środa, 28 stycznia 2015

Najpopularniejsze metody pielęgnacji włosów w innych krajach - co wyciągnęłam z moich rozmówców!

Witajcie!

Ostatnio miałam trochę wolnego czasu i w ramach treningu do matury oddałam się mojej ulubionej formie ćwiczenia angielskiego - czatowaniu. Nie były to moje pierwsze rozmowy, ale nie ukrywam, że czasem było naprawdę ciężko. Pomijając wszystkich "horny boys", których po prostu omijałam szerokim łukiem, problemem nieraz stawały się dziewczęta, które niespecjalnie chciały się ze mnie dzielić tradycjami ich krajów. Nie dałam jednak za wygraną i maksymalnie wypytałam wszystkich moich rozmówców o zwyczaje w naturalnej pielęgnacji włosów w ich krajach. Jeśli macie ochotę na małą podróż po różnych zakątkach świata to zapraszam do czytania!:)



1. Indie

Kiedyś rozmawiałam ze studentem z Indii i korzystając z tego, że rozmowa zaczęła nam się jako tako kleić, postanowiłam podpytać go o jedyny produkt, który najbardziej kojarzy mi się z Indiami czyli OLEJ KOKOSOWY. Zapytałam go czy to naprawdę tak popularna metoda pielęgnacji włosów. Z lakonicznych odpowiedzi wyszło, że owszem i co ciekawe, powiedział, że włosy olejują nie tylko kobiety, ale również mężczyźni w co szczerze mówiąc powątpiewałam. W końcu każdy żyje w innym, małym środowisku i ciężko odpowiadać za wszystkich w całym kraju. Stanęło na tym, że olej kokosowy jest bardzo popularny, a ja jestem niedowiarkiem.

Kolejna okazja by dowiedzieć się czegoś więcej miała miejsce niedawno, gdy poznałam Malimi. Była to jedna z osób, z którymi rozmawiało mi się najgorzej i nie przez barierę językową, a wyłącznie przez jej niechęć do tematu, o który pytałam. Ostatecznie nie chciałam jej zamęczyć i powoli chciałam zrezygnować z tej rozmowy, gdy nagle zaczęła odpowiadać na moje pytania. Kolejny raz potwierdziło się, że olej kokosowy jest najbardziej znaną metodą pielęgnacji włosów w ich kraju, więc zapytałam jak często go używają. Co ciekawe, Malimi, która dobitnie zaznaczała, że w ogóle jej nie interesują tematy włosów, stosuje olejowanie nim tak często jak inni czyli ok. 3 razy w tygodniu. Potem zaznaczyła, że czasem tylko dwa. Zupełnie tak jakby to było rzadko:)

Kolejna sprawą, którą poruszyła moja rozmówczyni było zasolenie wody, co być może było problemem akurat na jej terenach. Mówiła, że po samym olejowaniu bardzo istotne jest, aby woda, którą zmywają go, nie była zbyt słona.



2. Peru

Pierwszą poznaną przeze mnie osobą, pochodzącą z Peru była Diana. Ku mojej radości była bardziej skora do opowieści na temat pielęgnacji włosów niż Milami:) Zaskoczyła mnie pierwszą pozycją, którą uznała za najważniejszą w naturalnym dbaniu o włosy - ALOESEM. Szczerze przyznała, że sama nie lubi kosmetyków DIY i jak już to kupuje szampony z dodatkiem soku z aloesem, ale jednocześnie wspomniała o swojej mamie. Kobieta regularnie używa soku z tej rośliny do pielęgnacji skalpu, ze względu na jego właściwości wzmacniające. Podpytałam ją od razu czy sok nakładają rozcieńczony czy nie, ale powiedziała, że z tego co jej wiadomo, mama nie dodaję do soku nic i bezpośrednio aplikuje na skalp.



3. Kurdistan

Aso, mieszkaniec Kurdistanu, był jedną z osób, z którymi rozmawiało mi się najlepiej. Oprócz tematyki ogólnożyciowej, którą zawsze porusza się na czatach, żeby jakkolwiek rozruszać rozmówcę, mogłam bez obaw zapytać go również o pielęgnacje włosów na terenach, które zamieszkuje. Starając się podzielić ze mną całą wiedzą, którą na ten temat posiada, wspomniał przede wszystkim o oliwie z oliwek, najczęściej używanej przez kobiety do olejowania. Średnia częstotliwość takiego zabiegu to raz na tydzień.Co ciekawe, bez jakiejkolwiek sugestii z mojej strony na temat pochodzenia składników w produktach kosmetycznych, sam doradzał mi, abym w miarę możliwości używała tak jak u nich jak najmniej wzbogaconych sztucznymi dodatkami i zastępowała je naturalnymi mydłami, również oliwkowymi:) Na koniec tematu włosowego, Aso dodał, że kobiety często też nakładają na skalp czosnek, czyli robimy to samo aplikując domowe wcierki z czosnku.




