niedziela, 30 marca 2014

Niedziela dla włosów [5]

Witajcie!

Kolejna niedziela nastała w odpowiednim momencie - moje włosy przez kilka ostatnich dni przypominały stóg siana i już zaczynałam robić z tyłu dready, kiedy uratowała mnie wizja dzisiejszego dnia w kalendarzu... Zapraszam:D

mycie: babydream

olej: sezamowy

mycie: babydream OM z Isaną Professional Oil Care

odżywianie: domowa maska na bazie jogurtu naturalnego z dodatkiem kakao i oliwki HIPP


Efekty:


Wybaczcie kolejne zdjęcie, na którym moja figura przypomina rozlaną kluchę, ale muszę stać na palcach by aparat uchwycił całe włosy, przez to ciężko mi stać prosto i jednocześnie nie kontroluję w żaden sposób tego jak wyglądają moje ręce i rękawy od tyłu:D

Jak widzicie maska ładnie nawilżyła włosy. Przyjemnie błyszczą, są puszyste i gładkie. Brakuje im trochę dociążenia, ale to osiągnę zabezpieczając je olejkiem. W dotyku nie są najprzyjemniejsze, choć na zdjęciu wyglądają duużo lepiej:D Najważniejsze, że wróciły do swojego wyglądu z przed kilku dni i przypominają włosy, a nie szczotę. 

Jestem po kolejnej płukance z Coli i póki co, nie przesusza
a pomaga uzyskać blask:))

 Niedługo moje włosy czeka przeogromna metamorfoza. Mam nadzieję, że nie zostanę 
za nią wykreślona z włosowej blogosfery:D 


A jak Wasze włosowe niedziele?:)) 
 

W najbliższym tygodniu zapraszam Was na posty:

  • o tym jak szybko suszę moje włosy bez suszarki
  •  o najbardziej urokliwych dreadach na świecie
  • o metamorfozie moich włosów (AA!)

piątek, 28 marca 2014

Coca-cola w pielęgnacji włosów - WOW!

Witajcie!




Myślałyście, że już nic Was nie zaskoczy? Wpadłam na posta Kamili Ziel przedstawiającego różne produkty oraz ich umiejscowienie ze względu na wartość pH. Oczywiście najbardziej zainteresowała mnie część kwasowa, z której korzystałam dotychczas tylko z octu by domknąć łuski. Zaraz przy soku z cytryny, znalazła się tam coca-cola (wynika to z kwasu ortofosforowego, który ten napój zawiera). Postanowiłam więc zaryzykować płukankę z coli i sprawdzić czy faktycznie wpłynie na domknięcie łusek włosa:D


Jak widzicie coca-cola znajduję się między sokiem z cytryny a octem, co dodatkowo utwierdziło mnie, że nie powinna zrobić włosom krzywdy:)



Co zrobiłam?


Do dwóch szklanek przegotowanej wody, dodałam łyżkę coca-coli i polałam włosy (pomijając skórę głowy) po spłukaniu odżywki.Specjalnie użyłam odżywki DEBA, ponieważ nie ona robi z moimi włosami nic specjalnego i jedyne na czym mi zależało to lekkie nawilżenie włosów, które nie zakłamie silikonami efektu płukanki.

Jesteście ciekawe?:)



Włosy są genialnie wygładzone. Blask jak widzicie jest bardzo zbliżony, jeśli nawet nie lepszy niż po occie jabłkowym. Ich miękkość również jest o wiele bardziej wyczuwalna. Jedyny problem to to, że włosy się trochę puszą, ale to już ich humorki, niezależne od płukanki, które zaczęły się kilka dni temu. Myślę, że gdyby je lepiej nawilżyć (nie chciałam tego robić by efekt nie był przekłamany), udałoby się całkowicie wyeliminować puszenie i osiągnąć sypkość.
 
Po jednym użyciu jestem jak najbardziej na TAK, ale teraz wprowadzę ten sposób jako rutynę i podzielę się z Wami tym, czym efekty się zmieniły

Co jeszcze jest plusem?

