wtorek, 19 sierpnia 2014

II. dzień detoksu od kosmetyków - KRYZYS + współpraca + KONKURS!!!

Witajcie!

Dzisiejszy dzień nie był dla moich włosów zbyt fortunny. Już wczoraj pisałam Wam, że są gotowe na kolejne mycie. Niestety chyba ja nie byłam. Opracowałam nową recepturę szamponu, którą się zaraz z Wami podzielę, ale nie polecam Wam jej używać:)) Z dobrych wiadomości nawiązałam współpracę z fajną firmą, o której napiszę Wam w dalszej części posta. Ten wpis jest przez nią sponsorowany, ale nie zrażajcie się. Specjalnie dla moich czytelników zorganizowaliśmy razem konkurs, więc warto wytrwać do końca wpisu! Zapraszam!

Jak minął dzień?

Rano rozpuściłam moje naolejowane włosy z warkocza i rozczesałam. Żeby dać Wam obraz ile oleju mniej więcej na nich było, zrobiłam poniższe zdjęcie (możemy się w innym razie źle zrozumieć i włosy, z których olej wręcz ocieka może ktoś chcieć domyć moimi miksturami, co na pewno się nie uda):


Oleju nie było na nich zbyt dużo, myślę, że łącznie coś ok.2 łyżek, jednak była to wystarczająca ilość, żeby go zmyć i nie liczyć na wsiąkanie.

Postanowiłam więc wypróbować nowy przepis na szampon:

- 1 łyżeczka mydlnicy

- 2 łyżki nasion lnu

- 1 torebka skrzypu

- 1 torebka pokrzywy

- 1 łyżeczka soli EPSOM

- 3/4 szklanki wody

Wszystko oprócz soli wrzuciłam do garnka i kilka minut gotowałam na małym ogniu. Potem dosypałam porcję soli i umyłam skalp.

Aby zmyć olej postanowiłam wykorzystać mleko jako emulgator. Zmieszałam je z mąką ziemniaczaną (wymyśliłam sobie, że jeśli mąka dodatkowo obklei włosy, to olej zejdzie z nich jeszcze łatwiej). Mleczny krochmal nałożyłam na długość (mleka było i tak o wiele więcej) więc czekając 10-15 minut na to aż szampon zadziała, płukałam długość w mleku.

Po umyciu

Po zmyciu wszystkiego nałożyłam na długość maseczkę na bazie jogurtu naturalnego z łyżeczką kakao oraz łyżeczką soli EPSOM.

Efekt:


Bywało gorzej, ale gdybyście wiedziały jakie cuda robiłam, żeby wyglądały tak na tym zdjęciu... Po pierwszym myciu wywarem i płukance z octu jabłkowego, włosy nareszcie wyschły, ale z przodu nie wyglądały zbyt dobrze. Grzywka była dziwnie posklejana (mimo, że nie miała kontaktu z olejem, szczególnie tuż przy skalpie) co oznaczało tylko NIEDOMYCIE. Długość schła, schła i schła. Chyba ze 4 godziny, ale mimo widocznego tu przeciążenia, mleczny krochmal moim zdaniem zmył olej w większości, a za ich stan na zdjęciu odpowiada przede wszystkim dociążający jogurt, który widocznie był aż składnikiem, który powinnam sobie dziś darować. Rzekłabym gwoździem do trumny stał się. Jeśli jednak winowajcą są resztki olejku, to użyłam takiego, że włosy do jutra na pewno go "wypiją":)

Dla ciekawych działania soli EPSOM - rzeczywiście włosy są po jej użyciu bardzo mięciutkie:))

Ze względu na to, że nie chciałam robić drugiego wywaru, żeby się znów nie rozczarować i czekać kolejne kilka godzin aż włosy wyschną, postanowiłam użyć glinki zielonej. Zmieszałam ją z mąką ziemniaczaną i dolałam ok. pół szklanki wody. Zmoczyłam skalp i zrobiłam sobie glinkową płukankę. Potem wszystko spłukałam i podsuszyłam skalp moją HIPERsuszarką, którą jutro Wam pokażę. Skalp wygląda dużo lepiej, jednak strasznie brakuje mi poszamponowej czystości.

Zobaczę jaki los spotka moje przeciążone końcówki do jutra, bo skalp póki co jest mimo wszystko wyjściowy i ewentualne mycie powtórkowe przeprowadzę jutro rano.

