piątek, 30 maja 2014

Warkocz tak gruby jak tylko chcemy DIY! TO MOŻLIWE!

Witajcie!

Już myślałam, że nie zdążę z tym postem dzisiaj, na szczęście się udało. Tak jak zapowiadałam, zdradzę Wam sposób na zrobienie warkocza o dowolnie wybranej przez nas grubości. 

Myślicie, że to niemożliwe?:)




Jeśli chcecie się dowiedzieć jak naprawdę mam cienkie włosy i co zrobiłam by mieć tak gruby warkocz, zapraszam do czytania:)

Bardzo często piszecie mi jakie to gęste mam włosy, ale w rzeczywistości mogę ręczyć, nie wygląda to tak kolorowo. Jednak przez ostatnie dwa miesiące zauważyłam pewną bardzo przydatną rzecz jeśli potrzebujemy na wyjście/przedstawienie/sesje/cokolwiek pięknego grubego warkocza.
Znając mnie, zapewne obawiacie się czy nie napakowałam między włosy plastikowych rurek wypchanych kałem lub innych tego typu rzeczy, jednak odpowiedź jest prosta i bardzo typowa dla mnie:

WŁOSY SYNTETYCZNE!

Rzecz jasna nigdy nie namawiałabym Was do przedłużania włosów czy noszenia peruki, dlatego poniżej przedstawię krok po kroku co konkretnie zrobiłam:

1. Punkt wyjściowy


Maksymalnie ściśnięty warkocz zrobiony z moich włosów i potwora dreada.

2. Sprawcy zamieszania


3 dready syntetyczne, jak widzicie nie są zbyt grube, bo nie chciałam aż tak sztucznego efektu. Kolory zbliżone są do moich włosów, blond wpadł przez przypadek, ale zaraz przekonacie się, że wcale nie będzie go widać.

3. Mocowanie


Najważniejsza część - najpierw dzielimy włosy na tyle części, z ilu chcemy zrobić warkocz, a potem do każdej "kitki" wkładamy dreada i związujemy go z naszymi włosami cienką gumeczką.

4. Efekt


Dready praktycznie w ogóle nie wystają spod włosów (gdzieniegdzie świecą się włoski brązowego, ale spokojnie można tego uniknąć zaplatając dokładniej). Warto dodać, że i tu warkocz być jak najbardziej ściśnięty.

A niby skąd mam wziąć dready syntetyczne?

Sprawa jest bardzo prosta - nie muszą to być dready. Myślę, że spokojnie sprawdziłyby się w tej roli również warkocze zrobione z włosów syntetycznych. Koszt jednej paczki takich włosów to ok.10 złotych na allegro, a starczy na co najmniej 3 warkocze-wypełniacze. Jeśli macie w domu starą perukę to również można jej obciąć włosy, zrobić warkocze i doczepić do włosów. Co do syntetycznych dreadów to niedługo ruszam ze straganem z nimi, jeśli jesteście chętne to zapraszam:D Dobrze dopowiada również jedna z komentatorek - dready syntetyczne możemy kupić w salonach specjalizujących się we fryzurach alternatywnych:)

Co jeszcze?

Dla bardziej naturalnego efektu możemy użyć włosów prawdziwych, ale wątpie by dużo osób miało takie zapasy w domu:D 

Ja zamocowałam dready bardzo prowizorycznie, tylko po to by Wam pokazać, że się trzymają nawet na jednej cieniutkiej gumeczce. Jeśli warkocz ma nam towarzyszyć kilka godzin, to warto zabezpieczyć go kilkoma gumeczkami na łączeniach, najlepiej w kolorze naszych włosów. 

Łączenia można bardzo łatwo zasłonić włosami jeśli tylko się postaramy.

Zrobienie takiego warkocza zajmuje może 3 minuty, a myślę, że dla efektu takiego pogrubienia warto:)

Czy to fryzura na co dzień?

NIEEEEE! Chyba, że musicie gdzieś się pokazać z gęstymi włosami, bo Wasza koleżanka antywłosomaniaczka wyśmiewa się z braku efektów Waszej pielęgnacji. Jest to raczej pomysł na to jak w krótką chwilę stworzyć z włosów coś całkiem innego, nie męcząc się z peruką.

Co myślicie o takim efekcie?:)


PS: Koniec z bez sennością, bloga przejął HULK:


środa, 28 maja 2014

Liebster Blog Award !!! SZALEŃSTWO


Witajcie!