Coca-cola w puszce, o pojemności 330ml kosztuje ok.2zł, czasem jeszcze taniej. Ocet za pojemność 400ml kosztuje 5 zł:) Więc warto choćby spróbować albo użyć jej gdy skończy nam się ocet jabłkowy. Jeśli ta płukanka sprawdziłaby się na dłuższą metę, byłaby napewno fajnym zamiennikiem. Jednak mimo wszystko nie nastawiam się na efekt WOW:)

Zakończę posta dzisiejszym, chemicznym żartem kolegi Dextera, odnośnie mojego blogowania i wariactwa:


" Czemu myjesz włosy kwasem siarkowym (VI)? Bo wolisz rozpuszczone"



Trzymajcie się i dajcie znać co myślicie o takich eksperymentach:D

PS: W czasie zapoznawania się z właściwościami coca-coli, dowiedziałam się również o jej działaniu plemnikobójczym:D Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam TU.



wtorek, 25 marca 2014

Naturalny suchy szampon - glinka zielona

Witajcie!


Jakiś czas temu robiłam kolejne zakupy na ZSK. Nie kupiłam tym razem nic w celu używania do włosów, a jedynie by otworzyć fabrykę kremów i SPA-zakątek skupiony przede wszystkim na maseczkach do twarzy.

Między innymi wpadła w moje ręce glinka w dwóch rodzajach : zielona i czerwona. 
Zaciekawiona opiniami różnych osób o zastąpieniu nią suchego szamponu, postanowiłam wypróbować. 




Aplikacja

Glinkę tak jak i suche szampony, najlepiej jest aplikować na włosy czyste, bo wtedy przedłużamy ich świeżość, a nie walczymy o jej powrót. Próbowałam najpierw nakładać glinkę czerwoną, ale skóra głowy barwiła mi się zbyt ceglasto, więc zamieniłam ją na zieloną, która jest na włosach biała.

Glinkę nakładam wysypując trochę na lewą rękę a potem nabierając lekko palcami małe porcje i wcieram je w różne miejsca głowy. Najlepiej jest robić to metodą przedziałkową - grzebieniem z ostrą końcówką robię przedziałki w różnych miejscach, żeby efekt był jeszcze lepszy. Często za bardzo skupiam się na przedziałku a zbyt mało na czubku głowy - to błąd, którego warto unikać. Później wmasowuję proszek w skórę i już:)

 Jeśli macie grzywkę, albo grzywkę niegrzywkę jak ja, to polecam szczególnie aplikację suchych szamponów pod nią w kilka miejsc. Zwiększenie objętości ogromne, same zobaczcie:



 Tak wyglądają moje dwudniowe włosy (po całym dniu "eksploatacji", toteż efekt nie jest taki jak zaraz po aplikacji), po glince, zarzucone do tyłu. Bez niej smętnie by wisiały jak każde brudne włosy.

Po nałożeniu glinki:

  • włosy są wyraźnie odświeżone
  • odbite od nasady
  • nie pozostaje na nich uciążliwy pył, jak to zwykle bywa przy suchych szamponach (jeśli nałożymy więcej glinki może się to zdarzyć, ale jest o wiele delikatniejszy niż np. po pudrze dla dzieci).
  • efekt utrzymuje się wiele godzin, bez potrzeby poprawiania
Zwróciłam też uwagę na to, że pudru używałam dużo więcej niż glinki, a przez to, że bardziej osadzał się na moich włosach, większość została ścierana.
UWAGA!
Glinka daje bardzo tępe wrażenie na włosach, gdy ją rozprowadzamy. Po wmasowaniu jej nie ma już tego problemu:)
Nie zauważyłam przesuszenia u siebie, ale myślę, że na skalpie na to podatnym, może wystąpić. Stosując glinkę dbajmy jeszcze bardziej, o to by jak najlepiej nawilżyć skórę głowy. 

