wtorek, 30 września 2014

Szalenie prywatny post - zmiany

Witajcie!

Wybaczcie, że nie było mnie pierwszy raz tak długo na blogu, ale wrzesień był dla mnie baaardzo intensywny, a ostatnie dwa tygodnie szczególnie. Pomijając szkołę i sprawdzian poza nią "kim jestem, a kim mi się wydaje, że jestem", miałam milion dodatkowych spraw. Ostatni weekend spędziłam głównie w pociągach przygladąjąc się włosom pasażerów i kolejny raz rozczarowując się poziomem ludzi, którzy przejeżdżają może 20 km pociągiem, a narzekają jakby spędzali tam pół życia. Z rzeczy przyjemniejszych  byłam na pierwszym dniu Luxfestu. Lux jak zawsze super, Pięć Dwa genialne, a inni artyści również bardzo mnie podnieśli na duchu.

Włosy kolejny raz się przydały, choć na niepocieszenie ludzi stojących tuż obok mnie (w sumie następny koncert lux to obowiązkowo okazja do zrobienia aktualizacji w ruchu!!!:D:D)

Po koncertach jednak zdecydowałam, że to już wystarczy i wygodniej będzie mi w krótszych. Zdecydowałam się na długość powiedziałabym, że klasyczną, do której ostatnio schodzi większość osób wokół mnie, co uznałam za dodatkowy plus. Włosy dziś wyglądają tak:


W końcu widać, że między grzywką, a resztą włosów jest jednak różnica w długości.


Postaram się przybywać trochę częściej niż tylko z nudnymi niedzielami dla włosów!


A co słychać u Was?:))


PS: Chyba nie uwierzycie...?:D 

PS2: Pojutrze zapraszam na post o tym jak zawsze mieć piękne włosy na wyjeździe poświęcając na to wyłącznie 5 minut:))

poniedziałek, 22 września 2014

Niedziela dla włosów - mega wygładzenie!

Witajcie!

Ostatnio wprowadziłam w pielęgnację pewną zmianę, o której w tym tygodniu będziecie mogły więcej przeczytać:) Póki co jednak skupmy się na niedzieli dla włosów:)

Co zrobiłam?


odżywianie: Serical Crema al Latte czyli mój kallos + trochę biovaxa dla włosów suchych i zniszczonych + 4 krople oleju z kiełków pszenicy + kropla kwasu hialuronowego 1,5% + 4 krople hydrolizowanej keratyny

Efekt:


Włosy oczywiście żyją własnym życiem:D Kształt...

~~ półgodzinna przerwa na głaskanie spragnionego pieszczot kota~~

Uff. Więc kształt jak zwykle z każdej strony wygląda inaczej. Maseczka świetnie nawilżyła i dociążyła włosy. Są jedwabiste w dotyku i bardzo miękkie. Odgniecenia to efekt mojego spania w rozpuszczonych włosach. Wybaczcie, że nie pokazuję ładniejszego zdjęcia, ale to robiłam rano a potem cały dzień śmigałam w warkocz. Fale jednak po całym dniu złagodniały i wyglądały tak:



A jak Wasze włosy po niedzielnej pielęgnacji?:))

PS: Zaraz lux!!!:)

piątek, 19 września 2014

Miesiąc rozcieńczania szamponu - czy było warto?

Witajcie!

Czy zastanawiałyście się kiedyś jaka jest minimalna porcja szamponu, która jest w stanie oczyścić Wasze włosy? Po akcji naturalnej pielęgnacji bez drogeryjnych kosmetyków, postanowiłam spróbować jak najbardziej zminimalizować kontakt środków myjących z moimi włosami. Niestety w roku szkolnym nie mam na czasu na przygotowywanie szamponów ziołowych, dlatego postanowiłam sukcesywnie zmniejszać ilość szamponu przy jednorazowym myciu i rozcieńczać go wodą, żeby stężony nie miał kontaktu bezpośrednio ze skalpem tak jak robiłam to dotychczas. Dodatkowo zmotywowały mnie do tego eksperymentu moje włosy, które mycie nierozcieńczonym Babydream zwyczajnie przesusza i nawet gdy nałożę przed myciem olej to i tak włosy są potem bardzo suche i nie widać na nich żadnego efektu.

Jakie były proporcje?

Najpierw ok. łyżeczki szamponu Babydream rozpuszczałam w ok. 200ml ciepłej wody (dokładnie w buteleczce po hydrolacie z ZSK). Przeważnie dodawałam do tego szamponu jeszcze ok.4 kropli olejku lawendowego, ale przy dłuższym stosowaniu nie widziałam żadnych efektów więc przestałam.

