poniedziałek, 30 czerwca 2014

Aktualizacja włosów - czerwiec 2014

Witajcie!

W tym miesiącu bardziej zajmowałam się przepisami na domowe kosmetyki do ciała niż włosów, ale nie zmieniłam starych nawyków. Czerwiec mijał moim włosom w towarzystwie miliona domowych masek i przepisów. Ciągle co mycie nakładam na nie jakąś odżywczą maseczkę i naprawdę widzę dużą poprawę w stanie końcówek. Obcinam je na bieżąco, jeśli jest taka potrzeba, ale ostatnie takie cięcia miały miejsca kilka tygodni temu, a końce wciąż są zdrowe:)

Czego używałam?


szampony: Babydream, YEGO

odżywki: DEBA, Gliss Kur Oil Nutritive, Isana Proffesional Oil Care, Garnier Mango i Kwiat Tiare

maski: Biovaxy, Crema al latte, WAX, domowe mleko owsiane

oleje: arganowy (do zabezpieczania), makadamia, HIPP, z pestek winogron

dodatki: kwas mlekowy 80%, witamina E, skrobia

suplementy: przez cały miesiąc starałam się jeść codziennie słonecznik i pestki dyni oraz włączyłam do niej płatki owsiane

Włosy na tę chwilę:

 Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego jestem tak ubrana, zapraszam Was na jutrzejszą trzecią część naturalnej pielęgnacji!:)

Ogólnie włosy są gładkie, miękkie, tak jak pisałam WCZORAJ. Końcówki są w bardzo dobrym stanie, co łączę ze wzbogaceniem diety, a w tym miesiącu włosy urosły mi o ok.1,5 cm bez wspomagaczy. Teraz mają już 78 cm długości, która w niektórych pasemkach dochodzi do 78,5. Najważniejsze cele na lipiec to maksymalne nawilżanie włosów, ciągła dbałość i zabezpieczanie końcówek oraz ochrona włosów przed słońcem.

A jak Wasze włosy w czerwcu?:)


Ciekawsze z postów czerwcowych:


PS: Tak jak wspominałam, ta aktualizacja jest tylko połową czerwcowego podsumowania. Jutro zapraszam na jej kolejną część, w której zobaczycie moje włosy w naturalnym świetle i w naturalnym ruchu w towarzystwie naturalnego otoczenia! Oraz dowiecie się czemu jestem ubrana jak księżniczka i dlaczego musiałam się tłumaczyć straży miejskiej... Zapraszam!

niedziela, 29 czerwca 2014

Niedziela dla włosów - misz masz

Witajcie!

Przeważnie moja niedziela dla włosów, rodzi się w głowie dopiero w łazience, gdy zaczynam myć włosy. Chyba, że planuję dzień wcześniej olejowanie, ale robię to dość rzadko. Dziś również decyzje były w większości bardzo spontaniczne, a ich skutki możecie zobaczyć poniżej:)

Co zrobiłam?


olej: GP z czerwoną papryką

mycie: Babydream + kawa + sok z cytryny

odżywianie: WAX + kolagen i elastyna (4 krople) na długość/ Biovax do włosów wypadających na skalp


Efekty:


w świetle dziennym, jeśli można to nazwać światłem:D


z lampą

Włosy są niesamowicie gładkie i mięciutkie. Bałam się, że je lekko przesuszę, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Myślę, że gwiazdą tej niedzieli jest po prostu kolagen i elastyną, bo sam WAX nie robi z moimi włosami nic specjalnego, a szampon z kawą i cytryną nakładałam tylko na skalp. Dawno nie miałam tak gładkich włosów, dlatego muszę wprowadzić ten półprodukt na stałe do pielęgnacji:)

A jak Wasza niedziela dla włosów?:)


W tym tygodniu zapraszam na:

- czerwcową aktualizację, w której opowiem więcej o kryzysie

- toniku DIY z półproduktów, który w chwilę pomaga w walce z niedoskonałościami

piątek, 27 czerwca 2014

Prosta i naturalna domowa odżywka w kilka minut!