Dlaczego warto mieć w domu glinkę?
Codziennie dowiaduję się o nowych właściwościach glinek. Póki co, sprawdziłam ich działanie:
  • jako suchy szampon
  • jako puder - świetny efekt matu i w dodatku naturalnego
  • jako korektor - pomimo zielonego koloru (bardzo delikatnego), glinka dobrze kryje, nie barwiąc mocno twarzy
  • jako maseczki - to oczywiste:)
  • jako dodatek do domowych maści 
  •  jako dodatek do żelu do mycia twarzy - często używam takiego zestawienia punktowo, zostawiając na jakiś czas, a potem zmywając. Naprawdę pomaga:))
Glinki są naprawdę genialne. Jak widzicie, ja najczęściej używam zielonej, ale mam nadzieję, że wypróbuję jeszcze inne rodzaje.

A Wy używacie glinki jako suchego szamponu?:))

PS:



Nie mogę się z Wami nie podzielić moją obsesją:D

niedziela, 23 marca 2014

Niedziela dla włosów [4]

Witajcie!


Kolejny niedzielny wpis postanowiłam wzbogacić o jakiś dodatkowy element, którego brakowało w poprzednim:) Mowa o płukankach, z którymi zawiesiłam znajomość gdy skończył mi się ocet jabłkowy. Teraz testuję nową, zobaczymy czy na dłuższą metę efekty będą równie fajne jak oczekiwania:))


olejowanie: oliwka HIPP na długość, na skalp (zdecydowałam się w końcu!!!) olej rycynowy

 mycie: babydream

odżywianie: Garnier Goodbye Damage + kakao pod czepek na 45 minut

płukanka: szałwiowa + 10 kropelek gliceryny



Włosy są mega puszyste! Do odżywki dodałam kakao żeby jak najbardziej zabezpieczyć je przed przesuszeniem szałwią. Jak widzicie wygląda to całkiem dobrze - włosy są nawilżone, błyszczące i dociążone. Gdy wysychały nie były zbyt przyjemne w dotyku,
 teraz wręcz przeciwnie - mięciutkie:)

A jak Wasze niedzielne efekty?:)


PS: Dziś przy okazji odkryłam świetny sposób na to by włosy szybciej wysychały. Napewno w tym tygodniu pojawi się post na ten temat, zapraszam:))



piątek, 21 marca 2014

Kremowanie włosów domowym mazidłem - efekty

Witajcie!

Jakiś czas temu wspominałam, że ukręciłam swój pierwszy krem. W jego skład wchodziły 3 olejki: arganowy, sezamowy i makadamia. Za bazę posłużyła oliwka Hipp. Ze względu na to, że już termin jego ważności się kończy, postanowiłam wypróbować jak działa na włosy. Kiedyś stosowałam w ten sposób masło do ciała z Isany, ale efekty nie były powalające jeśli nie dodałam do niego porcji oleju kokosowego. Z tego względu uznałam, że kremowanie włosów nie jest dla mnie i oleje w formie tradycyjnej działają na moje włosy lepiej, nie powodując sztywności. Mimo wszystko postanowiłam podjąć jednak próbę.
 Jesteś ciekawe jak poszło?:)


Porcję ok. łyżeczki kremu wtarłam głównie w końcówki i trochę nad nimi. Potem koczek i chodziłam tak przez jakieś 7 godzin (przeciągnęła mi się nauka, efekty byłyby zapewne takie same nawet po 2-3 godzinach:))


Efekty są duuużo lepsze niż po kremie z Isany. Końcówki są bardzo nawilżone, gładkie i dociążone. Fajnie lśnią i mam pewność, że dobrze o nie zadbałam. Jedyny minus to to,że się wywijają, ale to już kwestia spania z mokrymi włosami, które praktykuję.

Tu jeszcze końcówki:


Podsumowując, włosy są bardzo zadowolone i napewno będę pamiętać o tym
 przy produkcji kolejnego kremu:)

A Wy kremujecie włosy?:))


wtorek, 18 marca 2014

jak zawsze DOMYĆ OLEJ i nie przeciążyć włosów

Witajcie!


Napewno większości osób, które zaczęły przygodę z olejowaniem, zdarzyło się przeciążyć włosy. Czasem nawet zwykłą odżywką, zbyt bogatą, jednak pewnie częściej zdarza się to przez niedomycie oleju. Jak tego uniknąć?

