czwartek, 30 stycznia 2014

CONCHA - dlaczego muszę chować włosy przed innymi...

Witajcie!

Nauka doszczętnie mnie pochłonęła, dlatego nowy post pojawia się dopiero dziś. Ostatnio jak pokazywałam Wam TU , moje włosy zostały podcięte. Dodatkowo kilka dni temu bawiłam się z moimi krótszymi rozdwojeniami, dzięki czemu dolna warstwa jest naprawdę znacznie zdrowsza:) Chciałabym utrzymać ten stan jak najdłużej ,jednak zimowa aura oraz ciągłe kurtki, szaliki, zamki niezbyt mi w tym pomagają.
Aby to zmienić, postanowiłam podjąć się wyzwania ...



Ale o co chodzi?

...czyli muszla- nawiązanie do wyglądu koczków:) Chodzi o to, żeby zmotywować się jak najbardziej
 do związywania włosów. Porzucone same sobie mogą być w okresie zimowym narażone na wiele niebezpieczeństw, a ze względu na to, że cały pomysł conchy w mojej głowie zaraz zaginie w morzu innych, muszę o nim wspomnieć tutaj:D Wyznaczam sobie czas póki co do marca, chodzi głownie o czas gdy chodzę ubrana wielowarstwowo.

Do czego jestem zobowiązana?

Włosy nie muszą być związane ciągle. Muszą być jednak związane często. Szczególnie gdy jestem na etapie przejściowym z domu w jakieś miejsce itp oraz wtedy gdy wiem, że towarzysze dnia mogą mi niszczyć końcówki. Przykładowo mój plecak - kostka straaszliwie wyrywa włosy jeśli nieumiejętnie zarzucę je rozpuszczone na "rączki".
 Forma upięcia jest dowolna. Mogą to być zarówno koki, warkocze jak i kucyki i wiele innych, choć osobiście bezpieczniej czuję się mając warkocz niż kitkę:) Oczywiście ważne aby używać do nich gumek bez metalowych elementów oraz wsuwek z zaokrągloną końcówką.

Jest to dla mnie dodatkowe utrudnienie ze względu na to, że większość czasu moje włosy są rozpuszczone, a jedynie w domu związuje je by nie przeszkadzały.

Na co liczę?

  • ograniczone powstawanie zniszczeń 
  • wolniejsze przetłuszczanie
  • zwiększona wygoda
  • przyrost - niespodzianka czyli dzięki większości czasu ze związanymi włosami, nie będę mogła dokładnie powiedzieć jaka jest ich długość na tę chwilę (jedynie aktualizacja będzie wyjątkiem:) Kto wie, może tak pokocham upięcia, że już nie wrócę do starych zwyczajów?:D
 Dodatkowo jeżeli będę swoje lenistwo usprawiedliwiać brakiem potrzebnych gadżetów takich jak gumki, będę korzystała z metod o których pisała kiedyś Anwen:



Jeżeli któraś z Was miałaby ochotę przyłączyć się do mnie byłoby mi napewno o wiele raźniej:) 
Jeżeli nie, to mam nadzieję, że przekonam Was postem podsumowującym za kilka miesięcy, że warto częściej związywać włosy:))


Macie jakieś sposoby na zmotywowanie się do związywania włosów?:)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Domowa i prosta ziołowa wcierka

Witajcie!

Od dłuższego czasu chodził za mną pomysł stworzenia swojej własnej ziołowej mikstury na bazie octu jabłkowego. Planowałam używać jej do płukanek, ale dzięki Annabelle (serdecznie pozdrawiam:))) przeżyłam oświecenie i dowiedziałam się, że mogłaby to być świetna wcierka. Postanowiłam więc spróbować swoich znachorskich sił i stworzyłam moją własną miksturkę:


Troszkę mnie poniosło z ilością składników:D Całość przelałam z tego pojemnika do słoika by był szczelniejszy. Do porcji octu jabłkowego dodałam (po łyżeczce suszonych ziółek):

  • zielonej herbaty
  • pokrzywy
  • skrzypu
  • mięty pieprzowej
  • melisy
  • szałwii
Kolejnym etapem powinno być odczekanie okresu czasu, Annabelle czekała miesiąc, ja może skrócę ten czas do dwóch tygodni, wedle przepisu z książki, w której odkryłam takie cudo. Póki co codziennie staram się wstrząsnąć moją wcierką i przechowuję ją w ciemnym miejscu:)

Dodatkowo Annabelle wspomina, aby wcierkę rozcieńczyć przed użyciem w proporcjach 1:1 z wodą
 i zamierzam tego oczywiście przestrzegać.

Dodatkowo po minięciu określonego czasu najpierw zrobię próbę uczuleniową, bo jednak takie ziołowe skupisko może być ryzykowne.

Co dają nam zioła, których użyłam?


 źródło: kobieta.onet.pl

ZIELONA HERBATA

 przyspiesza porost włosów, jest naturalnym filtrem, wzmacnia włosy



POKRZYWA

 wzmacnia włosy, reguluje pracę gruczołów łojowych, może okazać się pomocny przy problemach skórnych takich jak łupież



SKRZYP

 wzmacnia włosy, zwiększa ich połysk, reguluje przetłuszczanie się skóry głowy


 źródło: www.zielonyogrodek.pl

MIĘTA PIEPRZOWA

 daje uczucie świeżości, może wpłynąć na przyspieszenie porostu



MELISA

reguluje pracę gruczołów łojowych


SZAŁWIA

pomaga przy łupieżu, wzmacnia włosy

Przede wszystkim baza tej wcierki czyli ocet jabłkowy jest bardzo bogaty w wiele cennych składników. Polecam Wam stronę jeżeli chcecie dowiedzieć się wszystkiego o jego właściwościach:)

Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na próbę mojej mikstury. 
O jej efektach napewno napiszę Wam za jakiś czas:)

Co myślicie o takich domowych wcierkach?:))


sobota, 25 stycznia 2014

TAG "My type of music"

Witajcie!