~~

Koniec lamentu, teraz opowiem Wam o współpracy, którą nawiązałam dzisiaj rano. Dwa dni temu napisała do mnie pani Marta z firmy, która dopiero wprowadza swoje produkty na rynek. Jestem z zasady nieufna, więc dużo myślałam czy warto i czy będzie to satysfakcjonująca umowa, ale w końcu stwierdziłam, że tak i zgodziłam się!

~~~~~~DO PANI MARTY~~~~~~

Pani Marto, przykro mi, ale w żaden sposób nie mogę się skontaktować z Pani firmą. Wysłałam już kilka wiadomości, ale nie było ani jednego raportu odbioru. Wiem, że czyta Pani mojego bloga, dlatego piszę o tym w poście. Mam kilka pytań odnośnie współpracy, ale zadam je Pani bardziej na osobności, bo teraz chciałam tylko przedstawić Pani projekty bannerów. Oto moje propozycje:

PROPOZYCJA NR. 1
 
PROPOZYCJA NR. 2

PROPOZYCJA NR. 3

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie otrzymam od Pani chociaż maila z potwierdzeniem wyboru mojej propozycji. Dziękuję za ofertę współpracy.

Pozdrawiam, Bez senność

~~~DO CZYTELNIKÓW~~~~

Kochani wraz z firmą ALLLE MACARONY postanowiliśmy zorganizować dla Was specjalny konkurs!
Jestem Wam bardzo wdzięczna za to, że czytacie mojego bloga mimo, że nie ma na nim recenzji, dlatego zapraszam Was do udziału w tym konkursie!

ZASADY: 

1. Należy polubić na facebooku profil ALLLE MACARONY

2. Należy przez najbliższe 3 miesiące umieszczać na swoim blogu/facebooku codziennie informację o konkursie. Będą one oceniane punktami:

- 2 punkty- sama informacja
- 7 punktów - informacja o konkursie przedstawiona jako zdjęcie z dokładnie widoczną Waszą twarzą wraz z kartką z adresem profilu ALLLE MACARONY

Każdy z Was będzie miał swoją liczbę punktów i wygrają osoby z najliczniejszą.

3. Każdy uczestnik konkursu obowiązkowo musi umieszczać na swoim INSTAGRAMIE zdjęcie każdej potrawy, którą zjada (w razie gdybyście używali makaronów innej firmy, ale to chyba jest oczywiste)

4. Osoby, które chcą mieć szansę na wygranie kilku nagród, a nie tylko jednej, muszą wysłać na adres mailowy alllemacarony@tomipoczta.com zdjęcia sytuacji, w których towarzyszy Wam makaron tej firmy.

5. Organizatorem konkursu jest firma Allle Macarony i to ona odpowiada za ewentualne uszczerbki na zdrowiu spowodowane zbyt częstym jedzeniem ich produktów.

Tak jak widzicie konkurs nie jest wcale wymagający. Żeby wziąć w nim udział nie musicie być obserwatorami mojego bloga ani nawet go czytać. Wystarczy tylko, że macie konto na facebooku:)

Nagroda główna to zapas makaronu na 20 lat (liczone średnią rocznie jedzoną ilością makaronu przez włochów), a nagrody pocieszenia to: gadżety Allle Macarony (torebki, długopisy, parasole, plastikowe sztućce, zeszyty!, ogromne talerze w sam raz do spaghetti).

Szybko szukajcie na facebooku Allle Macarony i razem otwórzmy drzwi do podniebień raju!

PS: Taka dumna z posta, że aż sobie śpiewa refren:


8 komentarzy:

  1. Według mnie efekt końcowy bardzo ładny: ))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się uśmiałam:) Rzeczywiście dobra parodia blogowych współprac:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne masz włosy :) Naprawdę podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale, że zgodziłaś się na współpracę z naszą firmą. Mam nadzieję, że zarówno Ty jak i Twoje czytelniczki, będziecie zadowolone z naszych produktów. Wysłaliśmy już do Ciebie maila z potwierdzeniem wyboru bannera i czekamy tylko teraz na odesłanie podpisanej przez Ciebie zgody na użycie wizerunku. Pozdrawiam, Marta.

    OdpowiedzUsuń
  5. ...suuuper :D
    Soli epsom tez kiedyś używałam. Może spróbuję do niej wrócić.

    OdpowiedzUsuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)