sobota, 12 sierpnia 2017

PIPPI #1 czyli nowy cykl z inspiracjami!

Witajcie!

Postanowiłam stworzyć nową serię na blogu. Jej nazwa, z moim zamiłowaniem do poznawania etymologii słów, nie mogłaby być bez znaczenia, więc połączyłam ją z...




czyli Przyjemność I Prostota PIękna!

Dzisiejsza część będzie wstępem do serii postów, w których będzie wiele ciekawych fryzur, tutoriali na naprawdę nietrudne a efektowne upięcia i mam nadzieję zastrzyku motywacji, dla tych z Was, ktore tak jak ja, nie chcą przechodzić całego życia w kitce. W warkoczu to co innego!:D Mój ostatni post o fryzurach, które są dla mnie najbardziej kłopotliwe przy mojej długości włosów był niejako wprowadzeniem.

 Pomijając jednak te wszystkie fryzurowe zawirowania, chciałabym żeby szło za tym coś więcej. Szczerze, maksymalnie szczerze, pisanie o włosach wystarczało mi w czasach gdy byłam trochę młodsza. Od zawsze moje myśli krążyły wokół tysięcy tematów, zupełnie niekosmetycznych i o ile kiedyś pasował mi układ, że jako tako przebija się to przez moje wpisy, gdy mam okazję na dłuższą wypowiedź, o tyle dziś czuję bardzo poważnie, że włosy nie stanowią już dla mnie tego samego. Doszłam do tego, co chciałam osiągnąć i to chyba naturalna kolej rzeczy:) Po głowie chodzą mi różne pomysły, ale ze względu na konwencje bloga i moją chęć jej zachowania, podciągam to wszystko do molekularnego poziomu włosa i drażę temat dalej! Zapraszam wszystkie chętne, które także chciałyby częściej korzystać ze swoich włosów w kontekście tworzenia fryzur!:))

Patronka tej serii została wybrana nieprzypadkowo. Jest dla mnie symbolem czystej radości, przekory i odwagi. Nie wolno spać z nogami na poduszce? Pippi własnie tak spać musi! Warkocze powinny grzecznie przylegać do głowy? Fryzura Pippi nie zna zasad grawitacji!

Wydaje mi się, że czasem łatwo zapomnieć nam, damskiej części kuli ziemskiej, o tym, że nie ma spisanyh zasad jak postępować. Wszystkie miejsca trąbią o tym, że nie musimy być idealne, a bez makijażu i fajnych ciuchów też wyglądamy super, ale... przynosi to też inny niż zamierzony skutek. Pogłębia w niektórych glowach binarność, więc jeżeli bez makijażu jestem piękna, to z czasem malując się, mogę czuć, że paradoksalnie, nie upiększam się ani trochę. Że ubierając wysokie buty nagle przechodzimy na tą "złą" stronę kobiet, które tylko się stroją i niewiele sobą reprezentują... Malując się na jakiś egzamin, zastanawiamy się czy nie lepiej byłoby iść bez makijażu i w płaskich butach, bo ktoś może nas posądzić o to, że czas spędzony na strojem mogłyśmy poświecić nauce tego, czego nie będziemy wiedzieć. Zapominamy o równowadze, a to jest klucz do poprawnego rozumienia, że jestem kobietą i mogę o sobie całkowicie decydować. To nie stroje, makijaż czy fryzura mnie definiują. One jedynie dopełniają całości!

Pippi nie ma nic wspólnego z idealnie dobranymi strojami czy perfekcyjną fryzurą i właśnie dlatego, że jest przeciwieństwem, jest twarzą tej serii. Mam prawo decydować o moich wyborach i chcę czasem żyć na przekór. Nie wszystko jest i nie wszystko będzie pod linijkę. To zależy tylko ode mnie i od Was! Chciałam napisać, że nie przepadam za feministkami, ale gdy walczą o to, o czym mówię, absolutnie to popieram. Zapomniałam, że świat jest dziś tak pokręcony, że nawet część z nich pewnie prędzej doprowadziłyby do binarności, czyniąc z kobiety postać w worku po ziemniakach, niż kogoś kto nie powinien podchodzić do bycia idealnym 24/h bez zastanowienia.

