czwartek, 14 września 2017

Zapomnieć polski, ale nie zapomnieć o aktualizacji - WRZESIEŃ 2017!

Witajcie!

Ze względu na nadejście września, a obchodzenie przeze mnie pierwszych dni lata dopiero i właśnie teraz, myślę, że warto uczcić to wszystko aktualizacją. Sierpień był momentami mętny, spędzany czasem z językiem na wierzchu, a potem z niezwykłą ulgą, wyjścia z mroku na przystanek autobusowy. Równocześnie przeplatany świetnymi momentami gdy mogłam poznawać nowe miejsca i oglądać świetnie przemyślane rzeczy. Zeszłoroczny przyśpieszony kurs papierologii nie był niczym imponującym patrząc na obecne letnie doświadczenia, ale może... to będzie jakaś tradycja, że wakacje przebiegać będą mi już tylko wpół przewidywanie? Może zostawmy na razie te przemyślenia i przejdźmy do posta. Jestem w Polsce, mam w końcu internet. Zapraszam!

Włosy na teraz:


To najaktualniejsze zdjęcie włosów sprzed kilku dni jakie mam, a do tego bardzo mi się podoba, więc będziemy się dziś o nie opierać:) Co do włosów w sierpniu, spędziły większość czasu upięte w różnorakie koki, szczególnie uparłam się na obecność francuskich warkoczy w wielu z tych kompozycji, więc szkolenie z fryzur uważam za zaliczone:D Odkryłam też świetny i prościutki sposób na fryzurę, którą miałam wcześniej raz na głowie na urodzinach koleżanki, ale wówczas wykonanie jej wymagało duużo większego wkładu ode mnie niż uproszczona wersja. Wygląda bardzo efektownie zarówna na długich jak i krótkich włosach(sprawdzone info!), więc na pewno będzie o nim post. Już dziś zapraszam jak jesteście ciekawe!:)

Wiecie o co chodzi, jak się nie ma akurat dostępu do zbyt wielu akcesoriów do włosów, trzeba kombinować pocierając jedną wsuwkę o drugą:D

Przedziałek zmieniałam, bo koki wykonywane dzień po dniu tylko na przedziałku na środku głowy tak obciążają całą fryzurę, że przeważnie nosiłam jednego dnia przedziałek na środku a następnego z boku. Nadal mega mi się to podoba, a opcja z przedziałkiem na środku i okularami przeciwsłonecznymi, które przytrzymują grzywkę jest nieziemsko wygodna i nic się nie wyślizguje jak w przypadku cięższej grzywki.

Kosmetyki, których używałam:

mycie: żel 150 w 1(chyba już po tym wiadomo, że męska wersja:D)
odżywianie: Garnier Ultimate Blends coconut milk & macadamia


Babydream skończył mi się niestety szybciej niż bym sobie tego życzyła, a szacując, że żelu nie będzie zupełnie sensu zabierać do domu, a kupowanie nowego szamponu na krótki okres, który pozostał też jest średnim pomysłem, myłam nim głowę jak zwykłym SLSowym i ubogim w super-extra-wow dodatki. Sprawdzał się dość dobrze i nie obciążał włosów, a nawet zauważyłam, że je trochę prostuje(?). Na szczęście już mam dostęp do hektolitrów Babydream, więc pomimo braku idealnie prostych włosów, jestem spokojniejsza o delikatność:D

Przypomniał mi się a propos tego żelu jeden obrazek...



