piątek, 25 lipca 2014

Jak przetrwać festiwal i nie wrócić łysym? - przemyślenia po powrocie

Witajcie!

Postów na temat tego, co zabrać ze sobą do włosów na kilkudniowy festiwal było już bardzo dużo, ale mój dzisiejszy chciałabym oprzeć na przemyśleniach po powrocie z 5 dniowego pobytu na Jarocinie. Zapraszam!

1. Szampon

Jeśli zamierzacie spać na polu namiotowym, Wasze włosy będą w ciągu dnia większość czasu obcowały ze słońcem (chyba, że jesteście z tych, co śpią cała upalne dni w rozgrzanych do granic możliwości namiotach). Dzień zaczyna się na polu od 8, kiedy słońce uderza już o ściany naszego nowego domku, a ludzie wokół zaczynają prezentacje swoich wielowymiarowych osobowości, więc już od tej pory włosy są narażone na kontakt z promieniami słonecznymi.

Szampon, który wybieramy, powinien być łagodny (silikony i brud, którym podzieliło się z nami towarzystwo w pogo albo gdy tak jak ja, machacie włosami wycierając pot z innych, niechętnie stojących obok sąsiadów, zmyjemy zdzierakiem w domu). Skalp, jeśli nie lubicie nakryć głowy, i tak może być już lekko przesuszony, więc po co dodatkowo go narażać na uszczerbek, a jednocześnie robić problem sobie i nagle mieć na głowie śnieżycę albo tłuste spaghetti kilka godzin od mycia.

2. Odżywka

Tutaj odradzałabym pojemniczki, które zawsze się poleca - pochodne tych samolotowych, z pojemnością ok.100ml. Moim zdaniem ludzie niepotrzebnie brali np. po 4 takie buteleczki przy czym wypełniali je do końca kosmetykami, a wątpię by byli w stanie tyle zużyć przez zaledwie 3,4 dni, kiedy już 5. dnia są w domu. Choć i tak lepiej wziąć dużo takich niż całe opakowania...

Moje mycia zawsze sobie jako tako planuję i w czasie tych pięciu dni myłam włosy raz - dnia 2. i w domu 5. Połączyłam to od razu z kąpielą, czego nie rozumiałam u innych ludzi (niektórzy stali codziennie w mega długiej kolejce i marnowali godziny żeby wziąć prysznic, nawet bez mycia włosów, chyba tylko po to, żeby się obudzić. Mimo tego nie umarłam w brudzie!:D)

Swoją porcję odżywki spakowałam do małego woreczka foliowego i luźno związałam, żeby nic nie wypłynęło. Branie całej butelki mijałoby się z ilością myć, jakie miałam wykonać, a i pani widząc, że myję długie włosy pod prysznicem, mimo że łącznie z kąpielą zajęło mi to max 10 minut, mnie poganiała:D Mimo wszystko zdążyłam nałożyć odżywkę i przez minutkę ją wmasować, więc było dobrze:D

Dla lepszego zabezpieczenia włosów i łatwiejszego rozczesania, warto, żeby zawierała silikony, choć ja wzięłam bez i też nie było większych problemów:)

3. Nawadnianie organizmu

Ze względu na upały non stop piłam wodę i zauważyłam, że mimo bardzo wysokiej temperatury, przy której normalnie moje włosy byłyby po kilku godzinach maksymalnie brudne, zachowywały czysty wygląd! Zawsze mam problem z dostarczaniem odpowiedniej ilości płynów, bo zwyczajnie nie chce mi się tak często pić, ale to doświadczenie mnie bardzo zachęciło:)

4. Silikony

Wzięłam ze sobą odżywkę GLISS KUR w sprayu i to tyle z silikonowych zabawek. Warto zabrać odżywkę, która nie przesusza nam włosów, zabezpiecza je i ułatwia rozczesanie, co po niektórych koncertach może stać się zbawieniem:)

5. Grzebień/szczotka

To oczywiście obowiązkowe. Nie polecam wyjazdów, gdzie będziemy ciągle zdani na czesadła innych albo w najgorszym przypadku obcych ludzi:D Jeśli już zapomnimy, kupmy sobie nowy, prościutki grzebień.

6. Nawilżenie włosów przed wyjazdem

Szczerze, to nawet nie spodziewałam się przed wyjazdem, że będę w stanie przeżyć takie temperatury całe dnie na dworze, ale cośtam zakładałam, szczególnie pod kątem włosów, dlatego przed wyjazdem maksymalnie nawilżyłam włosy, co pozwoliło mi potem nie mieć wyrzutów sumienia gdy na trzymanie odżywki miałam minutę:D

7. Fryzury

Mimo wszystko unikałam koków. To fryzura, jaką noszę tylko po domu i idąc do weterynarza. Zatem rządził u mnie warkocz (włosy po nim taaaaaak piękne i jeszcze w ogóle niesplątane), a unikałam kucyków, bo przy noszeniu np. wieczorem arafatki albo posiadaniem kucyka na koncertach, robiły mi się kolejne dready z tyłu głowy i było ciężko.