Nietrudno się dzisiaj zgubić, bo drogowskazów jest paradoksalnie zbyt dużo.

Wracając do naszej bohaterki, dzisiejszy wpis będzie poświęcony jej zdjęciom. Na poprawę naszych humorów, przypomnieniu sobie, że mamy w sobie takie małe, niezależne dziewczynki, szczególnie jeśli chorobliwie często chcemy prezentować się tylko i wyłącznie jako idealne damy.

Mamy w sobie wszystkie te wcielenia, więc nimi mądrze żonglujmy!

Oto i ona!












Koniecznie dajcie znać, czy i jak dbacie o Pippi wewnątrz siebie!:))





PS: Za tydzień wpis będzie o wspaniałych warkoczowych fryzurach, więc serdecznie Was zapraszam!





środa, 9 sierpnia 2017

UP UP UPdate! AKTUALIZACJA sierpień 2017

Witajcie!

Przybywam z sierpniową aktualizacją! Po zeszłorocznych wakacjach myślałam, że nie można mieć bardziej przyspieszonego kursu ogarniania papierologii. Los wybrał inaczej. No cóż... W takim razie zdjęcia nie będą dziś należeć do normalnych:D Aktualizacja skupi się oczywiście na włosach, ale znajdzie się też kilka nowszych kategorii, co znacznie ułatwi mi egzystencję i wzmoży we mnie chęci do dzielenia się tym, co odkryłam. Blog jest o włosach, ale ja to blog, a jeśli tak to.. czy ten blog był kiedykolwiek tylko o włosach?:D Zapraszam, jeśli jeszcze się nie zniechęciliście opisem, a tak jak ja, jesteście ciekawi jak wygląda zestawienie tego, co robiłam z włosami, jak żyję i w ogóle!:)


Czego używałam w tym miesiącu?


szampony: Babydream, Quinua

odżywki: Isana Professional do włosów brązowych, Garnier Ultimate Blends

dodatkowo: olej rzepakowy, Gliss Kur złoty

Jak widzicie chaos, lecz uwierzcie, kontrolowany! Mimo, że na myślenie o włosach nie miałam w tym miesiącu za dużo czasu, zawsze używałam odżywki po myciu, a wychodząc, zabezpieczałam włosy odżywką w sprayu. Zdarzyło mi się raz olejować włosy i byłam bardzo zadowolona, ale jak widzicie był to tylko ten skromnie nazywający się, olej rzepakowy, więc niecierpliwie czekam na wypróbowanie medium grzejnych, do których mam dostęp tu gdzie obecnie przebywam. Szanowna profesor od chemii powinna mi podwyższyć za zapamiętanie terminu ocenę z egzaminu żebym uwierzyła w piątki na studiach! Wracając na ziemię, nieśmiało robię listę tego, co chciałabym wypróbować, a ze względu na to, że mieszkam teraz w kociołku, gdzie jest przeogromna liczba ludzi z Indii, mam naprawdę problem:D

Włosy na tą chwilę:


Chciałam zrobić bardziej londyńskie zdjęcie...

a wyszło jak zawsze...:D

NOWOŚĆ

Nowością w tym miesiącu na pewno było to, że starałam się częściej spinać włosy. Ostatnimi czasy ćwiczę różne upięcia(post o tych, które mimo prostoty wykonania sprawiają mi problem ze względu na długość moich włosów TU). Wychodzi to coraz lepiej, a jestem konkretnie zainspirowana ze względu na to, że muszę mieć w pracy związane włosy;) Nie wspominając, że wszystko wyszło przez to, że skróciłam grzywkę, o czym pisałam TUTAJ.

Nowością, chyba można powiedzieć, że totalną jest też masa rzeczy w Anglii i bynajmniej nie chodzi mi o obecność piętrowych autobusów czy ruchu lewostronnego:D Cierpliwie wszystko spisuję i na pewno Wam opowiem o chwilach, kiedy moja mimika miała kolejne okazje do zaprezentowania swojego wachlarza możliwości!