Zostałam kolejny raz nominowana do tego tagu, a ze względu na to, że czasem przydają się luźniejsze posty, postanowiłam na niego odpowiedzieć:) 

1. Kolory na paznokciach szalone czy stonowane?

Praktycznie w ogóle ich nie maluję, ale jeśli już to szalone. Jeśli szaleństwem jest czerń:D

2. Spódnica czy spodnie?

Spodnie, ewentualnie sukienka. Nigdy spódnicaaa. Chyba, że taka przed pupę, to wiadomo...:D

3. Czy lubisz się malować (make- up) i w jakich kolorach.

Maluję tylko rzęsy i klasycznie na czarno. Jeśli miałabym się malować tak konkretnie to bym się zanudziła LUB wyglądała jak Pierrot:)

4.Gdybyś miała zrobić rzecz najbardziej szaloną w życiu, to co by to było?

Zgolenie głowy na pewno nie jest najbardziej szaloną rzeczą, którą można zrobić, więc może hmm zostałabym klaunem:D Chociaż i to już w połowie spełniłam... To jeśli mowa o włosach to irokez z włosów do kolan, a jeśli chodzi nie o włosy to myślę, że byłoby to całkowite porzucenie materialnych dóbr, by sprawdzić czy naprawdę najważniejsze są relacje z innymi i ich obecność. Albo zrobiłabym czekoladowy dom rehabilitacji dla chorych dzieci. Pomysłów jest wiele, a szaleństwo w ich wypadku oznacza przeogromny kredyt, bez wizji spłaty:D

5.Czy umiesz pływać?

Bardzo dobrze pływam w potokach myśli.

6. Wolisz biżuterię złotą czy srebrną

 
Nie przepadam ani za tą, ani za tą. Chyba muszę do tego jeszcze dorosnąć.

7. Gdybyś mogła mieć inne imię to jakieś byś sobie nadała?

Obecne mi absolutnie pasuje, szczególnie ze względu na ilość jego form. Choć ze względu na moje szalone męsko osobowościowe cechy w środku, które strasznie lubię, to na pewno Hans<3 Ewentualnie Stan/Edward.

8.Perfumy delikatne i słodkie czy ostre i mocne?

Delikatne:)

9. Włosy kręcone czy proste?

U mnie proste, u chłopaków raczej kręcone. A u dziewczyn zadbane i dłuuugie.

10. Gorąca czekolada czy kawa?


Czekolada!
 

11. Studentka (uczennica) czy pracująca?

Trzeźwo myślący (będąc nauczycielem czytaj przeciętny) uczeń


Pytania zadała mi Monique z TEGO BLOGA. Serdecznie pozdrawiam!


A chętne spośród Was zapraszam do odpowiedzenia na moje (nawet w komentarzach:)):

1. Czy podoba Ci się mój blog?
2. Czy lubisz czytać moje posty?
3. Czy uważasz mnie za ciekawą osobę?
4. Najlepszy post na moim blogu to?
5. Bez zerkania powiedz ile postów do tej pory zdążyłam napisać?
6. Godzina, o której przeważnie dodaję posty to?
7. Ile wyświetleń ma mój profil GOOGLE +? NIE SPRAWDZAJ!
8.Potwierdź patrząc w moje nagłówkowe oko, że nie uważasz mnie za upośledzoną urodową blogerkę.
9. Zamknij oczy i powiedz co widzisz. Moje włosy, zgadłam?:)
10. Podaj dwa powody, dlaczego nagłówek mojego bloga zajmuje Ci cały monitor.
11. Uśmiechnij się i zapomnij o tych pytaniach!

 
Trzymajcie się!


wtorek, 27 maja 2014

DIY prosta mgiełka z filtrem UV

Witajcie!

Ostatnie wakacje ciągle główkowałam nad tym jak maksymalnie ochronić moje biedne włosy przed destrukcyjnym działaniem słońca. Oprócz kapelusza, z którym się praktycznie nie rozstaję, staram się związywać włosy w warkocz i chować pod niego. Próbowałam też różnych koczków, ale nie przejdą one przy kapeluszu, a kwiatowo - panterkowe chustki to w ogóle nie moje klimaty. Toteż olejowałam włosy olejem kokosowym czyli naturalnym filtrem, a następnie związywała w warkocza i tak spędzałam czas w słoneczne dni. Dopóki nie kupiłam mgiełki z filtrem Jantar. Jej koszt to ok.8 złotych i wszystko byłoby naprawdę fajnie, gdyby tylko nie alkohol zaraz na drugim miejscu w składzie:C Jak żyć pytacie?

Otóż tak:

pewnego dnia na blogu Anwen natknęłam się na informację, z której wynikało, że wykorzystuje ona jako filtr naszego starego, dobrego przyjaciela Jantara. Oczywiście mowa o wcierce. I rzeczywiście jest to dobry pomysł na jej zastosowanie, szczególnie jeśli macie starą buteleczkę, której jak ja od kilku miesięcy nie wykończyłyście:)



Co zrobiłam?