8. Szukajcie cienia i w miarę możliwości noście nakrycia głowy!

9. Zatyczki

To akurat nie było związane z włosami (choć w zasadzie byłam bliska rwania sobie włosów z głowy, więc można to podpiąć pod narażanie włosów:D), ale moim gadżetem wyjazdu stały się zatyczki, o których marzyłam już od ok.3 rano pierwszej nocy, kiedy to śpiąc i próbując nie słyszeć muzyki z pola (grali tak głośno jakby byli ustawieni przed namiotem, a dzieliło nas duuużo metrów) obudził nas jakiś potężny doom metal i 'no w sumie dobry zespół'. Gdyby tylko grali w dzień...:C Ok, już nie marudzę. Było super, ale na scenę na polu narzekał wieczorami chyba każdy i nie zdziwiło mnie kiedy, gdy kilka razy padł tam prąd w czasie występu, wszyscy polanie (?:D) wołali w stronę zespołu niezbyt salonowe uwagi, dając do zrozumienia, iż nie muszą się trudzić aż do 4 rano:D

Oczywiście nie mogłam nie zrobić zdjęcia włosów przed lux, dlatego:

(coś mi lustrzanka szwankuje:D)

To już na tyle wspomnień z Jarocina, możecie od teraz odetchnąć z ulgą:D Wszystkim, którzy jadą na Woodstock czy inne festiwale, życzę udanej zabawy!:))


Co dodałybyście do tej listy?:)


11 komentarzy:

  1. Takie wyjazdy i muzyka to całkiem nie mój klimat, ale cieszę się, że wybawiłaś się na całego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednak zamiast delikatnego myjadła na te 7 dni Woodstocku biorę silikonowy szampon :) Bejbidrima biorę na wszelki wypadek, ale raczej na codzień będę korzystać z tego silikonowego, tak jak w zeszłym roku :) W zimnej wodzie źle mi się pienią delikatne szampony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, dobry pomysł z szamponem z silikonami. Ja akurat nigdy takich nie używałam i dlatego nic o tym nie wspomniałam:D Tak naprawdę musi być taki, jaki odpowiadał naszym włosom do teraz i tyle. A co do zimnej wody to nigdy nie miałam problemu z rozpienieniem go, ale ciekawe, że to zauważyłaś, bo ja przeważnie dolewam wtedy tylko kolejną porcję:D Miłej zabawy!:))

      Usuń
    2. Nie wiem, muszę próbować :D Stara metoda prób i błędów najlepsza :D Mam nadzieję, że mi się włosy nie zrujnują, przypominam sobie kilka lat temu jak sobie pięknie spaliłam skórę głowy i włosy słońcem.... Masakra :D
      Dziękuję! :D

      Usuń
  3. Ja biorę właśnie odlewki w tych butelkach 100 ml - ale z drugiej strony będziemy zużywać je w dwie osoby, szamponem można umyć całe ciało. Biorę szampon jajeczny z bingospa i kallosa latte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny duet:) Na dwie osoby myślę, że na pewno starczy. Bardziej miałam na myśli te buteleczki, gdy jedna osoba brała kilka i nie pakowała do nich nawet szamponu czy żelu do kąpieli, a rzeczy typu żel do mycia twarzy i różne takie, których się na pewno tyle nie zużyje. Chyba, że to ja tylko taka oszczędna:D

      Usuń
  4. Ja na Woodstock jadę już w poniedziałek, włosy pewnie będę myła 2, max 3 razy w nagłym przypadku. Wiem, że tyle moje włosy bez maski nie wytrzymają, ale coś się wyknoci z produktów dostępnych w Lidlu, nie będę specjalnie brała dodatkowej butelki, a pojemniczków żadnych na to nie mam... A szamponu i odżywki i tak będzie jeszcze używać siostra i chłopak :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jadę na woodstock, ale do włosów nie biorę nic. Mam to szczęście, że moge je myć co 4-5 dni, a jadę dopiero w czwartek i wracam w niedzielę. Z tego co wiem, najwygodniejszą opcją jest zabranie silikonowego szamponu po którym nie trzeba już nakładać odżywki d/s, a później ewentualnie psikanie w miare potrzeb jakimś sprayem b/s. Powtarzam tylko zasłyszane porady - bo mnie to nie dotyczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na zdj sa Twoje wlosy? ;o mega dlugosc, zazdroszcze ;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://run-out-of-breath.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. haha niezłe przeżycia :D ja byłam na wyjeździe na Mazurach, w mega spartańskich warunkach, więc wiem co to znaczy ogarnięcie włosów przy zerowych warunkach do tego ;D

    OdpowiedzUsuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)