MUZYKA

Ja wiem, że to już nudne i słabe, ale od maja męczę płytę Julii Pietruchy. Oby nagrała drugą to może ta mi się odpętli:D Przebiła nawet Piotra Bukartyka, który PO PROSTU zaczynał mi grać w głowie. Z płytą Parsley chętnie jeżdżę autobusami, pracuję, kąpię się i mogłabym pewnie zasypiać, gdybym chodziła spać wolniej niż ostatnio:D

Pojawił się też kolejny facet na mojej playliście, o którego nigdy bym siebie nie podejrzewała, bo muzyka , którą wykonuje,kojarzyła mi się zawsze z jakąś trochę negatywnie brzmiącą inteligentną szlachtą. Ale jak tu go nie lubić z TAKIMI tekstami i stylizacjami... Jakbym była facetem, chciałabym umieć żonglować słowem podobnie do niego!







No może... jest coś jeszcze. Kiedyś wspominałam na blogu, że lubię myśleć jadąc tramwajem, że prowadzi go Karol Krawczyk. Odnosząc się do jego osoby, ostatnio w pracy grała mi w głowie piosenka, którą znalazłam(albo ona znalazła mnie) na YouTube...


Karol by mnie zjadł, ale niestety fragment, który nie dawał mi spokoju rozpoczynał się od JAKI CUDOWNY JEST TADZIO NOREK...


MIEJSCE MIESIĄCA

Są dwa - Natural History Museum i The Science Museum. Jestem nimi bardzo oczarowana i zaczęłam nawet wszystko tu opisywać, ale wyszło tego zbyt dużo i powstanie osobny wpis:D Post ze zdjęciami i moimi wrażeniami pojawi się niebawem, więc serdecznie zapraszam!:))


FILM

"Ostatnia rodzina". Dopiero teraz go obejrzałam, bo efekt snoba nie pomaga mi w sięgnięciu po coś co jest aktualnie popularne i wszyscy chcą to obejrzeć:D Trochę się bałam, trochę jednak ufałam obsadzie, bo Andrzej Seweryn to klasa sama w sobie, Dawid Ogrodnik to kosmita uzdolniony jak mało kto, a reszta aktorów i sama historia Beksińskich i obrazy, a właściwie ich styl, których chyba wstyd byłoby w ogóle nie kojarzyć, naprawdę nie zawodzi, że film może być interesujący. Bardzo ciekawie przedstawiona historia, świetna gra aktorska(porównując z oryginałami). Nie udaję, że zagłębiałam się w postać Tomka Beksińskiego przed tym filmem, bo szczerze mówiąc nie słyszałam o nim zbyt wiele i widocznie to nie były moje czasy, bo akurat muzyka jak najbardziej. Nie mogę więc dyskutować czy w filmie przedstawiono go nieprawdziwie, ale bardzo możliwe, że uwypuklono te cechy, których jego otoczenie zwyczajnie nie odczuwało w takim stopniu.

Jeśli lubicie polskie kino tak jak ja, bardzo polecam! Chciałam dopisać, że tylko jeśli lubicie bardziej polskie wszystkie inne gatunki od komedii, bo wiemy jakie wychodzą ostatnimi laty komedie, z naciskiem na ROMANTYCZNE, ale... Oglądałam też w tym miesiącu "Planetę singli" i już nie mogę tak napisać. Świetnie zrobiony film, z jakimś przekazem i faktycznie humorem. A lalkarstwo nie mogło nie wpłynąć pozytywnie na jego odbiór:)


Ode mnie to na dziś tyle.

W tym tygodniu zapraszam Was na post z nowej serii, którą rozpoczynam!

A jak Wam minął lipiec?:))


poniedziałek, 31 lipca 2017

MOJE WŁOSY SĄ ZA DŁUGIE czyli najgorsze fryzury na mojej głowie

Witajcie!