4. Tunezja

Moja kolejna rozmówczyni - Samira, pochodząca z Tunezji strasznie przejęła się sytuacją moich włosów, gdy zapytałam o jakieś naturane metody pielęgnacji w jej kraju:D Jednak, ku mojemu niezadowoleniu, jedyne co rzeczywiście mi polecała to hennę. Zareklamowała mi ją jako idealny produkt wzmacniający włosy.



5. Ekwador

Teraz czas na dziewczynę, z którą szło mi najlepiej - Xiomarę. Nie była co prawda włosomaniaczką, ale dowiedziałam się, że mamy włosy tej samej długości (do kości ogonowej) i ogólnie czuła misję w przekazywaniu mi zwyczajów kobiet Ekwadoru:) Pierwsze przepisy, które mi zdradziła, to dwa sposoby i oba bardzo dobrze Wam znane - pierwszy to spożywanie oleju lnianego w celu między innymi poprawienia stanu skóry, a co za tym idzie i włosów. Drugi sposób to maseczka z awokado, którą naprawdę mocno zachwalała przy problemach z suchymi włosami. Maska, na którą dostałam przepis składała się z awokado oraz oleju z kiełków pszenicy. Poczułam się jak prawdziwa fanatyczka gdy zapytałam ją o jej ulubione metody pielęgnacji inne od tych już wymienionych, a ona odpowiedziała "Mam naturalne włosy i nie potrzebują więcej":D



6. Kolumbia

Lorena wyraźnie zaznaczała, że w jej kraju kobiety lubią korzystać z roślin. Odpowiedź na pytanie o to, jakie roślin są ulubione, naprawdę mnie miło zdziwiła. Szczególnie ze względu na to, że obco brzmiały ich nazwy w jej języku, których nie potrafiła przetłumaczyć na angielski i musiałam sobie z tym poradzić sama. Gdy zobaczyłam tłumaczenia byłam naprawdę baardzo miło zaskoczona:

- nagietek
- rozmaryn
- aloes
- pokrzywa

Zupełnie tak jak my mamy w zwyczaju, robią z nich płukanki do włosów:)
Ostatnim naturalnym produktem, którego używają do włosów, był miód.


Podsumowując...


Planując ten post nie nastawiałam się na to, że poznam jakieś tajemnicze przepisy albo odwrotnie. Jestem bardzo zadowolona, że wytrwałam wszystkie te dni rozmów i, że mogłam Wam przekazać to, co udało mi się od moich rozmówców wyciągnąć. Rzecz jasna nie twierdzę, że sposoby, o których mówili, są jedynymi w ich kraju lub że wszystkie są idealnie przez nich opisane, ale cieszy mnie, że nasza wspólna, blogowa wiedza na ten temat, jak widzicie, czerpie z wielu różnych krajów i że tak naprawdę nikt mnie niczym specjalnie nie zaskoczył:) Zapewne w sytuacji rozmowy z kimś zainteresowanym tym tematem, dowiedziałabym się o wielu metodach mniej popularnych, ale to innym razem!

Jak na ludzi, którzy nie byli w żaden sposób związani z naturalną pielęgnacją, myślę, że udało im się przekazać dużo informacji, o sposobach które są naprawdę najpopularniejsze w ich regionach. 


A Wy o czym pomyślałyście czytając ten post?:))


PS: Imiona zostały zmieniono, żebym mogła poczuć się bardziej profesjonalnie:D

niedziela, 25 stycznia 2015

Niedziela dla włosów - czemu nie wrócę do olejowania

Witajcie!