Dzisiejszy post wynika tylko i wyłącznie z mojej pychy i braku skromności:D
Postanowiłam nominować się do Tagu "My Type Of Music", który ostatnio na swoim blogu zamieściła Czarna ze względu na to, że wydał mi się bardzo śmieszny* i lekki:) Rozprawy o muzyce, są jednymi z bardziej przeze mnie lubianymi zaraz po sensie życia czy tolerancji a religii... Myślę, że przez taki tag poznacie mnie bardziej niż przez odpowiedzi na pytania co wzięłabym kolejny raz na bezludną wyspę. Jeżeli macie ochotę przeczytać moje odpowiedzi, to serdecznie zapraszam:)


1. Ograniczasz się do jednego rodzaju muzyki, czy słuchasz wszystkiego co "wpadnie Ci w ucho"?

 Staram się w ogóle nie oceniać muzyki po samej nazwie gatunku, do którego należy. W ucho to raczej rzadko kiedy coś fajnego mi wpada, bo jeśli już to mam kontakt z radiem typowym, a to całkiem nie moje klimaty. Choć cierpię na ośmiorniczą pamięć i niestety wszystkie radiowe teksty utrwalane w mojej głowie, zostają tam na bardzo długo - szczególnie te o tym, że on ją kochał,
 a ona teraz ociera się o innego:D

2. Jaki styl muzyczny najbardziej lubisz?

Jak styl to punk/goth a jeśli gatunek to najbardziej jest mi znany normalny rock, metal, dużo mniej punk choć łączą nas z tym bratem bardzo zbliżone poglądy na wiele spraw.
 Ogólnie lubię też muzykę, którą nazwałabym nostalgiczną:D

3. Należysz do jakiegoś fandomu?

Kiedyś chwilę żyłam w takiej atmosferze, jednak już nie:)

4. Ulubiona piosenkarka?

Chylińska myślę, że jest najbardziej odpowiednią osobą by ją tu wymienić. Oczywiście za czasów ONA, choć w żaden sposób nie krytykuję jej zmian:)) Jest wiele kobiet, które mnie zachwycają, ale nie znam ich aż pod tyloma względami jak ją. No może jeszcze Maria Peszek. Ma jak dla mnie genialne teksty pod względem zabawy słowem.

5. Ulubiony piosenkarz?

Hmm. Zawsze piszę, że Till Lindemann, ale trochę od niego odeszłam. Uwielbiam fascynujące głosy, szczególnie niskie. Z takich, które ostatnio mnie zachwycały to oprócz poważnych byłby w tej grupie napewno Hans i Słoń:D

6. Ulubiony zespół?

Jestem po przejściach wieloletnich, dlatego powiem tylko na tą chwilę: Hunter / Luxtorpeda / Rammstein / ONA / a pod względem tekstów to mój własny:D

7. Wolisz spokojną muzykę czy raczej żywą? 

 To się kłóci, ale jestem typem filozofa i raczej bardziej odnajduję się w muzyce spokojnej:D Głośna i żywa jest fajna, szczególnie zależy mi na tekście, ale jeśli wpadnę w jakieś operowe klimaty, to ciężko mnie wyciągnąć. Przede wszystkim muzyka w moim przekonaniu, musi mnie poruszyć wewnętrznie. Ogólnie to cierpię na schorzenie, które objawia się tym, że w różnych momentach życia gra mi w głowie nagle jakaś piosenka z konkretną linijką tekstu, która jest zawsze adekwatna do danej sytuacji. To szczególnie zabawne gdy gra mi w głowie tekst po angielsku, którego nigdy nie tłumaczyłam, ani wcześniej nigdy nie interpretowałam:D To są emocje przekazywane przez wykonawcę:)

 8. Piosenki jakiego wykonawcy-zespołu zajmują najwięcej miejsca na Twoim telefonie?

Dezerter (nie wymieniam go w ulubionych, bo znam dokładnie tylko dwie płyty, a to mała część dyskografii i mimo, że mnie kupili nią całkowicie, to nie zagłębiłam się jeszcze w dalsze zakamarki), ONA, Luxtorpeda, Hunter, Marysia

9. Jaki masz dzwonek telefonu?

Jakąś śmieszną muzyczkę z propozycji telefonu. Kiedyś bawiłam się w kościelne dzwony/cmentarne odgłosy, ale to już minęło. Teraz potrzebny mi dzwonek, który jest tak irytujący, bym jak najszybciej go odebrała, zamiast słuchać:D

10. Jakiej muzyki nie znosisz?

 Nie mam z żadną problemu. Nawet sacro polo jest ok, bo przecież nikt nie każe nam niczego słuchać:))

11. Wykonawca/zespół którego najbardziej nie lubisz?

Żeby kogoś nie lubić, musiałabym go poznać, a jeśli ktoś mi nie pasuje muzycznie to nie słucham go ani nie staram się zagłębiać w biografię, także:)

12. Lubisz śpiewać? Umiesz?

 Bardzo lubię, strasznie mnie to uspokaja. Raczej nie umiem, ale lubię:D


13. Jakiej stacji muzycznej słuchach najczęściej w radiu?

Jedynki, trójki jeśli mam wybór, a gdy nie to stacje bardzo komercyjne.
Zdarza mi się też słuchać Radia Maryja, czasem można trafić na bardzo ciekawe audycje:D

 14. Jaki program tv ( muzyczny ) oglądasz najczęściej i który najbardziej lubisz?

Niezbyt mam czas na telewizję ostatnio, a takie kanały to nie moja stylistyka. Jeśli już to stare VH1. Chyba, że mówimy o Vivie i horrorach, które są tam wieczorem, to jak najbardziej. Popieram takie kino..:D
15. Które ''gwiazdy'' wręcz irytują Cię swoim zachowaniem?

Śmieszne miano "gwiazda", nie mi oceniać:)

16. Czy jest taka piosenka, którą słyszałeś tyle razy, że kiedy słyszysz ją teraz, od razu zmieniasz na inną ?

Tak. Szczególnie te, które były moimi budzikami. Ciężko mi tu wymienić:D

17. Słuchasz podobnej muzyki co Twoi przyjaciele? Rodzice? 

Znajomi tak choć w małej mierze, chłopak bardzo taak, rodzice całkiem nie. Taki odrzutek jestem:D
 
18. Ulubiona piosenka/piosenki?

Temat rzeka, nie wiem czy ktoś by chciał to w ogóle czytać:D
Ostatnio przez autorkę bloga Aniamaluje zaczęłam oglądać Elfen Lied i piosenka mnie tak urzekła, że nie mogę się od niej odkleić :


i cudowny cover:


Maaaagia

A Wy jakiej muzyki słuchacie?:))

*śmieszny to w moim słowniku "fajny":D 
Gdy chcę powiedzieć, że coś jest śmieszne w innym sensie niż fajne, to mówię "zabawne"

czwartek, 23 stycznia 2014

Czego nauczył mnie rok olejowania? PODSUMOWANIE

Witajcie!

