dalej?

Pozostaje nam tylko włożenie włosów. Moim zdaniem najlepiej jest włożyć warkocz, bo włosy nie będą się niszczyć ocieraniem, tak jak przy kucyku czy rozpuszczonych. Dodatkowo warto zrobić upięcie po stronie, po której lubimy najbardziej spać. Wtedy krótszy warkocz starczy na całą poduszeczkę:) 
Ja swój składam na pół i wkładam zgodnie z ułożeniem łuski.

Myślę, że to dobry pomysł, jeśli poduszka jest nam niezbędna do spania, a jednocześnie nie mamy miejsca na zabranie dużej:))

Co o tym myślicie?:D


PS: Dziś na niej spałam. Jest całkiem ok!


wtorek, 22 lipca 2014

Wróciłam!

Witajcie!

Post wyłącznie informacyjny - bez senność wróciła do żywych i od jutra będą się już normalnie pojawiały posty:))

PS: LUXTORPEDA była CUDOWNAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

PS2: Frontside, COMA, Czesław, Grabaż, Patyczak i Dezerter x2 równieeeeeeeeeeeż!

PS3: ...i ZAĆMA!!

niedziela, 13 lipca 2014

PILNE!!!

UWAGA!


Szok w wielkopolskiej szumnie nazwanej stolicą muzyki rockowej, miejscowości Jarocin! Jeżeli wybrało się tam Twoje dziecko, czytaj uważnie dalej! Być może dowiesz się dlaczego nie odbiera Twoich telefonów.

Około godziny 22:30, w czasie koncertu zespołu Luxtorpeda, zdarzyła się niespotkana dotąd wcześniej sytuacja. Wśród bawiących się uczestników festiwalu, jedna z dziewcząt spowodowała powstanie gigantycznego kokonu, przez co zespół przeniósł swój koncert na inny dzień.

- To naprawdę bardzo dziwna sytuacja - skomentował dla naszej telewizji jeden ze strażaków, Antoni Krzyk - Myślę, że nie była świadoma tego, jakie ma możliwości. Wyglądała na dobrą dziewczynę, ale teraz takie czasy, że nic nie wiadomo...

Tym pesymistycznym akcentem strażak zaintrygował jednego z lokalnych dziennikarzy. W końcu dowiedział się szczegółów sytuacji, jaka rozpoczęła całe to zamieszanie. Oto co powiedział naszemu redakcyjnemu koledze, Walerianowi (dla bezpieczeństwa udostępniamy Państwu tylko najbardziej istotne fragmenty):

[...] no i poszedłem do lasu. Patrzę, patrzę, a tam naprawdę leżał ten Andrzej, co pamiętasz, wczoraj był z nami wieczorem [...] On powiedział, że ta dziewczyna myła włosy w jakimś leśnym źródełku i że źle trafiła, bo to jedno z najbardziej bogatych w pierwiastki źródeł wody w Polsce i przez wysoką zawartość cynku, selenu i czegoś tam, w jej organizmie zaszły zmiany. Zakodował sobie, że włosy muszą być ciągle produkowane. Jak to skąd on to wie?!?! Jego babka przeżyła kiedyś to samo! [...]Wszystko polega na tym by zamoczyć głowę w tej wodzie, a potem w ciągu dnia wykonywać ruch "zarzucania" jej do przodu, co jest zwyczajem na tego typu koncertach. Włosy wówczas wydłużają się o 10cm przy jednym zarzuceniu. Przelicz sobie ile takich ruchów wykonała w trakcie jednej piosenki i teraz oblicz jej długość włosów, jeśli na początku było to ok.80 cm! [...]

Jak wiemy z dodatkowych informacji, dziewczynę jako pierwszą ewakuowano do szpitala, w celu badań kontrolnych na zawartość pierwiastków. Tylko z nami porozmawiała i opowiedziała o tej sytuacji!

- No.. ja sama nie wiem... 

- Czyli zamoczyłaś tam głowę i włosy w błyskawicznym tempie rosły?

- A to będzie w telewizji?

- Tak. Cała Polska żyje tą historią. Być może zmienisz dotychczasową wiedzę biologiczną na temat włosów! Mów prędzej, bo strażacy idą w naszym kierunku!