Od dawna nie miałam tylu pomysłów na posty i mam nadzieję, że chociaż część uda mi się zrealizować w najbliższym czasie:) Dziś, jak co tydzień, przybywam z relacją z weekendowej pielęgnacji. Zapraszam do czytania!:)

Co zrobiłam?

olej: kokosowy na całą noc

mycie: Babydream - skalp, Serical Creama al Latte - długość (Babydream przesusza moje włosy na długości, więc maska chroniła je przed jego działaniem i dodatkowo zmywała olej)

Efekt:


Szczerze mówiąc całkowicie przestałam olejować włosy. Znalazłam alternatywy dla tego zabiegu, które dają dużo lepsze efekty niż samo olejowanie, ale ostatnio postanowiłam znów spróbować czy nadal moje włosy lubią olej kokosowy. Efekty po jego użyciu są takie jak zwykle - włosy pięknie lśnią, od razu wyglądają na odżywione, ale jak zwykle też brakuje dociążenia i włosy odrobinę się puszą. Nie mam tego problemu gdy używam oleju jako dodatku do jakiejś ulubionej maski, dlatego właśnie wolę m.in. taki sposób pielęgnacji. Co najważniejsze to Serical bez problemu dał sobie radę ze zmyciem oleju, nie przesuszając w żaden sposób długości, a włosy przy spłukiwaniu były mega gładkie. Jak zwykle efekt ten w dużej części zniknął po wyschnięciu, ale nadal zauważam ich wygładzenie.

W ostatnim tygodniu przez przypadek odkryłam świetny produkt, który dodany do odżywki sprawia, że mam maksymalnie odżywiającą mieszankę, która nie dość, że nawilża włosy to jeszcze świetnie je zmiękcza! Więcej postaram się napisać Wam w najbliższych tygodniach:)

A jak Wasza niedziela dla włosów?:)

Co tydzień mam ochotę wstawić pod tym pytaniem jakąś piosenkę z tygodnia, ale zawsze ciężko mi wybrać. Dziś mam kandydata. Miłego słuchania życzę odważnym!


środa, 21 stycznia 2015

Fryzura ze studniówki - zdjęciaa!

Witajcie!

Przybywam z obiecaną fryzurą studniówkową oraz ogólnym opisem tego jak doszło, że wyglądała tak a nie inaczej:) Zapraszam do czytania!

Pierwsza sprawa to to, że jedyne opcje jakie brałam pod uwagę w kwestii fryzur to rozpuszczone włosy, podkręcone na końcówkach na lokówce albo jakiś kok, ale nigdy w życiu z warkoczy. 
Jak zobaczycie niżej wszystko legło w gruzach.

Żeby wczuć się w klimat mojej stylizacji nawiązującej do motywu imprezy włączcie sobie:


Czujecie to? Zatem zaczynamy podróż w czasie!

Kokówki

Zaczniemy od mojej fascynacji kokami mojej babci, która ma mega długie i mega grube włosy, a jej koki trzymają się zawsze na kilku wsuwkach. To była dla mnie zagadka od kilku lat, jak na tak szerokich (wyglądających przez to na zwyczajnie zużyte) drucikach mogą się trzymać tak ciężkie włosy. Rozwiązanie przyszło do mnie właśnie w ostatnim czasie, gdy nareszcie kupiłam swoje pierwsze kokówki i od razu się zakochałam!

Tylko nie warkocze!

Z całkowitą świadomością tego, że lokówki nie posiadam i nawet nie mam od kogo pożyczyć, a kupowanie to zwyczajny bezsens jeśli potrzebna mi jest na raz, dalej trwałam przy tym, że włosy zakręcę. Byłoby tak pewnie do końca, gdybym nie zaczęłam interesować się bardziej drugą opcją - upięciem. Wśród naprawdę niektórych koszmarków, znalazłam parę "perełek" i postanowiłam - włosy będą upięte. Ku niezadowoleniu kilku osób trwałam przy tym do końca (tak, mówię między innymi o Tobie PI!!!) i uznałam, że choć raz dam się wykazać osobom z krótszymi włosami, żeby to one skupiały maksimum uwagi:D

Mama podsunęła mi jeden tutorial, gdzie wykonywano koka z kilku warkoczy, więc nie byłam do niego ani trochę przekonana. Na szczęście namówiła mnie i po kilku próbach ustaliłyśmy, że to będzie najlepsza propozycja:)

Mój kok opierał się mniej więcej o tą instrukcję:


Zmodyfikowałyśmy go o kształt koka oraz pominięcie kręcenia włosów no i rzecz jasna brak tak grubych włosów jak u tej dziewczyny:D

Efekt:


Tu w pełnej okazałości - jednocześnie moim stroju, który miałam Wam pokazać już kiedyś, ale nie było okazji:)


Tu w samej sukience - same widzicie, że rozpuszczone włosy nawet nie pasowałyby do tego wycięcia z tyłu:)


Dajcie już spokój z tymi zdjęciami!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Fryzura trzymała się całą studniówkę do samego końca. Zużyłyśmy do jej wykonania ok. 25 wsuwek i 10 gumeczek. Wszystko zostało dodatkowo utrwalone lakierem (głównie ze względu na to, że moje włosy miejscami wychodziły z warkoczyków), ale nie miałam większych problemów z jego zmyciem, dzięki użyciu dość małej ilości, czy też ogólnie ze zdjęciem wszystkich warkoczy. W nich samych wyglądałam jakbym ubiegała się o miejsce w Arce Noego i żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, bo może Litza by się zgodził:D

Mimo sceptyczności co do tej fryzury, jestem naprawdę zadowolona, że wybrałam takie upięcie. Włosy w żaden sposób mi nie przeszkadzały i pozwoliły się skupić na innych rzeczach, jednocześnie też dodając mi wdzięku w mojej stylizacji:D Nic się nie plątało, nie ciągnęło. Ważna dla mnie kwestia to również to, że fryzura była delikatna i skromna, dzięki czemu nie wyglądało to nienaturalnie tak jak w przypadku wszystkich prostych włosów, które nagle zostały zakręcone. Byłam bardzo zadowolona i przez cały wieczór czułam się jak prawdziwa, z włosów można powiedzieć lekko rosyjska, kobieta mafii:D 

A Wy jakie miałyście fryzury na swoich studniówkach? Może dziś zdecydowałybyście się na coś innego?:)


Teraz mentalnie wracam do mojego jeszcze szalonego liczbą wieku i zakładam z tyłu włosów dredloki, które kilka lat temu zrobiłam, ale zbyt wyprzedzały długością moje włosy.

niedziela, 18 stycznia 2015

Niedziela dla włosów - włosy przetrwały studniówkę!

Witajcie!

Ta niedziela dla włosów odbyła się w sobotę i musiała być pewniakiem, bo miałam studniówkę. Wybrałam więc maseczkę, która mnie nie zawiedzie i na pewno zadba o moje włosy należycie. W sumie i tak bardziej skupię się dziś na wskrzeszeniu sianka, które zostało z fryzury. Zapraszam do czytania!:)

Co zrobiłam?

mycie: Isana urea

odżywianie: Biovax keratyna i jedwab

Efekt:


Po tych wszystkich zabiegach pracowano nad moją fryzurą. Włosy były zaplecione jeszcze będąc lekko mokrymi, dlatego też fale utrzymują się po całej nocy bez zmian. Ogólnie spodziewałam się czegoś lepszego po tej masce, bo naprawdę świetnie nawilżała moje włosy, ale efekty po warkoczu były marne. Dodając do tego oczywiście lakier było naprawdę ciekawie:D Na szczęście udało mi się bez problemu go wyczesać, a w końcówki wtarłam dziś olejek kokosowy żeby opanować sianko. Do wieczora przetrwam a potem planuję kallosowe zmartwychwstanie.

Fryzurę pokażę Wam w tym tygodniu, w osobnym poście.


A jak Wasza niedziela dla włosów?:)


środa, 14 stycznia 2015

Mycie włosów mąką żytnią czyli coraz bliżej niezależności

Witajcie!

Tak jak zapowiadałam, wypróbowałam kolejną mąkę jako naturalny szampon. O mojej pierwszej próbie mycia włosów mąką możecie przeczytać TU. Dzięki w miarę wolnemu tygodniowi mogę Wam o tym napisać, także nie zwlekam i zapraszam do czytania!:)

Co zrobiłam?

Zmieszałam 3 łyżki mąki żytniej z ok. 2 łyżkami wody. Ostatecznie i tak dodałam jej więcej, żeby "szampon" był rzadszy. Potem nałożyłam na mokry skalp i po minucie masowania spłukałam. Warto zaznaczyć, że włosy były dwudniowe, a w taki wypadku zawsze myję je szamponem.

Efekt:

 Jak widzicie mąka pozostawia biały pył na włosach, ale myślę, że nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe i że z czasem po prostu przestałby być widoczny.