Po ok. tygodniu postanowiłam zmniejszyć ilość szamponu z łyżeczki na pół łyżeczki. Minusem tego było to, że szampon jeszcze mniej się pienił, przez co ciężej było mi go aplikować i czułam, że włosy nie są dobrze oczyszczone, więc poprawiałam to mycie następnym również rozcieńczonym. Z tego powodu ponownie wróciłam do porcji łyżeczki.

Ostatnio wykończyłam maskę Serical Crema al' latte i szkoda było mi wyrzucać to ogromne pudełko, dlatego próbowałam rozcieńczać szampon w nim. Oczywiście znów użyłam łyżeczki szamponu i reszty wody (zdecydowanie więcej niż przy butelce po hydrolacie, myślę, że coś ok. 500ml). Ta porcja okazała się zbyt mała i włosy były domyte tylko miejscami.

Raz zmieszałam pół łyżeczki Babydream i pół łyżeczki sody w butelce 200ml i po takim myciu włosy były naprawdę świetne. Myślę, że to było najbardziej optymalne rozwiązanie, które przynajmniej dawało mi pewność, że ograniczam ilość szamponu, a włosy i tak będą domyte. Po każdym myciu żeby domknąć łuski płukałam włosy wodą z octem jabłkowym.

Plusy:

- skalp i włosy na długości są mniej narażone na przesuszenie

- szampon starcza na baaardzo długo

- łatwiej było nawilżyć włosy - już po samej odżywce z olejkiem na kilka minut wyglądały dobrze, a przy regularnym przesuszaniu szamponem nakładanym na nie co mycie maska była wręcz obowiązkowa


Minusy: 

- szampon słabo się pieni,

- ewentualne niedomycie (ale tylko przy użyciu zbyt dużej ilości wody w stosunku do szamponu)

- brak odbicia od nasady

- przy dłuższym stosowaniu tej "szamponowej płukanki" np. 2 tygodniach w porcji jednej łyżeczki szamponu i mniej, włosy były wyraźnie zmęczone i mimo dobrego wyglądu zaraz po umyciu, już na drugi dzień były szybciej brudne niż przy normalnych myciach. Czasem też skalp zaczynał nagle swędzieć przez to, że nie był odpowiednio domyty.

Jak to oceniam?

Myślę, że warto było spróbować jaka jest minimalna ilość szamponu, która domyje mi skórę głowy. Dzięki temu wiem, że wcześniej niepotrzebnie ładowałam na skórę głowy ok.2 łyżek szamponu a czasem i więcej, gdy do umycia głowy spokojnie starczy mi 1 łyżeczka. Dodatkowo moje włosy nie były już tak mocno narażane przez ten miesiąc na co dwudniowe przesuszanie (nawet gdy np. raz porcja szamponu była jedną łyżeczką, a następnym razem 2 łyżeczkami to włosy potrafiły wyglądać dużo gorzej) i nie potrzebowały już aż tak intensywnych mieszanek po myciu jak wcześniej, żeby wyglądać dobrze.

Co teraz planuję?

Przede wszystkim myślę, że już nie wrócę do wylewania szamponu bezpośrednio na skórę głowy i pozostanę przy rozcieńczaniu. Zmiany wprowadzę natomiast takie, że na 200ml wody będę dodawała ok. 1 łyżeczki szamponu, bo przy takich proporcjach mam pewność, że włosy będą domyte. Gdy minie jakiś czas i zauważę, że włosy potrzebują więcej to porcję zwiększę do 1,5-2 łyżeczek żeby je bardziej oczyścić. Później ponownie wrócę do łyżeczki. Szampon oczyszczający z SLS, który stosuję raz na jakiś czas również będę rozcieńczać i używać ok. 2 razy w miesiącu.

Co jeszcze?

W trakcie trwania eksperymentu przekonałam się do upinania i zaplatania włosów oraz codziennego zabezpieczania, dzięki czemu mam nadzieję, że w połączeniu z brakiem przesuszania co mycie sprawią, że będę mogła jeszcze dłuugo nie patrzeć w stronę szuflady z nożyczkami:)

Tak włosy wyglądają dzisiaj:


Fale oczywiście jako następstwo warkocza poniżej:)


Tak ostatnio wyglądają moje włosy prawie codziennie. Kto by pomyślał, że pseudosłowiańskiwarkocz może być tak strasznie wygodny i pozwoli skupić się na rzeczach teraz ważniejszych niż włosy:D

A Wy jakiej porcji szamponu używacie do mycia?:))


PS: Miło było w końcu napisać coś bardziej przypominającego normalnego posta niż tylko niedzielę dla włosów!

