poniedziałek, 30 września 2013

Moje mikstury: Kakao w pielęgnacji włosów

Witajcie!

Dziś kolejny post z serii moje mikstury. Zapraszam do lektury!



Już kiedyś wspominałam o tym, że jako dodatek do maski, czy odżywki świetnie może się sprawdzić kakao:) Już kilka razy robiłam tego typu mieszanki, jednak po połączeniu z oliwką BD dla dzieci, całkowicie zrezygnowałam ze względu na zapach:D Powróciło to jednak do mnie ostatnio jako alternatywa nakładania na włosy kawy w odżywce (przez ziarenka nie jest to zbyt konfortowe) , dlatego postanowiłam zamiast niej użyć kakao, mimo, że nie wróży to raczej przyciemnienia:(

Co zrobiłam?

Zmieszałam ok. 1,5 łyżki odżywki Isana (nawilżającej) z łyżeczką kakao. Całość nałożyłam na włosy. Moje porcje zawsze są dość małe ze względu na pewne wyróżnianie przeze mnie włosów które są od połowy długości aż do jej końca:D Robię tak, bo reszta jest zdrowa, jednak i ona dostanie co nie co, gdy nakładam maski:) Ze względu na to, że biorę udział w olejowej akcji u Anwen, na włosy pokryte mieszanką nałożyłam zmieszany olej kokosowy i oliwkę HIPP. Trzymałam całość na włosach ok.5 godzin


Jakie efekty? :)


Piękny połysk, uczucie, że jest ich więcej (mam tak zawsze po kakao i po kremowaniu włosów) Są baaaardzo gładkie i w końcu miękkie:) Jestem z tych efektów bardzo zadowolona i będę dodawać kakao regularnie do odżywki przed olejowaniem przynajmniej do końca akcji. Zobaczymy jakie będątego efekty przy dłuższym stosowaniu:)


A Wy używacie kakao w pielęgnacji włosów? Do czego dodajecie?:))




niedziela, 29 września 2013

Balsam do kąpieli BD fur Mama

Hej!

Dziś recenzja kosmetyku, który wykończyłam jakiś czas temu. Mowa o balsamie do kąpieli dla mam od firmy Babydream:


                                                                      źródło: wizaz.pl

Skład:

 Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sorbitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Parfum, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Whey Protein, Lactose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyglyceryl - 10 Laurate, Polyglyceryl - 2 Laurate, Glyceryl Caprate, Xanthan Gum, Tocopherol, Citric Acid. 

Jak widzimy w składzie jest ogromna przewaga substancji pielęgnujących:) Przy innych różnego rodzaju żelach do kąpieli,płynach, ten ma idealny skład. Nie ma silnych detergentów, które nadmiernie wysuszą nam skórę i jest przy tamtych niesamowicie bogaty w olejki.

Opakowanie

Jest wygodne, jednak u mnie pojawiał się ten problem, że czasem wylewałam balsamu odrobinę za dużo. Ale to już bardziej moja wina niż dozownika:)

Konsystencja

Jest rzadka, a płyn ma śliczny biały, mleczny kolor.

Wydajność

Oczywiście zależy to od tego w jakim celu będziemy go zużywać, ale u mnie był to kosmetyk wielofunkcyjny, a spokojnie starczył mi na wiele miesięcy. Opakowania są półlitrowe. Swoją drogą zawsze jak oglądam denka miesiąca u kogoś fascynuje mnie to, jak można zużyć cały wielki płyn do kąpieli przez jeden miesiąc:D a już w ogóle kilka... chyba jakoś oszczędnie się myję:D

Cena i dostępność

Każdy Rossmann, cena to ok.10 zł

Moje zdanie

Z tym balsamem bardzo się polubiliśmy. Jest dobrą odskocznią od kosmetyków myjących z samym SLS lub super łagodnych nawilżających balsamów do kąpieli z całym szeregiem detergentów:D Nie zauważyłam jakiegoś lepszego nawilżenia dzięki jego używaniu, ale czego się spodziewać jeśli to  kosmetyk nakładany tylko na może 2 minuty:)

Co zrobić jeśli nie przypadnie nam do gustu?

Wiadomo, że nie każdemu musi się on spodobać. U mnie w domu każdy kręci nosem na jego widok, oprócz mnie:D Myślę, że naprawdę jest multum sposób na jego zużycie. Moje to:
- jako zamiennik pianki do golenia 
- jako szampon (u mnie się to w ogóle nie sprawdziło, włosy były potem baardzo przyklapnięte)
- i moja ulubiona funkcja czyli mycie ściereczki do OCM:) Nadaje się do tego moim zdaniem bardzo dobrze. Oczywiście co kilka dni i tak przepieram je w proszku.
Nie myłam nim nigdy twarzy, więc nie będę się wypowiadać w tym temacie;)

A Wy używacie tego balsamu? Jak się sprawuje?:)

 

sobota, 28 września 2013

Całe życie na diecie... oczami chudzielca

Witajcie Kochane!

Dziś kolejny post o moich przemyśleniach, do których zmusza smutna rzeczywistość. Chyba wprowadzę cykl pt. "Całe życie..' na bloga już na stałe:D

Pewnie wiele z Was ogląda zszywkę i różne podobne strony z inspiracjami. Ja również. I za każdym razem strazszliwie uderza mnie to, że jest taki nacisk na to by byc maksymalnie wychudzonym. Najlepiej byłoby jeszcze mieć oprócz wklęsłego brzucha obojczyki i żebra na wierzchu. Tylko po co?
Po co te wystające obojczyki czy żebra? Czy naprawdę którakolwiek z Was, która takie posiada, przez całe dnie codziennie zajmuje się ich eksponowaniem i dawaniem dotykać innym?
Wszędzie zdjęcia patykowatych nóg, których obwód łydki jest dużo większy niż obwód dolnej części uda. Czy naprawdę tego chcemy?

Oczywiście, powinny pojawić się głosy, że pewnie moja krytyka wynika z kompleksów, jakiś braków i pewnie sama nie mogę dzięki żadnej diecie osiągnąć swoich celów. A jest całkiem odwrotnie:) Sama jest bardzo szczupłą osobą i znam 'zalety' wystających obojczyków, chudych nóg i naprawdę większości rzeczy, które są pokazywane jako motywacje do tego by schudnąć. I wiecie co mogę powiedzieć? Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Myślę, że na temat mojej figury wysłuchuje tyle samo lub nawet więcej negatywnych komentarzy jak osoby, które ważą więcej niż akceptuje otoczenie. Mimo wszystko jednak dobrze się ze sobą czuję i staram się nie słuchać tych opinii.
Myślę, że to bardzo niezdrowe co się dzieje na tych portalach, o których wspominam. Oczywiście popieram zdrowe odżywianie się itd. to bardzo ważne, ale wcale nie musimy wtedy chudnąć do rozmiarów prawie lub już anorektyczek. W każdym, naprawdę każdym jest piękno. Ważne żebyśmy nie pozwalali sobie wmówić, że w nas go nie ma. Mało osób o tym myśli, ale te wpisy zdjęcia oglądają też młodsze dziewczyny, które dopiero zaczynają dorastać, które przez właśnie ten etap w swoim życiu mogą zacząć ważyć troszkę więcej i wcale nie oznacza to, że będą miały nadwagę w przyszłości. A czytając wszystkie te nibymotywacje one zaczynają się zastanawiać nad swoim ciałem, nad tym czemu nie są idealnie wychudzone jak ze zdjęć. Są takie momenty w naszym życiu, że potrzebujemy opinii obiektywnej, bez niej możemy się wkopać w coś bardzo niszczącego. To jest właśnie według mnie idealny na to przykład. Jeśli wtedy takim osobom zabraknie głosów z otoczenia, że są naprawdę piękne, to mogą mieć potem problemy.