Mniej więcej dziś mija rok odkąd zaczęłam olejować włosy. Chciałabym się z Wami podzielić pewnymi spostrzeżeniami na ten temat:)

Pierwszy olej, którego użyłam to olej rycynowy. Efekty po tym zabiegu udokumentowałam wówczas nie wiem w jakim celu, jednak korzystając z nich możemy zobaczyć jak moje włosy się przez ten czas zmieniły: 


Objętość włosów jak widzicie jest kosmiczna:D Wynika to zapewne z tego, że są jeszcze mokre oraz z braku doświadczenia w zmywaniu oleju, szczególnie, że wybrałam sobie jeden z cięższych w tej dziedzinie. Włosy były błyszczące, ale to tylko jeden z niewielu plusów, które zapamiętałam.

Kolejne próby w następnym miesiącu odbyły się w towarzystwie oleju kokosowego:


Wybaczcie zimową pidżamkę:D Wracając do tematu włosy po oleju kokosowe były dużo fajniejsze. Efekty były widoczne od razu. Włosy były nawilżone, błyszczące, gładkie, lekko dociążone oraz pysznie pachniały kokosowym. Dużo łatwiej było go zmyć niż rycynowy

Idąc dalszym tropem moich eksperymentów, powinniśmy zatrzymać się na punkcie modyfikacji sposobu nakładania oleju. Dzięki akcji Anwen miałam okazję wypróbować olejowanie na odżywkę. Przypomnienie efektów, które opisywałam TU


Zdjęcie co prawda prześwietlone, ale doskonale oddaje poziom nawilżenia włosów po tym zabiegu. 
Jednak nie dałam sobie spokoju i eksperymenty trwały dalej. Odkryłam, że moje włosy dużo lepiej reagują na połączenie oleju z wodą, co również dużo bardziej ułatwia mi aplikację. 

Były również sposoby, które się u mnie nie sprawdziły 
tak jak oczekiwałam:

  • olejowe serum - włosy po zmyciu wyglądały tak samo jak wcześniej, przed całym zabiegiem
  •  olejowanie na mgiełkę z siemienia lnianego - myślałam, że nawilżę podwójnie włosy, jednak włosy nie różniły się niczym jak po olejowaniu uprzednio zmoczonych wodą
  • kremowanie jako zamiennik olejowania - całkowicie się to nie sprawdziło. Znalazłam na to sposób dodając olej kokosowy, co spotęgowało efekty jego działania
W ciągu mojej olejowej przygody testowałam następujące oleje:

- arganowy
- sezamowy
 Czego się nauczyłam?

1. Odpowiednia ilość oleju

Wcale nie potrzebuję litru oleju, aby pokryć nim moje włosy. Wystarczy mi naprawdę łyżka, a jeżeli połączę to dodatkowo z wodą w atomizerze, to nie dość, że łatwiej się to rozprowadzi, to dodatkowo zmniejszam prawdopodobieństwo walki ze zmywaniem oleju.

2. Kropelka oleju

Dodaję ją do jedwabiu i włosy są o niebo lepsze niż po samym serum. Dodatkowo nakładam też porcję kilku kropelek roztartych w dłoniach na włosy gdy są spuszone - efekty genialne:))

3. Olej jako dodatek

Olejki wspaniale spisują się jako dodatek do maski/odżywki gdy nie mam czasu na olejowanie. Jest to naprawdę bardzo fajne rozwiązanie:)

Na koniec moje włosy po roku olejowania:


Podsumowując, myślę, że to właśnie dzięki olejom moje włosy błyszczą bardziej niż wcześniej, a nawet gdy są zniszczenia, to nie widać tego tak mocno jak dawniej plus nowe powstają dużo wolniej.

A jak Wasze wrażenia odkąd zaczęłyście 
olejować włosy?:))

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Efekty wizyty u fryzjera

Witajcie!

Oczywiście tytuł posta to żart, mój fryzjer mieszka ze mną:D Męczyły mnie już trochę porozdwajane końce, choć nieszczególnie wyróżniały się na tle całych włosów. Ogólnie uważam, że podcinanie końcówek to nic innego jak inwestycja w przyszłość. Zniszczony włos będzie się kruszył, a to tylko oddala nas od wymarzonej długości. Idąc za tym postanowiłam je skrócić...

PRZED:


Końce nie są tak przerzedzone, tylko zmoczone do obcięcia. 
Długość włosów przed skróceniem to dokładnie 74cm.

PO: 


Jak widzicie obcinanie trwało dość długo, bowiem ekipa remontowa zdążyła w tym czasie przemalować mój pokój...

Włosy zostały skrócone o ok. 3 cm. Jestem bardzo zadowolona:) Oczywiście do kosza poszła tylko część zniszczeń ze względu na nierówną długość włosów, ale z resztą będę walczyć co jakiś czas samodzielnie.

Plan na najbliższy czas:
  • stosować jak najwięcej olejków
  • zawsze zabezpieczać końcówki
  • łączyć serum, maskę oraz odżywkę z olejkami
  • częściej związywać włosy w warkocz (myślę, że to druga zaraz po koczku fryzura, w której są najbezpieczniejsze:))
  • serwować regularnie moim włosom pożywne obiadki z keratyną

A teraz jak wyglądają gdy wyschły:


 Jak widzicie potwory od razu się powywijały. Szalona objętość wynika z mega przyklapu, który dziś zaliczyłam przez swoje eksperymenty, o których niedługo Wam napiszę. 
Podsumowując, myślę, że skrócenie ich wyjdzie tylko na dobre:)

 A jak Wasze końcówki?:))

niedziela, 19 stycznia 2014

JAK ZROBIŁAM...

Witajcie!