środa, 17 września 2014

TAG Liebster Blog Award

Witajcie!

Ostatnio zostałam nominowana do kolejnego tagu przez Autorkę bloga wlosovelove. Dziękuję za nominację i pozdrawiam:) Posty poważniejsze dopiero dorastają w mojej głowie, więc tag jak najbardziej mi odpowiada. Zapraszam do czytania!

1. Jaki jest Twój ulubiony kolor lakieru do paznokci?

Nie maluję paznokci. Jak byłam dużo młodsza to czarny/czerwony, szczególnie w kombinacji jeden czarny, drugi czerwony itd.

2. Co koniecznie musisz zrobić przed snem?

 Posmarować usta wazeliną, szczególnie gdy jest na dworze już coraz zimniej, bo tylko ona mi potrafi je nawilżyć:D

3. Gdybyś mogła uratować tylko jedną osobę na Ziemi, kogo byś wybrała?

 Przemyślałam i wiem kto by to był. Zapewne wybrałabym kogoś kto jest akurat pod ręką czyli zapewne chłopaka, a jeśli ja posiadałabym moc wyboru i byłabym nadczłowiekiem, to on też, więc potem chciałby uratować kogoś z mojej rodziny, ten ktoś kogoś, nowy ktoś kogoś i tym sposobem uratowaliby się wszyscy, nawet fungi:)

4. Najlepsza książka, jaką przeczytałaś to..?

Od bardzo dawna książki przestały mi być niezbędne i bardzo sporadycznie sięgam po jakieś pozycje, ale miałam taki kilkuletni okres gdy cyztałam ciągle i opierając się głównie na nim to: (kolejność przypadkowa)

- Ken Kesey "Lot nad kukułczym gniazdem"
- Janusz Leon Wiśniewski "Samotność w sieci"
- Krystyna Siesicka "Jezioro osobliwości"
- Edward Stachura "Opowiadania"
- William Shakespeare "Hamlet"

Na pewno było też wiele innych, ale były to pozycje bibliotekowe i nie pamiętam, że je czytałam. Wszystkie jakoś dla mnie ważniejsze staram się mieć przy sobie, bo niestety co do książek z biblioteki zgadzam się z Chylińską:

Nienawidzę bibliotek. Książka z biblioteki, jest jak facet, który miał mnóstwo kobiet. Przychodzi do ciebie i czujesz, że pachnie kimś innym. Niby go kochasz, chcesz z nim być, chcesz to wszystko pojąć, ale wiesz, że był dotykany przez inne. Najgenialniejsza książka odpada, kiedy jest poplamiona, popisana. Ktoś ją miał, ktoś ją czytał i ktoś swoim tłustym wzrokiem próbował skumać, o co w niej chodzi."

5. Jaki kosmetyk odgrywa najważniejszą rolę w Twoim makijażu?

 Chyba żaden, bo mój makijaż to bardziej śmieszki niż charakteryzacja:) Jedyny kosmetyk, którego używam jak już to korektor i puder (choć i ten często jest jakąś zrobioną przeze mnie mieszanką)

6. Ile miesięcznie wydajesz na kosmetyki?

 Rzadko kiedy coś kupuję. Używam głównie półproduktów, a one starczają na bardzo długi czas i nie muszę kupować wielu odżywek, a jedynie używam jako bazy, te które mam od dawna. Do twarzy też wszystkie maseczki robię w oparciu o półprodukty, tak samo z płynami do mycia, więc :)

7. Ile jesteś w stanie wydać na jeden kosmetyk?

 Ogólnie jeśli mam kupić jakikolwiek kosmetyk to najpierw kalkuluję czy nie taniej wyjdzie mi samodzielna produkcja:D

8. Możesz pochwalić się jakimiś osiągnięciami? ;) Np. dobrze zdana matura, wygranie konkursu literackiego, awans w pracy itd.