Oczywiście nie chcę na nikogo zrzucać odpowiedzialności za innych ludzi, ale zastanówmy się czy te nasze cele są tak ważne i czy te umiłowane obojczyki w czymkolwiek w życiu nam pomogą. Myślę, że jeśli już uważamy, że ważymy za dużo to schudnijmy tyle, aby czuć się ze sobą dobrze. Nie wybierajmy na cel wagi, która fajnie wygląda na zdjęciach, bo w rzeczywistości może być kogoś zmorą albo nawet wejściem w chorobę. Chyba się zgodzicie, że lepiej być zdrowym i wyglądać normalnie. Ćwiczmy i jedzmy zdrowo, ale tylko ze względu na to, by dobrze czuć się ze swoim ciałem i duchem.
Znam wiele osób, które mimo tego, że nie są wychudzone tak jak jest 'modnie', są naprawdę przesympatyczne, ciągłe wesołe i ja robię wszystko żeby tak właśnie się czuły, żeby wiedziały, że to właśnie w nich jest piękne.Bo nie mamy piękna mając chudy brzuch, ale piękną duszę:))

A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Macie podobne odczucia, czy całkiem się różnimy?

czwartek, 26 września 2013

Post-motywacja. Zepnij się! Plus słów kilka o słoneczniku i pestkach dyni

Witajcie!


                                                                                                                źródło


Jak już ostatnio wspominałam, moją straaaszną zmorą jest fakt, że mam ogromne problemy by związywać włosy. W rozpuszczonych czuję się lepiej mimo, że czasem (chyba w  jakiś chwilach słabości:D) podobam się sobie nawet ze związanymi.. Jednak nadchodzi jesień, co się z tym wiąże do coraz więcej warstw na sobie, swetry, szaliki, czapki. Wszystko o co mogą 'haczyć' nasze włosy i dodatkowo się niszczyć:(
Postanowiłam więc spróbować zmotywować się jak najbardziej do tego, by chociaż na czas, gdy muszę wszystkie szaliki,swetry itd nakładać , związywać włosy, a będąc już w pomieszczeniu z czystym sumieniem je rozwiązywać. Kto wie, może przekonam się do wiązania włosów na cały dzień:)

Jakich korzyści możemy się spodziewać?

  • mniej rozdwojonych końcówek:)
  • brak wyrzutów sumienia, że co chwilę przycinamy włosy zamkiem itp
  • wygoooooda:) Związane włosy od razu przyspieszają długość szykowania się do wyjścia- koczek i nie trzeba się bawić w wyjmowanie włosów spod szalika czy z pomiędzy guzików
  • włosy mogą być odrobinę dłużej świeże- nie będą dotykać twarzy:)

A teraz kolejna sprawa, mianowicie od jakiegoś czasu już regularnie jem słonecznik lub pestki dyni. Jak wiemy nasiona te zawierają NNKT czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, które są zdrowe dla naszego organizmu. One i witaminy w tych produktach są przydatne w tym, aby pomóc nam zdrowo przytyć czy np. poprawić stan włosów:) Mają bardzo wiele funkcji, jednak my zajmiemy się to najważniejszą dziś czyli wpływem na włosy:) Nasiona jem w sposób bardzo prosty i myślę, że najbardziej przyjemny,bo nie widzę nic smacznego we wciskaniu w siebie łyżki słonecznika:( Dlatego ja posypuję nim jak i pestkami dyni kanapki. Naprawdę, robię różne połączenia i wychodzi pyyyysznie:)

Co zauważyłam?

Ciągle tylko psioczę na stan moich końcówek, jednak rozdwojenia w połowie długości to zniszczenia, które są ze mną od bardzo dawna (nie jestem w stanie się ich pozbyć jednym obcięciem, bo są dużo krótsze, a nie chcę tak cieniować włosów). A nie pomyślałam czemu nie mam praktycznie żadnych zniszczeń na samych końcach włosów najdłuższych, które w maju był przycinane. Myślę, że to właśnie zasługa wzbogacenia diety:)

A Wy co robicie, aby uchronić włosy przed zniszczeniami od środka?:))

środa, 25 września 2013

Całe życie z SLS...

Hej!

Do tego wpisu zmusza mnie smutna rzeczywistość. Pamiętam kiedy pierwszy raz czytałam o szkodliwości szamponów i produktów z SLS. O tym jak "straszny" jest to detergent i jak trzeba się go wystrzegać dowiadywałam się z róznych źródeł z czasem. Zaczęłam unikać z nim szamponów, przerzuciłam się na szampon Babydream, oczywiście co kilka myć oczyszczając głowę SLS-em. Tak naprawdę trudno o nim cokolwiek powiedzieć. Jedni mówią, że jest rakotwórczy, inni zaraz, że nie. Jakoże nie prowadziłam żadnych badań na ten temat (kto wie, może kiedyś:D) to nie czuję się wystarczająco kompetentna, aby się w tej kwestii wypowiadać. Natomiast podstawowa sprawa to szkodliwość SLS na nasze włosy.

Jakie mogą być skutki na włosach używania szamponu z SLS? 
  • przesuszenie włosów (najbardziej narażone są końcówki, które przeważnie dostają podwójnie (nie dość, że w lato słońce mocno je przesusza, to jeszcze szampony, nawet ten SUPERnawilżający) 
  • przesuszenie skóry głowy, co potem może skutkować np.nieprzyjemnym łupieżem czy szybszym przetłuszczaniem
Tak jak mówiłam, są głosy o tym, że jest to substancja szkodliwa, mogąca wchłaniać się przez naszą skórę i tam się gromadzą. Nie wiem jakie są skutki tego, jednak nie uważam żeby było wskazane, aby kosmetyk aż tak głęboko ingerował w skórę, a nawet w organizm.

Kolejny etapem w moim "uświadomieniu" był kontakt z szamponami i maskami oraz oczywiście sprawdzanie każdego pod względem tego, czy posiada SLS. Szczerze mówiąc myślę, że jest to pierwsza ważna substancja, którą powinnyśmy umieć odkryć w składzie, bez żadnego problemu. Występuje jako Sodium Lauryl Sulfate. Dzięki niemu nasz szampon łatwiej się pieni, przez co lepiej rozprowadza. Obecność tego składnika w masce jest dla mnie całkowicie niepojętym zjawiskiem.