Witajcie!

Ostatnio miałam szał na owsianki i robienie z nich super odżywczych kolacji. Potem próbowałam używać płatków do mycia twarzy, a w końcu doszłam do punktu zwrotnego - włosów. Już kiedyś wspominałam Wam o tym czego nauczyło mnie włosomaniactwo w kwestii wizażu:

jeśli chcesz uzyskać efekt siwych włosów - suchy szampon/puder
jeśli chcesz uzyskać efekt odstraszacza - wcierka z soku z cebuli
jeśli chcesz wyglądać jak murzyn - maseczka z kakao
jeśli chcesz udawać, że masz wszy - peeling kawowy

a jeśli chcesz udawać, że ktoś na Ciebie zwymiotował - maseczka z płatków owsianych...

Same widzicie, nie jest to zachęcające:D Dlatego też postanowiłam skorzystać z czegoś dużo przyjemniejszego, co możemy z tych płatków uzyskać czyli domowego mleka owsianego:)


Najprostszy przepis na mleko owsiane:


Ilość kilku łyżek płatków owsianych zalewamy wrzątkiem (możemy spokojnie nalać ponad płatki, bo i tak "wciągną" wodę). Potem czekamy kilka minut i odciskamy przez gazę/sitko. Gdy mleko ma być gęstsze, możemy odczekać dłużej lub zmielić wszystko dodatkowo blenderem przed odcedzeniem.


Co zrobiłam?


Odciskałam płatki na sitku, ze względu na brak gazy. Mleko miało lekko żółty kolor, wyglądało przyjemnie:)



Płatki, które są tutaj produktem ubocznym, możemy spokojnie zużyć do maseczki lub peelingu. Są też fajną alternatywą dla delikatnego żelu przy cerze prztłuszczającej się, ponieważ delikatnie ją oczyszczają i matują. A jeżeli nie mamy ochoty na maseczki, możemy je po prostu zjeść:)



Do mleka dodałam ok.8 kropelek oleju arganowego oraz ok. 3 łyżeczki skrobii ziemniaczanej. Jak widzicie konsystencja była jeszcze stosunkowo rzadka.


Ostatecznie dodałam jeszcze kilka łyżeczek skrobi (myślę, że łącznie było ich ok.6) i wyszła maska o konsystencji kaszki. Jeśli chcecie mieć rzadszą, możecie dodać mniej skrobi albo dodać coś płynnego.

Podsumowując...

Przepis na całkowicie domową maskę:

Składniki:

-  płatki owsiane
- wrzątek
- olej arganowy
- skrobia ziemniaczana

Opcjonalnie:

 - kakao,
- witamina E,
- gliceryna

Zalewamy ok. 3 łyżki płatków owsianych wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut. Jeśli chcemy więcej maski, zwiększmy ilość wyjściową płatków. Po tym czasie dodajemy kilka kropli ulubionego oleju (dla suchych i zniszczonych włosów proponowałabym oliwę z oliwek/olej lniany), pamiętając oczywiście o umiarze. Jeśli robimy maskę z dodatkiem olejku pierwszy raz, lepiej będzie dodać 3,4 krople, niż przeciążyć włosy i zniechęcić się do olejowania. Potem zagęszczamy maskę skrobią ziemniaczaną (alternatywą dla niej, jeśli nasze włosy za nią nie przepadają, może być kakao) do uzyskania odpowiadającej nam konsystencji. Maska gotowa!

Efekty:


Nie zakładałam, że ta odżywka nawilży moje włosy idealnie, ale chciałam by nadała im miękkości i lekkiego, ładnego wyglądu. Włosy lśnią, są puszyste, ale dociążone i baaardzo miękkie. Ze względu na brak użycia silikonów, lekko się elektryzują, ale to nie problem. Jak na maskę całkowicie bezsilikonową i zrobioną bez gotowych kosmetyków, jestem bardzo zadowolona:))

A Wy używacie mleka owsianego w pielęgnacji?:))


środa, 25 czerwca 2014

Płukanka z kwasu mlekowego 80% - efekty

Witajcie!