 Ukończyłam Wyższą Szkołę Sarkazmu w Gdańsku (2004r.), a od 2010 roku pracuję jako trenerka fitness w Łódzkim Zespole Spalania Tłuszczu I Łamania Kości.
Tak na serio to na moim poziomie edukacji nie widzę żadnych zasług kogokolwiek, które byłyby wynikiem chęci pogłębiania wiedzy (taka jest przynajmniej według mnie zasługa, która powinna być nagradzana i pożądana), a jak już to tylko chęć dostania dodatkowych pieniędzy, więc nie chciałabym nigdy mieć z tym nic wspólnego:)

Z takich nieczysto pieniężnych to raz mój wierszyk wygrał konkurs i wygrałam dość drogą szczoteczkę elektryczną. Jednak została sprzedana w celu kupienia butków Dolly z Demonii choć niestety nic z tego nie wyszło.
9. Najlepsze imię dla chłopca i dziewczynki?

 To chyba jeszcze nie czas. Choć nie zaprzeczę, mam już swoich faworytów, żeby moje przyszłe dzieci były na czasie - chłopiec Dereck i dziewczynka Jenny. Jako, że kobiety mają pierwszeństwo to razem będą tworzyć fonetyczne GENDER:D

10. Dlaczego wybrałaś akurat taką tematykę swojego bloga?

To nie ja ją wybrałam - to ona wybrała mnie! A tak bardziej rzeczowo to zbyt dużo myślę o życiu, żeby potem jeszcze formułować swoje myśli i je publikować.
11. Kojarzyłaś mój blog przed tym jak Cię nominowałam? ;)

Nie będę oszukiwać, nie znałam Twojego bloga, ale już to i owo ram przejrzałam:)
  
Ja niestety nie będę nominować dalej, bo muszę już znikać i nie mam czasu by wymyślić pytań, ale chętnie przeczytam Wasze odpowiedzi na pytania zadane mi przez wlosovelove, jeśli tylko macie ochotę odpowiedzieć:))

Trzymajcie się!

poniedziałek, 15 września 2014

Niedziela dla włosów [1047394381]

Witajcie!

W końcu mogę przyjść z nowym włosowym wpisem! Choć ostatnio mam dużo ważniejsze sprawy niż pielęgnacja, więc ograniczam ją do minimum (tzn mojego minimum:D) czyli rezygnuję z maski co mycie na rzecz odżywki z olejkiem na kilka minut. Tak też doszłam do etapu, gdy przez cały tydzień włosy były na drugim planie i w niedzielę miały dostać coś super. Jeśli jesteście ciekawe czy się udało, zapraszam!:)

Co zrobiłam?

mycie: Babydream + soda

odżywianie: Biovax dla włosów suchych i zniszczonych + Garnier Goodbye Damage + kropla kwasu hialuronowego + ok.10 kropli oleju z kiełków pszenicy (moje włosy ostatnio tylko ten olej tolerują) + pół łyżki kakao + 5 kropli kolagenu i elastyny

płukanka: z octu jabłkowego

Efekty:

Tak wyglądały rano. Ostatnio ciągle mam je związane, więc wolałam zrobić zdjęcie, gdy były i tak w miarę proste jak na ich możliwości.bardzo gładkie, nawilżone, miękkie, dociążone. Czyli wszystko to co zawsze. Jedyna różnica to kosmiczny zapach! Garnier Goodbye Damage jest tego powodem i teraz gdy tylko rozpuszczę włosy i je dotykam to wokół mnie wszędzie roznosi się ta woń. Mam nadzieję, że to wyjdzie mi tylko na plus i może ktoś uzna, że byłabym idealnym pracownikiem na stanowisku ŻYWY ODŚWIEŻACZ POWIETRZA:)

Szczerze mówiąc mam ostatnio tak dobraną pielęgnację, że nawet nie ma ochoty nic zmieniać, bo włosy wyglądają dobrze po każdej kombinacji złożonej ze stałych produktów. Jedyne co zamierzam zmienić to wprowadzić więcej olejowania, ale to wtedy, gdy dadzą zielone światło olejkom.
A ogólnie ze względu na zaczynającą się jesień staram się maksymalnie je nawilżać i chronić przed zamkami w kurtkach, bluzach i głównie w kostce. Póki co idzie dobrze, więc oby tak dalej!

A jak Wasza niedziela?:))

piątek, 12 września 2014

Co z bez sennością?

 Witajcie!


Gdzie podziewa się bez senność zapomniana w blogosferze?
Chętnie opowiem Wam o tym, choć nie wiem czy sam w to wierzę...
W jej tekstach są ciągle bloki, szlaki i przyprawy liczne
Przez to na jej twarzy teraz okropne zmarszczki mimiczne!
Choć i czasem (nie ukrywa), że i z pasją budowlaną (takiej to szukać ze świecą)
Patrzy w plany i co widzi? Prawie łzy już jej nie lecą!
Czasem nawet się zapomni i odpłynie wśród cyferek
Ale wtedy inny demon biegnie za nią, krzyczy "berek!'
Więc relacja ta przegrana już jest z góry jak widzicie
Choć lepsza jest (to na pewno!) niż z lenistwa mózgu gnicie...
Jak więc znaleźć panaceum żeby z dwoma żyć światami?
Łóżko trzymać w izolatce, a komputer za kratami!

