środa, 23 września 2015

Smutna historia pewnego dreada... + zdjęciaa

Witajcie!

Jakoś na początku wakacji zapowiedziałam na blogu post o moim nowym nabytku, nowym synku, który faktycznie przyszedł na świat. Gotowe były również zdjęcia do posta, dread został doczepiony do moich włosów. Dlaczego więc post nigdy się nie ukazał?

Zacznijmy od początku...

Wiem, że z reguły babcie lubią eksperymentować z włosami. Może nie tyle eksperymentować, co spotykać się z fryzjerem albo generalnie wykonywać zabiegi na włosach. Z moją Babcią jest zupełnie inaczej. Ma bardzo długie, grube włosy i niespecjalnie pozwalała mi się ich dotykać aż do pewnego magicznego dnia... 

Rozmawiałam z nią na temat pielęgnacji (oczywiście wie, że mam bloga i oczywiście na każdą prośbę "Będę mogła tam pokazać Babci genialne włosy????" odpowiadała, żebym się nie wygłupiała:D) i w pewnym momencie zapytałam, czy może chciałaby żebyśmy zrobiły coś z jej włosami. Wcześniej robiłyśmy już maseczkę na twarz ze spiruliny, więc opowiadanie jej o produktach, których używam nie jest dla niej czymś zupełnie nowym. Zaczęła mi opowiadać, że w ostatnich miesiącach ma duże problemy z rozczesywaniem końcówek. Jej włosy były ostatni raz obcinane wiele lat temu, dlatego też zaproponowałam, że mogę to zrobić, a jako osoba z długimi włosami, myślę, że jestem bardzo przekonywująca mówiąc "OBETNĘ NAPRAWDĘ TYLKO ZNISZCZONĄ CZĘŚĆ A W RAZIE CZEGO BĘDZIEMY PODCINAĆ WIĘCEJ PO UZGODNIENIU!". Tak też się stało i z włosów do pasa, których końce były bardzo przerzedzone, otrzymałyśmy taki efekt:


Jako profesjonalny fryzjer, zapewniłam Babci atrakcje - miłą atmosferę w towarzystwie dziwnych żartów i natychmiastowe olejowanie z użyciem oleju kokosowego oraz uroczyste przekazanie jego porcji na "potem". Ścięłam około 15 cm, ale uwierzcie końce były bardzo zniszczone, Babcia rozczesując je bardzo się męczyła i przez to, że ciągle się plątały, wiele z nich wyrwała, więc ostatecznie końce były w opłakanym stanie. Po olejowaniu zrobiłyśmy warkocza i według mnie wyglądał nieziemsko:



Jego rozmiary przy moim, w którym jest jeden dread są naprawdę kosmiczne. Niestety, Babcia nie mogła cieszyć się spokojem po tym zabiegu, ponieważ jej nad wyraz eko wnuczka uknuła pewien plan... Postanowiłam zużyć suche końce, które ścięłam, do stworzenia sobie dreada. Zawsze chciałam mieć jasnego dreada, którego mogłabym farbować, jednak szkoda było mi mojego brązowego na przygody z rozjaśniaczem a potem męczenie się, gdyby życie z nim było inne niż w moich oczekiwaniach. Zabrałam się do pracy i po może godzinie powstało coś takiego:




Jego pierwsza postać była oczywiście bardzo owłosiona i mięciutka. Należało to jak najlepiej dopracować i ostatecznie mój nowy przyjaciel był już gotowy:




Był bardzo jasny, jednak nie biały jak generalnie włosy mojej Babci, ponieważ na końcach miała pozostałości po blond farbie nakładanej kilka lat temu. Kolor absolutnie nie pasował do moich włosów i wyglądało to strasznie, dlatego postanowiłam zmienić go na mój nostalgiczny fiolet (w gimnazjum miałam ok. 2 lata dwa fioletowe dready). Przed tym jednak umyłam całego a potem zrobiłam mu kąpiel w ziołowej herbatce, żeby bardziej go podsuszyć. Następnie kupiłam gencjanę, nalałam do foliowego woreczka moją nieśmiertelną Isanę Professional i dodałam do tego ok. 15 kropel gencjany. Chciałam uzyskać baardzo intensywny fiolet. W trakcie oczekiwania na to aż dread "załapie", wyglądało to tak:




Był to naprawdę świetny pomysł, ponieważ mogłam dopilnować palcami (przy tym absolutnie się nie brudząc), żeby w każde miejsce dreada dotarł kolor. Po około 30 minutach, wypłukałam dreada i podsuszyłam. Poniżej jest małe porównanie koloru, który otrzymałam, z moich kupionym syntetykiem:



 W celu doczepienia mojego nowego nabytku, musiałam zrobić malutkiego dreada z moich włosów, zaraz obok mojego pierwszego dreada. Porcja włosów, którą na to przeznaczyłam była oczywiście niewielka, ale w mojej opinii wystarczająca na utrzymanie fioletowego dreada. Jedynym problemem była moja niecierpliwość:D Sama zrobiłam tego malutkiego dreada absolutnie z tyłu głowy co było wyzwaniem, bo znajdował się na środku, a potem samodzielnie doczepiłam nowe dziecko:


Brązowe włosy, które odstają w miejscu łączenia to niedociągnięcia, które chciałam po prostu obciąć. Tamtego dnia moje palce były bardzo zmęczone i najważniejsze było już tylko, że dread nie odpada. Nauczona również poprzednimi doświadczeniami z doczepianiem dreada, który potem buntuje włosy wokół i mam zamiast jednego, kilka dreadów, wykorzystałam mulinę do owinięcia włosów najbliżej głowy, dzięki czemu zapewniłam im izolację od włosów.


Dumna mama:D Przeżyliśmy razem około miesiąca, ale potem pewnego dnia (chusteczka w dłoń!) mój syn odpadł, a ja nie miałam po prostu motywacji by go doczepić. Wspólne chwile były naprawdę miłe, jednak generalnie nie czułam się zbyt dobrze z tak mocnym kolorem, a na dodatek dread był bardzo długi. Tuż przed maturą, na jednych z zajęć przygotowawczych, tak się denerwowałam, że oderwałam końcówkę mojego brązowego dreada:D Od tamtego czasu nie doczepiłam tych 10cm, bo naprawdę z krótszym dreadem żyję mi się lepiej. To niestety przeważyło na los drugiego brata w czasie po maturze, którego nie potrafiłam do końca zaakceptować. Ostatecznie zostałam z moim starym dreadem i z jednym nowym malutkim, do którego doczepiałam fioletowy.

Mały łobuz był naprawdę bardzo irytujący, ale zbyt uroczy by go obciąć. Wciąż uciekał z koka, wystawał z warkocza, a przy rozpuszczonych włosach niejednokrotnie robił wrażenie większego chaosu niż był na mojej głowie w rzeczywistości:D Dlatego też w ostatnich dniach zakończyłam całą przygodę z fioletowym dreadem, ostatecznie rozplątując krótką bazę, do której go doczepiałam. Włosy są jako tako odratowane (te, z których zrobiłam bazę do fioletowego były krótsze niż reszta i pamiętały czasy fioletowych dreadów w gimnazjum, więc nie jest mi jakoś specjalnie szkoda ewentualnych zniszczeń), ja zadowolona i nareszcie wolna!