1. Umiar

Jest to najważniejsze słowo w aplikacji oleju. W zależności od długości i ilości naszych włosów, powinnyśmy dobierać jak najmniejsze porcje oleju. Nie powinny one moim zdaniem przekraczać ilości dwóch łyżek, chyba, że macie włosy do kolan:D Ja na swoje zużywam 
ok. łyżki oleju i to całkowicie wystarcza na ich długość od ucha w dół. Nie chodzi o to, 
by olej ściekał z włosów, ale o to by pokrył ich większą część, z której i tak zostanie rozprowadzony na inne podczas rozczesywania. Szczególnie uważać powinnyśmy 
przy olejach ciężkich ,takich jak rycynowy.

2.Wyciąganie wniosków

Jeżeli widzimy, że nasze włosy są podatne na przeciążenie, zacznijmy stosować inną metodę olejowania np.

  • na odżywkę - na włosy najpierw nakładamy odżywkę, a potem porcję oleju - metoda najlepsza na ułatwienie zmycia z włosów oleju, ponieważ stworzy z nim emulsję
  • na rosołek - do miski wlewamy wodę, a potem porcję olejku. Moczymy w tym włosy, odciskamy i związujemy - najlepiej nie robić wielkich porcji wody z olejem, bo włosy nie wypiją litrów:)
  • olejowe serum - prostsza wersja olejowania na odżywkę. Mieszamy olej, wodę i odżywkę w proporcjach 1:1:1 i nakładamy przy pomocy atomizera:)
  • dodawanie olejku do maski - olejek w zależności od porcji maski (do porcji 2 łyżek maski nakładanej po myciu nie ma sensu nakładać łyżki oleju, bo przyklap gwarantowany) dodajemy w optymalnej ilości - to bardzo ułatwia aplikację. Ja np. do porcji maski ok.1,5 łyżki, dodaję kilka kropli olejku, bo sama w sobie ma już różne oleje.

3. Znalezienie szamponu idealnego

To bardzo ważne by produkt, którym myjemy włosy potrafił sobie poradzić ze zmyciem tłustego oleju. Z praktyki wiem, że mocne szampony wcale nie dają pewności czystych włosów. U mnie jedyny szampon, który zmywa oleje już po jednym myciu jest Babydream. Używałam do tego również wielu innych, ale po żadnym nie było tak dokładnego efektu. Jeżeli martwicie się, że porcja oleju, którą nałożyłyście była zbyt duża i jedno mycie nie wystarczy, powtórzcie je. Lepiej spędzić 2 minuty dłużej w łazience niż potem mieć "wiecznie mokre" włosy:D Może jeszcze dodam, żeby uwzględniać w myciu całą część włosów, na którą nałożyłyśmy olej i nie skupiać się tak jak w przypadku zwykłego mycia, tylko na skalpie. U mnie często był problem niedomycia w na wysokości uszu, ponieważ jak pisałam TU myję włosy w umywalce i głową w dół i zanim zwracałam na to uwagę, to skupiałam się głownie na końcówkach a zapominałam o oleju na środkowej długości.

4. Emulgowanie

W celu ułatwienia oczyszczenia włosów z oleju, możemy nałożyć na nie odżywkę i po ok.20-30 minutach zmyć całość tak jak normalnie myjemy włosy. U mnie to zawsze gwarantuje pewność zmycia:)

5. Użycie odżywki po myciu

Wychodzę z założenia, że jeśli przed myciem odżywka nałożona na olej może go zemulgować, to nałożona po myciu, w razie jakiś pozostałości po oleju, dodatkowo pomoże się go pozbyć przy spłukiwaniu. Jeśli to błędna logika, poprawcie:)

6. Czyszczenie szczotki

Najbardziej prymitywny punkt, a jednak ważny. Jeśli nasze włosy są podatne na przeciążenie to zawsze trzeba pamiętać by przyrządy do czesania, których używaliśmy do rozprowadzania oleju, były czyste. Przeczesanie nimi świeżo umytych włosów przy głowie nie zawsze musi się skończyć miło. Ja jednak często nie myję TT po olejowaniu, bo nie czeszę włosów przy głowie, a ilość oleju na szczotce jest tak znikoma, że służy mi jako dodatkowy wygładzacz włosów na długości:)


A co zrobić gdy już pojawi się
 ból zaistnienia?