To, że włosy będą czyste można powiedzieć, że wiedziałam. Po sukcesie z mąką z ciecierzycy, nie nastawiałam się jakoś specjalnie na niedomycie. To co mnie jednak zaskoczyło, to miękkość włosów po takim myciu. O ile na długości mogło to być wynikiem odżywki (nałożyłam, bo włosy przed myciem były którąś już dobę w warkoczu i nie wyglądają wtedy za ciekawie), to włosy przy głowie nie były dotykane niczym, a ich miękkość była naprawdę powalająca! Do tego blask, naprawdę genialny blask długości najbliżej skóry głowy. Szczerze mówiąc dawno nie miałam tak przyjemnych w dotyku włosów:) Ponadto mąką tak dobrze się spisała, że aż żal było mi myć tak czyste wieczorem włosy zwykłym szamponem, bo wypadał termin mycia. Nie mam jeszcze z nią takiego doświadczenia, żeby mieć pewność, że na pewno na drugi dzień efekt się utrzyma. O tym kiedy jest u mnie czas na mąkę wspominałam TU:)

Czy mycie mąką żytnią ma dla mnie jakieś wady? 

Jedną, którą można przeżyć - zapach. Okropny, ciężki do opisania zapach, który utrzymuje się na włosach do czasu ich całkowitego wyschnięcia. Na szczęście moje są tak długie, że przeważnie spędzam te katusze oglądając coś i mając włosy przerzucone za łóżko, tak by były poza zasięgiem mojego nosa:)

Podsumowując...

Mąka żytnia to kolejny naturalny i skuteczny sposób na odświeżenie moich włosów. Oprócz tego, że nie przesusza ani w jakikolwiek inny sposób nie szkodzi skórze głowy, zdecydowanie zmiękcza i sprawia, że włosy pięknie lśnią. Uwaga dla mnie to użycie większej ilości mąki następnym razem, żeby potem nie musieć rozcieńczać w nieskończoność i mieć problem w domyciu włosów.


Co myślicie o mące jako alternatywie szamponu?:))

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Niedziela dla włosów - wyjątkowo pokręcona

Witajcie!

Ostatnio myjąc włosy potrzebowałam odżywki nawilżającej. Po krótkim przeglądzie moich łazienkowych półek okazało się, że wszystkie, które faktycznie nawilżały mi włosy, nagle gdzieś zniknęły! Sięgnęłam więc do magicznych prezentowo - zdobycznych zapasów i wpadłam na odżywkę, która mnie naprawdę baardzo pozytywnie zaskoczyła:) Zapraszam do dalszego czytania!:)

Co zrobiłam?

mycie: Isana urea

odżywianie: skalp - domowa maska drożdżowa (preferuję drożdże z wodą, bo jogurt naturalny przeciążał mi włosy na dłuższą metę)

długość - Żeń - Szeń odżywka Farmony

Efekty:


Końcówki to efekt spania z włosami przerzuconymi przez łóżko w taki sposób, że leżą całą noc na obrazie włożonym między łoże a ścianę... Nie polecam:D Natomiast inna sprawa z odżywką, która rzeczywiście nawilża i wygładza moje włosy. Dziękuję Fungom za prezent, bo gdyby nie one to zapewne nigdy bym sobie jej nie kupiła. Mentalność babci i krytycyzm wobec każdego kosmetyku pseudoziołowego na pewno by do tego doprowadziły. W każdy razie włosy na długości wyglądają bardzo dobrze (oprócz tych wygięć). Skalp jest zadowolony (szczerze mówiąc niedługo czeka mnie studniówka i nie widzę logiki w tym co robię, ale ostatnio co mycie nakładam maskę drożdżową... Może Wy wiecie w czym rzecz?)

Niedziela dla włosów była naprawdę ok i maska mimo mega rzadkiej konsystencji nie spływała po mnie, więc jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że na jakiejś płaszczyźnie potrafię wykorzystać naukę.

Tydzień zleciał w miarę miło pomijając odkrycie przysmaku osiołków i baranów - ziemniaków kokosowych. Mam nadzieję, że Wam się to nigdy nie zdarzy:D

A jak Wam minął tydzień i niedziela dla włosów?:))


PS: Zagadka rozwiązana! Maska drożdżowa jest wynikiem tęsknoty za dzieciństwem i moją lalką Heleną, która miała nieprzypadkowe imię i nieprzypadkowo meeeega długie włosy:)


piątek, 9 stycznia 2015

Moje 4 ulubione sposoby na odświeżanie włosów bez szamponu i zapobieganie szybszemu przetłuszczaniu:)

Witajcie!

