czwartek, 15 września 2016

Aktualizacja sierpień + podsumowanie wakacji

Witajcie!

Ogłaszam, że przybyłam i choć moje pole magnetyczne słabnie, to postaram się wskrzesić w sobie maksimum energii w tym poście! Tak jak wspominałam jakiś czas temu, moje wakacje kręciły się głównie wokół pracy i rynku obrotu nieruchomościami, a włosy były na dalszym planie. Nie można jednak powiedzieć, że były skrajnie zaniedbywane. Przez specyfikę mojej nowej łazienki, zrezygnowałam ze stosowanej od ponad roku z powodzeniem METODY OPISANEJ TUTAJ i poszerzyłam nudne grono "normalnych", dzięki czemu chociaż w teorii mogę powiedzieć, że tak wiele zrobiłam myjąc włosy TAAAK często w porównaniu z dotychczas. No... przynajmniej wzbudziłabym entuzjazm wśród statystyk w telewizji śniadaniowej, gdzie badane grupy są zbyt rzadko jawne:D

Włosy na teraz:



 Pod względem stanu, włosy po sierpniowym (dość drastycznym jak na mnie) podcięciu, są naprawdę super. Przez większość czasu i tak były upięte w kok albo przybierały formę pracowniczego warkocza, żeby potem falować jak powyżej, stąd uważam, że miały niewiele możliwości do tego, żeby jakoś ucierpieć. No może oprócz tych nieszczęsnych częstszych myć, ale do nich powinnam się chyba przyzwyczaić na jakiś najbliższy czas. Mimo upałów i momentami okropnego Słońca, nie było mowy o przesuszeniu długości. Ze skalpem wszystko było bardziej skomplikowane, ale o tym opowiem Wam w którymś z następnych postów, gdzie opiszę genialną metodę na zwiększenie objętości i znaczne przedłużenie świeżości:)

Najważniejszy był w tym czasie dla mnie powrót do olejowania i wzmocnienie ochrony przeciwsłonecznej włosów dzięki olejowi kokosowemu. Skorzystało na tym także moje ciało, co jest tym fajniejsze!

Przez ostatni czas używałam:

szampony: Babydream, YEGO
odżywki: Isana Professional Oil Care, Gliss Kur różowy
oleje: kokosowy
maski: Biovax do włosów suchych i zniszczonych, ohydna pod względem zapachu Placenta w objętości niedającej się wykończyć:D

Czyli w kwestii włosowej to chyba na tyle... Generalnie jestem bardzo zadowolona. Włosy spełniały swoją rolę - nie miałam z nimi zbyt wielkich problemów i dawały mi satysfakcję, gdy była potrzebna. 

Ale! Oprócz tego zdarzyło mi się kilka innych rzeczy:

  •  trafiłam na trzy robiące na mnie duuuuże wrażenie wśród innych filmy, co uwierzcie, jest w moim przypadku naprawdę ciężkie, bo lubię gdy sztuka coś wnosi a przy tym jest klimatyczna:
www.filmweb.pl

Strasznie podoba mi się forma dokumentów o Janis czy Amy. Sięgnięcie po opinie najbliższych a nie przedstawianie życia gwiazdy jako po prostu filmowej historii jest w sumie chyba najprostszą drogą do prawdy na temat danej osoby. Tak prostą, że aż dziwne, że powstało tak wiele "typowych" biografii.



"Stowarzyszenie umarłych poetów" to naprawdę zagadkowa pozycja i w sumie kolejna, która się tak bardzo pokrywa z moimi ideami, a trafiłam na nią zupełnie przypadkiem i bez większych nadziei. Patrząc na moją ścieżkę edukacji, było kilka osób, które mogłabym częściowo nazwać swoimi Kapitanami, bo potrafili mimo bycia pozycją wyżej niż ja jako uczeń, przekazać mi jakieś potężne wartości i otworzyć oczy na pewne sprawy, z czego korzystam do dziś i nie mam zamiaru panować nad moimi zachwytami nad małymi rzeczami, pozostawiając je na wielkie odkrycia. Mam nadzieję, że nie byli ostatnimi tego typu osobami na mojej drodze. A Wy umieliście zobaczyć w kimś chociaż częściowo cechy mądrego Kapitana?:))



AAAAAA! "Przebudzenia" to film polecony kiedyś na wykładzie przez jednego (a właściwie jedną) z moich Kapitanów. Zwlekałam z obejrzeniem, żeby najpierw móc trochę zapoznać się z historiami Sacksa na papierze (a w sumie, nad czym ubolewam, czytniku). Strasznie uroczy, delikatny i bardzo klimatyczny film.