Potem zaczęłam analizować składy żeli do mycia twarzy i różnych tego typu kosmetyków. Jakie było moje zdziwienie, gdy w wielu produktach znanych firm było zaraz po wodzie. Żele, przeważnie te do cery tłustej, mieszanej ale przecież i dla wrażliwej-suchej powinny być jak najbardziej delikatne. A większość, która jest reklamowana ma w składzie SLS lub jego pochodne, które w działaniu są takie same. Jednak na szczęście są również takie żele i płyny, które mają łagodniejsze składy. Zawsze również można skorzystać z naturalnej pielęgnacji jak choćby mój sposób na urozmaicone ocm :)

Po tych przeżyciach egzystowałam sobie dalej, szczęśliwa w niewiedzy, że nawet mój żel do kąpieli również jest typowym wysuszaczem:( Zastąpiłam go balsamem BD fur Mama. Ma bogaty w olejki skład, w którym nie spotkamy się z żadnymi silnymi detergentami.

Kolejne załamanie przeżyłam oglądając w sklepach (fanatyzm) składy płynów do higieny intymnej. To straszne, ale niektóre z nich określane jako super łagodne miały cały ciąg detergentów, w tym oczywiście SLS. No ok, pomyślałam, nikt nie każe tego nikomu kupować, więc można zerknąć i zobaczyć skład. Żyłam w nadziei wyzbycia się SLS z mojego życia do czasu, gdy pewnego dnia z nudów w moje ręce wpadło opakowanie pasty do zębów....

Co mogę powiedzieć dziś?

Myślę, że nie należy panikować. Jeżeli nie widzimy u siebie żadnych skutków ubocznych stosowania kosmetyków z tym detergentem (np. nadmierne przesuszenie skóry), to nie musimy go odstawiać. Jest wiele osób, które śmiało używają takich kosmetyków i wciąż ich skóra jak i włosy mają się bardzo dobrze:) Ja jednak jeśli mam możliwość, to unikam go w składzie. Myślę, że nie jest wskazane aby był np. w mydle do rąk jeżeli chcemy by skóra na nich nie była przesuszona. Lepiej dojść do genezy problemu zamiast potem narzekać na to, że na rynku są same kremy albo nasza skóra jest jakaś dziwna. Nie popadajmy w obłęd, ale też nie wierzmy, że każdy reklamowany produkt poprawi stan naszej skóry czy włosów:)

Największym według mnie minusem SLS są jego odpowiedniki. Ukryte pod nimi nazwy mogą nas mylić i przedstawiać się jako delikatniejsze, a mieć tak naprawdę to samo działanie np. SCS w szamponach Alterra.


A Wy unikacie SLS w produktach, czy podchodzicie do tego z większym dystansem?:)

poniedziałek, 23 września 2013

Moje mikstury: Wszystkie włosy mają saunę, mam i ja! - kawowa sauna włosowa:)

Witajcie!

Dziś przychodzę do Was z krótkim wpisem:) Nie wiem, czy już o tym na blogu wspominałam, ale straaasznie chcę jakoś przyciemnić moje włosy. Próbowałam różnych płukanek kawowych , herbacianych itd., ale ta forma pielęgnacji całkiem do mnie nie przemawia:(

Tak oto wczoraj postanowiłam zrobić dla włosów saunę drugi raz (na wielu blogach ostatnio o tym czytałam i musiałam znów wypróbować czy będzie jak po pierwszym razie:)) Chcąc połączyć ze sobą możliwość nie robienia płukanki kawowej a zrobienia (logika:D) wraz z odżywieniem włosów, postanowiłam zrobić następującą mieszankę:

- 1,5 łyżki Garnier AiK -kropla żelu hialuronowego  - łyżeczka kawy( oczywiście nie rozpuszczalnej:))
Ciężko się nakładało ze względu na ziarenka, ale już to przechodziłam, więc:) Potem ok.15 minut spędziłam z włosami nad miską.

Co zauważyłam?

Włosy były niesamowicie wygładzone, gdy spłukiwałam z nich tą mieszankę. Cudowne. Jednak (niestety) mam tak praktycznie co każde olejowanie z odżywką Isaną nawilżającą. Super gładkie włosy przy spłukiwaniu, a dużo mniej gladkie gdy wyschną:( Dlatego też nie sugerowałam się zbytnio tą taflą i myślałam nawet czy nie zrobić żelu lnianego i mojej mgiełki, gdyby włosy były przesuszone kawą. Na szczęście obyło się bez tego:) Były odrobinę sztywne, ale potem już wróciły do 'formy':D Tak się prezentują:


Czy w ich kolorze widać jakąś różnicę to ciężko ocenić i oczywiście nie oczekuję od razu przyciemnienia. Myślę nad stosowaniem tej metody co mycie i może wtedy przyniesie wymarzone rezultaty:)

A jeszcze jedno z moich przemyśleń, to napewno to, że 'sauna włosowa' to wspaniała metoda na wzmocnienie działania maski:) Ja nie miałabym cierpliwości siedzieć 45 minut czy godzinę nad miską(chyba nikt by nie miał:D) dlatego gdy będę używała maski następnym razem, włosy podgrzeje przez te 15-20 minut, a potem folia i turban:) Może da to lepsze rezultaty:)

A Wy robicie sobie taką saunę?:)

niedziela, 22 września 2013

poradnik NIEwłosomaniaczki czyli proste rady jak bez włosowej rewolucji w życiu mieć piękne włosy:)

Witajcie!

Po tym przerażającym wpisie o wszach, przyszła pora na coś miłego i relaksującego:)
Napewno wieeeeele z Was rozmawiając na tematy włosowe z kimś kto niezbyt dba o włosy, w końcu usłyszało, że nie ma tyle czasu żeby ciągle tylko siedzieć z czymś na glowie. Ja spotkałam się z tym tak wiele razy, że zaprzestałam mojej misji ewangelizacji i nawracania prowadzonej  na tyle na ile pozwalała mi moja wiedza. Jeśli już ktoś jakimś cudem namówi mnie na rozmowę o włosach to proponuję mu 1/376472927 tego o czym powiedziałabym mu jeszcze jakiś czas temu. Po prostu doświadczenie nauczyło, że nie ma sensu godzinami opowiadać o metodach pielęgnacji, jeśli dla kogoś samo użycie odżywki to apogeum wysiłku. Oczywiście nikogo nie chcę obrażać, nie wszyscy muszą dbać o włosy, jednak jeśli już nie chcą włożyć żadnego wysiłku, to nie powinni ciągle narzekać na ich stan:)

Po głowie od dłuższego czasu chodzi mi wpis o kilku, dosłownie KILKU radach, których można udzielić osobie chcącej mieć ładniejsze włosy przy minimum wysiłku;)
Zapraszam do lektury:

RADA NR 1

 Czesz delikatnie!

Najczęstsza czynność  jaką wykonujemy na włosach to czesanie ich. Starajmy się więc, aby robić to jak najdelikatniej. Zacznijmy rozczesywanie od połowy długości włosów, albo nawet od samych końców. Po to aby nie wyrywać ich niepotrzebnie i nie łamać. Dobrze też wpłynie na nie związywanie:) Każda fryzura ochroni nasze włosy przed nadmiernym łamaniem, a dodatkowe stosowanie zamienników zwykłych wsuwek oraz bez metalowych elementów napewno pomoże włosom, by dłużej był zdrowe:)

RADA NR 2

Nie trzyj włosów ręcznikiem!