Dzisiaj w końcu przychodzę do Was z nowym postem. Jakiś czas temu kupiłam na ZSK kwas mlekowy 80%. Potrzebny był mi głównie do toniku, ale ze względu na to, że dużo go pozostało, postanowiłam zrobić płukankę.

Ze względu na to, że wcześniej ani razu nie używałam go w pielęgnacji, postanowiłam wspomóc się internetem. Chęci na eksperyment wzbudził we mnie post Michasi, a potem przepis na płukankę z TEGO bloga. 

Odmierz 1 litr wody i wlej do niego 5ml. kwasu mlekowego. Wymieszaj, spłucz włosy i skórę głowy.

Jak wiecie nie jestem zbyt ufna co do nakładania produktów na skalp. W tym wypadku również wolałam najpierw przetestować płukankę tylko na długości.

Co zrobiłam?

Odmierzyłam 500ml wody i dodałam do niej 2 ml kwasu mlekowego 80%. Według przepisu powinno być 2,5ml, ale wolałam dać odrobinę mniej niż za dużo. Po umyciu polałam nią włosy na długości.

Efekty:

( z lampą)

( w naturalnym oświetleniu, widzicie jak było szaaaaro)

Włosy po płukance powinny być lśniące, sypkie i mocno nawilżone. Jak było u mnie?
Specjalnie by nie przekłamać efektów płukanki, nie nakładałam na włosy po umyciu maski. Myślę, że gdybym to zrobiła, włosy byłyby idealnie gładkie. Po płukance włosy były błyszczące, ale również nieprzyjemne w dotyku, ani trochę sypkie i wręcz podatne na plątanie. Nie były przesuszone przed całym zabiegiem, dlatego przypuszczam, że płukanka była zbyt mocna (w płukankach zakwaszających z octem jabłkowym zdarzał mi się ten sam efekt gdy wlałam zbyt dużo occtu.) Kwas mlekowy wzmożył blask, ale dużo lepsze efekty uzyskiwałam po samym dodaniu kakao do maski.

Czy zamierzam to powtórzyć?

Jasne, że tak. Tym razem jednak przy udziale papierków wskaźnikowych:)

A Wy stosujecie płukankę z kwasem mlekowym?:)


niedziela, 22 czerwca 2014

Niedziela dla włosów

Witajcie!

W ciągu tego tygodnia świętuje dziś już swoje urodziny trzeci raz także pielęgnacja nie jest zbyt rozbudowana:D

Co zrobiłam?

mycie: Babydream w OMO z Isaną Proffesional Oil Care

odżywianie: Crema Al LATTE

Efekt:



 W ostatnim czasie za nic nie chciały dać się nawilżyć. Nawet dotychczasowe królowe - Biovaxy nic kompletnie nie zmieniały. Sięgnęłam znów po Kallosa i efekty widzicie same:) Włosy są w końcu nawilżone, gładkie i błyszczące:))

Wypadałoby też pokazać jak włosy prezentowały się na urodzinach. Mam aż jedno zdjęcie gdzie je mniej więcej widać:D



Pozdrawiam wszystkie Muchy!

A jak Wasza niedziela?:))


piątek, 20 czerwca 2014

Liebster Blog Award + Życzenia urodzinowe:D

 Witajcie!

(dla widzących lepiej mniejsze litery) pierwotne źródło obrazka: www.zszywka.pl

Zostałam kolejny raz nominowana do tego TAGU. Tym razem przez IKĘ (pozdrawiam!!:)). Z okazji moich urodzin, życzę Wam wszystkiego dobrego i jeszcze więcej postów o naturalnej pielęgnacji:D:D

1. Twój największy niewinny nałóg?

Myślę, że nie niewinny, bo w końcu skończy się mega zmarszczkami - ciągłe robienie głupich min.

2. Bez jakiego kosmetyku się nie obędziesz?

Do włosów myślę, że ostatnio Kallos mleczny, do twarzy żel aloesowy.