Stwierdziłam ostatnio przeglądając różne włosowe inspiracje, że jeszcze nigdy nie poruszyłam tematu od tej strony, a byłoby o czym mówić. Pewnie większość włosomaniaczek dąży do posiadania zdrowych, długich włosów i chętnie ogląda motywujące zdjęcia. Sama również bardzo to lubiłam gdy włosy były krótsze i szczególnie zachwycałam się rozpuszczonymi pasmami do albo za kolana. Często też wśród takich inspiracji znajdowałam tutoriale fryzur, które maksymalnie zdobywały moje serce - były wystarczająco proste, żebym wykonała je sama i wyglądała efektownie. Pełna zapału brałam się do roboty i...

czułam, że przekroczyłam próg włosomaniaczego bólu a jednocześnie niestety, możliwości wykonania też akurat tego, co wpadało mi w oko:D Teoretycznie powinno mi być przy długich włosach łatwiej w kwestii fryzur. Tak przynajmniej wydawało mi się zawsze gdy byłam młodsza i nie było zbyt wielu upięć, które robiły na moich włosach efekt wow. W końcu przecież nic nie wystaje, można dużo zaplatać, a podpięcie może znacznie zmienić mój wygląd. Dziś udowodnię Wam, że krótkowłose nie powinni narzekać, bo naprawdę istnieją fajne fryzury, których im zazdroszczę:D Jesteście ciekawe z czym się męczyłam? Zapraszam do czytania!

Oto moje najuciążliwsze zmory:


1. Zawiniątko


AAA! Tyle razy męczyłam się już z tą profesjonalnie nazwaną przeze mnie fryzurą:D Pamiętam, że w liceum moja koleżanka szczególnie ją sobie upodobała i kilka razy o tym rozmawiałyśmy, więc spróbowałam i na moich włosach. Liczyłam na efekt grubszego koka, ale niestety zawsze był dość chudy, a na dodatek kucyk przekładany tyle razy(długość włosów robi swoje:D) pogłębiał odstęp między głową, a "zawiniątkiem" na tyle, że traciło to fajny wygląd. Przypinałam wtedy kok do włosów, ale jego ciężar i ciężki do ukrycia odstęp skutecznie mnie zniechęcały.

Na szczęście jest trik, który mnie ratuje i na pewno opowiem Wam o nim w poście o moich ulubionych fryzurach:))

2. Kok banan - kok francuski



Należę wraz z moją katechetką z przedszkola, panią bodajże Helenką i ulubioną aptekarką do tej wyjątkowo nielicznej grupy kobiet, które nie wstydzą się bycia fankami tego upięcia:D Strasznie mi się podoba i tyyyle razy próbowałam je zrobić, że od około 1,5 roku nawet nie próbuję, dobita, że nie umiem. To jest ten rodzaj upięcia włosów, gdy wyraźnie czuje, że moje są o jakies 20 cm zwyczajnie za długie:(



Dla podniesienia mojej motywacji z fundamentów, wstawiam drugi tutorial. Dziewczyna i tak ma dużo krótsze włosy niż ja, ale wyjątkowo długie jak na to upięcie i wyszło!


3. Bubble bun - słynna baza do kokardy



Wstawiam obrazowy tutorial dla osób, którym nazwa nic nie mówi, ale wiem, że są różne szkoły robienia tego koka i faktycznie powinien być fryzurą w 3 minuty. Podstawowa jest taka, że po zrobieniu tej pętelki, przekładamy przez nią kitkę a dopiero potem owijamy wokół podstawy koka i zaczepiamy końcówkę włosów w gumkę. Gotowe.

Wszystko byłoby naprawdę pięknie też w moim przypadku. Pętelka - nie ma problemu! Przełożyć resztę włosów przez pętelkę - wykonane! Owinąć włosy wokół podstawy koka, a potem zaczepić je o gumkę - pół godziny owijania, a potem przewracanie się z powodu tego, jak straszliwie zakończony tak kok ciągnie:D To jest na pewno fryzura, nad którą będę jakoś kombinować, ale w moim przypadku na pewno nie będzie to wersja 3 minuty:D


4. Warkoczyki z tyłu



Takie warkoczyki dłuuugo mi się podobały i wiele razy próbowałam je zrobić. Mega prosta fryzura, a dodaje uroku. Chyba, że warkoczyki są tak długie, że można by je spiąć, ale na czole, po owinięciu tyłu głowy tak jak pokazuje tutorial:D Fryzura, która wymagała znacznej modyfikacji i na pewno wyglądałaby świetnie u kogoś z krótszymi włosami!