Pod niektórymi postami pojawiły się kilka razy pytania, na które postanowiłam odpowiedzieć w formie posta. Głównie ze względu na to, że się powtarzały. Zapraszam:)




1. Domową szczotkę kompaktową

O tej szczotce był już post TU. Była to moja odpowiedź na męczące myśli o walających się w torbach i plecakach czesadłach. Mój kompakt powstał z odklejonej od zwykłej szczotki gumowej części z ząbkami, które zostały przyszyte do zwykłej gąbki i włożone do zwykłej mydelniczki:D
Cena wyszła zawrotna- ok.10 złotych. I tak jak pisałam niedawno w poście o TT, działanie tej szczotki jest naprawdę świetne. Wygładza włosy i sprawia, że są dosłownie jedwabiste- dzięki nakładaniu na nią co jakiś czas porcji odżywki, o czym pisałam TU.

Wnętrzności:


Gąbka jest o tyle praktyczna, że łatwo przyciąć ją gdy nie pasuje do mydelniczki wysokością albo szerokością. Również gdy zamoknie, to wystarczy ją tylko wyjąć z mydelniczki żeby wyschła:)




2. Miodowe OCM

Moje pierwsze próby z oczyszczaniem twarzy olejami odbyły się w towarzystwie oleju rycynowego i oliwki HIPP na zmianę z olejem sezamowym i arganowym. Po jakimś czasie stwierdziłam, że jeśli miód działa tak nawilżająco to czemu nie wypróbować go jako bazy. Szczególnie zmotywował mnie dodatkowo post Aliny . Potem zamieniłam olej rycynowy na miód i po nałożeniu na suchą twarz małej porcji miodu i rozsmarowaniu jej, nakładałam kilka kropli oliwki HIPP. Gdy twarz była równomiernie pokryta miksturką, moczyłam w bardzo ciepłej wodzie (nie gorącej!) mój ręcznik z mikrofibry i nakładałam na na chwilę na twarz, aby pory mogły się "otworzyć". Starałam się żeby trwało to mniej więcej minutę. Po tym zdejmując z twarzy materiał, ścierałam miód i olejek, ale tak by jeszcze troszkę zostało. Potem kolejny raz na nowo zmoczoną ściereczkę przykładałam do twarzy na ok. minutę i ścierałam pozostałości już dokładniej, a twarz przemywałam zimną wodą by domknąć pory. To moja skrócona droga i modyfikacja OCM, bo z tego co wiem, tradycyjnie robi się to więcej razy i jeszcze pomiędzy kolejnym nałożeniem ściereczki, nakłada się na skórę kolejną porcję naszej mieszanki,
 ale u mnie dobrze spisywał się ten skrót:)

Po korzystaniu z tej metody przyszedł czas kiedy już nie chciało mi się bawić w ściereczki itd i zaczęłam myć twarz samym miodem. Zużywałam do tego ok. 1/5 łyżeczki:D Wystarczało mi to na pokrycie całej twarzy. Najpierw nakładałam miód, potem starałam się go wmasować w skórę a następnie spłukiwałam również jak najbardziej wcierając pozostałości. Trzeba uważać na dokładne spłukanie miodu, bo często może on zostać w miejscach takich jak brwi i jest problem jeśli nie macie nikogo chętnego do sprawdzania czy naprawdę jesteście słodkie:D Skóra przez pierwszy miesiąc takiej pielęgnacji była baardzo zadowolona i mięciutka jak nigdy. Później niestety przestało to dawać takie efekty, więc odeszłam od tej metody i dalej poszukuję ideału:)

Miodu obecnie używam głównie tylko w maseczkach, ale co jakiś czas wracam również do mycia nim twarzy:)


 3. Loki na opasce

TU pokazałam Wam efekty nawinięcia moich włosów na opaskę, o którym to sposobie przypomniałam sobie dzięki Ewie:) Moje włosy, które są proste, ciężko zakręcić tak intensywnie, a dzięki temu się udało. 

Potrzebujemy opaski i czegoś do zwilżenia włosów (przynajmniej u mnie zakręcanie mokrych włosów daje dużo lepsze efekty a fale czy loki później są bardzo nawilżone i błyszczące:)). Myślę, że zamiast opisywać jak dokładnie to zrobiłam, pokażę Wam filmik, który również jako instruktaż poleciła Ewa. Dziewczyna w dokładny i prosty sposób pokazuje na nim jak to zrobić:


 Ja swoje robiłam prawie tak samo, ze względu na to, że nie zagłębiałam się wcześniej w instrukcje i to prawie wynika z tego, że kręciłam włosy w jedną stronę, zamiast zacząć z dwóch:D Pamiętajmy też, że im luźniej nawiniemy włosy, tym loki będą większe:)



piątek, 17 stycznia 2014

Ulubione peelingi skóry głowy:)

Witajcie!

Ze względu na to, że robię peelingi już jakiś czas, chciałabym Wam dziś opowiedzieć o moich dwóch ulubionych sposobach na takie zabiegi oraz przedstawić ich efekty.

I SPOSÓB - peeling cukrowy 

źródło: owocowydom.pl

To chyba najprostsza forma peelingu. Wystarczy aby do porcji szamponu dodać pewną ilość cukru.
 Ja dodaję ok. łyżeczki, jednak zależy to od tego jak dużo szamponu zużywamy do mycia włosów
u mnie jest to minimum:D 

Aby nie chodzić do łazienki z cukierniczką, najlepiej w malutkim pojemniczku zmieszać przykładowo łyżkę szamponu oraz łyżeczkę cukru. Potem nałożyć to na skórę głowy i wmasowywać:)) 

Zaletą takiego peelingu jest napewno fakt, że pojawia się od razu duużo więcej piany, co przy niektórych słabo pieniących się szamponach naprawdę jest dobrym urozmaiceniem:D 
Według mnie nie należy się obawiać sklejenia włosów, tym bardziej jeśli cukru weźmiemy do tej mieszanki mniej niż szamponu. Jeśli jednak macie obawy, umyjcie włosy jeszcze raz i samym szamponem:)

II SPOSÓB - peeling kawowy


 źródło: www.makeover.pl

To mój absolutny ulubieniec. Porcję ok. dwóch łyżeczek zalanej wcześniej (i wypitej:)) kawy zalewam porcją szamponu. Trudno powiedzieć jaka jest jego ilość, bo robię to ''na oko'', tak aby mieszanka nie była zbyt zbita i żeby było jej w miarę dużo. Potem aplikuję na skórę głowy i masuję. Staram się jak najdelikatniej dotykać włosy ziarenkami kawy, żeby po nich nie szorować. Potem wszystko spłukuję. Jeśli stosowałabym go bardzo regularnie, może mogłabym powiedzieć czy wpłynął jakoś na przyspieszenie porostu, jednak wątpię by były to duże liczby:D

Kawowa mieszanka może być też trochę problematyczna. Głownie ze względu na to, że:

- bardzo łatwo powstaje bałagan

- szampon może się "tępo" nakładać

- jeżeli nie wypłuczemy do końca ziarenek, to możemy potem mieć na prześcieradle i głowie multum czarnych robaczków:D

Czemu on jest moim ulubieńcem mimo tych wad?