Do ok.25 ml wcierki Jantar (robiłam na próbę, dlatego taka mała ilość) dodałam 10 kropli oleju sezamowego (znanego z posiadania naturalnego filtru) oraz oleju arganowego ( głównie w celu dodatkowego nawilżenia włosów).


Czy działa?


Oczywiście ciężko to ocenić, szczególnie po zaledwie kilku zastosowaniach. Ale myślę, że lepiej mieć choćby minimalne zabezpieczenie przed słońcem niż narażać na nie włosy bez jakiejkolwiek ochrony. 


 Jak jeszcze ją ulepszyć?

Działanie tej mgiełki możemy wzmocnić dodając trochę silikonowego serum, które dodatkowo zabezpieczy włosy przed szkodliwymi bodźcami z zewnątrz lub Jantara dodać do silikonowej odżywki w sprayu. 

Jeśli chcemy żeby chroniła jeszcze bardziej możemy dodać inne składniki chroniące przed szkodliwym promieniowaniem np. kokosowy, z pestek malin, konopny, masło shea, witaminę E.


Pamiętajmy jednak, że nic nie ochroni naszych włosów dostatecznie, jeżeli będziemy na słońcu całe dnie. Zainwestujmy wtedy w nakrycie głowy i jak najczęściej związujmy włosy lub w inny sposób chrońmy je przed słońcem, choć też nie popadajmy w paranoję.

 Nie po to dbamy o włosy, żeby je non stop nosić związane:)

Co do mojej wersji to zamierzam ją jeszcze porządnie zmodyfikować i jeśli stworzę ideał to napewno się do Was odezwę.


A Wy jak chronicie włosy przed słońcem?:)


niedziela, 25 maja 2014

Niedziela dla włosów [12]

Witajcie!

Już wróciłam do blogowego życia, czy w formie, czy nie, to określicie same po zdjęciu włosów:D


Co zrobiłam?


olej: z pestek winogron na noc

mycie: babydream + glinka zielona

odżywianie: maska keratynowa BIOVAX


Efekty:



Moje włosy przez ostatni tydzień były baaardzo dużo na słońcu. Oczywiście chroniłam je filtrem, ale nie po to mam je aż tak długie, by ciągle były schowane:D To sprawiło, że gdy wróciłam do domu, były lekko przesuszone. Postanowiłam dziś im to wynagrodzić, choć chyba lepszym wyborem byłaby maska z żelu lnianego i kakao. W każdym razie włosy trochę odżyły, a po powrocie podcięłam wszystkie widoczne zniszczenia i będę włączać jak najwięcej nawilżaczy do pielęgnacji. Efekty dodania glinki do szamponu będę mogła ocenić dopiero za kilka dni i jeśli będą fajne to na pewno tu o nich wspomnę. Póki co, włosy po masce Biovax są bardziej nawilżone i gładkie, choć zdrowe końce wołają o JESZCZE JESZCZE! w kwestii nawilżenia.


jeszcze pochwalę się moimi potworami i tym jak prezentowały się w górach:



A jak minęła Wasza włosowa niedziela?:))


W tym tygodniu zapraszam Was na:
  •  genialny sposób na zrobienie warkocza o takiej grubości jakiej tylko chcemy!
  • mój przepis na filtr przeciw UV dla włosów:) 


piątek, 23 maja 2014

Szampon z dodatkiem kozieradki - jak się sprawdził?

Witajcie!

Wybaczcie kilkudniową nieobecność, ale tak jak mówiłam, byłam poza domem a tego posta chciałam dodać sama. W niedzieli dla włosów na pewno podzielę się z Wami jakimiś próżnymi zdjęciami moich włosów w górach... A dzisiaj wyniki drugiego szamponowego eksperymentu. Kolejny raz próbowałam stworzyć szampon, który przedłuży świeżość moich włosów. Jesteście ciekawe?:)

Co zrobiłam?

Łyżką szamponu Babydream zalałam pół łyżeczki kakao i pół łyżeczki nasion kozieradki.
Nałożyłam na włosy (bardzo dobrze się pieniło) i poczekałam 5 minut.

Efekty (z posta niedzielnego)


Tak jak mówiłam w niedzielę, miałam pewne problemy z aparatem.
Jednak mimo wszystko udało mi się uchwycić to co najbardziej chciałam - blask. Jak wiecie z TEGO posta, już samo kakao świetnie nawilża w szamponie moje włosy. Dodałam kozieradkę w celu sprawdzenia czy wpłynie na przedłużenie świeżości moich włosów. 