Rzecz jasna nie zawsze możemy umyć od razu jeszcze raz. Chyba jedynym wyjściem jest związanie włosów. Jeżeli przeciążyłyśmy dolne partie, to możemy zrobić np. warkocz albo najlepiej koka, żeby włosy nie zbijały się w smutne grupy. Moja koleżanka gdy jej się to zdarzy, robi świetnego "koka w nieładzie" i naprawdę nikt nawet nie podejrzewa wtedy powodu takiej fryzury:) 

Jeśli jest to środek długości wystarczy kucyk. Jakoś przebolejemy przecież jeden dzień smutku, szczególnie gdy nie możemy umyć włosów przed wyjściem.

Nie polecam używania suchych szamponów, pudrów czy glinek. Sama z nich zawsze korzystam, ale też zawsze żałuję. Przeciążone włosy są po takim ruchu matowe i okropneeee!


 A Wy macie jakieś sposoby na unikanie albo w najgorszym wypadku ukrycie przyklapu?:)

niedziela, 16 marca 2014

Niedziela dla włosów [3]

Witajcie!

Dziś kolejny post z cyklu "Niedziela dla włosów". Szczerze mówiąc niedziele 
to paradoksalnie dni, kiedy moje włosy oprócz olejowania dostają minimalną porcję kosmetyków. Dlatego też postanowiłam się zmotywować i w końcu nakarmić moje potworki:)


mycie: babydream

olej: sezamowy (na całą noc)

maska: BIOVAX włosy suche i zniszczone + 8 kropli hydrolizowanej keratyny

Przed zdjęciem nie zabezpieczałam ich jedwabiem, żeby nie przekłamać. Ogólnie są bardzo gładkie i puchate. Przy używaniu keratyny nigdy nie nastawiam się na pozytywne efekty, dlatego jeśli jakiekolwiek wystąpią, jestem bardzo zadowolona:) Blask jak widać nie powala - bywało lepiej, ale to chyba nie jest najważniejsze. Końce wywijają się jak zawsze po myciu, ale nie zostawię przecież posta o tym co robiłam bez zdjęcia:D

A jak Wasze niedzielne eksperymenty?:))


czwartek, 13 marca 2014

Jak zapuścić grzywkę?

Witajcie!


Pytanie w tytule posta na pierwszy rzut oka wydaje się banalne. Co trudnego może być w zapuszczeniu grzywki? Jednak uwierzcie, problemy są i myślę, że nie tylko u mnie. Szczególnie gdy ma się pod ręką nożyczki i wystarczy chwila by nie wchodziła nam w oczy. Jak zatem przeżyć ten najgorszy etap dojścia do długości by można było ją chować za ucho?

1. Ukryć zbędne przedmioty

Mam rzecz jasna na myśli nożyczki. Jeżeli będziemy na nie wpadać na każdym kroku, ciężko będzie nam pokonać chęć skrócenia grzywki w kilka sekund. 

2. Spinki

To chyba najważniejsze jeżeli włosy są już na tyle długie, że ciągle wchodzą nam w oczy. Nie bagatelizujmy tego. Znam dziewczynę, której wiecznie za długa grzywka "pomogła" w małej wadzie wzroku, więc lepiej jest tego unikać. Jak najbardziej przydadzą nam się wszelkie rodzaje spinek i wsuwki. Możemy też robić z grzywki "fontannę" czyli związywać ją na czubku głowy i rozkładać włosy z niej wychodzące na wszystkie strony, ale to raczej rozwiązanie dla malutkich dzieci - przeżyłam to:D 

Osobiście nie podobają mi się upięcia krótkiej grzywki, które ją przytwierdzają do głowy i wolę podpięcie włosów do góry dwoma wsuwkami. Baby hair, które wystają możemy potraktować lakierem (żeby uniknąć efektu kasku, ja spryskuję palec malutką ilością lakieru, a potem niesforne kosmyki wygładzam nim w kierunku spięcia grzywki. Trzyma się bardzo długo a co najważniejsze pozwala uniknąć wysuszania większej części włosów. Myślę, że naturalnym zamiennikiem lakieru mógłby być domowy żel lniany, ale do tego potrzeba więcej motywacji.)