5. Warkocz korona jednorzędowy



Kilka lat temu, jakoś przed balem na zakończenie gimnazjum, znalazłam różne zdjęcia fryzur zrobionych na włosach tej modelki. Między innymi to. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się gimnastykowałam, żeby wykonać coś podobnego na swoich włosach gdy był krótsze niż teraz:D Dopiero po jakimś czasie zobaczyłam, że przynajmniej momentami wygląda to u niej tak, jakby miała bardzo krótkie włosy. Ściąć moich po to, by móc nosić taką fryzurę, raczej nie zamierzałam, więc zdjęcie odłożyłam "na kiedyś", ale naprawdę, nawet po tych kilku latach, nie umiem się przekonać do jakiś kilkurzędowych koron, zakończonych a'la koki, zrobionych z bardzo długich włosów i wzorem jest dla mnie właśnie ta. Może jeszcze kiedyś się przyda!:)

5. Kok na wypełniaczu z warkoczem u podstawy




To chyba najśmieszniej wyglądająca na mojej głowie fryzura:D Kiedyś kiedyś zainspirowana podobnymi tutorialami kupiłam sobie wypełniacz. Jako tako zdawałam sobie sprawę z tego, że przeważnie dziewczyny z tutoriali mają krótsze włosy, ale nie było to żadną regułą. Dzięki temu niezrażona wykonałam dokładnie taki kok jak powyżej. Hmm... Wiecie jak to jest mieć dwie głowy? Ja wiem:D Warkocz, który zrobiłam by owinąć nim podstawę koka, nie miał końca, a na koniec wyglądało to tak jakbym oprócz drugiej głowy, miała również drugą szyję...

Od tamtej pory wypełniacz używam całkiem inaczej i jeśli już, wykonuję nim kok na tej samej zasadzie jak "skarpetkowy".


Robię go też tak straszliwie rzadko, że wypełniacz spokojnie leży sobie w szufladzie większość roku.


Chciałam napisać tego posta, by pokazać osobom, z krótszymi włosami niż moje, że mają naprawdę super fryzurowe możliwości! Jest tyle prostych upięć, które można zrobić samemu i odmienić wygląd włosów. Co do mnie... Będę walczyć z nimi dalej i szukać kompromisów. Albo ewentualnie tworzyć swoje własne:D


Jestem bardzo ciekawa z jakimi upięciami Wy miewacie problemy. Może łączy nas coś więcej? A może macie jakieś swoje patenty na upięcia,  których wspomniałam?:D


*Wszystkie zdjęcia pochodzą z pinteresta

piątek, 28 lipca 2017

CO Z BLOGIEM/ CO ZE MNĄ?

Witajcie Kochani!


Postanowiłam, że w osobnym poście odniosę się do zmiany wyglądu bloga i nowego nagłówka.
Gdy założyłam cotymasznaglowie miałam 17 lat, nałogowo czytałam blogi włosomaniaczek wyszukując tych, które mają jak najdłuższe włosy, ale nie mogłam znaleźć wieeeeeeeeeelu informacji, które mnie wtedy interesowały. Budziłam się z pomysłami na tamten czas z lekka ekscentrycznymi. Wpisywałam w internet, szukałam. PUSTO

To, że nic nie znajdowałam, nie oznaczało, że nie próbowałam tych rzeczy wykonać:D Własnie w tym rzecz, ciągle komibinowałam, szczególnie w kontekście pielęgnacji włosów i stwierdziłam, że cudownie byłoby się tym dzielić.

Zmieniłam się ja i zmienia się także ten blog. Nadal bardzo lubię się z Wami dzielić moimi włosowymi i nie tylko doświadczeniami, odkryciami i inspiracjami, ale jednocześnie chciałabym wyjść trochę ponadto. Kiedyś żyłam głównie eksperymentami na włosach  i z niecierpliwością oczekiwałam mycia, żeby móc wypróbować kolejny produkt/sposób, a później się tym podzielić. Dziś włosy zajmują wciąż ważne miejsce w mojej historii i podejściu do wielu spraw, ale patrzę na to szerzej. To już nie tylko materiał do osiągania genialnych efektów i słuchania słów uznania. To coś, dzięki czemu odkryłam jak bardzo interesuje mnie jak dużą rolę w naszym zdrowiu odgrywa wybór paliwa, którym się żywimy, podejście do świata i poznawanie siebie, dzięki wszystkim doświadczeniom, które przeżywamy.