Peeling cukrowy nie robi z moimi włosami całkowicie nic. Kawowy sprawia, że już przy spłukiwaniu czuję, że włosy przy głowie są bardzo gładkie. Dodatkowo gdy wyschną są bardzo fajnie odbite od nasady a ich blask jest naprawdę duuużo bardziej wzmożony niż normalnie. Starałam się go uchwycić na zdjęciu, ale nie wiem czy zauważycie jakąś różnicę od zdjęć, które dodaję po masce itd.:


Na co zwracam uwagę przy takim zabiegu?

1. Staram się jak najmniej ocierać o włosy, a najbardziej skupić się na skórze głowy.

2. Robię masaż skalpu, jak najdelikatniej.

3. Stosuję zasadę, że najpierw nakładam całą porcję w różne miejsca głowy, a potem zaczynam masaż. To pozwala mi uniknąć ładowania jej w jedno miejsce. 

4. Dbam by mieszanka nie była zbyt gęsta.

5. Nie nakładam peelingu na włosy na długości. Nie ma to według mnie zbyt dużego sensu + moje włosy reagują przesuszeniem na kontakty z kawą.


Sposobów na peelingi jest naprawdę bardzo dużo. 
Ja przedstawiłam tylko te, z których sama korzystam. 

Chętnie dowiem czy Wy też je stosujecie
 i jakie są Wasze ulubione:))


środa, 15 stycznia 2014

Moja półproduktowa armia:)

Witajcie!

 Jakiś czas temu zrobiłam swoje pierwsze półproduktowe zakupy. Kusiło mnie milion rzeczy, ale w końcu wybrałam konkretnie, a teraz chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami po miesiącach testów:) Wszystkie produkty poniżej oprócz gliceryny kupiłam na stronie zróbsobiekrem, którą mogę Wam szczerze polecić. Dodatkowo przy mojej skromnej opinii, znajdziecie link do opisu tego produktu, bo nie widzę sensu ani lojalności w przywłaszczaniu sobie czyichś słów:)


A konkretnie:


Organiczny olej sezamowy

Używałam go do OCM, a oprócz tego dodaję go czasem w ilości kilku kropelek do masek i tak spisuje się najlepiej. Wydaję się bardzo tłusty, dlatego nie ryzykuję nakładania go solo na włosy. Próby olejowania nim na noc twarzy uświadomiły mi tylko, że moja skóra woli inne sposoby pielęgnacji:D 




Organiczny olej arganowy

Mój ostatni ulubieniec. Dodaję go do odżywki, maski czy jedwabiu, a włosy są od zaraz dużo bardziej nawilżone:) Niestety, jego zapach nie jest dla mnie zbyt przyjemny, ale też nie jest to najistotniejsze w jego używaniu.




Hydrolizat keratyny

Dzięki niemu przekonałam się, że moje włosy niezbyt lubią takie proteiny. Ze względu na to, że dodany do maski znacznie obniża jej właściwości wygładzające i nawilżające, powinnam zacząć stosować go jako pożywkę stosowaną rzadziej, ale regularnie.




Wyciąg z aloesu zatężony 10x

Po tak przychylnych opiniach Anwen i wielu dziewczyn na temat kosmetyków pochodnych od aloesu oraz tego wyciągu, postanowiłam go kupić. Niestety w żaden sposób się on nie sprawdził. Dodawałam go do masek, odżywek i nie powodował nic innego jak przesuszenie i lekki puch:(




Kwas hialuronowy 1%

Ten półprodukt dodawałam zaledwie kilka razy do odżywki. 
Spisywał się podobnie jak gliceryna, nie różnił się od niej niczym:)




Gliceryna

W czasie wakacji był to mój ulubiony dodatek do masek oraz odżywek. Jej dostępność i cena- każda apteka, koszt zaledwie kilku złotych, jest naprawdę śmieszna w porównaniu z efektami, które daje na moich włosach:) Na czas zimy zamieniłam ją na olejek arganowy:)




Spirulina

Naczytałam się o jej nawilżających właściwościach i kupiłam od razu 60g. Co mogę Wam poradzić, to jeśli nie miałyście z nią styczności, to nie warto kupować większego opakowania, bo może się nie do końca sprawdzić tak jak u mnie. Dodana do maski nie działa na moje włosy jakoś specjalnie nawilżająco. Nie widzę różnicy tak naprawdę. Za to maseczka ze spiruliny na twarz jest przecudowna. Do tego bardzo fajnie ściąga, a ja to bardzo lubię:D



A Wy używacie półproduktów? 
Macie swój ulubiony?:))


wtorek, 14 stycznia 2014

Mały eksperyment: ŻEL lniany + OLEJ

Witajcie!

Ostatnio  postanowiłam wzbogacić czymś nowym maskę z żelu lnianego. Kakao kusiło jak zawsze, ale stwierdziłam, że czas spróbować innego połączenia. Wybrałam oliwkę HIPP. Dodałam do porcji żelu ok. łyżeczki oliwki. Nie zużyłam całej mieszanki i myślę, że to uratowało mnie przed przeciążeniem.Umyte po niej włosy schły potem bardzo długo, co mnie trochę przeraziło i już czułam poranny przyklap...

Efekt rano:


Włosy są wyraźnie nawilżone, szalenie się błyszczą i są bardzo gładkie. Olej spowodował dociążenie włosów, jednak bez efektu przyklapnięcia.