  •  przeczytałam świetne książki, a przede wszystkim:

 Cudowna książka i z całą powagą, mając od tego roku już nie naście lat, jestem zachwycona. Przeczytałam już kilka części i wiekowo jestem z Anią na równi, więc robi się coraz ciekawiej. Wyobraźnia głównej bohaterki ANI TROCHĘ mi mnie nie przypomina:D


 Kolejna pozycja polecona mi na wykładzie i kolejny zachwyt. Forma książki i w ogóle tematyka strasznie dla mnie ciekawa. Jednak z książkami gdzie jest wiele historii albo informacji, które nazywam "fascynującymi" i uważam za warte zapamiętania, postępuję tak samo - czytam częściami, żeby pochłonięty materiał zbyt szybko nie wyparował mi z głowy. A przy moim zwyczaju, że najlepiej zapamiętuję to, co mam okazję komuś przekazać i nad czym muszę się nagimnastykować, żeby druga osoba na pewno zrozumiała kwestię, o której mówię i do której dodaję też coś spoza książki, co wiem, jest to jeszcze trudniejszy i wolniejszy proces:D


Tu chyba już nawet nie będę się rozpisywać. Dla mnie opowiadania Hłaski to mistrzostwo pod względem budowy historii i przemyśleń. Jak niewielu potrafi ubrać moje myśli w słowa tak dobrze, a jednocześnie wciąż mnie czymś zaskoczyć.



W sumie bardzo fajna, w moim języku można powiedzieć "nadziejna" pozycja, żeby mieć świeższe spojrzenie na Kościół, a już na pewno powinna być obowiązkową lekturą dla osób, które wierzą nie widzą żadnego mostu między postępami a teoriami kościelnymi. Wiara jest chyba pod tym względem zupełnie jak medycyna. Żeby wszystko działało jak najlepiej i wciąż było ulepszane, nie można opierać się tylko na klasyce i trzeba pozwalać na dojście do głosu także innym metodom, jeżeli okazują się skuteczne i w efekcie może dojść do synergii.

  • kolejna, już lżejsza myśl ostatnich miesięcy - to moje pierwsze wakacje, gdy ani razu nie założyłam trampek. Czy to się nazywa dorastanie?:D
 
 A Wam jak minął ten czas?:))


W najbliższym czasie zapraszam Was na dwa zaplanowane już posty m.in. o tym, jak stałam się profesjonalistką w kwestii "CO NA ZAPARCIA?" i co pozwalało mi na idealnie świeże włosy przez trzy dni! Dziwna zapowiedź - odznaczona. Do usłyszenia!











7 komentarzy:

  1. Ich długość jest imponująca :) Nagłówek i zdjęcie są cudne !

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Wakacje bez trampek to synonim dorastania.
    Ania z Zielonego Wzgórza <3 Uwielbiam tę serię. Przeczytałam aż do "Rilli", później "The Chronicles of Avonlea" i "Further Chronicles..." i jeszcze "The Blythes are Quoted" całkiem niedawno wydane w porównaniu do reszty i nie mam dość, więc zaczynam chyba od nowa :) Te książki są tak piękne! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważaaam. Są cudowne i mam nadzieję, że znajdę czas, żeby przeczytać kolejne części, bo na szczęście jeszcze trochę mi zostało. Pozdrawiaaaam!

      Usuń
  3. Trampki nie mają nic wspólnego z dorastaniem. Ja je nosiłam przez całe wakacje, moja mama z resztą też, a obie już raczej nie możemy się nazwać dziećmi ;P A zapowiedź bardzo ciekawa i sama nie wiem czy rzeczywiście będzie o zaparciach czy to jakaś dziwna metafora :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam "Stowarzyszenie umarłych poetów" - i film i książkę. Przez książkę kiedyś ryczałam, jak się do niej dorwałam w dość młodym wieku. Nie spotkałam chyba prawdziwego Kapitana w moim życiu, niestety, może także przez to pozycja jest dla mnie ważna, bo wywołuje też tęsknotę.
    Co do Hłaski i reszty - nawet nie komentuję, bo wiadomo, że wymiata.
    Pomyślnwłości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam czy nie przeczytać najpierw książki, ale nie mogłam się powstrzymać gdy zobaczyłam Williamsa, szczególnie, że kilka dni wcześniej oglądałam "Przebudzenia". Pewnie książka jest super. Dzięki za komentarz i życzenia, pozdrawiam!:))

      Usuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)