- Jak w telewizji to zapraszam na mojego bloga www.cotymasznaglowie.blogspot.com!

- Cholerni blogerzy!!!!!!!!!

Niestety nie udało nam się uzyskać więcej informacji. Po sprawdzeniu adresu, przypuszczamy, że dziewczyna ta zażywa środki odurzające od dłuższego czasu. Na szczęście powiadomiliśmy już policję oraz zarządcę witryny, dzięki czemu nikomu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

OD LUDZI DLA LUDZI- TELEWIZJA WOW


A tak na serio,

Czy będzie można zobaczyć na żywo włosy którejś z Was na Jarocinie?:))


piątek, 11 lipca 2014

Olej kokosowy-efekty po pół roku nieużywania czyli DLACZEGO WARTO OLEJOWAĆ

Witajcie!

Od ok. pół roku w mojej pielęgnacji nie występuje już kosmetyk, który wspaniale działał na włosy. Nie była to świadoma rezygnacja i przerzucenie się na lepsze, a jedynie odkładanie i odkładanie jego zakupu. Ale w końcu się zmotywowałam i tak o to wrócił do mnie cudowny olej kokosowy!!!

Od kilku miesięcy przestałam olejować włosy i oddałam się nakładaniu na nie co mycie przeróżnych maseczek, do których dodawałam olejki, ale w ilościach kropelkowych.

Po długim czasie, moje włosy i skalp przeżyły całonocne olejowanie, oto efekty:

 
 
 
Wybaczcie artystyczny charakter zdjęcia, ale od dawna nie nakładałam nic na skalp i przeciążyłam tam mocno włosy, a zdjęcie robiłam przed ponownym myciem.
 
 
Co zauważyłam i dlaczego warto wrócić do olejowania włosów kokosem?
 
 
  • genialny blask
 
  • wygładzenie
 
  • zdrowszy wygląd, którego nie osiągam maskami
 
  • miękkość
 
  • pyszny zapach
 
  • ułatwione rozczesywanie
 
  • dociążenie i brak kołtunów
 
Od teraz będę regularnie olejować włosy, a efektami, które osiągnę, podzielę się z Wami na blogu za jakiś dłuższy czas.
 
 
A jak u Was sprawdza się olej kokosowy? Może Wy też odpuściłyście sobie ostatnio olejowanie i macie zamiar do niego wrócić?:)
 
 

środa, 9 lipca 2014

Naszyjnik tatuaż na włosy? TAK!

Witajcie!

Kilka miesięcy temu strasznie spodobały mi się pewne czarne plecionki na szyję, które widziałam będąc małą dziewczynką u innych. Wtedy bardzo chciałam takie mieć, ale jakoś tak wyszło, że jednak marzenia legły w gruzach... Po tyylu latach znów na nie wpadłam i odkryłam nazwę naszyjnik tatuaż oraz ich zabawną cenę 1,50zł! :D Jeśli lubicie delikatną, a jednocześnie ciekawą i lekko nawiązującą do koronki stylistykę, możliwe że przypadnie Wam do gustu ten gadżet. Zapraszam!

O czym mowa?




Po co o tym mówię? 

Oprócz sugerowanego sposobu użycia, plecionki genialnie sprawdzają się jako awaryjne pomoce w upalne dni:



Opaska przydaje mi się zawsze przy wieczornej toalecie czy ostatnio ciągle w upały, kiedy baby hairs nie dają mi żyć. Mój elastyczny pomocnik ani trochę nie wyrywa włosów, a świetnie je przytrzymuje.




Jeżeli upał stawia przede mną wybór zgolenia włosów i ochłody albo męczenia się z wiszącymi z kucyka włosami, to od razu sięgam po plecionkę. Robię kucyka zwykłą gumką, a potem koka, którego związuję czarną żyłką. W tym przypadku również nie narzekam na ciągnięcie włosów ani ich wyrywanie. Mam delikatnie upięty koczek, który wytrzyma dłuugi czas:)


A teraz jak wygląda noszony standardowo:





nie mogłam się oprzeć by nie zrobić sobie TAKICH paznokci!!!!


Co zrobić gdy się rozciągnie?