3. Co jest dla Ciebie najlepszym kopniakiem motywacyjnym?

To, że innym się nie udało... Nie no żart:D Na pewno to, że komuś podoba się to co robię, a jednocześnie mam świadomość, że nie wszyscy to potrafią:)

4. Co ostatnio upichciłaś w kuchni?

Szalenie skomplikowane tosty. Trudziłam się ok. godziny zanim opracowałam technikę otwierania i zamykania opiekacza...

5. Najważniejsza osoba w Twoim życiu?

 Ja. Brzmi głupio, ale zastanówmy się. Wszystko co robimy, robimy pod siebie. Innych również dobieramy w ten sposób by to nam było dobrze. Jeśli nie jest to nazywamy to poświęceniem, ale i tak mówimy to tylko po to, by rozczulić się znów nad swoją osobą i mieć na co narzekać, bo to pozwala nam nie skupiać się na naszych błędach, a na innych:D

6. Gdybyś mogła cofnąć czas - co byś zmieniła?

Niiiiic:) Była też druga opcja odpowiedzi- zapuszczałabym włosy od podstawówki, a nie od gimnazjum!

Na koniec:


!!!!!!!!!!!!!


czwartek, 19 czerwca 2014

Co robić z włosami nocą- moje sposoby:)

Witajcie!
 
Gdy byłam mała i spałam u koleżanek, to zawsze się krzywiłam widząc jak mamy robią im na noc warkocze... PO CO pytałam, ale logiczną odpowiedź, o której pewnie nawet wtedy tamci ludzie nie myśleli przyszła z czasem: BEZPIECZEŃSTWO włosów:)

Oto kilka moich propozycji:

1. Kucyk


Najprostsza fryzura, w której diabeł tkwi w szczegółach. Jeżeli zależy nam na tym, aby rano włosy były lepiej odbite od nasady, zróbmy kucyka głową w dół. Jak widzicie na zdjęciu ja robię go zawsze wysoko i jest to dla mnie dużo wygodniejsze a równocześnie rano włosy nie wyglądają na przylizane. Dodatkowo jest bardzo wygodny, bo możemy go przerzucić przez poduszkę i spać bez żadnego bólu, jak czasem bywa w przypadku koczków.

2. Kok


Mając takiego kucyka jak na poprzednim zdjęciu, wystarczy tylko lekko nawijać go, aż powstanie kok. Potem najlepiej spiąć końcówkę spinką-żabką jak na zdjęciu, bo wsuwki mogą spowodować, że rano na włosach będzie widoczne odkształcenie

3. Luźny warkocz


To moja ulubiona nocna fryzura, jeśli mam w planach mieć następnego dnia całkowicie proste włosy. Paradoks?:) Wystarczy, że zrobimy warkocza tak, by pasma jak najdelikatniej przez siebie przełożyć. Nie chodzi o splot, a o utrzymanie włosów razem, tak aby nie ocierały się o poszewki itp. Końcówkę warkocza warto zrobić w ten sposób, że 3 pasma warkocza ustawić równolegle do siebie i tam związać. Jeżeli zrobimy splot, a potem nałożymy na niego gumkę, rano mogą być odkształcenia. Delikatne fale, które pojawiają się, choć bardzo rzadko, znikają po spryskaniu włosów mgiełką:)

4. Czapka


Jeżeli w nocy jest Wam zbyt zimno, polecam czapki:D Trzymają włosy dobrze, a jeżeli całość wzmocnimy wsuwkami, to taka fryzura sprawdzi się nawet u najbardziej rzucających się w nocy osób:)

5. Podwieszanie


Brzmi groźnie, ale uwierzcie, to nic strasznego. Jeśli żadna fryzura Wam nie odpowiada, a włosy wręcz przeszkadzają w spaniu, polecam zamocowanie ich na specjalnym sznureczku lub taśmie zwisająej z sufitu. 
UWAGA! Sposób tylko dla osób, które śpią w bezruchu!!!

~~

To chyba na tyle z moich trików na nocne fryzury. Myślę, że podsumowaniem powinny być dwa punkty:

1. Fryzura na noc nie musi być najpiękniejsza (co widać na moich zdjeciach, bo wszystko z włosami robiłam sama). Chodzi o to by była funkcjonalna i chroniła włosy przed uszkodzeniami.