No właśnie... Ale nie od dziś wiadomo, że mogę pochwalić się męskimi cechami, nawet jeśli chodzi tylko o charakter:D


Odżywka, której używałam czyli wersja Garniera z mlekiem kokosowym była świetnym wyborem. Wszędzie można przeczytać i po wyglądzie pudełek domyślić się też, że jest to coś a'la brytyjska wersja Ultra Doux. Nie porównywałam składów polskich z tamtymi, bo Ultra Doux nie używam od zmiany składu Awokado & Masło karite, który niestety gorzej wpływał na moje włosy, ale tu, widząc wersję z kokosem i makadamią, gdy oba te składniki baardzo lubią moje włosy jak i nos, postanowiłam spróbować. Fajnie nawilżała i wzmagała wydobycie blasku, a zostawiona dłużej dawała efekt podobny do olejowania kokosem, więc jestem zadowolona! Oprócz tego na plus działa też bardzo jej objętość, bo wydawała mi się naprawdę potężna w porównaniu z naszymi Ultra Doux. W smutnych okolicznościach niestety musiałam pożegnać się z jej resztą na lotnisku, ale nie mam czego żałować, bo przywiozłam kilka nowości, które także trzeba będzie w końcu wypróbować!


Zrobiłam zakupy. Nie pamiętam od jak dawna zrobiłam tak przemyślane i sprawdzone włosowe zakupy. W ostatnich lata używam raczej dość stałej listy produktów i mało eksperymentuję, bo ani nie wypada mi z paszczy z wrażenia język widząc nowy rodzaj jakiejś odżywki, który w sumie różni się głównie zapachem ani nie mam miejsca na włosowe kosmetyki w takich ilościach jak kiedyś. Wolę w tej kwestii wybierać to co znam, a jeśli już mam ochotę na nowość to wybieram "bezpieczną drogą" po składzie. Co do zakupów, nie ukrywam, że jestem podekscytowana wypróbowaniem tych kosmetyków i na pewno coś więcej Wam o nich kiedyś napiszę! Oto mój wybór:


Dotychczas nie testowałam oprócz oleju Dabur Amla zbyt wielu wschodnich albo ogólnie z lekka egzotycznych kosmetyków, bo szczerze mówiąc nie wpadłam na nie stacjonarnie tak by się im z bliska przyjrzeć. Paradoksalnie poznanie zaplecza pracy osób w paru ulicznych miejscach związanych z żywnością, którą przygotowują/serwują/sprzedają i trauma, którą stamtąd wyniosłam, nie zniechęciły mnie nawet na żywo do zapoznania mojej głowy z kosmetykami:D Więc mogę powiedzieć, MAM I JA! 

Wybrałam sproszkowaną Amlę, co do której mam pewne plany już od lat; olej migdałowy, którego objętość tak bardzo cieszy po malutkich buteleczkach z ZSK i porównaniu cen z proporcjami choćby godzinowego zarobku tu i tam; odżywkę, o której baaaaardzo wiele się naczytałam - INECTO. Nieziemsko krótki skład, obecność oleju kokosowego i śliczny zapach; odżywka z firmy VO5 czyli z serii tych taniutkich, "funciakowych" propozycji. Rzeczywiście obfite w olejki składy, choć dłuższe i bardziej typowo odżywkowe niż INECTO. Zobaczymy co to będzie:) No i na koniec, majonez do włosów. Nie znam specyfiki mieszkania w innych rejonach Anglii niż ten gdzie byłam, ale w każdym większym markecie typu ASDA itp, można znaleźć ogromne słoje majonezu do włosów i dość duży wybór kosmetyków z Vatiki, KTC itd. Ja dzięki odwiedzeniu perukowego sklepu(o których też pewnie wiele się naczytacie wybierając do Anglii i szukając w internecie informacji o najfajniejszych włosowych kosmetykach i sklepach) mogłam kupić mniejszą objętość. Skład jest, nie wiem, zabawny?:D Czy w polskich kosmetykach też wymienia się CHOLESTEROL w składzie?:D Może to był znak, że jestem na dobrej, zawodowej drodze, której nawet spotykane kosmetyki sprzyjają i potakują. Tak to przynajmniej odczytuję i z uśmiechem czekam na wypróbowanie! 