Kluczyk oddać lekarzowi, niech wypisze nam zwolnienie
Tylko żeby nie skarało włosów biednych na cierpienie...

Wszędzie problem, jak żyć zatem?
Czy na blogu miniaturkę dać z gifowym batem-katem?

To za trudne do złączenia jeśli chcesz spełnić marzenia...

Wisi teraz tylko skóra, kości przez nią przebijają
A przechodnie tylko w śmiechy, bo oni bloga nie mają!
Wszystko co o życiu wiedzą, to z serialu pobierają.
Jeszcze marzeń nie spełnili, ciągle po niebie latają...

Znów bez senność kapturowa, znika w miejsca niepubliczne
spotkań młodych, starszych ludzi, co się zwą bloki chemiczne!



środa, 10 września 2014

Jak nauczyłam się pić z uśmiechem skrzypokrzywę:)

Witajcie!

Postów na temat skrzypokrzywy w blogosferze jest chyba niezliczona ilość. Myślę jednak, że sama motywacja czasem może nie wystarczyć. Dlatego chciałabym się dziś z Wami podzielić moją drogą do picia skrzypokrzywy. Być może wśród Was też są fanatycy cukru w herbacie i będą wiedzieli czemu było ciężko. Zapraszam!


Najpierw teoria czyli w co bogaty jest napar z liści pokrzywy:

Pokrzywa przede wszystkim oczyszcza krew i jest źródłem witamin: A, B, C, E, K, flawonoidów( wzmacniają ściany naczyń krwionośnych i odpowiadają za działanie przeciwgrzybicze oraz moczopędne) oraz m.in soli mineralnych.

Wpływ pokrzywy na urodę:

 Dzięki wspomaganiu oczyszczania organizmu zyskuje cera, która z czasem powinna stawać się coraz bliższa ideałowi, głównie pod względem ograniczania niedoskonałości i zmniejszania łojotoku. Witaminy w niej zawarte wzmacniają włosy i paznokcie.

 Wpływ pokrzywy na organizm:

Pokrzywa działa na organizm krwiotwórczo, a jednocześnie też przeciwkrwotocznie. Łagodzi obrzęki, wzmaga apetyt i poprawia trawienie. Dodatkowo pokrzywa to świetny naturalny lek na problemy z pęcherzem, osłabienie oraz na zbyt wysoki poziom cukru we krwi. Działa również wzmacniająco i odżywczo na cały organizm, a w wypadku przeziębienia pomaga szybciej się z nim uporać. Dzięki zawartości żelaza zapobiega anemii.


Co zawiera napar ze skrzypu?


Jest przede wszystkim bogaty w krzem, flawonoidy i witaminę C. Zawartość krzemu w skrzypie zależy od miejsca jego występowania, ale najczęściej przyjmuje się, że kwas krzemowy to ok.10 %. To właśnie on odpowiada za lecznicze właściwości tej rośliny.

 Wpływ skrzypu na urodę:

Skrzyp dzięki zawartości krzemu wzmacnia włosy oraz paznokcie. Wykazuje działanie lecznicze w przypadku chorób skóry oraz przy nadmiernym wypadaniu włosów. Odpowiada również za przyspieszenie porostu.

Wpływ skrzypu na organizm: 

Skrzyp to roślina hamująca krwawienie i pomagająca w schorzeniach nerek i dróg moczowych. Pomocny może okazać się w wypadku bólów artretycznych i reumatycznych. Działa przeciwzapalnie, odtruwająco, przeciwobrzękowo i przeciwkrwotocznie.

Gdy pijemy napary ze skrzypu należy brać pod uwagę możliwe niedobory wit. B1, którą one wypłukują.


Jak było u mnie?


O skrzypokrzywie słyszałam już kilka lat temu, ale mimo cudownych właściwości, nie miałam ochoty bawić się w mikstury, które poprawią stan moich włosów przy skórze głowy, gdy zależało mi przede wszystkim na efekcie JUŻ i widocznym głównie na końcówkach. Po pokrzywę sięgnęłam dopiero rok temu z moją koleżanką, Pi. Miałyśmy się wspierać w tej życiowej tragedii - smaku pokrzywy, wiecie o co chodzi. W praktyce wyszło jednak tak, że porzuciłyśmy to po kilku dniach.