2. Warto kombinować i szukać czegoś idealnego dla siebie. Wiadomo, że jeśli lubimy swoje proste włosy, to nie chcemy aby rano wyglądały jak powyginane sianko. 


A co gdy nie wyjdzie...


Nie zawsze dbam o to, żeby fryzura do spania była zrobiona specjalnie pod moje włosy. Często wynika ona po prostu z tego, że się śpieszę/jestem zmęczona/nie mam ochoty się bawić i na mojej głowie powstaje gniazdo. Rano budzę się i włosy są przeokropnie powyginane, co nie jest ani trochę estetyczne. Wtedy w ruch idzie odżywka Gliss Kur, a potem kilka kropli olejku, żeby ujarzmić sianko powstałe przez zbyt ciasną fryzurę.

Tak wyglądają moje odratowane włosy:


Uwierzcie, włosy przed wskrzeszeniem wyglądały po prostu OHYDNIEEEE!!


A Wy co robicie z włosami nocą?:)) 


wtorek, 17 czerwca 2014

5 sposób jak ZAMASKOWAĆ BRUDNE WŁOSY

Witajcie!

Myślę, że okres wakacji jest najbardziej towarzyskim czasem, gdy chcemy zawsze wyglądać świetnie i zająć się innymi, ciekawszymi czynnościami niż mycie włosów codziennie, dlatego dziś przedstawię Wam kilka sposobów jak szybko reanimować włosy na drugi dzień:) Zapraszam!

Podstawowa sprawa to to, że włosy należy myć tak często jak tego potrzebują. Jednak nie oszukujmy się, kto normalny będąc u kogoś, przesiedzi pół wizyty w łazience? Poniższe sposoby to sposoby tzw. awaryjne, co zresztą same zauważycie czytając ich wady przy stosowaniu na dłuższą metę.


Jak ukryć nieświeże włosy?

1. Suchy szampon/glinka/skrobia ziemniaczana

Suchy szampon zarówno jak i glinka stosowana w tym samym celu, zapewnia nam natychmiastowy efekt optycznie w miarę czystych włosów. Jednak są pewne zasady, których należy przestrzegać:

- nie nakładaj zbyt dużo produktu! - mają one bowiem tendencje do tworzenia na głowie białych obszarów, które spowodowane kilogramem glinki będzie nam bardzo ciężko wyczesać. Ja robię w ten sposób, że po użyciu glinki, wycieram jej nadmiar czarną bawełnianą koszulką. Wtedy mam od razu kontrolę czy naprawdę coś starłam, czy to tylko złudzenie, a potem wyjdę z białymi plamami:D A jeżeli nie chcecie eksperymentów z koszulką, można włosy wtedy spryskać lekko wodą tam gdzie się bielą.

- aplikuj pod pasma, które masz zamiar podnieść - czyli jeśli zależy nam na odzyskaniu w jakimś stopniu objętości grzywki, to suchy szampon nałóżmy tak jak lakier czyli przy nasadzie i w kierunku przeciwnym niż to pasmo naturalnie opada. Pozwoli nam to zwiększyć objętość włosów i nie wyglądać jak mokra kurka.

- zarówno suche szampony jak i glinka mogą na dłuższą metę przesuszać skalp. Co za tym idzie, nie wystarczy już nakładanie ich co drugi dzień, bo łój będzie produkowany jeszcze szybciej. Jeśli zauważycie takie zjawisko, warto na jakiś czas odstawić tego rodzaju kosmetyki i maksymalnie nawilżać skalp olejami/żelem lnianym.

2. Fryzura

Gdy włosy są już jako tako odświeżone suchym szamponem ,warto zastanowić się nad fryzurą. Polecam wszystkie niedbałe, luźne, które będą przykuwać uwagę na swojej konstrukcji, a nie na naszych tłustych włosach. Mogą to być koki, warkocze, kucyki. Co tylko wymyślicie.

