piątek, 19 września 2014

Miesiąc rozcieńczania szamponu - czy było warto?

Witajcie!

Czy zastanawiałyście się kiedyś jaka jest minimalna porcja szamponu, która jest w stanie oczyścić Wasze włosy? Po akcji naturalnej pielęgnacji bez drogeryjnych kosmetyków, postanowiłam spróbować jak najbardziej zminimalizować kontakt środków myjących z moimi włosami. Niestety w roku szkolnym nie mam na czasu na przygotowywanie szamponów ziołowych, dlatego postanowiłam sukcesywnie zmniejszać ilość szamponu przy jednorazowym myciu i rozcieńczać go wodą, żeby stężony nie miał kontaktu bezpośrednio ze skalpem tak jak robiłam to dotychczas. Dodatkowo zmotywowały mnie do tego eksperymentu moje włosy, które mycie nierozcieńczonym Babydream zwyczajnie przesusza i nawet gdy nałożę przed myciem olej to i tak włosy są potem bardzo suche i nie widać na nich żadnego efektu.

Jakie były proporcje?

Najpierw ok. łyżeczki szamponu Babydream rozpuszczałam w ok. 200ml ciepłej wody (dokładnie w buteleczce po hydrolacie z ZSK). Przeważnie dodawałam do tego szamponu jeszcze ok.4 kropli olejku lawendowego, ale przy dłuższym stosowaniu nie widziałam żadnych efektów więc przestałam.

Po ok. tygodniu postanowiłam zmniejszyć ilość szamponu z łyżeczki na pół łyżeczki. Minusem tego było to, że szampon jeszcze mniej się pienił, przez co ciężej było mi go aplikować i czułam, że włosy nie są dobrze oczyszczone, więc poprawiałam to mycie następnym również rozcieńczonym. Z tego powodu ponownie wróciłam do porcji łyżeczki.

Ostatnio wykończyłam maskę Serical Crema al' latte i szkoda było mi wyrzucać to ogromne pudełko, dlatego próbowałam rozcieńczać szampon w nim. Oczywiście znów użyłam łyżeczki szamponu i reszty wody (zdecydowanie więcej niż przy butelce po hydrolacie, myślę, że coś ok. 500ml). Ta porcja okazała się zbyt mała i włosy były domyte tylko miejscami.

Raz zmieszałam pół łyżeczki Babydream i pół łyżeczki sody w butelce 200ml i po takim myciu włosy były naprawdę świetne. Myślę, że to było najbardziej optymalne rozwiązanie, które przynajmniej dawało mi pewność, że ograniczam ilość szamponu, a włosy i tak będą domyte. Po każdym myciu żeby domknąć łuski płukałam włosy wodą z octem jabłkowym.

Plusy:

- skalp i włosy na długości są mniej narażone na przesuszenie

- szampon starcza na baaardzo długo

- łatwiej było nawilżyć włosy - już po samej odżywce z olejkiem na kilka minut wyglądały dobrze, a przy regularnym przesuszaniu szamponem nakładanym na nie co mycie maska była wręcz obowiązkowa


Minusy: 

- szampon słabo się pieni,

- ewentualne niedomycie (ale tylko przy użyciu zbyt dużej ilości wody w stosunku do szamponu)

- brak odbicia od nasady

- przy dłuższym stosowaniu tej "szamponowej płukanki" np. 2 tygodniach w porcji jednej łyżeczki szamponu i mniej, włosy były wyraźnie zmęczone i mimo dobrego wyglądu zaraz po umyciu, już na drugi dzień były szybciej brudne niż przy normalnych myciach. Czasem też skalp zaczynał nagle swędzieć przez to, że nie był odpowiednio domyty.

Jak to oceniam?

Myślę, że warto było spróbować jaka jest minimalna ilość szamponu, która domyje mi skórę głowy. Dzięki temu wiem, że wcześniej niepotrzebnie ładowałam na skórę głowy ok.2 łyżek szamponu a czasem i więcej, gdy do umycia głowy spokojnie starczy mi 1 łyżeczka. Dodatkowo moje włosy nie były już tak mocno narażane przez ten miesiąc na co dwudniowe przesuszanie (nawet gdy np. raz porcja szamponu była jedną łyżeczką, a następnym razem 2 łyżeczkami to włosy potrafiły wyglądać dużo gorzej) i nie potrzebowały już aż tak intensywnych mieszanek po myciu jak wcześniej, żeby wyglądać dobrze.

Co teraz planuję?

Przede wszystkim myślę, że już nie wrócę do wylewania szamponu bezpośrednio na skórę głowy i pozostanę przy rozcieńczaniu. Zmiany wprowadzę natomiast takie, że na 200ml wody będę dodawała ok. 1 łyżeczki szamponu, bo przy takich proporcjach mam pewność, że włosy będą domyte. Gdy minie jakiś czas i zauważę, że włosy potrzebują więcej to porcję zwiększę do 1,5-2 łyżeczek żeby je bardziej oczyścić. Później ponownie wrócę do łyżeczki. Szampon oczyszczający z SLS, który stosuję raz na jakiś czas również będę rozcieńczać i używać ok. 2 razy w miesiącu.

Co jeszcze?