Zawsze gdy planuję jakieś wyjście, lubię sobie dokładnie podporządkować to kalendarzowo pod względem mycia włosów. Myję je co drugi dzień, więc jest to dość istotne czy ważna data wypada w pierwszy dzień po myciu czy wieczorem drugiego dnia, kiedy moje włosy są już porządnie zmęczone. Dodatkowo w dzieciństwie straszona przez mamę, że będę musiała myć włosy codziennie tak jak ona, maksymalnie starałam się pilnować swojego grafiku i ograniczać kontakt z szamponami:D

Jednak czasem zdarza się, że między myciami potrzebuję odświeżenia skalpu choćby na jeden dzień. Jednocześnie moje włosy są bardzo podatne na przesuszenia szamponami i nawet Babydream działa na nie destrukcyjnie, dlatego koszmarem byłoby myć włosy szamponami częściej niż co drugi dzień.

To wszystko sprawiło, że chciałabym się podzielić z Wami moimi ulubionymi sposobami na dzień przejściowy:

1. Mycie włosów odżywką

Kosmiczne rozwiązanie jeśli zależy Wam nie tylko na odświeżeniu włosów, ale również na pielęgnacji. Po wielu próbach najlepiej sprawdza się u mnie maska Serical Crema al Latte, ze względu na to, że naprawdę dobrze nawilża moje włosy. Długość wygląda ładnie po takim myciu, skalp jest oczyszczony i całość jest fajnym wyjściem jeśli mam wieczorem mało czasu, a na jutro muszę mieć włosy w reprezentatywnym stanie. Jednak nie wszystko było od razu takie kolorowe. Oprócz braku odbicia od nasady problemem było dla mnie przede wszystkim bardzo długie spłukiwanie maski z włosów. Nakładałam ok. 2 łyżki i z czasem zaczęłam ograniczać ilość. Ostatecznie doszłam do tego, że najfajniej spisuje się mieszanka maski z mąką, u mnie najczęściej pszenną. Gęstszy "szampon" łatwiej nałożyć na skalp i dużo łatwiej zmyć, nie marnując niepotrzebnie tak dużej ilości wody.

Czasem, gdy jestem już strasznie śpiąca i nie chce mi się robić maskowego ciasta, używam balsamów Mrs. Potters. Niestety mimo tego, że również domywają mój skalp, mają w składzie Isopropyl Alcohol tak bardzo nielubiany przez moje włosy, troszkę przesuszał, dlatego też używam tego balsamu tylko w ostateczności i bardzo rzadko.

Fajną sprawą była również odżywka DEBA, która w myciu sprawowała się u mnie idealnie i oprócz domywania nawilżała. Ogólnie jest to jedyny sposób żebym mogła ją zużyć, bo jako odżywka nie zmienia nic w wyglądzie włosów.

2. Mąka

Mycie włosów mąką z ciecierzycy dokładniej opisywałam TU. Co prawda włosy były wtedy dwa dni niemyte, ale to tylko lepiej świadczy o sile oczyszczającej mąki:) Obecnie przymierzam się do innej mąki, bo z dorwaniem na miejscu mąki z ciecierzycy mam ogromne problemy, mimo częstego bywania w innych miastach.

To sposoby, których używam gdy jest już za późno na to by włosy odratować. Ich największym plusem jest to, że mamy oczyszczony skalp, ale nienaruszone włosy. Uwielbiam myć je mając w perspektywie, że nie muszę już nic nakładać, bo i tak będą się bardzo dobrze przezentować. Przy myciu odżywką należy zwrócić uwagę czy któraś konkretna nie przyspiesza przetłuszczania skalpu, bo może wtedy będzie można ją zmienić na inną. U mnie wszystkie odświeżają włosy w sam raz na jeden dzień:)

Co robię żeby włosy uniknąć szybszego przetłuszczenia?