Nagłówki od tamtego czasu trochę ewoluowały, a ostatni wprowadził taki nastrój, że mój blog spokojnie mógłby zdobyć tytuł najbardziej nostalgicznego:D Stwierdziłam, że czas to zmienić. Jest energia i są chęci, więc komplet! Nowy nagłówek to nie dowód na to, że włosy bez dostępu dziennego i ogólnie pełnego światła, są zawsze pięknie lśniące, odbite od nasady i nienaganne.
Moje włosy często żyją własnym życiem. Ja tym życiem jako tako kieruję, ale nie kontroluję w stu procentach i nie chcę, bo wszystko podporządkowałabym tylko pod to by wyglądać w każdym momencie idealnie. Nie w tym rzecz:) Moje włosy pośród tych wszystkich manekinów to trochę też ja w wystylizowanym blogowym świecie:)

Osobiście nie chciałabym przebranżowić bloga. Jest i będzie o włosach. Takie miałam założenie wymyślając COTYMASZNAGLOWIE i ta myśl pozostanie niezmienna. Żeby pisarsko wyżyć się w innych tematach, pracuję nad odrębnym projektem, który powstał jakiś czas temu i pozwolił mi zdjąć z siebie uczucie, że POWINNAM coś napisać. Dziś piszę gdy naprawdę czuję, że muszę, muszę, muszę. I jest naprawdę super:) Podzielę się nim z Wami na pewno niedługo, ale póki co jest to jeszcze tajemnica. Tajemnica, przez którą nie zamierzam jednak zaniedbywać miejsca, które stworzyłam tutaj!

Chciałabym, żeby nowy wygląd tego bloga był dla Was znakiem ode mnie, że wciąż jestem, z chęcią czytam wiadomości od Was, uczestniczę w blogowym życiu, nawet gdy chwilowo milczę. Staram się dzielić tym co mi się przytrafia w jak najbardziej przystępny sposób oraz nadal jest tu to samo miejsce, co wcześniej. Nad wyglądem czuwam sama, co jest i zaletą i wadą; zdjęciom możliwe, że często daleko do blogowych ideałów, a chaos z mojej głowy, który formułuje w zdania przeplecione czasem specyficznym poczuciem humoru, nie stawiają mojego bloga, w ukochanej kategorii BLOG KOSMETYCZNY. Zresztą, recenzje kosmetyków tworzyłam z taką namiętnością, że ciężko powiedzieć, czy kiedykolwiek się do tej kategorii mógł zaliczać:D

I powiem Wam: bardzo dobrze!

Cieszę się, że trzymałam i trzymam kurs, który obrałam kilka lat temu. Cieszę się i dziękuję każdemu wierzącemu we mnie czytelnikowi z osobna, za to, że wciąż tu wpadacie i podglądacie moje poczynania.


Uściski dla Was i do usłyszenia!:))


poniedziałek, 24 lipca 2017

Inspiracje - przedziałek na środku DUŻO ZDJĘĆ!

Witajcie!

Kto by pomyślał, że 3 cm mogą robić taką różnicę i zaprogramować blogową odsiecz pomysłów w mojej głowie!:D Zapraszam Was dzisiaj na inspiracje z przedziałkami na środku i długimi grzywkami. Przeglądanie takich zdjęć samą mnie motywuje do kombinowania z obecną długością moich włosów z przodu i sposobem w jaki je układam, więc jestem podekscytowana:D 
To moje pierwsze takie zestawienie od 2 lat!

Miłego oglądania!



























Przez oczywiste względy największą uwagę w mojej sytuacji pochłonęły zdjęcia fryzur z dłuższymi włosami i na pewno chętnie pokombinuję z lekkim podnoszeniem włosów z tyłu i będę je częściej niż dotychczas falować, bo chyba tak wyglądają dla mnie najlepiej!


A które upięcia najbardziej
wpadły Wam w oko?:))



piątek, 21 lipca 2017

Przedziałek na środku - CZY WARTO? Moja historia + zdjęcia

Witajcie!