Jestem bardzo zadowolona i myślę, że będę do tej pary wracać częściej. Jest to szczególnie wygodne w porównaniu z olejowaniem, a pozwolę sobie ocenić, że na moich włosach efekty po olejowaniu i po takiej masce, są bardzo podobne:))

Dodatkowo z małej porcji żelu z olejkiem, która mi została, zrobiłam mgiełkę.
Spisuje się baaardzo fajnie:))

A Wy łączycie z czymś żel lniany, 
czy wolicie go bez dodatków?:)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Co zrobić z TT gdy nas zawiódł?

Witajcie!

Jak wspominałam w grudniowym wpisie, na święta dostałam m.in. bardzo długo oczekiwany 
przeze mnie Tangle Teezer. Byłam zachwycona do czasu aż rozczesałam nim włosy...

Włosy były trochę splątane i liczyłam, że przekonam się o tych licznie opisywanych właściwościach szalenie ułatwiających rozczesanie i wygładzających włosy. O ile pierwsze punkt był, może trochę dzięki autosugestii spełniony, tak drugi kompletnie nie.

Tangle Teezer spowodował że włosy wyglądały po przeczesaniu na strasznie suche, z kucyka wyraźnie odstawały zniszczenia, a całość była bardzo nieprzyjemna w dotyku. Widzę, że warto podkreślić, nie obwiniam za zniszczenia szczotki. Jednakże nie uważam, aby jej zadaniem było podkreślenie ich-szczególnie, gdy wszystkie inne czesadła dodatkowo je wygładzają:] Do tego TT bardzo szarpał włosy i bałam się, że przyniesie więcej szkody niż to wszystko warte. Postanowiłam szczotkę wyrzucić...

Oczywiście żartuję. W TYM poście pokazałam Wam moją domową wersję szczotki kompaktowej, wzorowanej na TT. Wszystkie eksperymenty, której na niej przeprowadzałam pomogły mi nie załamać się pod wpływem rozczarowania:D 


Dla przypomnienia moja wersja oraz oryginał:



Wnętrze mojego domowego kompaktu świeci się tak, bo jest skropione wodą żeby nie straszyć Was zaciekami, które są pozostałością jednego ze sposobów, które zaraz Wam przedstawię:))

I sposób - odżywka


Cała filozofia polega na tym, że musimy nałożyć na ząbki porcję odżywki. Szczerze mówiąc na moim TT metody tej nie sprawdzałam, bo świetnie zadziałał na nią sposób nr 2, ale zaręczam, że to właśnie dzięki całonocnym lub czasem nawet kilkugodzinnym sesjom odżywkowym, mój domowy kompakt fantastycznie wygładza włosy. Odżywka może być również na szczotce nawet tylko kilka minut a efekty powinny być widoczne.

II sposób - lakier do włosów

To właśnie dzięki obfitemu spryskaniu szczotki lakierem a potem pozostawieniu na czas wyschnięcia, mogę się nią już spokojnie czesać a włosy są dużo bardziej gładkie.

Oba te sposoby znalazłam kiedyś jako porady na problem z elektryzowaniem się włosów. O ile nie do końca mi w tym pomagają, to napewno wpływają na gładkość włosów.

Podsumowując...

Szczerze mówiąc moja domowa wersja sprawia, że po przejechaniu nią po włosach pozostają one dosłownie jedwabiste. Są niesamowicie gładkie. TT po zabawach z lakierem działa bardzo podobnie, jednak nie osiągnęłam jeszcze efektu takiej gładkości. Napewno powalczę jeszcze aby wydobyć z niego więcej plusów niż z domowej wersji...

...nie pogodzę się z tym, że kawałek gąbki za łączną sumę ok.10 złotych wygładza lepiej ...


PS: Chcąc sprawdzić czy odżywka lepiej wpłynie na moją szczotkę niż lakier, zostawiłam ją z porcją ulubionego w tej dziedzinie kosmetyku ze zdj. wyżej na całą noc, TT czesze jak nowy. Wygładza i sprawia, że włosy są mięciutkie:))

A Wy macie jakieś sposoby na poprawienie efektu wygładzania przez szczotkę?
 U którejś z Was również TT solo nic dobrego nie sprawił?

niedziela, 12 stycznia 2014

Prawdziwe LOKI na moich włosach- a jednak!

Witajcie!

Na początku posta chciałabym ogromnie podziękować Ewie za wczorajszy wpis, który przypomniał mi o tym, że miałam wypróbować wkońcu sposób z nawijaniem włosów na opaskę.
Wyszło bardzo spontanicznie, chciałam sprawdzić czy to jakkolwiek wyjdzie na moich potworkach.

Co zrobiłam?

Na suche włosy nałożyłam odżywkę DEBA z dodatkiem oliwki HIPP. Nie żałowałam jej sobie, dlatego aż się troszkę dziwię, że zaledwie przez noc, moje włosy ją "wypiły"całą:D 
Potem zrobiłam kucyka, a wokół głowy przewiązałam chustkę (kupiłam ostatnio specjalne opaski do takich loków, ale boję się, że są zbyt ciasne, dlatego użyłam chustki). Odżywkę rozczesałam na włosach TT, aby doszła do wszystkich partii a potem przyszedł czas na nawijanie....

Jako że nie planowałam tych eksperymentów, jedyne co zapadło mi w pamięć z instrukcji w poście Ewy to to, że włosy należy podzielić na dwie części i zacząć od grzywki:D Zaczełam od grzywki przekładając ją raz wokół opaski a potem dokładając część pozostałych włosów. Stwierdziłam, że to chyba będzie najlepsze wyjście. I tym dobieranym sposobem owinęłam sobie całe włosy wokół opaski, a następnie poszłam spać.

Efekt?


Włosy nie są suche, co jest ogromną radością i zasługą odżywki oraz olejku. Skręt najbardziej podoba mi się na dole i od połowy długości, bo u góry widać mały rozgardiasz:D Ponadto prawa strona była zakręcona zbyt luźno- ale ze względu na to, że były to moje pierwsze loki, wybaczam sobie:D 

Pasma grzywki wyglądają chyba najlepiej:


Co zrobię inaczej przy kolejnym kręceniu?