1. Lakier do włosów

Wiem, wiem, niewiele ma wspólnego z pielęgnacją, jednak stosowany bardzo rzadko jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Gdy np jestem u kogoś i chcę żeby włosy były maksymalnie świeże nie tylko po myciu, ale i drugiego dnia po nocy, to spryskuję lakierem przedziałek, bo tam najłatwiej dostrzec "zmęczenie". Sprawdza się to bardzo dobrze też na różne imprezy, gdy włosy z czasem nawet tego samego wieczora mogą opadać i wyglądać nieciekawie. Podkreślam jednak, że jest to metoda, która nie może być stosowana na dłuższą metę, bo najzwyczajniej przesuszymy sobie nie tylko włosy najbliżej skóry głowy, ale przede wszystkim ją i efekt będzie odwrotny od oczekiwanego.

2. Puder 

Jako suchego szamponu używam od kilku lat pudru Babydream. Jego pojemność jak na zużywanie w tym celu jest ogromna i do tego jest mi go najłatwiej pozbyć się z włosów. Robię to przy pomocy czarnej gładkiej koszulki (nie ogarniam nigdy jak można wyczesać z ciemnych włosów biały pył tak, żeby nie wyglądać jak po mącznej bitwie). Kiedyś, dawno, gdy jeszcze sposób z pudrem był mało znany w internecie, usłyszałam o nim od koleżanki. W domu znalazłam stary puder mamy, który był do twarzy zatem bardziej brązowy niż biały, bo mama gardzi gotykiem. Wszystko byłoby naprawdę fajnie gdyby nie barwił mojej skóry głowy na ciemno a jego wykończenie nie było wręcz brokatowe:D Tym wszystkim naraziłam się na częste pytania czemu świecą mi włosy... Mi przeciwniczce wszelakich świecących ozdób z brokatem. Ogólnie żeby zapobiec szybszemu przetłuszczeniu włosów, aplikuję puder na włosy kilka godzin po umyciu.

3. Woda

To jest naprawdę najlepsze rozwiązanie, które wyjdzie na dobre nie tylko Waszym włosom. Ja nigdy specjalnie nie przejmowałam się tym ile dziennie piję. Po Jarocinie zmieniłam podejście i staram się pić dodatkowy litr wody dziennie do tego co piłam wcześniej. Wodę przyjmujemy nie tylko w napojach, ale też w pokarmach, więc jest to dla mnie idealna ilość:) Od razu widzę różnicę w dzień gdy umyję włosy i piję dużo wody, a w dzień gdy umyłam włosy i jej nie piłam. Włosy dzięki lepszemu nawodnieniu są dłużej czyste, skóra nie tylko głowy mniej się przetłuszcza i ogólnie czuję, że zrobiłam dla niej coś dużo lepszego niż kosmetyki:)

Jeśli dawno nie mieliście biologii i nie wiecie czemu tak to działa, zapraszam do słuchania:


Wiem, że na blogu były już podobne posty, ale w żadnym nie było konkretnego spisu wszystkich metod, które stosuję obecnie oraz nigdy nie wspominałam o lakierze jako pomocniku w tych sprawach, dlatego powstał ten wpis.

A jakich sposobów używacie Wy żeby mieć dłużej świeże włosy? Wolicie odświeżyć je na jeden dzień czy sięgacie po suchy szampon?:))

Zapraszam do uaktualnionej wersji tego wpisu pod TYM linkiem!:)



PS: Pomijam wcierki i różnego typu toniki czy oleje, bo nie praktykuję nakładania na skalp tylu produktów.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

2014/2015 - jak zmieniły się moje włosy - zdjęcie!

Witajcie!

W ostatnim czasie moje włosy zwiedziły wiele pociągów i towarzyszyły mi przy kupnie najcudowniejszych drutów na świecie. Wszystko to sprawiło, że oddałam się sprawom innym niż blog, więc myślę, że warto byłoby w końcu do Was wrócić!

Cały ten rok prywatnie zleciał mi w towarzystwie pojęć: KONKRET, LOGIKA, MYŚLENIE, ANALIZA, dlatego też nie będę pisać kilometrów a tylko w punktowych ciekawostkach postaram się Wam co nieco przekazać, nie tylko w tematyce włosowych odkryć:)