W trakcie trwania eksperymentu przekonałam się do upinania i zaplatania włosów oraz codziennego zabezpieczania, dzięki czemu mam nadzieję, że w połączeniu z brakiem przesuszania co mycie sprawią, że będę mogła jeszcze dłuugo nie patrzeć w stronę szuflady z nożyczkami:)

Tak włosy wyglądają dzisiaj:


Fale oczywiście jako następstwo warkocza poniżej:)


Tak ostatnio wyglądają moje włosy prawie codziennie. Kto by pomyślał, że pseudosłowiańskiwarkocz może być tak strasznie wygodny i pozwoli skupić się na rzeczach teraz ważniejszych niż włosy:D

A Wy jakiej porcji szamponu używacie do mycia?:))


PS: Miło było w końcu napisać coś bardziej przypominającego normalnego posta niż tylko niedzielę dla włosów!

16 komentarzy:

  1. To ja koniecznie muszę dodać głos z innej strony. Długo rozcieńczałam szampon, bo myślałam, że tak będzie lepiej. Włosy zaczęły faktycznie wyglądać lepiej (ale później okazało się, że to zasługa całości pielęgnacji z nie samego rozcieńczania szamponu. A szamponem myję tylko włosy przy skórze głowy.) Mój giga eksperyment z butelką pianotwórczą objął sprawdzenie każdej proporcji między 3:10 a 10:10, czasem z ułamkami włącznie. I wydawało mi się, że jest ok. Przedtem była jeszcze metoda kubeczkowa.

    Aż do czasu kiedy musiałam umyć włosy steżonym szamponem bo lanoliny nic innego ruszyć nie chciało. Były tak gładkie i błyszczące, że próbowałam dalej i okazało się, że moje bardzo suche, wysokoporowate i puszące się włosy kochają stężony szampon. Po rozcieńczonym są jednak napuszone i dość matowe. A po stężonym nie! W praktyce, w steżeniu używam trochę wiecej mililitrów na jedno mycie niż kiedy mieszałam szampon z wodą. A jest o tyle lepiej! W końcu nie muszę odmierzać, mieszać, wozić ze sobą miarek, strzykawek, butelki pianotwórczej i butelki z szamponem. A włosy takie szczęśliwe! Chociaż, podkreślam jeszcze raz, są z tych suchych i puszących się.

    Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie byłam ciekawa Twojego zdania, bo pamiętam, że już kiedyś u Ciebie czytałam o tym, że rozcieńczasz:) Zabawna sprawa z Twoimi włosami:D Zobaczę jak u mnie będzie się to dalej sprawdzało, bo mam nadzieję ograniczyć przesuszanie na czas zimy do minimum. Też zawsze nakładałam szampon na sam skalp, ale sama piana, którą potem spłukiwałam sprawiała, że włosy po wyschnięciu były suche. Choć to też kwestia szamponu, bo babydream działa tak przesuszająco na moje włosy, ale np. mocniejszy szampon czasem robi z moimi włosami cuda w porównaniu do BD. Jak znajdę jakieś jego zastępstwo to chętnie porzucę rozcieńczanie:D

      Usuń
    2. Intensywnie polecam szampony Natura Siberica. U mnie to właśnie one tak cudnie działają bez rozcieńczania. Nawet z nowym składem, który zawiera detergent (ale nie siarczan).

      Usuń
    3. Dzięki, będę to miała na uwadze jak w końcu się zdecyduje na inny:D

      Usuń
  2. Ja nie rozcieńczam szamponu, bo zwyczajnie mi się nie chce, ale staram się ograniczać kontakt detergentów z długością włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myje w umywalce wiec nawet jak się staram to i tak długość ma duży kontakt z piana:D

      Usuń
  3. Piękny warkocz! Ja również zaczęłam rozcieńczać szampon i obecnie sprawdza się dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś były przeprowadzone takie badania, w których kobiety myły głowy tylko przy użyciu samej wody. Część z nich nie wytrzymała bez szamponu, inne stwierdziły, że efekt jest mega! Świetna sprawa z tym rozcieńczaniem, muszę u siebie spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym słyszałam i szczerze mówiąc marzę o myciu woda:D

      Usuń
  5. uwielbiam warkocze :) nawet taki najprostszy warkocz jest strasznie wygodny i można bardzo łatwo się do niego przyzwyczaić, tak że później nie chce się nawet włosów rozpuszczać ;) no i włosy nie są szarpane, nie plączą się tak bardzo jak przy noszeniu ich rozpuszczonych- a idzie zima, więc to będzie duuży plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Ja tak się przyzwyczaiłam ze później nawet nie widziałam sensu by cokolwiek zmieniać:D

      Usuń
  6. Moze kiedys wyproboje!
    ----------
    blond-pielegnacja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. podziwiam cie za to ze masz ochote tak eksperymentowac i ryzykowac prztluszczone wlosy :D ja nie lubie ychodzic poza swoja strefe komfortu i zawsze nabieram szamponu, rozcienczam troche w rece i myje, wczesniej mylam podwojnie, ale w koncu odkrylam ze troche wieksza pojedyncza porcja tez mi ladnie domyje glowe :) bardzo fajne fale :) mnie juz niestety nozyczki zaczynaja przesladowywac...

    OdpowiedzUsuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)