Jak się spisała?

Szczerze mówiąc włosy przetłuściły się moim zdaniem dużo szybciej niż zwykle. Nie podejrzewam o to kakao, ponieważ ono sprawia, że moje włosy nawet drugiego dnia trudno rozpoznać czy są tak błyszczące czy już trochę brudne:D

Na długość spływający szampon z dodatkiem kozieradki nie miał jakiegoś szczególnego wpływu, oprócz kakaowego blasku:)

Jak widać nie wszystkie eksperymenty muszą być udane, ale serdecznie Was do nich namawiam!


A Wy jak używacie kozieradki? Próbowałyście dodawać ją do szamponu?:)


poniedziałek, 19 maja 2014

Dready w praktyce - do czego ich użyć?

Witajcie!

4 kwietnia zmieniło się moje włosowe życie. Do porcji trzech włosów, które posiadałam doszedł wielki, gruby i niesympatyczny 54 - centymetrowy kołtun. Żyje nam się cudownie, ale wiem, że wiele osób takich potworów nie lubi, dlatego chciałabym Wam w dzisiejszym poście pokazać funkcjonalność takiej fryzury:) Zapraszam!

1. Dread jako gumka


Często zdarza się, że jest zbyt gorąco albo po prostu chciałybyśmy związać włosy by wszędzie nie wpadały, ale nie mamy żadnej gumki. Tak oto wybawia nas z tej sytuacji dread, który nie dość, że trzyma włosy dość mocno to dodatkowo daje nam możliwość wykazania kreatywności. Jeżeli zrobimy kucyka takiego jak na obrazku, powstaje antenka, którą przemienić możemy w co tylko chcemy (dla fanów Teletubisiów:D) choć rzecz jasna jest również wersja bardziej subtelna, gdy dreada przypniemy wsuwką. 

Czemu powinna mieć dreada włosomaniaczka?

Zabezpieczy nas w każdej chwili przed silnym wiatrem czy zamkiem ekspresem.


2. Koczek


Skupiający uwagę wielu osób koczek to napewno rozwiązanie dla osób chcących intrygującego upięcia. Serdecznie polecam, szczególnie z samymi wsuwkami, bez żadnych gumeczek ( nie jak na moim zdjęciu:))

Czemu powinna mieć dreada włosomaniaczka?

A kto jak nie my, najbardziej chce skupiać uwagę na swoich włosach i fryzurach?:)

3. Miara


Jeżeli koniecznie musicie coś zmierzyć, warto posłużyć się Waszą osobistą, wiecznie przy boku, miarą:) Jest to szczególnie fajny sposób jeśli choćby orientacyjnie znacie wymiary swojego przyjaciela.





Jak widzicie jest tak długi, że nie sposób go uchwycić na jednym zdjęciu...

Czemu dreada powinna mieć włosomaniaczka?

W końcu nas też czekają w życiu remonty, nieprawdaż?


4. Aureola

Jeżeli choć raz w życiu chcecie się czuć jak święci, to musicie sobie zrobić dreada!!!!


Czemu dreada powinna mieć włosomaniaczka?

Jeśli ciągle męczycie rodzinę zapachami przeróżnych kosmetyków, napewno spojrzą na Was lepiej gdy zamienicie się choć na chwilę w aniołki:)

5. A jeżeli... 

już trafi się zły dzień a ludzie wokół sprawią, że jedyna opcja, którą dla siebie przewidujecie to skończyć z całym tym cholerstwem to...


Teraz mam tylko nadzieję, że cała blogosfera obudzi się z ANTY dreadowego marazmu i wszyscy będziemy jedną wielką, dreadzianą wioską!!!!

Piszcie w komentarzach kiedy robicie swoje dready:D


niedziela, 18 maja 2014

Niedziela dla włosów [11]

Witajcie!

 Ostatnio co mycie dodaję coś do szamponu. Ciągle mam nadzieję, że uda mi się ograniczyć przetłuszczanie moich włosów. Póki co ostatnio sprawdziło się dodanie do szamponu kakao, ale szukam dalej:)
Dzisiaj padło na kozieradkę.

co zrobiłam?

olej: odpuściłam sobie tym razem:)

mycie: babydream + pół łyżeczki kozieradki + pół łyżeczki kakao

odżywianie: Gliss Kur Oil Nutritive + Isana Proffesional + DEBA + ok. 2 łyżki skrobi ziemniaczanej + 10 kropli zat. x 10 aloesu na ok.25 minut

Odżywkowe szaleństwo usprawiedliwiam  dosypaniem do małej porcji Gliss Kura zbyt dużo skrobii. Żeby nie marnować go na rozrzedzanie, dodałam mniej ważne dla mnie odżywki:)

Efekty:


Włosy są baaardzo gładkie i miękkie. Szczerze mówiąc zawsze zapominam o używaniu skrobi, bo gdy wcześniej to robiłam to nie było aż tak wyczuwalnych efektów. Tym razem jednak zyskałam jedwabistą gładkość. Niestety mój aparat zaniemógł, dlatego zdjęcie nie jest zbyt wyraźne. Możecie mi jednak wierzyć na słowo, że włosy są bardzo dokładnie nawilżone i ogólnie zadowolone:) Wcześniej były chwilę w warkoczu, stąd fale.