Prawdopodobnie nie znacie nikogo innego kto robiłby dready z włosów swojej Babci... Lecz z drugiej strony chyba tylko wariaci są coś warci?:)


23 komentarze:

  1. W ogóle mi się coś takiego nie podoba, no ale to w końcu Twoje włosy : p Może zdecydowałabym się na 1 dreada z moich włosów by zagęścić kok czy warkocz, ale taki kolorowy nie jest w moim guście : D
    Twoja babcia ma bardzo ładne włosy! Moje obie babcie mają takie całkiem krótkie :( Ja jak się zestarzeję, na pewno nie obetnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja babcia ma na prawdę cudowne włosy :D świetny pomysł z ponownym wykorzystaniem obciętych włosów! Powinni tak robić w salonach fryzjerskich a wizytę kończyć pytaniem 'czy chce pani dreda?' :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku jaki szalony pomysł! A babci powiedz, że chcemy więcej jej włosów na blogu :) Cudne są!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja babcia ma cudowne włosy! :) No i muszę przyznać, że pomysł z dredem był bardzo kreatywny. =)

    OdpowiedzUsuń
  5. Babcia ma cudne włosy :)

    Moja ma prawie 70 lat. Włosy króciutkie, ale za to prawie w ogóle nie ma siwych włosów :) A swoje ma gęste i mocne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Babcia ma lepsze włosy niż ja :o
    bak mi słów!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha, dobra jesteś :) Że też Ci się chciało ;) Ja fanką dredów nie jestem, ale u Ciebie ciekawie to wygląda :)
    PS. Zazdroszczę Twojej Babci takich super włosów!

    OdpowiedzUsuń
  8. Śmieszna historia :D, mi ogólnie nie podobają się dredy, ale pomysł świetny. Warkocz imponujący :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Babcia ma genialne wlosy, ale mnie by sie jakos dziwnie nosilo czyjes klaki:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcie włosów z przodu takie wspaniałe! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. W jaki sposób zrobiłaś tego dreada? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Robienie fioletowego dreada z włosów babci to zdecydowanie najdziwniejsza rzecz, jaką przeczytałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Co babcia powiedziała na takie wykorzystanie jej włosów? :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze bałam się dreadów :D
    U kogoś mi się podobają, ale ja bym się nie odważyła :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Na początku byłam baaardzo skonsternowana pomysłem doczepiania sobie włosów Babi, O.o ale z drugiej strony, gdy popatrzeć na to z innej perspektywy jest to wspaniały pomysł na "łączenie pokoleń" :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z włosów babci nie, ale mam obcięty warkocz koleżanki i zamierzam go kiedyś w podobnie niecnym celu wykorzystać ;) Twoja Babcia ma absolutnie cudowne włosy <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Nominowałam Cię do Liebster Award :)
    Po informacje zapraszam do mnie :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj kochana :) Jestem pod wielkim wrażeniem Twoich włosów, nie mogę się na nie napatrzeć! Bardzo zastanawia mnie, jaką masz objętość kucyka? Twoje włosy wyglądają na gęste, a ja jestem początkującą włosomaniaczką chcącą przekonać się czy z moimi włosami będzie dało się zrobić coś oprócz podcinania (staram się zapuszczać). Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawy pomysł z tym dreadem. No i bardzo ładnie kolor wyszedł - syntetyk niby ładniejszy ale kolor ma do niczego.
    Twoja babcia na stare lata ma świetne włosy - ja o swoich niestety nie mogę tego powiedzieć :( :'(

    OdpowiedzUsuń
  19. Wreszcie synek! :D Jak on urósł!
    Twoja babcia ma MEGA gęste włosy! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam oczy jak pięciozłotówki, kiedy widzę warkocz Twojej babci. I włosy. Dobra robota!
    No i podziwiam cierpliwość do robienia i (jeszcze bardziej) rozplątywania dreda. Przynajmniej w moim wyobrażeniu to coś jak ten legendarny (bo bajecznym jakoś nazwać go nie wypada ;) piasek z makiem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Smutna chistoria ;( Ale jesdno ciśnie mi się na usta jesteś pozytywnie zakręcona :) Pozdrawiam Alucha

    OdpowiedzUsuń
  22. swietny pomysł!! a włosy babci hmm cudowne!

    OdpowiedzUsuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)