Czas mijał, aż do pół roku temu, kiedy postanowiłam ograniczyć ilość spożywanego cukru. Nigdy nie jadłam bardzo dużo słodyczy, ale postanowiłam, że i tak ograniczę to do minimum, głównie ze względów zdrowotnych. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, że zawsze słodzę herbatę. Było dla mnie oczywistością, że herbatę słodzić TRZEBA i nigdy wcześniej się nad tym specjalnie nie zastanawiałam. Stwierdziłam wtedy, że zacznę ograniczać ilość cukru, którym nią wzbogacam i tak z 3 łyżeczek cukru przeszłam do 2, a po jakimś kolejnym czasie do zera. Wtedy nastał przełom.

Odkryłam, że herbata ma smak! 

Jednak niespecjalnie odpowiadał mi ten czarnej, więc zaczęłam pić zieloną. To był strzał w dziesiątkę! Oprócz wielu właściwości zdrowotnych miała również fajny smak. Piłam ją codziennie, aż pewnego dnia okazało się, że się skończyła, a ja już wstawiłam wodę. Wtedy sięgnęłam po pokrzywę. Nawet nie zaparzałam jej tyle, ile polecali na opakowaniu czyli ok.7 minut. Minęły może 2-3 minuty, a ona była już gotowa. Wypiłam, byłam zadowolona i tak zostało. Obecnie piję pokrzywę od czterech tygodni.

Myślę, że gdybym nadal słodziła herbatę, to za nic nie udałoby mi się wytrzymać nawet 5 dni z tymi ziołami. Jednak jeśli mimo wszystko Wam nie smakują, może ich smak polepszyłby owocowy sok albo miód. Ja piję bez dodatków, bo niespecjalnie lubię smak miodu i wolę zjeść szybko łyżkę niż przez kilka minut męczyć się z całą herbatą nim pachnącą i smakującą:D


Jak piję skrzypokrzywę?


Rzecz w tym, że niespecjalnie odpowiada mi przyrządzanie obu ziół naraz. Dlatego też samą pokrzywę piję ok. 2 razy dziennie, a skrzyp co drugi dzień i przeważnie z pokrzywą (oprócz niego staram się jeść regularnie kaszę jaglaną, która również jest świetnym źródłem krzemu).


Jak przyrządzam napary?


Pokrzywę zalewam wodą, która po zagotowaniu odstała jakąś minutę, dwie. Raczej nie wierzę, że wrzątek nie zabija żadnych cennych substancji. Odstawiam na 7 minut pod przykryciem i piję z małym dodatkiem przegotowanej wcześniej i ostudzonej wody. Skrzyp natomiast gotuję na małym ogniu ok. 10 minut, ponieważ tylko w czasie dłuższego gotowania uwalnia się z niego cenny krzem.

Czy widzę już jakieś efekty?


Pokrzywa kilka dni po rozpoczęciu kuracji pokazała mi swoje działanie oczyszczające skórę. Na szczęście dbałam wtedy bardziej o dietę, więc nie było tragedii. Dodatkowo po ok. dwóch tygodniach miałam wrażenie, że mam znacznie dłuższe babyhair i po czterech tygodniach mam już dość pokaźną "nową" grzywkę:D Więcej efektów opiszę w poście podsumowującym za jakiś czas.

 Reasumując wszystkim, którzy się wahają polecam mimo wszystko przekonanie się do tych naparów. Oprócz ich wpływu na nasze włosy wypisałam Wam również właściwości zdrowotne, które jak widać mogą przydać się nie tylko ludziom młodym, ale w każdym wieku. Ja skrzypokrzywę doradziłam mojemu dziadkowi, ze względu na wypłukiwanie kwasu moczowego, a samą pokrzywę pije babcia co również uważam za mały sukces. Kuracje wewnętrzne na pewno z czasem odwdzięczą się organizmowi.


A Wy pijecie skrzypokrzywę?:))


 Przy pisaniu posta korzystałam z:

- "Apteka Pana Boga", Maria Treben

- "Zioła z apteki natury", wydawnictwo PUBLICAT

poniedziałek, 8 września 2014

Niedziela dla włosów - włosy przejęły nade mną sterowanie!

Witajcie!

Czy czułyście kiedyś, że Waszym życiem zawładnął ktoś inny? Coś innego? Mi przytrafiło się to dzisiaj i jeśli pozwolicie, chętnie się z Wami podzielę tą traumą. Dziś bez uśmieszków. Zapraszam.