A jak Wasza niedziela dla włosów?:))


W tym tygodniu zapraszam na:

  • ocenę efektów kozieradkowego szamponu
  • zastosowanie dreadów w praktyce!!! Dowiecie się, dlaczego każdy powinien mieć choćby jednego dreada, a szczególnie będąc włosomaniaczką:D




piątek, 16 maja 2014

Ja Was nauczę pakowania się w podróż!

Witajcie!!

Ze względu na to, że w najbliższych dniach czeka mnie delegacja, postanowiłam pokazać Wam co włosowego biorę ze sobą na kilka dni zwiedzania:)

Zapraszam!:))

Przede wszystkim zależało mi na funkcjonalności, dlatego też wybrałam sobie jako pierwsze dodatki:


Mimo ogromnych chęci zabrania większej ich ilości, ograniczyłam się tylko do wcierki stosowanej jako ochrony przeciw UV, olejków do wzbogacania odżywek oraz serum zabezpieczającego.



Szampony wybrałam tylko dwa ze względu na to, że używam ich najczęściej. YEGO kakaowy brudasek:D



Kolejny punkt programu - odżywianie. Postawiłam tym razem na olejek Amla, by dać mu kolejną szansę. Biovaxy jako sprawdzone maseczki biorę również oraz kozieradkę do płukanki/wcierki:) Mam tylko nadzieję, że nikt mnie nie zje, gdy będę pachnieć jak kurczaczek:)



Co to za odżywianie bez keratyny. Tej koleżanki nigdy mało, dlatego oprócz ARTISTE różowej biorę również hydrolizat:)



Tutaj dwie odżywki nawilżające



I kolejna porcja odżywek:)



A to moja ukochana ok.4 letnia księżniczka, której nigdzie nie można już dostać:C:C:C



Ze względu na możliwość kontaktu z chlorowaną wodą, zdecydowałam się również na masło kakaowe z ISANY



Nie mogłam rzecz jasna zapomnieć o wybawieniu z "dnia drugiego" :)



Ze względu na to, że nie zdążyłam wypróbować na sobie soku aloesowego, postanowiłam go zabrać ze sobą. Chodzi to za mną już od tak dawna, że jak znów odłożę to na później ,to już na pewno zapomnę.



Wiecie już choćby z TEGO posta, o tym jakie efekty daje mi olejowanie włosów tym olejkiem. Toteż i jego postanowiłam spakować w drogę:))

Podsumowując...


to cała zawartość mojej włosowej kosmetyczki na ten kilkudniowy wyjazd. Myślę, że wybrałam tylko najbardziej niezbędne moim włosom kosmetyki.


A Wy co wzięłybyście na kilkudniowy wyjazd?:)


PS: Tak na serio biorę tylko 2 szampony i 2 odżywki:)


środa, 14 maja 2014

Czekoladowy szampon DIY - kosmiczne nawilżenie!

Witajcie!

Zapowiadałam post o czekoladowym szamponie, ale mam wrażenie, że oczekujecie totalnie skomplikowanego przepisu albo nazwy firmy, która go produkuje:D A ja tylko zmieszałam dwa składniki... Jeśli regularnie czytacie mojego bloga, to wiecie, że mam nierówno pod sufitem. Zwłaszcza jeśli chodzi o kakao:D Dodaję je do wszystkiego, a przypominając sobie efekty na mojej skórze po maseczce kakaowej, postanowiłam wypróbować działanie kakao również na mój biedny, szybko przetłuszczający się skalp.

to nie czekoladowy szampon, a jedynie czekoladowa maseczka. Szampon zaraz po zrobieniu zużywam zapominając, że mam mu zrobić zdjęcie... Ale przyznajcie, i tak wygląda pysznie:)

Czego potrzebujemy?

- szampon

- kakao

Łyżką szamponu zalałam łyżeczkę kakao. Powstała gęsta papka.


Umyłam tym włosy tak jak zwykle - nakładając głównie na skalp, choć oczywiście część spłynęła i po długości.


Efekty?