Jedna z czytelniczek słusznie podpowiada, że pomóc może nam również zmiana przedziałka np. zmieniamy przedziałek na kilka minut i tak chodzimy albo zmieniamy przedziałek na drugą stronę i w ten sposób suszymy:)

3. Tapir

Jeśli nasze włosy nie chcą wyglądać lepiej dzięki suchemu szamponowi to możemy sięgnąć bo ostateczny sposób czyli tapirowanie. Sama z niego nie korzystam i nie uważam by była to dobra metoda, jednak na pewno przy bardzo rzadkim stosowaniu nie sprawi nam dużych zniszczeń, a jeśli to jedyne rozwiązanie by włosy były odbite od nasady, to czemu nie.

4. dr. KUCYK

Jest to moja ulubiona metoda. Doktor, dlatego że jest on wyjątkowym medykiem, który zapobiega przyklapowi następnego dnia. Rzecz w tym, że w pierwszym dniu po myciu nie nosimy ciągle rozpuszczonych włosów, a związujemy je w kucyk, dzięki czemu nie dotykają one skóry i nie wymagają ciagłego kontaktu z naszymi rękami. Ostatecznie wieczorem mamy włosy tylko odrobinę mniej świeże niż rano, ale na pewno nie potrzebujące drugiego dnia specjalnej reanimacji.

5. Dodatki

Osobiście nie jestem zwolenniczką opasek, kokardek i tego typu rzeczy, ale jeżeli Wam się to podoba, to można również za ich pomocą świetnie ukryć zmęczone włosy, bez potrzeby ingerencji suchych szamponów. Jeśli dobierzemy je odpowiednio, włosy mogą wyglądać uroczo:)

Mój typ?

W sytuacji, gdy moje włosy błagają o zmartwychwstanie używam glinki zielonej, którą aplikuję palcami. A same włosy plotę w warkocz w wieczór pierwszego dnia po myciu i po nocy mam ładne fale, przy których nie trzeba już nic robić, a jedynie wetrzeć odrobinę glinki w kluczowe miejsca na skalpie - przedziałek, "grzywka", tył i włosy nad uszami.

To pierwsza część moich postów o przetłuszczaniu skalpu. Jej celem było podzielenie się z Wami sposobami, które mogą pomóc nam na drugi dzień, jednak na dłuższą metę wiele z nich może przesuszyć skórę głowy. Kolejny post będzie o tym jak zapobiegać nadmiernemu przetłuszczaniu i o sprawdzonych przeze mnie metodach w tej sprawie, zarówno działających na moją skórę głowy jak i nie:)

A Wy jak odświeżacie włosy na drugi dzień?:)


niedziela, 15 czerwca 2014

Niedziela dla włosów

Witajcie!

Dzisiaj o mało co a zapomniałabym, że mam włosy:D 3/4 dnia w koku minęły mi w towarzystwie planów mojego życia. Jednak na czas się przebudziłam, tak więc...

mycie: YEGO w metodzie OMO z Isaną Professional Care

odżywianie: Kallos z proteinami mlecznymi + wit. E

 Efekt:

jeszcze jeden róg i będę jak prawdziwy diabeł

Włosy są gładkie i miękkie. Najbardziej zależało mi na nawilżeniu i nie przeliczyłam się wierząc w zbawcza moc witaminy E:) Końce są jeszcze trochę mokre na zdjęciu, a w tym miesiącu podcinałam je tyyle razy, że już naprawdę muszę się męczyć by zobaczyć rozdwojenia:))

A jak Wasza niedziela?:))


piątek, 13 czerwca 2014

Włosowe inspiracje - MUZYCY cz.II

Witajcie!

Dzisiaj na życzenie jednej z czytelniczek bloga przychodzę z częścią drugą inspiracji wśród męskich włosów. Część pierwszą zobaczyć możecie TU. Starałam się wybrać najciekawsze wśród muzyków, których słucham. Zapraszam!:)

1. Dimebag Darrell







W kwestii muzycznych loków jest on dla mnie klasykiem. Genialna fryzura i genialny gitarzysta.