To zdanie pojawiało się już chyba na każdym włosowym blogu, ale warto napisać je kolejny raz. Gdy włosy są mokre ich łuski są rozchylone przez co są dużo bardziej podatne na zniszczenia. Jeżeli będziemy pocierać je ręcznikiem, to naruszymy ich strukturę. Pamiętajmy zniszczone włosy, to włosy matowe, pozbawione blasku i ani trochę miękkie:(

RADA NR 3

Dobra odżywka to podstawa pielęgnacji!

Znam wiele osób spoza, że tak powiem włosowych kręgów, które pytane o odżywkę do włosów mówią o jedwabiach i że tylko po nich czują różnicę. Ja uważam, że jeśli chcemy mieć miękkie włosy bez zbędnej zabawy, to powinnyśmy używać chociażby odżywki. Tylko one moim zdaniem wpłyną jakkolwiek na stan włosów. Jedwabie, silikonowe sera itd to tylko bomby silikonowe,które ukryją niedoskonałości naszych włosów. Będą w dużo lepszej kondycji wizualnie, ale co po zmyciu? Odżywki mimo silikonów najlepiej żeby miały w składzie jakieś olejki i inne wartościowe składniki, które na dłuższą metę napewno dadzą lepsze efekty niż same silikony. Poszukajmy w internecie albo skorzystajmy z tych najchętniej polecanych, które sprawdzają się doskonale u wielu osób, np.:

Garnier Awokado i Masło Karite 

                                                                    źródło: www.butiqueuk.pl



Nivea Long Repair 

źródło:  wizaz.pl


Isana odżywka nawilżająca


                                                                                                źródło: wizaz.pl


Artiste odżywka intensywnie regenerująca z keratyną

źródło:  wizaz.pl

PS: Polecam doskonały sposób na proste wzbogacenie odżywki w celu lepszego efektu utrzymania wody we włosach - dodanie kilku kropelek gliceryny:) Kupimy ją w każdej aptece. Ceny wahają się już od 1,50zł (w zależności od pojemności. Moja gliceryna ma 15 ml i zużywam ją, zużywam i zużywam...naprawdę jest baardzo wydajna:)) więc naprawdę wydatek nie jest duży, a efekty mogą być zadowalające:)))


RADA NR 4

Nie torturuj włosów suszarkami, lokówkami, prostownicami!

Użycie ich co jakiś czas napewno nie zniszczy znacznie włosów, jednak jeśli mamy możliwość aby obyć się bez nich, to zrezygnujmy. Włosy napewno się nam odwdzięczą:) Jeżeli jednak nie mamy opcji unikania stylizacji włosów wysoką temperaturą , pamiętajmy o używaniu jakiś kosmetyków termoochronnych.Na rynku jest naprawdę ogromny wybór, ceny też są bardzo różne i napewno każdy znajdzie odpowiednią dla siebie:) Ważne aby taki kosmetyk składał się z silikonów, bo wtedy to właśnie one chronią nasze włosy:)


RADA NR 5

Ostatnie płukanie rób zimną wodą!

Myjąc włosy pod wpływem ciepła wody łuski naszych włosów się rozchylają. Warto więc zadbać o to aby ostatnie płukanie np po zmyciu odżywki, zrobić zimną wodą. Pomoże to w domknięciu włosów czyli włosy będą dużo gładsze i bardziej błyszczące:)

Ważne: jeżeli do tego płukania używamy bardzo zimnej wody, to starajmy się aby nie polewać nią skóry głowy, ponieważ pobudzimy dodatkowo do pracy gruczoły łojowe i może się to skończyć dla nas szybszym przetłuszczeniem.

RADA NR 6

Myj skórę głowy, a nie włosy!

Myjąc głowę, staraj się jak najbardziej skupić na skórze głowy. Nie ma potrzeby wylewania szamponu na włosy na długości, bo może się to skończyć nadmiernym przesuszeniem. Wystarczy, że pianą, która powstanie pokryjesz długość włosów i delikatnie ją rozprowadzisz:) Oczywiście raz na kilka myć należy oczyścić dokładniej całe włosy, aby nie nadbudowywały się nam na nich silikony.

Nie chcę wspominać o szamponach, SLS-ach i różnych podobnych rzeczach, bo uważam to delikatne rozszerzenie włosowej wiedzy. Bardzo wielu ludzi nie widzi u siebie negatywnych skutków używania kosmetyków z SLS,SLES, więc moim zdanie nie trzeba o tym wspominać w minimum pielęgnacji:)

RADA NR 7

Nie śpij z rozpuszczonymi włosami!

Szczególnie szkodzi włosom spanie, gdy są jeszcze mokre. Ich łuski są rozchylone, przez co wszystkie tarcia chociażby o poduszkę mogą potem wpłynąć na ich stan, jeśli śpimy tak regularnie. 


A Wy co jeszcze poradziłybyście osobom, które chcą mieć zdrowsze włosy a jednocześnie poświecić na to bardzo mało czasu?:))

sobota, 21 września 2013

Głowa swędzi nie tylko od SLS...WSZY stko o tym, o czym nie chcecie myśleć i o tym jak pozbyć się problemu


Witajcie!

Dzisiejszy temat, który poruszę nie będzie zbyt przyjemny. Jest to sprawa, o której istnieniu nie myślimy dopóki nie mamy z nią kontaktu... Mowa o wszach.

Jak się zaczyna?

Najpierw swędzi nas głowa. Ok, myślimy, przecież to normalne, skóra czasem swędzi. Potem swędzenie się nasila. Może dojść do sytuacji, że lokatorzy będą z nami dłuższy czas, a my nie będziemy o tym wiedzieć. Będzie tak do pewnego pięknego dnia, w którym odkryjemy, że drapiąc się pod paznokciami mamy jakieś ciemne okropne coś, nie wspominając o niechcącym znalezieniu jednego z naszych lokatorów...




                                                                                         źródło: www.benc.p

                                                           źródło: leczenie-objawy.pl



Pierwsza wymiana spojrzeń i już wiemy, że coś jest nie tak. Że się nie polubimy. No dobra, ale co dalej? Myślimy sobie na pewno coś na zewnątrz spadło mi na włosy, to przecież nie wszy. Przecież się myję, to niemożliwe! A głowa ciągle swędzi i swędzi. W końcu prosimy kogoś by nam ją przejrzał i co się okazuje?
Nasze włosy przy nasadzie maja przylepione do siebie jajeczka, w których rozwija się potomstwo. Rodzice są okropni, a co dopiero ich dzieciaczki...
Wtedy szukamy sposobów pozbycia się okropnych stworów z włosów. Z pomocą przychodzi internet, wszystkie znajome osoby, babcine sposoby i co chwilę każdy jeden lepszy od drugiego. Próbujemy po kolei, a to ocet, a to wylanie na całą głowę jakiejś prostej odżywki byleby tylko z silikonami, które powinny wytworzyć powłokę przez którą wszy zginą, a to znów wyczesywanie. Przez myśl przechodzi nam też pomysł, że przecież wszy można utopić! umyjmy po prostu włosy. Zadowoleni następnego dnia znowu zaczynamy się drapać...