Po noszeniu go jako opaski albo gumki, robi się kilka razy szerszy niż wcześniej. Nie będę Wam opowiadać w jaki sposób odkryłam, jak sobie z tym radzić, bo przestaniecie czytać bloga, ale rzecz w tym, by wrzucić naszyjnik do zimnej wody. Kilka minut i znów będzie ciasny. 

Można również włożyć go między dłonie i robić koliste ruchy, tak jakbyśmy formowały kulkę z plasteliny. Uzyskamy ten sam efekt:)

~~

Podsumowując, chciałam zachęcić te z Was, którym podobają się takie naszyjniki, nie tyle do kupna, ale do szukania w każdym gadżecie różnych zastosowań! Plecionka trzyma się u mnie bardzo mocno i widząc jej cenę, zakupiłam 5 sztuk myśląc, że będę codziennie musiała zakładać nową, bo pękną albo się rozciągną. Teraz od ponad dwóch miesięcy noszę ten sam naszyjnik i w ogóle się nie rozciągnął, mimo że używam go tak, jak opisałam powyżej:)

Moim zdaniem jest on milion razy ciekawszy niż te wszechobecne przez co dla mnie nieatrakcyjne gumki-sprężynki, choć na pewno ciężko byłoby nam nim zrobić mocnego kucyka, a jedynie luźne, bardziej eleganckie upięcia.

Jeśli jesteście zainteresowane zakupem, wystarczy wpisać w google hasło naszyjnik tatuaż


Co myślicie o takich ozdobach i zastosowaniu ich do włosów?:))


poniedziałek, 7 lipca 2014

DIY Tonik z kwasami BHA by Lorri ZSK - opinia



Witajcie!

Gdy ostatnio robiąc zakupy na Zrób Sobie Krem szukałam jakiś konkretnych recenzji toniku, który planowałam zrobić, brakowało mi takiej, która w pełni oddałaby to czy warto. Dlatego chciałabym podzielić się z Wami moimi odczuciami już po kilku tygodniach używania:)

O co chodzi?

Jeśli nie robicie zakupów na ZSK, albo nie wpadliście na przepis na ten tonik, macie prawo nie wiedzieć o czym mowa. Chodzi o przepis umieszczony na stronie ZSK na tonik z kwasami BHA bez alkoholu, składający się z wody, kwasu salicylowego, sody, wyciągu z aloesu oraz kwasu mlekowego.

Właściwości składników (na podstawie opisów na ZSK) :

kwas salicylowy - kwas BHA, delikatnie złuszcza i przenika wgłąb skóry, dzięki czemu odblokowuje pory, usuwa zaskórniki i zapobiega powstawaniu niedoskonałości. Jest delikatniejszy niż kwasy AHA, dzięki czemu można go stosować przy cerze suchej i delikatnej.

soda - działa przeciwzapalnie i reguluje pH roztworu.

wyciąg z aloesu - działa przeciwzapalnie, lekko ściągająco, przyspiesza regenerację skóry, działa bakteriobójczo, ujędrnia i nawilża skórę.

kwas mlekowy - nawilża, zwęża pory, spłyca zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia i sprawia, że skóra jest bardziej elastyczna.
Przepis na tonik znajdziecie TUTAJ Nie będę go kopiować, bo nie widzę sensu. Jest napisany prosto, a w razie gdybyście miały jakieś problemy, to chętnie pomogę w miarę moich chemicznych możliwości.

Moja opinia

Tonik mimo pierwszych moich zabaw z regulowaniem pH wyszedł mi za pierwszym razem, więc nie musicie się obawiać, że jest to coś nieosiągalnego:) Warto wspomnieć o mojej cerze. Mieszana, która nie jest w najgorszym stanie, jedynie ostatnio pojawiały się na niej częściej niedoskonałości i właśnie to zmusiło mnie do poszukania innych środków pielęgnacji. Co do efektów po zużyciu już prawie dwóch malutkich buteleczek tego toniku - jestem zachwycona! Skóra się uspokoiła, jest gładsza, oczyszczona. Niedoskonałości znikają tak szybko, że nawet nie zdążą się na dobre rozwinąć tak, by można je było łatwo dostrzec. Do tego tonik nie przesusza skóry i przyspiesza gojenie. Jestem w nim zakochana! Kwas salicylowy świetnie łagodzi nawet zmiany ropne, które po kilku minutach przemywania, a następnie odczekania ok.20-30 minut, u mnie znikają całkowicie!
Polecam go wszystkim osobom, które nie mają zbyt zaawansowanych problemów ze skórą, ale posiadają cerę, która od czasu do czasu jest kapryśna. Jeśli nie wiecie jak sprawdzi się na Waszej skórze i czy da dobre efekty, to polecam zakup półproduktów na pół np, z koleżanką. Ja tak zrobiłam i najmniejsze porcje kwasu salicylowego i mlekowego, które podzieliłyśmy między siebie na połówki, są naprawdę duże i starczają mi nawet do innych eksperymentów:)