 Nie mam szyi:D




Dzięki temu zdjęciu uświadomiłam sobie, że mam kolczyk w uchu..:D


Jak widzicie włosy nieziemsko lśnią! Kakao podziałało pod względem blasku nie tylko na włosy najbliżej skalpu, ale na całą długość! Oprócz tego, że świecą, są również baaardzo mięciutkie, wygładzone i tak śliskie, że każda fryzura mi się od razu psuje jeśli jej nie pomogę wsuwkami:)

Co do przedłużenia świeżości włosów, myjąc je zrobiłam próbę - przód i boki myłam szamponem z kakao, tył samym szamponem. Tak jak przypuszczałam tył przetłuścił się znacznie szybciej, a przód wyjątkowo długo był "wyjściowy" oprócz kilku pasemek zaraz przy twarzy, bo większość czasu chodzę w rozpuszczonych włosach.

 Dodatkowo po takim myciu włosy w ogóle się nie plątały. Nawet z tyłu, gdzie towarzystwo dreada demoralizuje wszystkie pasma wokół i zachęca by dołączyły do niego i tworzyły regularnie piękne kołtunki.

Czy powtórzę to jeszcze?

Myślę, że kakao wprowadzę teraz jako ulubiony dodatek do szamponu:) Choć rzecz jasna pokombinuję jeszcze bardziej, by maksymalnie ograniczyć przetłuszczanie.

PS: Sądzę, że efekty na całej długości będą najlepsze u osób, których włosy lubią się z kakao. Jeśli nie, to może warto zrobić sobie kakaową maseczkę na twarz (świetnie nawilża) i zobaczyć jakie będą jej potencjalne efekty na samym skalpie:)

A jeśli nie lubimy mikstur z kakao na skórze, zawsze możemy je tylko pić. Bogate w wiele składników jak cynk, który działa bardzo dobrze na skórę i regularnie przyjmowany opóźnia jej starzenie, wspomaga regenerację ran/zmian oraz choćby serotonina, której poziom możemy sobie nim podnieść:)

KTO MI JĄ ZABRAŁ, CZYJA TO WINA?
GDZIE JEST MOJA SEROTONINA?!



poniedziałek, 12 maja 2014

Moje traumatyczne włosowe historie...

Witajcie!


Jest tak wiele postów o tym, co i w jaki sposób nakładać na włosy. A czemu nie podejść do tego tematu odwrotnie?:)

Włosomaniactwo w praktyce to wiele eksperymentów, które jak wszystko mogą zarówno wyjść jak i nie. Oczywiście mniej chętnie chwalimy się tymi nieudanymi (szczególnie jeśli nasze włosy wyglądały po nich jak stóg siana albo gniazdo:D). Osobiście nie zdarza mi się zbyt często pisać postów na temat nieudanych prób i na szczęście jest ich w moim eksperymentowaniu niewiele. Jednak nie zaprzeczam temu, że się zdarzają i dziś chciałabym się z Wami nimi podzielić listą najgorszych póki co:)


4. ŹLE ROZDROBNIONY BANAN

Jeżeli zabieracie się za maseczkę bananową, to naprawdę maksymalnie rozdrobnijcie banana:D Ja myślałam, że zrobiłam to dokładnie, ale przy zmywaniu okazało się, że na włosach szczególnie z tyłu głowy mam jego szczątki, które za żadne skarby nie chcą stamtąd uciec przy pomocy wody. Zaczęłam więc wyczesywać, ale na TT osadzało się tego niewiele, dlatego poczekałam aż będę miała suche włosy a potem zaczęłam wybierać. Niekoniecznie się to udawało, więc z utęsknieniem czekałam na najbliższe mycie:D


3. WAZELINA JAKO MASECZKA

Na szczęście nałożyłam ją tylko na końcówki:D Przy zmywaniu czułam, że się trochę lepią, dlatego walczyłam szamponem kilkukrotnie. Gdy włosy wyschły, ukazały się moje cudownie zlepione końcówki.
Najgorsze było to co zrobiłam potem:D Chcąc ratować włosy, gdy jest przyklap, zawsze używam pudru. Tu spróbowałam minimalną ilością (bo po tyyylu sytuacjach wiem, że on tylko pogarsza sprawę) a później spryskałam włosy odżywką z silikonami. Wyglądały nieziemsko... sucho i były pozlepiane do granic możliwości. Nawet rozczesać się tego nie dało... Jedynym wyjściem było ponowne mycie a właściwie mycia końcówek:D