A teraz po naszej historii, zapoznajmy się z informacjami o pasożytach, które tylko czekają aby trafić na nasze głowy. Najważniejsza kwestia, która obowiązkowo trzeba przy tym temacie poruszyć, to fakt, że wszy możemy złapać WSZĘDZIE. Naprawdę nie ochroni nas przed nimi mycie włosów. Wszy zdarzają się nawet u osób, których byśmy w życiu nie o to nie podejrzewali. Niektórzy mają je latami. Aby się tego ustrzec zapoznajmy się z najważniejszymi informacjami o tych pasożytach :

Wszy to pasożyty, które dzielimy na trzy rodzaje:

-wszy łonowe
-wszy odzieżowe
-wszy głowowe

Wszy nie skaczą tylko przenoszone są na naszą głowę przy bezpośrednim kontakcie z nosicielem. Żywią się naszą krwią, którą piją w sposób podobny do komarów. Jajeczka, z których powstaną nowe pokolenia są na głowie ok.8-10 dni. Potem kilka kolejnych dni żyją tam i na nowo przyklejają do naszych włosów jajka. Błędne koło.

Jakie są sposoby na pozbycie się wszy?

1. Wyczesywanie

Możemy spróbować wyczesać wszy bardzo gęstym grzebieniem (możemy też włożyć między jego ząbki watę, która dodatkowo je uszczelni, a na jej bieli łatwo będzie dostrzec wyczesane wszy) , jednak moim zdaniem jest to mało skuteczne, ponieważ wyczeszemy przede wszystkim żywe osobniki. Jaja wciąż w dużej części pozostaną na naszej głowie, a i żywe osobniki znajdą się tam zapewne w niemałej ilości. Jest to metoda bardzo żmudna i męcząca. Na efekty trzeba czekać bardzo długo, chyba, że ktoś ma wprawę. Grzebień z gęsto osadzonymi ząbkami możemy kupić w aptece.


2. Sposób z odżywka, o którym wspomniałam

Należy nałożyć odżywkę silikonową (w składzie należy szukać substancji z końcówkami -CONE, -XANE) w dużej ilości na całą głowę i włosy, potem wyczesać pozostałości. W tej metodzie chodzi o zawarte w odżywce silikony, które otoczą wszy i uniemożliwią dostęp powietrza. Osobiście polecałabym silniejsze środki, jeżeli zależy Wam na czasie.


3. Środki z apteki

To już szerszy temat i większa szansa na to, aby pozbyć się niechcianych lokatorów. Możemy kupić naprawdę przeróżne produkty : szampony, lotiony, żele. Jednym z bardzo często polecanych i uważanych przez wiele osób jako najskuteczniejszy jest środek o nazwie HEDRIN. Szczególnie zachęcające są opinie o nim,które mówią o tym, że pomógł on osobom, które mają naprawdę długie włosy. Jest to środek, który składa się z substancji wysuszających żywe wszy i jaja oraz silikonów, które otaczają je jako nieprzepuszczająca powietrza powłoczka. Po takim zabiegu chociaż teoretycznie nie powinniśmy już musieć wyczesywać jaj z włosów, bo nie powinno ich już tam być. Wiadomo jednak, że lepiej i tak sprawdzić głowę po zmyciu środka, aby mieć pewność.

Moje rady przy używaniu HEDRINU: 

1. Nakładajcie go od skóry głowy po same końce włosów. 

2. Polecam na koniec kilkukrotne mycie włosów. Jeśli nałożycie dużo środka ( a wiadomo, że raczej tak), to jedno mycie szamponem nie oczyści Waszych włosów dokładnie i skończycie z tłustym spaghetti.

4. Według mnie jedyny skuteczny sposób w stu procentach jeśli odpowiednio się przyłożymy

Jeżeli mamy możliwość to przez ok. trzy tygodnie śpijmy gdzieś indziej niż nasz dom. Przez dwa tygodnie w naszym domu wszystkie wszy już znikną. Jednak jest to dość problematyczny sposób w przeprowadzeniu, myślę jednak, że jedyny skuteczny, szczególnie przy dzieciach, gdy jest opcja, by mieszkały przez jakiś czas np u dziadków.

Jak trzeba to zorganizować?

1. Wyprać w wysokiej temperaturze rzeczy, które weźmiemy.

2. Najlepiej nie brać ze sobą szczotek, których używaliśmy, a kupić jakąs nową, zwyczajną. O włosy zadbamy gdy będą zupełnie oczyszczone z lokatorów.

3. Zdezynfekujmy wszystkie rzeczy, na których mogą być pasożyty
(wiem, że te punkty mogą się wydawać obsesyjne, jednak naprawdę jest to bardzo ważne, aby na niczym nie było wszy. Często możemy mieć wszy latami jeśli będziemy używać środków przeciw ich występowaniu a zapominać o podstawowych sprawach takich jak zmiana pościeli po każdym takim zabiegu, nieużywanie tych samych ubrań bez prania, czy choćby używanie tej samej szczotki, ręcznika)

4. Najważniejszy punkt w naszej metodzie to nałożenie na włosy preparatu, który będzie jak najbardziej skuteczny - ja mówię o środku HEDRIN, ponieważ mam doświadczenie tylko z nim. Jednak z tego co się orientuję, naprawdę jest on najczęściej polecany jako najskuteczniejszy. Musimy nałożyć ten preparat na włosy i skórę głowy, trzymać tyle ile radzi producent a potem zmyć. Jednak tym razem cały zabieg należy przeprowadzić w nowym miejscu. Wtedy mamy pewność, że unikniemy kontaktu z jakimikolwiek rzeczami wcześniej przez nas używanymi.

5. Potem sukcesywnie każdego dnia musimy przeglądać głowę i wyjmować z włosów jaja (jeżeli jeszcze będą)

Naprawdę polecam ten sposób, jednak zdaję sobie sprawę, że jest on problemem i nie każdy może sobie pozwolić na jego zastosowanie. Jeżeli nie możemy to pamiętajmy:
  •  o tym, aby wszystko regularnie prać pościel , ubrania i wszystko z czym mamy kontakt i na czym mogą być nasi lokatorzy,
  • rzeczy, bez których możemy się obyć, schowajmy do worków foliowych. Po około dwóch tygodniach powinniśmy mieć pewność, że są one zdezynfekowane i nie ma na nich pasożytów:) Jest to na pewno wygodne przy rzeczach, które są trudne w praniu
  •  wiem, że wyczesywanie wszy codziennie może być na pewno dużym problemem ,jednak pamiętajmy, że jest to jedyny sposób, aby skutecznie pozbyć się z głowy jaj, z których mogą pojawić się potem potomkowie naszych pasożytów i koszmar będzie trwał wiecznie..
  • wszy możemy złapać wszędzie. Jeżeli nie mieliśmy z nimi jeszcze do czynienia, cieszmy się, ale nie uważajmy wszystkich osób, które je noszą za brudasów, bo zdarza się to nawet u największych czyściochów (pociągi, autobusy (szczególnie oparcia), przedszkola, szkoły a przede wszystkim ich szatnie to najbardziej ryzykowne miejsca!)
  • Regularnie czyśćmy szczotki, grzebienie i wszystko czym się czeszemy. Wystarczy, że polejemy je wrzątkiem po oczyszczeniu z włosów:) 
  • przeważnie wszy znajdują się w najcieplejszych częściach włosów (za uszami, z tyłu głowy przy karku)
Mam nadzieję, że komuś tym wpisem pomogłam. Jako włosomaniaczka NIKOMU, nawet najgorszemu wrogowi nie życzę przygody z tymi okropnymi pasożytami, a wszystkim, którzy je mają, życzę wytrwałości i nie poddawania się, bo można się ich pozbyć. Od siebie mogę dodać jeszcze tyle, że osobiście kontakt z tym rodzajem pasożytów miałam na włosach mojej długowłosej kuzynki, której pomagałam pozbyć się tego problemu. Nam się udało, 
Wam napewno też!:)