Gdy byłam mała zupełnie nie rozumiałam modelek. Nie chodziło mi w tym zawodzie nawet o czasem naprawdę dziwne stroje, które trzeba ubierać. Osoby, które mnie znają, bardzo dobrze wiedzą, że problemu nigdy nie miałam i oprócz zarabiania kiedyś stojąc w parku jako mim Pippi, w kolejnych latach chętnie spędzałam czas na dancingach dla kuracjuszy i kuracjuszek, przebrana za jedną z nich:D Ale ta fyzura... Wiecie o czym mówię?

Miałam w głowie tylko tego typu obrazy:






Nie wiem jakie zdjęcie mnie wtedy tak skrzywdziło, ale uwierzcie, trauma odnośnie przedziałka na środku głowy ciągnęła się za mną jeszcze dłuuugo:D Kojarzył mi się albo z przylizanymi do granic możliwości włosami albo ze smutno zwisającymi po dwóch stronach strąkami bez objętości. Zawsze rozumiałam to u metalowców, ale nie chciałam wyobrażać sobie siebie w podobnej fryzurze.


Na szczęście mając ok. 12 lat oglądałam "Hannah Montana". Okazało się, że można mieć przedziałek na środku i nie wyglądać jakby złapał nas chwilę temu deszcz albo jakbyśmy byli stałymi mieszkańcami krainy smutku. Właśnie przypomniało mi się, że dzięki temu serialowi w mojej 10-letniej głowie zrodził się pomysł, że chcę nauczyć się grać na gitarze... ale to historia na innego posta albo innego bloga.

Tak jak widzicie, z całą powagą, historia Miley Stewart poważnie wpłynęła na moje życie:D








Kwestie sporne o to, czy miała przedziałek w różnych miejscach i momentami był bardziej na bok, przemilczmy. To samo zróbmy z rzeszami ludzi, którzy na pewno nad tymi włosami czuwali:D Skupmy się na tym jak ułożona była ta grzywka! Pamiętam, że w tamtym czasie bardzo podobała mi się ta fryzura i kto wie, może moje zaplecze poetyckie na pół twarzy(jak nazwałam ówczesną grzywkę w poście JAK ZAPUŚCIĆ GRZYWKĘ) było jakimiś próbami dojścia do podobnego stanu?
Gdybym miała wtedy choć trochę większą wiedzę na temat dodawania objętości i zapobiegania przetłuszczaniu, myślę że szanse na lepszy wygląd grzywki byłyby duuużo większe.


zaplecze poetyckie dla tych, którzy nie widzieli:D

Potem jak wiecie, nadszedł u mnie czas przemian stricte włosomaniaczych, więc zapuszczanie zajęło pierwsze miejsce zarówno w kwestii długości jak i grzywki, na którą nie miałam pomysłu innego niż mrok...



Trafnie stwierdzone przez jedną z komentatorek ostatniego posta podobieństwo do Kuzyna Coś<3

Może to kwestia przemijających lat. A może to nie kryzys przemijania, a młodzieńczy przebłysk, że jest nudno? Bez proroczych snów i inspirujących rozmów przyszło mi na myśl, że warto byłoby odświeżyć włosy. Pierwotny pomysł był z lekka przerażający, gdy patrzę na to zdjęcie..




... czuję, że było niebezpiecznie. Miałam różne myśli, ale ostatecznie, tak jak wiecie z poprzedniego posta, nie zdecydowałam się na stworzenie klasycznej grzywki. Ponad połowę życia miałam grzywkę i wiem, że na moich włosach nie mogłaby być ona zupełnie prosta, a na myśl o części włosów, którą codziennie musiałabym opanować żeby jakoś to wyglądało, póki co mnie lekko skręca. Dodatkowo jakoś wyjątkowo w pamięć zapadły mi słowa fryzjera, na mojej ostatniej wizycie jakoś 8 lat temu, że mam dość niskie czoła i grzywkę mogę nosić, ale dobrze będzie wyglądać też odsłonięte.