2. SILIKONOWE PRODUKTY OD SKALPU PO KOŃCÓWKI

Raczej nie jestem zwolenniczką nakładania odżywek na całe włosy. Nawet maski nakładam zawsze od ucha w dół, a skalp zostawiam wolny lub używam tam całkowicie naturalnych maseczek. Jednak zdarzyło mi się raz nakładać na włosy i skórę głowy odżywkę baardzo silikonową i przyklap był tak straszny, że cieszę się, iż nie mam z tego dnia zdjęcia:D Moje włosy nagle po umyciu zniknęły. Wisiały tylko trzy smętne kosmyki, tak przylizane do skóry głowy jakbym nie myła ich kilka miesięcy. A co najbardziej zawsze mnie drażni w takich przeciążeniach, to to, że włosy na wysokości ucha są ohydnie ciężkie. Nienawidzę tego, bo to właśnie na tej wysokości przeważnie dotykam włosy w dzień - grzywka za ucho, a gdy ich tam nie ma to czuję się łysaa.


1. MYCIE WŁOSÓW BEZ SZAMPONU

To mój całkowity HIT!:D Mycie włosów naturalnymi sposobami. Pomysł pierwszy: żel lniany. Polecam to każdej osobie, która chce mieć nawilżone, miękkie i jeszcze tłustsze wizualnie niż przed myciem włosy:D Nałożyłam, odczekałam ok. 20 minut (wiadomo, brak detergentów czyni mnie bardziej wyrozumiałą), a potem spokojnie spłukałam. Włosy wysychały wyjątkowo długo, ale kto by pomyślał, że już dawno nie są mokre, tylko po prostu niedomyte... Naprawdę, OKROPNEEEE! Czułam się obrzydliwie i milion razy gorzej niż z włosami nieumytymi. Siemię sprawiło, że na głowie miałam coś, czego nie odratowałam (znowu w histerii wpadłam na suchy szampon i znowu efekt był taki jak myślicie:D) nawet pudrem i skończyło się na czymś na podobieństwo tłustego, brązowego spaghetti z mąką...

To moje nieudolne eksperymenty, a jakimi możecie pochwalić się Wy?:D

PS: Kolejny post tak jak zapowiadałam będzie o czekoladowym szamponie, a w piątek zapraszam Was serdecznie na nową serię wpisów:))


niedziela, 11 maja 2014

Niedziela dla włosów [10] - CZEKOOLADA!

Witajcie!

Dzisiaj kolejna niedziela dla włosów - tym razem czekoladowa!


Co zrobiłam?

olej: z pestek winogron

mycie: czekoladowy szampon

odżywianie: odżywka keratynowa ARTISTE + wit. E + pół łyżeczki oleju z pestek winogron + łyżeczka skrobii+ pół łyżeczki kakao

Efekty:


To co dzisiaj zrobiłam było trochę ryzykowne. Sam szampon mógł mi obciążyć włosy tak, że wyglądałyby na nieumyte, a nakładanie oleju na włosy dopiero co z niego oczyszczone też nie wróżyło nic dobrego...
Na zdjęciu mam jeszcze trochę mokre końce. Skalp jest ładnie nawilżony a włosy przy nim mięciutkie i gładkie. Cała długość oczywiście dobrze nawilżona i błyszcząca. Obawy mam tylko co do końcówek, ale ze względu na to, że płukałam je stosunkowo niedawno (2 godziny temu a moje włosy często schną ok.4) liczę, że wyschną:)

A jak Wasze niedzielne poczynania?:)


Zapraszam w tym tygodniu m.in.na:

  • post o wrażeniach po domowym czekoladowym szamponie
  • spis moich traumatycznych włosomaniaczych eksperymentów!


piątek, 9 maja 2014

Olej z pestek winogron - pierwsze WOW!

Witajcie!

Ostatnio kończą mi się wszystkie maski i oleje (no dobra, mam jeszcze dwie maski i małe olejki, ale to takie mniej ulubione:D), więc kupiłam sobie coś potężnego, do czego już długi czas temu zachęciła mnie Katsumi z TEGO bloga. Ze względu na przystępną cenę i dużą ilość, zdecydowałam się na olej z pestek winogron

Wczoraj miałam do niego pierwsze podejście i stwierdziłam, że zaskoczył mnie tak miło, iż warto o tym tu wspomnieć:)

Co zrobiłam?

Łyżeczkę maski BIOVAX dla włosów suchych i zniszczonych (moja ulubiona, ale skończyła się właśnie wczoraj a wzbogacam ją, bo efekty przestały mnie tak zachwycać jak po jej działaniu solo) dodałam ok. pół łyżeczki (bałam się przeciążenia nowym olejem) oleju z pestek winogron. 
Całość zostawiłam na włosach od ucha w dół na ok. godzinę.