  • rok 2014 włosowo rozpoczęłam planowaniem akcji CONCHA czyli ślimak, która miała być dla mnie motywacją do ochrony włosów głównie w czasie zimy, w okresie czapkowo-szalikowym. Ostatecznie CONCHA była totalną klapą, która weszła w życie tak naprawdę od początku tego roku szkolnego zatem uznaję ją za udaną!:D
  • odkryłam dwa genialne szampony, które mimo mocniejszych detergentów w składzie naprawdę nawilżają mój skalp - YEGO i szampon Isana Urea
  • przegapiłam datę ważności całej butli Amli i 4/5 od roku nie nadaje się do użytku:(
  •  kręciłam włosy na milion sposobów, ale nadal szukam ideału, który da mi pewność, że loko-fale na pewno wyjdą takie jak chcę
  • przeżyłam z moim dreadem 9 miesięcy w symbiozie!
  • zamiast kupowania nowych wcierek skupiłam na przede wszystkim na mojej diecie i dbałam żeby była bogatsza we wszystko czego potrzebuje moje ciało, mózgownica i oczywiście skóra (jako matka włosów)
  • dałam sobie czas na zrozumienie pewnych rzeczy, których okresowo bywało zbyt dużo żeby mogły się wchłonąć (zupełnie jak z nadmiarami nawet bardzo dobrego pod względem wchłaniania oleju na włosach)
  • w towarzystwie moich włosów bawiłam się na wieeelu mega fajnych koncertach, które były idealnym podsumowaniem mojej muzycznej drogi powracając do zespołów bardziej przeze mnie męczonych kilka lat temu
  •  najlepszym sposobem na przyspieszenie porostu okazała się domowa MASKA DROŻDŻOWA
  •  maksymalnie pogrążyłam się w szukaniu naturalnego szamponu na miarę moich możliwości i najlepszym w tej kwestii produktem okazała się mąka z ciecierzycy
  • z problemów wychodziłam obronnym wierszykiem
  •  przed końcem roku nauczyłam się robić na rękach, a potem na drutach i zrobiłam łącznie dwiema metodami 4 szaliki w samym grudniu:D
  • powróciłam do książek dzięki tak znienawidzonym przeze mnie odkryciom techniki
  • poznałam jeszcze lepiej swoje włosy i znalazłam dla nich maskę idealną, która również nie przemęcza moich funduszy - Serical Crema al Latte!

  •  mój chłopak mimo mojej włosowej obsesji nadal ze mną jest:D
  • regularnie robiłam kremy i utwierdziłam się w przekonaniu, że nowoczesne substancje nie muszą wcale dawać lepszych efektów
  • szukałam we wszystkim analogii dzięki czemu mogłam nauczyć się więcej rzeczy w przystępny dla mnie sposób i zapamiętać je na długo, bo to przecież najważniejsze!
  • starałam się regularnie resetować swoją pamięć
  • przesunęłam fizyczne granice mimo mojego podstawowego wykształcenia a nie chcieli sobie dać z tym radę ludzie z dużo wyższym
  • regularnie zabezpieczałam włosy silikonowym serum

Co się nie zmieniło?

  • wciąż nie umiem wyczarować na moich włosach super fryzur, ale szczerze mówiąc specjalnie mnie to nie martwi, bo sam warkocz albo dikok w zupełności mi wystarcza:)
  • ciągle jestem wyśmiewana przez znajomych, bo dalej mówię, że nie czuję żeby moje włosy były jakkolwiek długie:C
  • nadal jestem ogromną przeciwniczką masówki

 Co ma się zmienić?

1. Długość włosów!

2. Nic, żeby harmonia była nadal osiągalna i ułatwiała podejmowanie decyzji, a jednostka zawsze pamiętała o tym, że ma zdolność myślenia jednocześnie przyjmując, że jest dopiero na początku drogi do mądrości. Brzmi fanatycznie:D

3. Ilość uśmiechów u moich czytelników na liczbę kilkukrotnie większą:)


Nie wiem jak Wy, ale ja w takich podsumowaniach szukam przede wszystkim informacji o rocznym przyroście:D Żeby Wam nie utrudniać zadania w styczniu startowałam po podcięciu z dlugością 71cm. Obecnie długość włosów to 81 cm, a warto wspomnieć, że włosy były w ciągu roku obcinane kilkukrotnie i minimum 3cm, więc jestem bardzo zadowolona z ich wyniku:)

Teraz może porównanie zdjęć ze stycznia zeszłego roku i z dziś:


Dla mnie moje włosy nadal są zbyt krótkie i często osoby z długością do wcięcia w talii mają według mnie dłuższe niż ja:D

Starałam się, żeby ten post był myksymalnie pozytywny, bo w przyszłym roku zapewne też do niego wrócę i nie chcę spotkać zakopanej w kotlinie bez senności!


A jak Wam minął 2014?:))