Pierwsza piosenka grana przez mój nieistniejący już zespół, a równocześnie melodia przez której wystukiwanie zmarnowałam arkusz, uzupełniając źle kod ucznia na teście w gimnazjum sto lat temu:D

2. Zakk Wylde






 Był pewien długi, smutny czas, gdy włosy Zakka były dłuższe od moich, ale pomagało mi w tym kryzysie przetrwać słuchanie jego piosenek:D Teraz czasy się zmieniły, a on wciąż jest lepszy, choć w tym wypadku długością brody. Chociaż...w tym akurat nie chciałabym go przegonić:D




 3. RAMMSTEIN
















Co tu mówić. Sześć diabłów kpiących z niedoskonałości świata, balansując na granicy sztuki i choroby:D W efekcie daje to niesamowite show, kosmiczne koncerty, które są prawdziwymi spektaklami. Cała szóstka jest wtedy aktorami i włosy to jedynie malutka część tego co zmieniają, aby odegrać swoje przedstawienie:D

4. Robert Smith (wokalista The Cure)








Z Robertem nic szczególnego nas nigdy nie wiązało - znam może kilka piosenek. Natomiast jego wizerunek od zawsze tak bardzo mi się podobał, że nie wyobrażam sobie żeby miało go tu zabraknąć:)) 




5.  Jimi Hendrix









Przeurocza bujność fryzury Hendrixa według mnie była ogromnie urokliwa. Myślałam, że rozmiary są przekłamane na koszulkach i innych gadżetach z jego podobizną, a jak widać rzeczywiście jego włosy miały ogromną objętość:))





Podsumowując...

Czy oni wszyscy są inspiracjami do naśladowania? NIEEEEEEEEEEEEEEE
Muzycy, których przedstawiłam są według mnie najbardziej charakterystyczni, a włosy to jedynie element, który zauważam jako włosomaniaczka i które dodatkowo przyczyniają się do zapamiętywania takich postaci. Inspirować natomiast może ich ogromna charyzma i to, że dzięki ciężkiej pracy i pasji, można być kochanym przez miliony.


A Wy kogo byście jeszcze tu dopisały?:))



środa, 11 czerwca 2014

CREMA al LATTE vs. BIOVAX - starcie mlecznych tytanów!

Witajcie!

Dzisiaj zapraszam Was na walkę dwóch masek z proteinami mlecznymi - Crema al Latte oraz Biovax. Z pozoru mogłoby się wydawać, że wynik jest przesądzony, ale nie bądźcie tego pewne...



Skład

SERICAL: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone. 

Nie będę szczegółowo analizować obu składów. Wystarczy zerknąć, żeby zobaczyć, że jego skład jest dużo słabszy. Zawiera to co powinien, ale po zapachu, co od razu wywołuje na mojej twarzy skrzywienie i gdybym nie znała tylu opinii, to wątpię bym się na nią zdecydowała.

BIOVAX: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth - 20, Hydrolyzed Milk Protein (and) Lactose, Amodimethicone, Isopropyl Myristate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Mel (Honey) Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Silk, Parfum, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Cinnamal, Potassium Sorbate. 

Oprócz protein mlecznych zawiera wiele innych cennych dla włosów składników.

Dostępność

SERICAL: Tę maskę dostaniemy niestety tylko w sklepach fryzjerskich albo Hebe.

BIOVAX: Znajdziemy go w aptekach, sklepach zielarskich , Super-Pharm, Hebe a ostatnio również w biedronce w formie saszetek w cenie ok.2 złotych.

Cena

SERICAL: 10 złotych za litr maski

BIOVAX: ok.20 złotych za 250ml. Jeśli macie w pobliżu Hebe/Super-Pharm są tam co jakiś czas promocje i cena schodzi do ok.14. Raczej przestrzegałabym przed niektórymi sklepami zielarskim - zdarzyło mi się kilka razy być świadkiem gdy 250ml kosztowało 35złotych, a obok stało opakowanie 500ml i nawet nie chciałam patrzeć na cenę...:D Na allegro są bardziej przystępne ceny - 500ml kosztuje tam tyle ile w normalnych sklepach 250.