  • postaram się zrobić to bardziej matematycznie:D oraz tak, żeby włosy w każdym miejscu były równie mocno skręcone wokół opaski
  •  po nawinięciu włosów, przymocuję je dodatkowo wsuwkami, bo opaska zjechała mi przez noc w górę i bardzo ciągneła
  • po rozłożeniu loków spróbuję w razie możliwości podzielić je na mniejsze partie:)

Co myślicie o tym efekcie? 
Używacie takiej metody?
 

sobota, 11 stycznia 2014

Dłuuugaśne inspiracje:)

Witajcie!

Chciałabym być regularna i dodawać posty z inspiracjami częściej, jednak szczerze mówiąc nie mam siły zbierać ich tyyylu:D Ponadto moje inspiracje z tego co zauważyłam są dość specyficzne, bo znacznie przekraczają standardowe docelowe długości włosów włosomaniaczek. Aby pozostać sobie wierną, dodaję kolejne takie zdjęcia:D


Może włosy nie są idealnie nawilżone, ale kolor i fale całkowicie mi to rekompensują:))







w końcu coś bardziej w moim klimacie:D




Dla mnie wyglądają przepięknie. Napewno taka długość włosów to też znaczny problem, bo nawet zwiazanie ich niewiele da, chyba, że zrobimy koczka...ale:D

Podobają Wam się któreś z nich? 
Chciałybyście taką długość?:)

piątek, 10 stycznia 2014

Genialne nawilżenie- GLISS KUR z 7 olejami

Witajcie!

Z racji tego, że moja pielęgnacja ma stałe punkty programu, o których już dawno pisałam, wpis z recenzją jest czymś naprawdę rzadkim:D Chciałabym przybliżyć Wam odżywkę, którą dostałam w prezencie. Znając uprzedzenie do typowo drogeryjnych produktów, bardzo możliwe, że nigdy bym jej nie poznała. Zapraszam do czytania:))

GLISS KUR oil nutritive z 7 olejami


Dostępność

Jest to typowo drogeryjna odżywka, możemy ją dostać w drogeriach, ale myślę, że także w sklepach w cenie ok.10 zł.

Wydajność

Użyłam jej już ok.5/6 razy i zostało 2/3 opakowania. Jej konsystencja jest idealna na odżywkę, ani za gęsta ani za rzadka.

Zapach 

Dla mnie jest bardzo fajny, owocowy

Opakowanie

Jest wygodne, solidne, nic się nie wylewa:)

Działanie

Włosy po jej użyciu są naprawdę wspaniale nawilżone, błyszczące, gładkie.
Trochę się obawiałam, że może spowodować przeciążenie, ale ani trochę tak nie jest.

Aby pokazać Wam jak uratowała moje włosy po lekkiej, tygodniowej suszy, odsyłam do aktualizacji :)

A teraz chyba najciekawsza część tego posta
 - skład opisanego wyżej cuda:


Jak na moje oko laika jest on naprawdę baaardzo ciekawy:))

Miałyście tą odżywkę?:))

czwartek, 9 stycznia 2014

TAG Liebster Blog Award [4]

 Witajcie!

Mam nadzieję, że nie udusicie mnie za kolejną porcję moich wywodów na pytania zadane przez Networkerkę:))

1. Twoja ulubiona piosenka to?

 To mega trudne pytanie ze względu na moje dość szerokie muzyczne horyzonty i liczne wspomnienia z poszczególnymi utworami. 

2. Co byś zrobiła gdybyś wygrała/dostała 100 000 000 zł?

Zapewniłabym rodzinie podstawowe rzeczy i znaczną część oddała komuś potrzebującemu oraz założyła szpitalny teatr:)

3. Trzy rzeczy, które zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę to...?

 Było już kiedyś:D Teraz małe zmiany - ktoś ciekawy (może być nawet obraz, żebym miała z kim rozprawiać o życiu i moich refleksjach na tematy wszelakie:D), gitarę dla ktosia jeśli nie będzie obrazem i gruby notes z długopisem na sznurku, żeby mogło się liczyć jako jedno:D

4. Wymień pięć swoich zalet.

bardzo ładna, koleżeńska, lojalna, miła, zdolna do żartów ze wszystkiego toteż nie bierzcie na poważnie 4 cech przed tą:)

5. Wymień pięć swoich wad

Hmm niekoniecznie rozgraniczam siebie pod ogólnym względem WADY i ZALETY. Wchodzę znacznie głebiej i tak to wszystko analizuje, że odpowiedź będzie nieskromna, ale nie umiem wskazać konkretnych wad. Ogólnie stale szukam inspiracji, szukam ideału, wzorca, który by mnie motywował jednocześnie mając świadomość, że on nie istnieje, dlatego też staram się zmieniać w sobie to co mi nie odpowiada gdy jakąś szczególną cechą zainspiruje mnie ktoś szalenie, jak np.moja znajoma Pisanka:)

6.. Kosmetyk, bez którego nie wyobrażasz sobie ani jednego dnia to...?

Obecnie wazelina, bo moje usta bez niej nie żyją. Dosłownie, ostatnio jak ją zgubiłam, to myślałam, że utonę w potoku krwi..

7. Twoje najgorsze wspomnienie z dzieciństwa to...? Opisz je.

Nie uważam żebym doświadczyła jakiś traumatycznych przeżyć w dzieciństwie, wspominam je bardzo miło, ale pamiętam jak raz mama schowała się przede mną na jakimś spacerze, tak ,że całkiem zniknęła mi z pola widzenia. I oczywiście był straszny płacz a potem nieopisana radość, że jednak jest:D

8. Jakie są Twoje fobie?

 Nie mam fobii. Regularnie poszerzam moje myślowe tereny, więc pokonuję strachy różnych wielkości:)

9. Czego nigdy przenigdy byś nie zrobiła?

Z racji charakteru bloga, pewnie oczekiwane byłoby tu coś w stylu "nigdy nie ścięłabym włosów" a i tego nie mogę powiedzieć, bo nie wykluczam, że gdy do tego dorosnę to zetnę je lub zgolę:) Upadki życiowe również nie są dobrą odpowiedzią, bo nie umiem nic przewidzieć, a każde doświadczenie to tak naprawdę nauka plus darzę siebie zaufaniem do niedestrukcyjnych decyzji. Myślę, że najważniejszy jest szacunek do ludzi, którzy nas naprawdę kochają i chyba utrata tego mogłaby być dobrym punktem do unikania, a może odpowiadając już całkiem konkretnie na to pytanie, napiszę że nie ma rzeczy, którą mogłabym tu wypisać oprócz szacunku i oddawania dobra wszystkim, którzy przesyłają je w moją stronę:)

10. Czy wierzysz w przeznaczenie?

Ostatnio dużo na ten temat myślę. Często czuję się tak, że jakieś wydarzenie albo spotkanie jest jakąś nieodzowną częścią wszystkich zdarzeń, które potem się odbywają.