Przy pisaniu tego posta korzystałam z TEJ strony, może się przydać rodzicom w potrzebie.

Trzymajcie się!

PS: Jeżeli borykasz się z tym problemem i posiadasz bardzo długie włosy, wygodniej będzie Ci wyjmować jaja pasożytów, gdy je choć odrobinę podetniesz. Ale nie jest to konieczne:) 

Jeżeli macie jakieś pytania albo nie wiecie jak sobie poradzić z tym problemem, chętnie pomogę - wystarczy napisać anonimowy komentarz albo mail. Nigdzie nie zostanie opublikowany. 

Wychodząc Wam naprzeciw:
  •  Widzę, że dużo osób trafia tu, szukając zdjęć jajeczek. Są to białe drobiny, podobne do łupieżu, jednak łatwo je rozróżnicie po tym, że łupież można strącić z włosów lekkich ruchem ,a jajeczka są do nich przyklejone i trzeba paznokciami je zdejmować.
  • Często wpisujecie też, że swędzi głowa i przeważnie łączy się to z tym, że już usunęliście wszy ze skóry. Gdy wszy pobierając krew, czujemy kłucie - swędzi. Jeśli się drapiemy to narażamy skórę na mechaniczne uszkodzenia, stąd często nawet gdy już nie ma na naszej głowie wesz, to mogą być na niej małe ranki, które muszą się zagoić i wtedy przestaną swędzieć:) 
  •  Szukacie informacji czy fryzjer zobaczy wszy. Z opowiadań np. mojej babci, wychodzi, że kiedyś nie było problemem pójście z dzieckiem ,które miało wszy i poproszenie o ścięcie większej części włosów, aby łatwiej było je potem w domu wyczesać. Jednak teraz bym nie ryzykowała. Wszy zostają na każdym grzebieniu, mogą też na fotelu, więc możemy się tylko niepotrzebnie narazić na nieprzyjemności, bo każdy chce mieć jak najbardziej czyste warunki. Podcięcie włosów w celu ułatwienia wybierania jaj możemy wykonać samodzielnie (jeśli nie mamy nożyczek fryzjerskich to możemy jakimikolwiek, żeby tylko było łatwiej, a gdy włosy będą już tylko nasze, to o nie zadbamy). Polecam po raz kolejny środek HEDRIN. Szampony są przy nim naprawdę słabe:)
  •  Ze statystyk wynika, że ponad 1/3 wszystkich wejść na tego posta poprzez wyszukiwanie w google słowa WSZY pochodzi z tych wakacji. Zatem pamiętajmy, że jest to częste zjawisko i nie tylko nam zdarza się mieć kontakt z wszami. Mały wróg jest wszędzie, więc tym bardziej uważajmy! 
Co robić gdy pozbędziemy się już pasożytów?
Oczywiście warto kontrolować, czy nie pojawiły się na głowie ponownie. Być może ktoś z naszego bliskiego otoczenia, którego byśmy o to nigdy nie podejrzewali, ciągle "dzieli się" z nami wszami.
Polecam sprawdzanie włosów (najlepiej czystych, bo jajeczka lśnią w świetle tak jak tłuste włosy). Trzeba robić to dokładnie, najlepiej za pomocą przedziałków, pamiętając, że wszy lubią najbardziej ciepłę miejsca - tył głowy, okolice za uszami. Po przejrzeniu włosów najbliżej skóry, warto jeszcze obejrzeć włosy po same końcówki. Z doświadczenia wiem, że jajeczka można często znaleźć na środku długości włosów, a często i niżej, bo przy myciu włosów lub innych ingerencjach po prostu się przesuwają. 

piątek, 20 września 2013

Podcięcie końców

Witajcie!
Przez małą ilość wolnego czasu, nie miałam kiedy pisać. Dziś kiedy już mogę, chciałabym wspomnieć o tym co działo się ostatnio z moimi włosami. Tak jak już od dawna mówiłam, planowałam podcięcie włosów minimalnie, aby nie tracić długości a jedynie zniszczone partie.

Jak podcinam końcówki?
Hmm może zacznijmy od tego, że jakakolwiek strata włosów budzi we mnie emocje:D Z tego względu nie mogłabym regularnie co kilka miesięcy obcinać kilka centymetrów, których byłoby mi baaardzo szkoda. Dlatego preferuję sposób obcinania końcówek pojedynczo. Dzielę włosy na kilka partii, obcinam końce, których rozdwojenia widoczne są najbardziej. Potem skręcam włosy na palcu a te które wystają przeglądam i w razie rozdwojeń obcinam zniszczenia przeważnie powyżej mniej więcej dwóch, dwóch i pół centymetra.

Plusy tej metody napewno są takie, że nie tracimy długości a rozdwojenia znikają, ale nie oszukujmy się. Sami nie znajdziemy wszystkich, tym bardziej jeśli nasze włosy nie są ścięte na prosto... Myślę, że ten sposób sprawdzi się jeżeli do naszych włosów podejdziemy kilka razy. Za jednym razem musiałybyśmy spędzić naprawdę długo czasu na wynajdowanie zniszczeń. No i kolejny plus - nauka cierpliwości...:D

Teraz z jesienią, która się rozpoczyna próbuję przekonywać się do związywania włosów i zabezpieczenia ich.

A teraz moje włosy na tą chwilę: 


Wczoraj potraktowane został maską WAX do włosów ciemnych oraz balsamem Mrs. Potters z aloesem:)
Ich kolor na zdjęciu jest trochę przekłamany, w rzeczywistości są ciemniejsze, na szczęście:D 

Trzymajcie się!:)

poniedziałek, 16 września 2013

Pyszne miodowe OCM i recenzja domowego pudru:)

 Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją mojego pudru-samoróbki, o którym mogłyście przeczytać tutaj:)




Dla przypomnienia puder składał się z domowej mąki ryżowej, odrobiny cynamonu oraz zasypki dla dzieci Babydream:)

Jakie były najważniejsze zadania pudru?

Przeede wszystkim długotrwały mat oraz nie przeobrażenie mojej skóry w pustynię

Jakie zadania zostały spełnione?