Co zrobiłam?


mycie: YEGO + 5 kropli olejku lawendowego

odżywianie: Biovax do włosów suchych i zniszczonych, kropla kwasu hialuronowego 1,5%, 8 kropli oleju z kiełków pszenicy, 4 krople hydrolizowanej keratyny

płukanka: z octu jabłkowego


Efekty:



Gdy wyschły zachowywały się normalnie - zero puchu, ale dziś przypominały futro. Gdy je rozpuściłam otaczały mnie z każdej strony i wręcz fruwały. Żeby zrobić te zdjęcia musiałam oprócz kilkunastu podejść pokombinować trochę z serum i oliwką HIPP. W końcu wszystko wróciło do normy:)

Po masce włosy strasznie lśnią. Specjalnie oczyściłam je mocniejszym szamponem, żeby efekt maski był jeszcze bardziej widoczny, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż takiego blasku. Do tego są doskonale nawilżone, wygładzone, miękkie i intensywnie pachną (koleżanka powiedziała mi, że idąc za mną czuła ciągle zapach maski:D). Końcówki oczywiście musiały dopasować się do mnie czyli wywinięte dokładnie od wysokości talii. Jedyny minus to brak dociążenia, ale już sobie z tym poradziłam. Dopiero po serum włosy się uspokoiły i czułam, że to ja mam kontrolę nad nimi, a nie one nade mną. Gdyby nie to, cały dzisiejszy dzień minąłby mi w towarzystwie latającego futerka. Choć może to i lepiej, bo robi się coraz chłodniej...

Ogólnie ostatnio ciągle spinam je gdy wychodzę z domu oraz powoli, powoli przekonuję się do koków poza domem, ale z tym będzie dużo ciężej. Mam jednak nadzieję, że te chęci sprawią, że termin podcięcia będę mogła odsunąć jak najdalej. Jednak i spinanie ma swoje wady, bo las babyhair przejmuje kontrole nad moją twarzą... 

Jak widzicie wcale nie jest wesoło. Włosy potrafią nie tylko cieszyć, ale również przyprawiać o dreszcze/poszerzanie naczyń krwionośnych, ataki agresji, nierzadko autoagresji, nagłe fale przygnębienia bądź duszności. Podsumowując ten wpis, życzę Wam, żebyście zawsze miały kontrolę nad swoimi włosami!

A kto rządzi w Waszym przypadku?:)


piątek, 5 września 2014

Aktualizacja włosów - sierpień 2014

Witajcie!

Już co prawda wrzesień, ale sierpień tak obfitował w posty, że aktualizację postanowiłam dodać później:) Zapraszam!

Czego używałam?

szampony: Babydream, domowe cuda z akcji Tydzień Bez Kosmetyków, YEGO

odżywki: Garnier Oleo Repair, DEBA, Isana Professional Oil Care

maski: Serical Crema al Latte, Biovax do włosów suchych i zniszczonych

Produkty dodatkowe: soda, jogurt naturalny, kwas hialuronowy 1%, olej arganowy, olej z kiełków pszenicy, olej sezamowy, olej makadamia, jajko, skrobia ziemniaczana, mąka kukurydziana,ocet jabłkowy, siemię lniane, sól EPSOM

Włosy na dzień dzisiejszy:



Włosy tu są akurat kosmicznie lśniące po eksperymentalnej masce. W sierpniu po podcięciu prezentowały się bardzo dobrze. Poziom nawilżenia udało mi się utrzymać dzięki stosowaniu masek co mycie. To już kolejny miesiąc kiedy po każdym myciu nakładam jakąś maskę na około godzinę i już tak przywykłam, że ciężko mi nałożyć tylko odżywkę na chwilę i nie mieć potem obaw o efekty. Jak mogłam tak żyć wcześniej?:D Ogólnie uznaję to za fajny sposób na zrelaksowanie się (przynajmniej mnie relaksuje układanie składników, z których przyrządzę sobie mikstury:))

Skalp wytrzymał mój tydzień nie domyć domowymi szamponami, teraz też jestem w trakcie kolejnego eksperymentu i również ma się dobrze. Niedługo Wam o nim opowiem, bo póki co czekam na większą bazę plusów.