Zapach

SERICAL: przesłodki budyniowy, utrzymuje się na włosach.

BIOVAX: niespecjalnie przypadł mi do gustu. Wydaje mi się sztuczny i neutralny. Utrzymuje się na włosach.

Konsystencja

SERICAL: budyniowa

BIOVAX: budyniowa

Wydajność

SERICAL: wiadomo, że ze względu na swoją 4 x większą objętość, starczy na dłużej

BIOVAX: i tak nie jest źle:D Mi taki biovax starczał na ok. pół roku używania kilka razy w miesiącu.

Opakowanie

Chyba najgłupsza kategoria... Moim zdaniem im więcej tym lepiej, więc bardziej przypadł mi do gustu biedny LATTE, który od razu pobudza moją wyobraźnię i mam pewność, że w razie słabego działania, będę miała meega dużo bazy do maseczek:) Jednak tak jak mówię, wygląd jest dla mnie w kwestii kosmetyków najmniej ważny, więc nie będę tego punktować.

Działanie

LATTE:


Włosy po uprzednim umyciu mocniejszym szamponem, są po masce niesamowicie lśniące. Do tego przy każdym ruchu czuję ten obłędny zapach. Momentami bałam się, że dopadnie mnie TRICHOFAGIA...
Były również bardzo miękkie, puszyste i nawilżone. Maska dociążyła je i prezentowały się moim zdaniem świetnie. Jedyne czego nie zauważyłam to gładkości w dotyku (mam porównanie z innymi maskami, które czasem sprawiały, że moje włosy były niczym jedwab, ach...), ale być może było to spowodowane lekkim przesuszeniem, które wtedy razem przeżywaliśmy. 

Włosy, jak kiedyś, bardzo ciężko było całe zmoczyć w trakcie mycia. Ostatnio bardzo (niestety) rzadką na moich włosach rzeczą, którą zauważyłam, to to, że rozczesywałam je bez żadnych problemów. Grzebień sunął po nich z ogromną łatwością.

BIOVAX:


Nie dokręcam dreada, a porównajcie jak znika w porównaniu ze zdjęciem powyżej:D
Może zacznę od początku, czyli maj zeszłego roku, kiedy zdecydowałam się kupić swoją pierwszą w życiu maskę. Padło na Biovaxa, a że nie było innych rodzajów, to wzięłam proteiny mleczne. Swoje zachwyty pisałam TU. Maskę jednak wykończyłam i długo nie miałam z nią znów do czynienia, dlatego miło było odświeżyć sobie pamięć i włosy za jej pomocą. Jak każdy Biovax świetnie nawilża, nabłyszcza i wygładza do tego stopnia, że włosy stają się śliskie. Co do ułatwienia rozczesywania, to wydaje mi się, że Crema al Latte jest w tej dziedzinie lepsza.

Podsumowując...



maska

skład

dostępność

cena

zapach

konsystencja

wydajność

BLASK

WYGŁADZENIE

UŁATWIONE
ROZCZESYWANIE

Biovax

+

+

-

-

+

-

+

+

-

LATTE

-

-

+

+

+

+

+

-

+



Dla wyjaśnienia, obie maski są świetne i we wszystkich kategoriach oprócz blasku i konsystencji, zwyciężał produkt, który uznałam ze lepszy. Jeśli + za wygładzenie dostał Biovax, nie oznacza to, że Crema al Latte wcale nie wygładza włosów, a jedynie w porównaniu z Biovaxem jest na moich włosach słabszy:)

WYGRYWA Crema al Latte!

 Jej działanie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i po pierwszym użyciu rozdałam ponad połowę koleżankom, a teraz planuję już kupić kolejne wiadro:D 

Oczywiście to tylko moje zdanie i każda z nas ma inne włosy, ale jeżeli uważacie, że macie podobny typ włosa jak ja, to możecie się sugerować tym porównaniem.

A jaka maska wygrywa na Waszych włosach?:))