Niestety efekt matowej skóry utrzymywał się niesamowicie krótko:( Dłużej działa na moją skórę sama zasypka BD i do stosowania tej metody wróciłam po pudrze. Kolejny minus to malutkie nierozdrobnione idealnie fragmenty ryżu, który osadzał się na skórze i było to odrobinę problematyczne. Jednak na plus jest napewno to, że w czasie jego stosowania nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych na skórze:)

Nie żałuję , że go zrobiłam. Żaden kupny produkt nie daje takiej satysfakcji, jak to co możemy zrobić sami . Bez eksperymentowania nie dowiemy się,czy będzie działać:)

A teraz kolejna sprawa, o której chciałam wspomnieć, mianowicie moje odkrycie ostatnich dni w pielęgnacji twarzy - MIÓD!


                                                                    źródło: miodowyraj.c0.pl




Napewno niejedna z Was słyszała o antybakteryjnym działaniu miodu. Do tego dochodzi oczywiście wspaniałe nawilżenie skóry, włosów (choć może rozjaśniać niestety:c). Nie wspominając już o podnoszeniu odporności i wieeelu innych zaletach miodu. Na rynku mamy bardzo duży wybór jego rodzajów. Myślę, że najważniejsze jednak jest to aby był on od zaufanej osoby, niekoniecznie z marketu:)


Miód miodem, ale OCM? 


Od jakiegoś miesiąca stosuję metodę oczyszczania twarzy olejami czyli OCM. W tym celu używałam oleju rycynowego oraz oliwki HIPP ze względu na prosty skład. Ciągle jednak czułam, że to nie jest moje połączenie. Chciałam czymś zastąpić olej rycynowy, mimo tego, że spisywał się naprawdę dobrze. Bardzo ładnie oczyszczał skórę, była po mieszance nawilżona i miękka.
Potem próbowałam OCM samą oliwką, jednak nie oczyszczała tak dobrze a skóra szybciej się przetłuszczała.
Kilka dni temu pomyślałam o maseczce na twarz z miodu i mleka. Zrobiłam ją i nakładając olśniło mnie, że doskonałym zamiennikiem oleju rycynowego może być właśnie miód!:) 
Maseczka dała u mnie świetne rezulataty, więc następnego dnia wypróbowałam miodu jako zastępcy w mieszaninie z HIPP. Jaki był efekt? 
Twarz jak po oleju bardzo dobrze oczyszczona, pięknie nawilżona i w końcu mogę spać spokojnie, bez myśli, że muszę wrócić do żeli do mycia twarzy:D 

A Wy używacie miodu w swojej pielęgnacji?:)

 
 


niedziela, 15 września 2013

O produktach, które wysuszają mi włosy...

Witajcie!

Dziś napiszę o produktach, które nawet sprawdzające się u szerszej grupy i słynne w blogosferze, w ogóle nie poprawiają choćby wyglądu moich włosów, a wręcz je przesuszają. Cóż za rozbudowane zdanie:D Jeśli któraś z Was widziała ten wpis, zapewne zobaczyła jaki jest w mojej kolekcji stosunek odżywek zwykłych do tych bez spłukiwania:)

 Moją przygodę z odżywkami bez spłukiwania rozpoczęłam z Balsamem do włosów nawilżająco-regenerującym:



                                                           źródło: powerlook.pl



Była pierwszym produktem tego typu, który chciałam wypróbować. Liczyłam na cuda, a niestety się nie sprawdziła. Wysuszała mi włosy, nie zauważyłam po niej blasku, były nieprzyjemne w dotyku.


Obecnie posiadam jedną odżywkę b/s, firmy Joanna - Miód i Cytryna:

                                                                  źródło: www.butiqueuk.pl

 I kolejny raz odżywka nie robi z moimi włosami kompletnie nic dobrego:( Po jej nałożeniu są sztywne, nieprzyjemne. Liczyłam, że będzie działała lepiej, jednak chyba moje włosy nie lubią się z takim typem produktów. Nie próbowałam tego rodzaju produktów innych firm niż Joanna, więc może rzecz w tym, że moje włosy nie lubią akurat tej

Ale nie płaczmy, zawsze można nieudane zakupy spożytkować w inny sposób:))

Znamy już używanie odżywki jako zastępstwa pianki do golenia, jako balsam do ciała a ja mogę do tego dodać jedyny plus pierwszego balsamu, który mi bardzo pomógł, mianowicie bardzo dobrze wpływa on  na przeraźliwie splątane włosy. Rozplątują się wtedy dużo łatwiej niż nawet po użyciu jedwabiu. Myślę, że jest to przydatna informacja dla osób z włosami, z których dready robią się same:D Jeżeli złaodżywka nie nadaje się do żadnej z tych rzeczy, pozostaje nam chyba jedynie nią kogoś obdarować:)


A na Waszych włosach jak spisują się odżywki bez spłukiwania? :) 

sobota, 14 września 2013

Niebieska włosowa podstawa

Hej!

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o moich odczuciach związanych z używaniem niebieskiego olejku pielęgnacyjnego Babydream:)

                                                                    źródło: www.discounto.de


Skład: 

 Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Isononanoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Chamomilla Recutita Flower Extract, Bisabolol, Calendula Officinalis Flower Extract, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Parfum.

Gdzie go kupimy?

Możemy kupić tą oliwkę w Rossmannie w cenie ok. 4-6 zł w zależności od promocji. 

Opakowanie

Jest trochę problematyczne, olejek przy moim [czyt. nieumiejętnym] stosowaniu często spływa po ściankach. Potem oczywiście naklejka z dzidzią zaczyna się odklejać, a sam olejek wygląda okropnie zażółcając odklejone już jej części. Szczególnie dostrzega się wadę opakowania, gdy mamy porównanie z oliwką Hipp, jednak można to spokojnie przeżyć:)

Wydajność:

Mój BD starczył mi na baaardzo długo, jednak nie używałam go regularnie. Na mój użytek starczył mi do teraz od początku roku:)

Działanie: 

Szczerze mówiąc nie pamiętam, aby dawał on na moich włosach efekt WOW, jednak napewno przyczynił się do poprawienia ich stanu:)

Jak go używam?

Używam go w wieelu kombinacjach, m.in.:
  • 1:1 z oliwką HIPP
  • jako dodatek do masła do ciała ISANA
  •  oczywiście solo
Ze względu na ekstrakt z rumianku, który jest w składzie, postanowiłam go stosować w mieszance z kakao, jednak zapach był jak dla mnie okroooooopny:( Stwierdziłam, że jego rzadkie używanie napewno nie sprawi, że będę blondynką, więc odpuściłam sobie tamtą kombinację:)

Co zrobić gdy oliwka nie podpasuje naszym włosom?

 Oczywiście dobrze jest używać jej również do ciała. Ja robiłam to w następujący sposób:

1. Jako dodatkowy olejek w OCM. Sprawował się dobrze, skóra była miękka i miła w dotyku, jednak zrezygnowałam z niego na rzecz oliwki HIPP, z jeszcze prostszym składem:)
2. W zimę, gdy skóra jest jeszcze bardziej sucha niż zwykle, postanowiłam skorzystać ze schematu mycia głowy metodą OMO czyli odżywka-mycie-odżywka. Idąc pierwszym krokiem metody nakładałam BD na szczególnie problematyczne łydki, a po myciu nadal było czuć delikatną tłustą warstwę, która dzięki wodzie szybciej się wchłaniała, a w trakcie kąpieli dodatkowo chroniła przed wysuszaniem:)

Co jeszczę mogę dodać? 