Odpadały więc klasyczne rozwiązania i wtedy pomyślałam, że muszę coś zrobić bo oszaleję. Skróciłam więc grzywkę do okolic biustu(sięgała do bioder), przymierzyłam jak wyglądałaby ułożona jak zawsze, z przedziałkiem na bok. Coś mnie tknęło żeby zrobić przedziałek na środku. Tak rozdzielone włosy lekko pocieniowałyśmy przy twarzy(sięgają jakoś krócej niż do obojczyków) i rozpoczął się czas eksperymentu:D Z decyzji o skróceniu grzywki spontanicznie więc wyszła zmiana przedziałka.

Ze względu na to, że miałam duże obawy, że będę wyglądać jak mokra kurka, postanowiłam podzielić się w tym poście moimi wrażeniami z tymi z Was, które być może także się wahają:)

Trwa to wszystko już około 2 tygodnie, więc dysponuję już niepodważalnym materiałem na to, by można było wyciągnąć wnioski, szczególnie odnośnie moich obaw.





Obawy vs rzeczywistość:

1. Brak objętości

Nie wszystkie z powyższych zdjęć wykonywałam pierwszego dnia po umyciu, a na ten problem naprawdę jak widzicie, nie musiałam narzekać. Postawiłam w tej kwestii przede wszystkim na suchy szampon(w moim wypadku puder Babydream). Na drugi dzień włosy są czasem faktycznie już trochę zmęczone, ale spokojnie można je podnieść i lekko potargać, co absolutnie mi nie przeszkadza. Bardzo dobrym sposobem, który się u mnie sprawdza jest też spanie w warkoczu. Grzywka jest wtedy ładnie wywinięta i ogólnie skręt nadaję objętości całej fryzurze:)





2. Szybsze przetłuszczanie włosów najbliżej twarzy

O ile nie jest to tak martwiące przy grzywce na bok, w przypadku przedziałka na środku faktycznie może stać się problemem. Staram się temu zapobiec używając pudru na czystą skórę głowy(głównie w okolicach "rozwidlenia" mojej grzywki), tak by włosy w możliwie małej ilości miały kontakt z moją twarzą. Twarz oczywiście też lekko matuję w tych okolicach, przez co czuję, że zapewniam sobie dłuższy dystans między świeżymi włosami a przyklapem:D Gdy jest gorąco przedziałek na środku wydaje mi się rozwiązaniem, na którym szybciej widać, że włosy tracą na świeżości, więc gdy temperatura jest naprawdę męcząca, wolę póki co bezpiecznie wrócić do tego co znam i czemu ufam i przesuwam go znów trochę na bok, co dodaje grzywce objętości. Może z czasem ogarnę jakiś patent i na to;)



3. Nierówno układające się włosy

Jeśli ktoś z Was zmieniał przedziałek np. na drugą stronę, wie o czym mówię. Przez spokojnie 8 lat albo i dłużej nosiłam przedziałek po lewej stronie. Kilka razy próbowałam go zmieniać, żeby nadać włosom trochę objętości i życia, ale przeważnie kończyło się to właśnie tym, że włosy po jednej stronie miały super objętość, a po drugiej były mega przyklapnięte... Dziś uważam, że to nie był widocznie czas na takie zmiany i nie byłam dostatecznie zmotywowana by się temu przeciwstawić. Po kilku myciach włosy układają się znacznie lepiej, a na początku można je po prostu lekko podtapirować, choć w moim przypadku honorowo to przetrwałam, wedle antycznych włosomaniaczych reguł:D


Podsumowując...

Jestem mega zadowolona i podekscytowana tym, że muszę zmierzyć się z nowymi włosowymi wyzwaniami i że w końcu zdecydowałam się na zmianę, która sprawia, że serio czuję się lepiej ze swoimi "za długimi' włosami!:D W końcu moje włosy są trochę bardziej uniwersalne niż wcześniej. Grzywka jest na tyle "krótka" by podpiąć ją do góry, złapać ją z tyłu z obu stron i zrobić z niej delikatny warkoczyk, nosić ją na bok albo na dwa boki i jeszcze pewnie tysiąc innych rzeczy, które uznawałam za średnio wykonalne przy jej poprzedniej długości.

 Z mojej strony to na dziś tyle, więc...


idę sobie!


A co Wy myślicie o przedziałku na środku? Nosicie, chciałybyście a może jesteście absolutnie przeciw?:))