Sierpień ogólnie był tysiąc razy lżejszy niż lipiec dla moich włosów pod względem przesuszania. Żadnego poważniejszego braku nawilżenia nie zauważyłam, więc jestem zadowolona. Póki co największy problem to zniszczenia gdzieś 4cm od końcówek i w górę, których nie chcę pozbywać się znów strzępiąc końce. Pielęgnacja jest na tyle bogata, że będą jak tylko najbardziej możliwe nawilżone, a z czasem odejdą w towarzystwie nożyczek, gdy będę podcinać końcówki.

Długość włosów w lipcu: 80

Długość włosów w sierpniu: 76,5 cm (na początku sierpnia podcięłam 5 cm, więc miały wtedy 75cm)

A jak Wam włosowo minął sierpień?:)


Jeśli nie widziałyście to zapraszam na ciekawsze posty z sierpnia:

PS: Właśnie sobie przypomniałam, że to kolejna aktualizacja bez udziału mojego dreada. On nadal żyje, ma się lepiej niż ja, nie musicie się o niego martwić:D

wtorek, 2 września 2014

Płukanka piwna - efekt na włosach prostych, a potem na falach

Witajcie!

W TYM poście pisałam, że przy nawijaniu włosów na papiloty, pryskałam je piwem z wodą w stosunku 1:1. Było mi to wówczas potrzebne, żeby wzmocnić efekt loków do szkoły. Jeśli dobrze pamiętam udało się. Jednak ostatnio postanowiłam zrobić drugie podejście do tej płukanki i tym razem wypróbować jej działanie na włosach, których nie będę na nic nawijać:)

 Co zrobiłam?

Piwną płukankę - szklankę piwa zmieszałam w misce ze szklanką wody przegotowanej, a do tego dodałam 1 łyżkę octu jabłkowego. Po umyciu i "maseczkowaniu" polałam nią włosy i skórę głowy.

Efekty:

 dzień I.


Jeśli kojarzycie moje włosy na przestrzeni czasu, to zapewne wiecie, że końcówki na zdjęciach przeważnie wywijają się w każdą stronę. Płukanka piwna niesamowicie je usztywniła. Szczerze mówiąc byłam przerażona, bo gdy wysychały to końce były tak niesamowicie usztywnione, że mogła je zginać:D Oczywiście nie łamały się, a jedynie sztywność mijała. Gdy włosy wyschły były nieprzyjemne w dotyku i ciągle zbyt sztywne. Potem je rozczesałam i efekt ten minął, a ja zaczęłam się już tylko cieszyć tym, że ładnie lśnią. 
Jak widzicie na zdjęciu moje końcówki są bardzo proste i to moim zdaniem ewidentna zasługa piwa. Jednak mimo wszystko nie były tak gładkie jak często bywają np. po płukance z samym octem jabłkowym.

dzień II.


To zdjęcie pokazywałam Wam już w podsumowaniu rocznej działalności blogowej. To drugi dzień po płukance piwnej. Włosy były dosyć gładkie i bardziej miękkie niż dzień wcześniej, ale strasznie ciężko było je rozczesać. Łatwo się plątały mimo, że po myciu na godzinę nałożyłam Biovaxa z olejkami, tak jak lubią. Po kilku spotkaniach z grzebieniem (w celu zrobienia zdjęcia) zaczęły lataać:


Nie chciałam ich już ratować olejkiem, bo miałam inne plany na wieczór.

dzień III.

Na noc zrobiłam sobie warkocza, żeby sprawdzić jak zadziała na fale. Przed tym jednak spryskałam włosy pozostałą częścią piwa:


Nie pokazuję skalpu, bo był to trzeci dzień od mycia, więc:D Być może była to moja wina i powinnam do mgiełki na wzmocnienie fal dodać też wody, ale fakt jest taki, że włosy się posklejały. To mocno je usztywniło, dlatego delikatnie je rozczesywałam, żeby nie popsuć efektu. Mimo wszystko nie podobał mi się i wyglądał sztucznie tak jak loki po niektórych piankach. 

PLUSY TEJ PŁUKANKI NA MOICH WŁOSACH:

- końcówki były naprawdę proste

- włosy były obrzydliwie suche po warkoczu, ale za to idealne do koka, który zrobiony z samych włosów wyglądał baardzo imponująco, jakbym tam włożyła dużego rozmiaru wypełniacz.

 Jestem już po myciu, więc mogę Wam powiedzieć, że tak przesuszonych włosów nie miałam już dawno:D Wystarczyła 1/3 porcji wody, którą zawsze przeznaczam na zmoczenie włosów przed nałożeniem szamponu, żeby całe dokładnie były wilgotne. Straszne...

A Wy jakie macie doświadczenia z piwem na włosach?:))