Efekty:


Jak widzicie żwirkowe fale długo się utrzymują:D A tak na serio, olej fantastycznie nawilżył moje włosy. Często zdarza się tak, że najlepsze efekty na włosach są po zmyciu maski, a potem z czasem znikają do kolejnego mycia. W tym wypadku włosy są ciągle super nawilżone, pięknie lśnią i się nie puszą ani nie elektryzują. Dodatkowo są meeega gładkie i tak miękkie jak od dawna nie były. Olej mimo małej porcji wspomógł Biovaxa i stworzył z nim maskę idealną daleką od przeciążenia.

To moje pierwsze wrażenia co do tego olejku. Bardziej wiarygodną recenzję napiszę za jakiś czas, jak nauczę się z czym i jak go "jeść":)

A jak na Waszych włosach spisuje się olej z pestek winogron?:)


środa, 7 maja 2014

PROSTY sposób na 2,8 cm w pół miesiąca!

Witajcie!

pyszna kakaowa wersja


Dzisiaj zgodnie z obietnicą, przychodzę do Was z małymi przemyśleniami na temat maseczki, której używałam przez ostatni czas. Mowa o domowej masce drożdżowej, której wykonanie jest tak banalne, że nie wiem jak mogłam robić ją tak rzadko:)

podstawowy przepis

- kostka drożdży
- jogurt naturalny

Łyżkę jogurtu naturalnego wrzucamy do kostki drożdży i mieszamy, aż powstanie gładka pasta.


Czym możemy ją przykładowo wzbogacić?

- kakao

- sok z cytryny ( w wypadku włosów przetłuszczających się)

- olejek rycynowy (jeśli nakładamy przed myciem a chcemy dodatkowo polepszyć jej działanie)


Co jeśli zrobimy za rzadką?

Dodajemy do niej np. skrobii ziemniaczanej albo kakao.


Co jeśli zrobimy za gęsta?

Dodajemy jogurt naturalny/olejek.


Co jeśli zrobimy jej za dużo?

Możemy ją nałożyć również na długość. Ja zauważyłam, że sama wersja podstawowa nie robi z włosami nic, oprócz delikatnego pogrubienia ich, dlatego też do pozostałej porcji dodaję odżywkę i wtedy nakładam na włosy poniżej ucha.

Super wyjściem jest również nałożenie podstawowej wersji na twarz jako maseczkę. 
Przyspiesza gojenie i zapobiega powstawaniu nowych nieprzyjemności.

działanie

Kiedyś ta maska powodowała odbicie moich włosów od nasady i opóźniała przetłuszczanie. Obecnie nie zauważam tego, a wręcz czasem powoduje na moich włosach lekki przyklap, gdy wzbogacę ją aż zanadto. Jeśli uda mi się powstrzymać przed dodatkami to obciążenie włosów zdarza się dużo rzadziej.
Zmywam ją samą wodą i nie jest potrzebny do tego szampon, mimo że skorupa, która powstaje potem w formie hełmu na naszej głowie, nie wygląda przyjaźnie:D

Maska również wygładza moje włosy i sprawia, że są bardzo miękkie

Najważniejszym jednak punktem w jej działaniu, jest to, że realnie przyspiesza wzrost moich włosów. I to dzięki nakładaniu jej ostatnio co mycie, moje włosy osiągnęły rekordową długość 76 cm. Zamierzam stosować ją dalej.

A teraz troszkę teoretycznego humoru:D

Jeżeli założymy, że każdy 1 miesiąc to ok.4 tygodnie, a moje włosy w przeciągu połowy miesiąca, czyli tutaj dwóch tygodni urosły 2,8cm, to za rok o tej porze, stosując maskę ciągle co mycie i licząc, że przyrost będzie równie obfity jak teraz, moje włosy powinny mieć 143,2 cm:D

Fajnie by było:D

Ważne!

Ta maseczka bardzo lubi spływać po czole, policzkach, uszach, dlatego lepiej zrobić gęstszą niż zbyt rzadką.


A jakie Wy macie sposoby na przyspieszenie porostu? Robicie w tym celu domowe maseczki?:)

PS: Ten post to jeden z najpopularniejszych na moim blogu. Wcześniej pisałam również o tej masce, ale efekty były o połowę mniejsze. Z perspektywy czasu i częstego stosowania tej receptury chcę żebyście wiedziały, ze tamten wynik był dotychczas moim najlepszym i mimo stosowania maski nadal, włosy rosną dużo wolniej. Totez nie zakładajcie, ze przyrost będzie identyczny, bo składa się na to tyle czynników, że nawet mi nie udało się tego jeszcze raz osiągnąć. Mimo to jednak dalej walczę! Dopóki jestem!