11. Gdybyś mogła to kogo wymazałabyś z pamięci?

 Nikogo, bo uważam, że każdy człowiek, którego spotkaliśmy na swojej drodze jakoś nas kształtuje. W głowie zostają różne myśli, pojedyncze słowa, czasem nawet same wyrazy, piosenki i to wszystko potem bardzo zwięźle wbudowuje się w naszą osobowość:)

 Za nominację bardzo dziękuję:))

wtorek, 7 stycznia 2014

Spóźniona grudniowa aktualizacja:)

Witajcie!

Dziś przychodzę ze spóźnioną aktualizacją oraz małym rachunkiem sumienia. 

Moje włosy na dzień dzisiejszy prezentują się tak: 


Fale wyszły przypadkowo, jako rezultat moich ostatnich odkryć dotyczących plusów noszenia warkoczy:D
Ogólnie włosy w grudniu były często nieprzyjemne w dotyku, plątały się i były miejscami bardzo suche. Ratowałam je odżywką GLISS KUR oil nutritive oraz dodawaniem olejku arganowego do wszelkich zabezpieczaczy,masek itd.

Włosy raz od bardzo dawna miały okazję spotkać się z ciepłym nawiewem suszarki, która nie zmieniła dużo w ich lekkim puchu, a jedynie przyspieszyła przetłuszczanie. 

W grudniu używałam:

szampony: babydream, barwa skrzyp polny
odżywki: wspomniana wyżej, garnier AiK, DEBA
maski: biovax do włosów suchych i zniszczonych
zabezpieczanie: serum Natura Silk+kropelka oleju arganowego/oliwki HIPP
oleje: arganowy
dodatki: kakaoo

Urosły przez grudzień 1,5cm:)

A jak Wasze włosy przeżyły miniony 
świąteczny miesiąc?:))

poniedziałek, 6 stycznia 2014

10 odżywek na trzydniowy wyjazd?!?!- włosomaniaczka w podróży

Witajcie!!

AAAA w końcu wróciłam:D 

Przychodzę dziś z postem po części dla Was, po części dla mnie. Zawsze przed wyjazdem zastanawiam się jak ograniczyć do minimum liczbę włosowych kosmetyków. 
Stosowałam zasadę 1:1:0 czyli 1 szampon, 1 odżywka i zero masek. 
A teraz przychodzę do Was z modyfikacjami, dzięki którym możemy wziąć dużo więcej:)

Pierwsza sprawa to kwestia teoretyczna. Musimy przeanalizować wyjazd pod względem:

  •  jego długości
  • możliwości czasowe pielęgnacji jakie będziemy tam miały(czy jest to luźny wyjazd, czy bardziej zobowiązujący)

Kosmetyki  
(oczywiście każdy bierze wedle swoich potrzeb:)):

1. Szczotka

Może to śmieszne, ale ostatnio przekonałam się jak ważną sprawą jest posiadanie szczotki,
 która dobrze działa na nasze włosy:D Wybierzmy takie czesadło, które z łatwością pomoże nam w rozczesaniu włosów a jednocześnie będzie łatwe do przenoszenia i czyszczenia:)

2. Szampon

Musimy wziąć ten, który nie przysporzy nam problemów ze skórą głowy, a jednocześnie oczyści włosy. Jeżeli wisi nad nami widmo braku czasu na nałożenie odżywki, myślę, że warto zabrać szampon z silikonami albo jakikolwiek po którym nasze włosy prezentują się dobrze:) 

3. Odżywka

Zawsze stawiam na odżywkę maksymalnie nawilżającą. W wakacje brałam jeszcze malutką glicerynę jako wspomagacz, a teraz, ze względu na porę, dodaję do odżywki olejek, dzięki któremu włosy są potem dużo ładniejsze:) Sam olejek jest również super sprawą jeśli tylko mamy malutki pojemniczek. Ja korzystałam z 30ml i bardzo fajnie się spisują:))

4.Odżywka w sprayu/jedwab

Fajne rozwiązanie jeśli nie mamy czasu na używanie tradycyjnej odżywki. Dodatkowo silikony napewno pomogą nam ochronić włosy zarówno przed zimnem, ocieraniem się o ubrania, jak i przed słońcem:)

5. Suchy szampon/puder

Niezależnie od tego czy myjemy włosy codziennie czy też nie, napewno lepiej być ubezpieczonym na wypadek przyklapu lub braku dostępu do wody:))

6. Gumki, spinki, opaski

Takie gadżety zawsze się przydają:)

7. Kapelusz/czapka

W zależności od pory roku, powinniśmy chronić również skórę głowy. Napewno się nam odwdzięczy:)

8. Ręcznik

Oczywiście podstawowa rzecz jeśli jedziemy w miejsce, gdzie nie mamy "ręcznikowej" pewności. Po moich doświadczeniach TU jestem na to bardzo uczulona:D

9. Pojemniczki

Super sprawą na wyjazdy są miniaturki kosmetyków dostępne w drogeriach. Dobrze jest sobie również je zostawić, bo możemy tam potem przelać np. odżywkę czy jakikolwiek inny kosmetyk. 
Przydatne mogą się okazać również pojemniczki po np. peelingach. Zaręczam, że można bez problemu transportować w nich nawet miód:D

Moja przykładowa zawartość kosmetyczki:

1. drewniany grzebień
2. szampon- babydream
3. odżywka- Garnier AiK
4. jedwab marion
5. suchy szampon-puder babydream
6. gumki,spinki-biorę:))
7. kapelusz
8. obowiązkowo:D
9. TYYYYYSIĄC:D

 A Wy co dodałybyście do tej listy?:))