Oprócz nich wypróbowałam w końcu wodę różaną z KTC, ale oprócz pięknego zapachu i lekkiego ukojenia, nie zauważyłam na sobie jej większego wpływu pomimo stosowania kilka tygodni. Nie przeszkodziło mi to jednak w tym by przywieźć sobie 2 dodatkowe buteleczki ze względu na promocję by spożytkować ją w inny sposób:D

Co u mnie niewłosowo?

Hoho, zwiedziłam super miejsca i maksymalnie ciężko byłoby to zawrzeć w jednym i to jeszcze współdzielonym z włosami poście, więc mam w planach osobny. Poznałam baardzo dużo ciekawych miejsc i rzeczy i generalnie spędziłam ten niestudencki czas wakacji w otoczeniu przeważnie miłych osób i mojego chłopaka, który bardzo dzielnie mi w stawaniu na wysokości zadania towarzyszył. Podszkoliłam trochę język, nabrałam pewności, że mogę wszystko, co rozumiem jako milion razy więcej niż mi się czasem wydaję i miałam tyle dziwnych spostrzeżeń, że serdecznie zapraszam Was na posta o najciekawszych i robiących największe wrażenie rzeczach w Anglii, z którymi się spotkaliśmy! 

Z mniej wesołych informacji, o których wspominam ze względu na wielki wkład w tego bloga, pożegnaliśmy mojego kota, który zawsze chętnie towarzyszył mi w pisaniu postów i pozował do zdjęć. Mam nadzieję, że ma teraz w absolutnie dobrym samopoczuciu wieczny dostęp do małych kartonów, najlepszej na świecie kociej karmy i miękkich czarnych materiałów czyli rzeczy, które lubił będąc z nami najbardziej:)

Ze sztuki oprócz jakiś dziwnych nocnych londyńskich wernisaży, na które się załapaliśmy, obcowałam muzycznie głównie z Amy i Adele. Klimatycznie było też słuchać Sex Pistols w ich ojczyźnie! Oczy uciekały jednak do opowiadań Hłaski i "Antropologa na Marsie" Olivera Sacksa, ale czymże byłby ten wyjazd bez odżywki także dla mojej duszy?:) Żegnając się już i podsumowując całą tą naukę, która płynie z minionego miesiąca zostawiam piosenkę, której refren chyba doskonale podsumowuje radość przetrwania wszystkich licznych i czasem paraliżujących przeciwności spotkanych w te wakacje:




A jak Wam minął sierpień?:))

6 komentarzy:

  1. Mialam kiedys sproszkowana amle, do zapachu nawet sie przyzwyczaiłam chociaż lekko nie było ale wolałam efekty jakie dawała mi mieszanka Kalpi Tone. Jestem ciekawa czym w praktyce różni sie majonez do wlosow :d (ciekawe czy mozna stosowac tez musztarde skoro olej ma takie super wlasciwosci)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie strasz mnie, że jest paskudny:D Musztarde... Pewnie jeśli ludzie stosowali jakiś czas gorczyce(jak byl szal na przyspieszenie porostu x1000000 i maskę gorczycową:D)to moze i musztarde niedlugo zobaczymy obok majonezow do wlosow:D Oleju musztardowego nie stosowalam akurat, bo obawiam sie zapachu i w ogole juz nie mysle o zapuszczaniu w przyspieszeniu, ale dobrze wiedziec, ze jest dobry!

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem Twoich włosów :) Są piękne i widzę że nie mieszczą się w kadrze hihi :D Świetna ta grafika z szamponami, samo życie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No jak się tak położyłam na tym murze to faktycznie nie mogą się zmieścić:D Grafika, totalnie się zgadzam, zobaczyłam kiedyś na fb:D

      Usuń
  3. Majonez do włosów... Różni to się mocno od zwykłego majonezu? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha:D Dodatkiem papryki! Generalnie w ogóle nie przypomina majonezu, ale samo użycie w jakiejś części jajek i jeśli dobrze pamiętam olejku pewnie zobowiązało ich by tak to nazwać:D

      Usuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)