3. Opaski

Jeśli naprawdę nie lubimy spinek, posłużmy się opaskami. Jest to fajne rozwiązanie, szczególnie gdy jesteśmy w domu i niekoniecznie musimy wyglądać jak boginie:D 

Myślę, że to tak naprawdę wszystko. Całemu temu procesowi powinna towarzyszyć motywacja. 

Moja grzywka przeszła taką przemianę:


Tu już moja grzywka troszkę zapuszczona, celowo opadająca na twarz. Prywatna kurtyna. Zaplecze poetyckie.

Grzywka na dzień dzisiejszy: 


Gdyby nie widok mojej skóry to uznałabym, że stałam przodem do aparatu, a na zdjęciu jestem tyłem:D

Podsumowując, tak jak widzicie można zapuścić włosy nawet z tych najkrótszych. Mimo naprawdę wielu podcięć, robienia "zębów" i innych okropnych rzeczy przez nożyczki w złych rękach.

A Wy wolicie krótkie grzywki czy zapuszczacie?:))

PS: Nie ma się co rozwodzić nad geniuszem wykonania, więc zerknijcie na włosy Loretty i jej grzywkę niegrzywkę, równowłosą:))

 

poniedziałek, 10 marca 2014

PROSTY sposób na 4 razy grubszy warkocz



Witajcie!

Zagubiłam się gdzieś między Millhaven i światem Marii Peszek, ale chociaż na chwilę postanowiłam go opuścić i tu wrócić. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić mój sposób na warkocz, który wizualnie pogrubi Wasze włosy kilkakrotnie. Wpadłam na niego kilka lat temu, bawiąc się cieniutkimi włosami koleżanki. 

 Jeśli nie masz grubych włosów ani zwinnych rąk to ten patent jest właśnie dla Ciebie!

Jak to wygląda na włosach?

Moja cudowna modelka (pozdrawiam!!) ma włosy lekko cieniowane, jednak nie na tyle, by zaburzyło to efekt porównania naszego warkocza ze zwykłym zrobionym na dole z reszty włosów.


Jak go zrobić?


video 

Potem znów dobieramy pasmo z niebieskiej części i przekładamy pod czerwoną. Powinno Wam wyjść coś podobnego jak na zdjęciu. Nie mam pewności, bo są dwa sposoby robienia tego warkocza. Jeżeli spróbowałybyście to robić, to zauważycie, że wykonuje się przy tym stały ruch - ósemkę i dobiera włosy tylko z prawej części, dlatego na początku musimy je podzielić tak, by prawa była dużo większa. To wiele ułatwia:)



Mogę jeszcze dodać, że gdy robiłam go kilka lat temu na cienkich włosach koleżanek, to nadałam mu nazwę stonogi, ponieważ wyglądał tak, bo tak mocno zaciskałam włosy, że tworzył zbity bacik:D


A Wy macie jakieś skuteczne fryzury, które wizualnie zwiększają grubość i ilość włosów?:))

piątek, 7 marca 2014

Aktualizacja włosów - luty

Witajcie!

