sobota, 20 czerwca 2015

Moja największa inspiracja na wieki wieków - Helena

Witajcie!

Dzisiaj obchodzę pewne święto i pomyślałam, że to dobra okazja, żeby podzielić się z Wami moją największą i najdłużej zalegającą mi w pamięci inspiracją do zapuszczania włosów - Heleną z "Ogniem i mieczem"! Ten film oglądany pierwszy raz w dzieciństwie zrobił na mnie ogromne wrażenie i zaraz po tym jedna z moich lalek, która miała dosłownie trzy włosy (były do kolan, bardzo gęste i zbite w trzy dready), stała się od razu Heleną wożoną na przyczepie od traktora, którą położone futerko zmieniało od razu w wóz, którym jechała Kurcewiczówna w filmie... Jestem absolutnie zafascynowana jej włosami i po prostu.... same spójrzcie!

Oczywiście przed oglądaniem zadbajmy o tło muzyczne:


Zapraszam do oglądania!













Jakby tego było mało, spójrzcie jeszcze raz jak te warkocze wirowały w tańcu i wiły się wokół Heleny i Skrzetuskiego:


 Czy Wy też szalejecie za włosami Heleny? 


PS: Wiem, że to nie były jej włosy, ale...

  nie wracajmy jeszcze na ziemię, w brokacie gwiazd nam do twarzy!







piątek, 19 czerwca 2015

Zupełnie niespóźniona aktualizacja majowa! + nowy członek rodziny

Witajcie!

Dzisiaj zupełnie niespóźniona i zupełnie nieplanowana aktualizacja włosów z maja:D Miałam ostatnio duże zamieszanie z wieloma sprawami, ale nie bójcie się, nie próżnowałam! Pomysły na posty są, co niektóre już zrealizowane, więc mam nadzieję, że podołam:) 

Ze względu na "lato", które rozpoczyna się kalendarzowo za dwa dni, chciałam Wam pokazać moje włosy w naturalnym oświetleniu. Współpraca z pogodą nie skończyła się najlepiej - jednego dnia wiatr sprawiał, że na każdym zdjęciu moje włosy były pogrążone w szalonym tańcu, drugiego zdjęcie robiłam ok. 19 więc słońca zbyt wiele już nie było... Efekty tego przedstawiam Wam poniżej:

Końcówki wyglądają jakby ich prawie nie było:D

tu znowu nie było zbyt wiele światła...

Moi Drodzy, to chyba jeden z tych postów, gdy będziemy musieli pozwolić sobie na wykształcenie nowego elementu naszej relacji - zaufania. Ze zdjęć niestety zbyt wiele się nie dowiecie:D Włosy przez ten miesiąc były naprawdę w porządku i nie mam na co narzekać. Końcówki podcięte po maturze nadal są w bardzo dobrym stanie i co najważniejsze, dzięki zmianie metody mycia włosów na tę warkoczową, włosy naprawdę mają się lepiej, a ja nie czekam już 4 godziny żeby gdzieś wyjść. Z Fotografem (pozdrawiam!) śmiałyśmy się, że moje końce odznaczają się w miejscu, gdzie powinny być obcięte, żeby włosy miała typowo oczekiwaną przez większość osób optymalną długość:D Jest to niestety zasługa spinki, ale nie jestem w stanie inaczej chronić włosów przed wszystkim, niż robiąc kok.

aktualna długość włosów: 94,5 cm(mierzone od linii włosów)


Czego używałam w tym miesiącu?


szampony: Babydream wersja ułatwiająca rozczesywanie, YEGO, Babydream żel do kąpieli

odżywki: Isana Professional Oil Care (wersja 500 ml)

maski: Serical Crema al Latte

dodatki: spirulina, tran, olej kokosowy, serum Natura Silk.

Jak widzicie w tym miesiącu w kwestii kosmetyków udało mi się nareszcie osiągnąć maksymalny minimalizm i jest to rzecz jasna głównie następstwo zmian w technice mycia. Może niedługo będę używać już tylko jednego produktu?:D 

Ok, to wszystko w kwestii aktualizacji. Teraz nadszedł moment uroczysty, kiedy będę musiała Wam co nieco przybliżyć powód mojej nieobecności. Jeżeli śledzicie mnie od kwietnia 2014, znacie stan mojej rodziny. Na dzień dzisiejszy jest on o jedną barwną osobowość większy, ale więcej na ten temat opowiem Wam w kolejnym poście, gdy nowe dziecko będzie wyglądało bardziej reprezentatywnie niż na chwilę obecną!

Co u Was słychać?:))

środa, 3 czerwca 2015

Mój ostatni HIT - warkoczowe mycie włosów

Witajcie!

Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu wiecie, że na blogu przedstawiałam już różne metody mycia włosów. Przede wszystkim należy wspomnieć o:






i rzecz jasna o myciu włosów w wodospadzie;)

Naczytałam się też wielokrotnie o tym, że można doprowadzić włosy do stanu, gdy wystarczy im mycie samą wodą, żeby wyglądały świeżo. Prowadziła do tego jednak dość długa droga odzwyczajania ich od typowych detergentów i zamiana ich przeważnie na sodę oczyszczoną. Dotarłam do punktu gdy wyobrażałam sobie jak to będzie: wyjadę gdzieś latem i będzie kilka pryszniców obok siebie i nagle ktoś zapyta "Pożyczysz mi szampon?" a ja dumnie powiem "Wybacz, ale nie używam." Byłam bardzo podekscytowana tym, że mogę zasilić dość wąski szereg osób, które tak właśnie sobie z tym radzą i są niezależne od rynku:D Niestety jest to dla mnie nadal jakiś tam włosowy cel, a nie osiągnięcie, więc poszukiwałam dalej sposobu, żeby jak najbardziej ograniczyć przy myciu przesuszanie włosów.