Myślę, że jest to idealny olejek dla wszystkich, którzy dopiero zaczynają przygodę z olejowaniem:)


A Wy używacie niebieskiej oliwki Babydream? 
Jak spisuje się u Was?:))




piątek, 13 września 2013

ISANA Professional Oil Care i stan moich włosów

Witajcie!:)

Dziś przychodzę do Was z recenzją odżywki, której zużyłam dwa opakowania, mianowicie Isana Professional Oil Care z olejkiem arganowym

                                                                          źródło: wizaz.pl

Możemy ją kupić w każdym rossmannie w regularnej cenie 9,99zł oraz w cenach promocyjnych.

Co mogę o niej powiedzieć?

Jest to moim zdaniem idealna odżywka do metody OMO. Tak również jej używałam. Jest niesamowicie wydajna - 500ml starczyło mi na ok. pół roku. Potem używałam jej czasem jako głównej odżywki, gdy akurat skończyły mi się inne.Co do efektów to nie zauważyłam jakiś spektakularnych w poprawie stanu włosów, jednak w tamtym okresie były one jeszcze nieścinane ani razu, końce były mocno podniszczone a odżywka jak na taką prostą bardzo ładnie je nabłyszczała :





Myślę, że za tą cenę warto ją kupić i spróbować. Jeśli nie będzie robić z naszymi włosami kompletnie nic, zawsze może służyć nam jako baza do wzbogacenia półproduktami, czymś co znajdziemy w kuchni lub olejami:)



 A teraz stan moich włosów na dzień dzisiejszy:




Wciąż kontynuuję olejowanie włosów metodą 'na odżywkę'. Ostatnio zrobiłam to kolejny raz ISANĄ nawilżającą oraz olejem kokosowym z małym dodatkiem arganowego. Szczerze mówiąc nie widzę już efektu jak po pierwszym olejowaniu w ten sposób. Wtedy włosy były idealnie nawilżone, błyszczące. Teraz (choć to też kwestia dużego zniszczenia końców szczególnie środkowej długości) nie wyglądają po takim zabiegu już tak dobrze. Jednak nie zamierzam się poddawać, nadal będę kontynuować stosowanie tej metody, kto wie, może moim włosom coś się odwidzi:) Póki co szykuję się do podcięcia zniszczonych końcówek, a potem do jak najczęstszego olejowania ich, by wolniej się rozdwajały:)

Trzymajcie się!


 

środa, 11 września 2013

Gliceryna na ratunek!

Witajcie!

Dziś chciałabym napisać kilka słów o półprodukcie, który każda z nas dostanie bez problemu i w cenie ok.3 złotych lub mniej....Mowa oczywiście o glicerynie:)

                                                                        źródło: www.nokaut.pl
Glicerynę (glicerol) dostaniemy w każdej aptece. Ten niepozorny, przezroczysty płyn może nam bardzo pomóc w pielęgnacji włosów i w utrzymaniu ich nawilżenia.


Jak działa gliceryna?

Gliceryna pomaga naszym włosom w tym, aby woda nie uciekała z nich tak szybko. 

Jak używać gliceryny?

Kilka kropelek należy dodawać do odżywki/maski :) Nie należy przesadzać z ilością. Dodając 15 kropel nie spodziewajmy się efektu wow, ale wręcz odwrotnego. Wystarczą już 3 kropelki. Ja do odżywki daję ich 5 i również dobrze się spisują:)

Jak jeszcze używać gliceryny?

Ja dodaję kropelkę gliceryny do kropelki jedwabiu i tak zmieszaną 'emulsję' (dzięki glicerynie jedwab gęstnieje) nakładam na włosy:) 

Z tego co wiem w okresie zimowym należy uważać z gliceryną, aby nie przesuszyła nam włosów

Myślę, że jest to produkt warty uwagi i napewno swojej ceny. Może nam bardzo pomóc w utrzymaniu nawilżenia:))

A Wy używacie gliceryny?:) 

sobota, 7 września 2013

Anwen- akcja olejowanie! pierwsze wrażenia

Witajcie!

Ostatnio na blogu Anwen pojawiła się informacja o kolejnej włosowej akcji - wrześniowym olejowaniu włosów. Zawsze chciałam wziąć udział w grupowej pielęgnacji, więc od razu się zapisałam:)

Akcja polega na olejowaniu włosów wybranym sposobem spośród kilku wymienionych na blogu.
Postanowiłam, że wypróbuję coś nowego i zgłosiłam się do metody olejowania na odżywkę. Odkąd zaczęłam przygodę z olejowaniem, używałam tylko dwóch metod - na sucho i na mokro. Dużo słyszałam też o olejowaniu na różne mgiełki (np. ta z aloesu,którą muszę niedługo przygotować), odżywki itd, ale nigdy z nich nie korzystałam.


Jak zabrałam się do rozpoczęcia akcji?

1.Wybrałam na odżywkę Isane nawilżającą (nie zawiera silikonów, ma prosty skład):
źródło: internet 

2. Wybrałam olej, który będę używała. Padło na olejek kokosowy. 

3. Nałożyłam na suche włosy odżywkę. Trochę się obawiałam sklejenia włosów i splątania , jednak nie było żadnych problemów. Kilkukrotnie przeczesałam włosy grzebykiem z TBS.

4. Olej rozpuściłam w kąpieli wodnej, ze względu na to, że przechowuję go w lodówce, co wiąże się z tym, że rozpuszczanie go potem w dłoniach trwa stosunkowo długo w porównaniu z czasem w jakim ląduje na naszych włoskach:)

5. Nałożyłam olej na włosy pokryte odżywką i przeczesałam je kilka razy ponownie.




 Trzymałam ok.6 h, a co stało się potem....




 TADAAAM!

Włosy wspaniaaaaale się błyszczą i są bardzo gładkie. Isana nawilżająca daje u mnie efekt (przynajmniej przy zmywaniu jest to najbardziej wyczuwalne:D) jedwabiście gładkich w dotyku włosów. Z kokosem moje włosy również nie mają się za co przepraszać, więc będę kontynuowała olejowanie tym sposobem:)
Nie wiem czy nie będzie stałym punktem w mojej pielęgnacji:)

Niedługo pojawi się moja recenzja tej odżywki, serdecznie zapraszam oraz zachęcam do próbowania różnych metod pielęgnacji. Moim włosom np. nie podchodzi kakaowe masło z Isany, gdy stosowane jest solo, jednak gdy dodam do niego olej kokosowy, włosy nie dość, że wspaniale pachną, to jeszcze pięknie się błyszczą i duużo zdrowiej wyglądają, więc naprawdę warto:)


A Wy bierzecie udział w akcji? Stosujecie jakieś inne metody nakładania oleju niż 'na suche/na mokre włosy'? :))