Dzisiaj przychodzę z aktualizacją:)





Czego używałam w tym miesiącu?

mycie: Babydream, Barwa skrzypowa

odżywianie: DEBA, GLISS KUR, Isana Oil Care, domowe maski wzbogacone np.kakao

półprodukty: kakao, olej sezamowy

oleje: sezamowy, HIPP, domowy olej kokosowy

płukanki: z octu jabłkowego

wcierka: woda brzozowa BARWA, moja domowa miksturka

I to tak naprawdę wszystko. Włosy w tym miesiącu miały kilka suchych kryzysów, ale udało nam się wychodzić z nich zawsze z twarzą, dzięki stałym punktom nawilżania. Do tego wróciłam do protein, których nie stosowałam okropnie długo, ale dodam coś o ich działaniu dopiero w aktualizacji marcowej. Włosy w tym miesiącu urosły o 1,7 cm, więc powoli odzyskuję długość sprzed podcięcia końcówek:))

A jak Wasze włosy przeżyły luty?:))

wtorek, 4 marca 2014

Najprostsza maska bananowa dla każdego - kosmiczne WOW!

Witajcie!

Zawsze czytając recenzje odżywki bananowej z The Body Shop, dużo rozmyślam o jej zapachu i jeśli jest taki jak sobie wyobrażam, to jest warta grzechu:D Tym też tropem idąc, postanowiłam zrobić domową maskę bananową i sprawdzić czy naprawdę owoce mogą być fajną alternatywą dla typowo kosmetycznej pielęgnacji:)



Czego użyłam?

  • 1 banan
  • łyżka odżywki Garnier Awokado i Karite
Blenderem rozdrobniłam banana aż powstała rzadka papka, a następnie dodałam do niego odżywkę. Mieszankę nałożyłam na włosy na godzinę, a potem zmyłam chłodną wodą.

Efekt?


Pierwsze co to oczywiście BLASK BLASK i BLASK! Włosy lśnią niesamowicie w porównaniu z innymi maskami, nawet kakaową. Do tego są bardzo gładkie, miękkie, dociążone i idealnie nawilżone. Minimalnie się puszą, ale na szczęście mija to po kilku minutach od rozczesania. Efekty naprawdę są genialne.

Ale ale... maska bez minusów?

Niestety nie:( Minus jest i to dość potężny. Rozdrabniałam banana do tego stopnia, że nie dało się już bardziej, jednak mimo to były tam większe kawałki. Oczywiście potem za nic nie mogłam ich wypłukać z włosów... Choć patrząc optymistycznie, ostatnio myślałam o tym by zrobić chipsy bananowe w piekarniku, a dzięki tej masce, miałam okazję je przygotować - powstały na malutkie moich włosach, gdy wyschły...:D Na szczęście większość udało mi się wyczesać.

Czy powtórzę?

Myślę, że nie. Blask jest świetny, ale póki nie znajdę sposobu na uniknięcie szczątków bananowych, to napewno nie ma szans.

A czy Wy przygotowywałyście kiedyś taką maskę? Korzystacie z owoców w pielęgnacji włosów?:)

A tutaj mały bonus ode mnie:D




niedziela, 2 marca 2014

Niedziela dla włosów (2)

Witajcie!

Postanowiłam regularnie pisać niedzielne posty a dzisiejszy przymus wczesnego wstania mnie zmotywował jeszcze bardziej:) Zatem do rzeczy:

mycie: babydream

olej: sezamowy (jego debiut solo, bo dotychczas używałam go jako dodatku) na całą noc

mycie: babydream + kawa

odżywianie: DEBA (nie stosuję innej odżywki po olejku, bo nie chcę przeciążać włosów)

płukanka: z octu jabłkowego

zabezpieczanie: jedwab Natura Silk

Oto efekt:


Włosy są niesamowicie gładkie i lśniące. Bałam się przeciążenia, bo olej sezamowy wydawał mi się dotychczas bardzo tłusty i ciężki, jednak nic takiego się nie stało a myłam włosy tylko jeden raz, jak zawsze. Jak widzicie są dociążone, ładnie się układają, jest w nich wiele akceptacji i nie dzielą się w podgrupy:D Nie elektryzują się ani nie puszą. Są naprawdę genialne i zamierzam oleju sezamowego używać częściej:)

Do tego mogę się Wam pochwalić, że ostatnio trafiłam na okazję i kupiłam 2 biovaxowe jedwabie w cenie 2zł, bo mają termin ważności do końca marca:)

Plus ukręciłam w piątek swój pierwszy, nieidealny kremik!:


A jak tam Wasze niedzielne spa?:))