Czemu właściwie nie mogę myć włosów jak człowiek i nie szukać wciąż nowych rozwiązań?

Nie mam serca by używać co mycie szamponu z mocnym detergentem, dlatego od trzech lat jest przy mnie Babydream. Przy wszystkich jego zaletach mam problem z tym, że przesuszał mi włosy. Jakiś czas temu wyszła na rynek wersja z ekstraktem z kiełków pszenicy i obecnie używam właśnie tej wersji, ale po dłuższym stosowaniu niestety nie mogę powiedzieć, że problem zniknął:( Myję włosy co dwa dni i jest to jednak bezsensowne przesuszanie długości, która nie brudzi się nawet w połowie tak jak włosy tuż przy skórze głowy. Ale co z tym zrobić?

O Ś W I E C E N I E!

Rok temu wpadłam na najbardziej logiczny pomysł świata - mycie włosy tylko przy skórze głowy! Ale jak już wiadomo, każdy ma swoją logikę na różnych etapach życia, więc uznałam wówczas to za zabawną myśl i nic więcej. W ostatnim czasie jednak wypróbowałam tę metodę i muszę Wam powiedzieć : JEST FAKTYCZNIE ZABAWNIE!


Jak myję włosy tylko przy skórze głowy?


1. Dokładnie rozczesuję włosy i zarzucam je do przodu.

2. Zaplatam warkocz, który rozpoczyna się mniej więcej na wysokości mojej brody.

3. Podchodzę jak zwykle do umywalki, ale wkładam pod kran tylko głowę , a warkocz wisi poza umywalką, żebym nie mogła go zmoczyć:

Wybaczcie krzywizny, ale fotografem był wiadomo kto z zamiłowaniem do estetyki:D

4. Moczę włosy przy skórze głowy i trochę dalej, tak żeby zostawić kilka centymetrów od warkocza suche.

5. Odciskam zmoczone włosy, żeby nadmiar wody nie ściekał mi w dół mocząc wtedy mój warkocz i zmniejszając sens mojej gimnastyki.

6. Szampon nakładam na skórę głowy i staram się, żeby piana nie przemieszczała się zbyt nisko.

Potem spłukuję, odciskam jak zawsze włosy z nadmiaru wody nad umywalką, potem pozostałości w ręcznik i tyle:)

Ale jak miałaby sobie poradzić normalna osoba, która myje włosy pod prysznicem?


Myślę, że tam trzeba po prostu w trakcie moczenia włosów przytrzymać warkocz tak, aby nie był w zasięgu wody, a potem maksymalnie odcisnąć zmoczone włosy, żeby woda w ogromnej ilości nie spływała w dół mocząc cały warkocz. Jeśli nie pominiemy tego kroku, nawet jak warkocz troszkę się zmoczy, nie będzie to wielki problemem. Potem przy spłukiwaniu znów należy przytrzymać warkocz i cieszyć się efektami tych wysiłków:)

Plusy:

+ włosy na długości nie są bezsensownie przesuszane co mycie

+ włosy przy skórze głowy są domyte

+ nie potrzebujemy suszarki, bo włosy przy skórze głowy wysychają bardzo szybko w porównaniu do całej długości

+ przy dobrym opanowaniu tej techniki zużywamy mniej wody:)

+ włosy są dłuuużej nawilżone na długości

Minusy:

- osoby z bardzo krótkimi włosami raczej nie będą w stanie czegoś takiego wykonać

- można nie domyć szamponu całkowicie przez nałożenie zbyt dużej jego ilości i braku kontroli nad efektami jej spłukiwania

- stosowanie takiej metody wymaga odrobiny skupienia

- łatwość takiego mycia może być pierwszym krokiem do codziennego mycia włosów, co okaże się w skutkach jeszcze gorsze dla naszej skóry niż mycie całych włosów co kilka dni


Poruszę jeszcze ważną dla mnie kwestię - czas mycia włosów. Mogę Wam szczerze powiedzieć, że ta metoda nie powoduje jego wydłużenia. Włosy myję szybciej niż zwykle i jest to po prostu kwestia dwóch, trzech myć treningowych kiedy nauczymy się ile szamponu wystarczy na umycie naszego skalpu oraz jaką ilość będzie nam jak najłatwiej zmyć, nie marnując więcej wody niż przy zwykłym myciu. Ostatnia kwestia to to, że trzeba w miarę możliwości dotrzeć wodą w różne obszary skalpu, żeby na pewno spłukać szampon, ale to również jest kwestią "doświadczenia", które nabywamy po kilku takich próbach.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to metoda dla każdego...

ale jeżeli doprowadziłyście włosy do dobrego stanu (albo macie bardzo zniszczone włosy i chcecie w trakcie częstego mycia unikać kontaktu z detergentami), a szampony działają na nie przesuszająco oraz macie włosy na tyle długie by zrobić warkocz, który będzie łatwo złapać w czasie mycia to serdecznie Wam polecam. Ja jestem niesamowicie zadowolona i jeżeli przeżyję całe wakacje z tą metodą to na pewno napiszę podsumowanie uwzględniając wszystkie plusy!:) 


Co myślicie o takiej metodzie mycia włosów?:))


PS: Post publikuję dopiero dziś, bo musiałam być całkowicie przekonana do tego, że efekty są tego warte.