A Wy przygotowujecie sobie toniki z półproduktów? Jakie macie ulubione?:))

niedziela, 6 lipca 2014

Niedziela dla włosów - zdjęcia!!

Witajcie!

Jak gorąco!!! Ze względu na wyjazd nie ma mnie ostatnio na blogu, ale w tym tygodniu posty będą dodawały się normalnie:) Póki co bez senność włóczy się po świecie i szuka panaceum.
 
 
Co zrobiłam?
 
 
mycie: Babydream

maska: Crema al Latte (na 3 minuty, tak jak polecają)
 

Efekty:


Wybaczcie telefonową jakość, ale póki co nie mam innych warunków:) Włosy wyglądają jak zwykle chociaż są już (tak jak ja) baaardzo zmęczone słońcem. Wywijanie zawdzięczam kucykowi/kokom/warkoczom i wszystkiemu co robię, by choć na chwilę nie czuć na ramionach włosów...

Maskę nakładałam na 3 minuty, tak jak zalecają na opakowaniu. Moje wrażenia? Nie ma szans, żebym nakładała ją tak normalnie:D Efekty są bardzo słabe w porównaniu z trzymaniem jej ok. godziny i podgrzewaniu. Mi dziś akurat zależało tylko na jakimkolwiek nawilżeniu, dlatego i tak jestem zadowolona, że ją zabrałam.

Kończąc, mogę Wam jeszcze pokazać zdjęcia z ostatnio podbitego przez bez senność miasta, Opola:

 


Aaa i w gwoli ścisłości - wakacje nie oznaczają końca naturalnej pielęgnacji! Wręcz przeciwnie. Piękne i liczne fontanny w Opolu szczerze zachęcały by do nich wskoczyć i się popluskać. Ja niezbyt przepadam za takimi kąpielami, ale moje włosy, jak już wiecie, przeciwnie, dlatego i tam skorzystałam z dobroci natury!

Miłych wakacji!!!

A jak Wasza niedziela?:))

 

wtorek, 1 lipca 2014

Naturalna pielęgnacja - JA NIE ZAPOMINAM! - aktualizacja cz.II.

Witajcie!

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, przychodzę do Was z drugą częścią czerwcowej aktualizacji, która jednocześnie może być uznana za nawiązanie do postów z serii JA WAS NAUCZĘ!. Być może zdziwił Was nieco mój wczorajszy strój na zdjęciu. W tym poście dowiecie się dlaczego i po co byłam tak ubrana oraz skąd ta zielona sceneria. Zapraszam!

W gwoli wprowadzenia dla osób, które nie widziały poprzednich postów, chciałabym Was odesłać do ich przejrzenia:



Po zapoznaniu się z nimi, myślę, że nie będzie problemu z odbiorem filmów:)


Z moich kanadyjskich badań wynika, że internautów należy dzielić na dwie grupy, dlatego stworzyłam dwie osobne wersje filmów na dzisiejszego posta:

DLA OSÓB BEZ POCZUCIA HUMORU:
(polecam oglądanie bez powiększania okna:))

video



DLA OSÓB Z POCZUCIEM HUMORU:
(polecam oglądanie bez powiększania okna)

video

Przymknijcie oko na jakość, chodzi o fabułę!:D

Oprócz tego mam dla Was kilka zdjęć:








PS: Ciekawe kto uważa się za osobę bez poczucia humoru...:D 

Życzę Wam udanych wakacji i więcej uśmiechu!!!