czwartek, 30 stycznia 2014

CONCHA - dlaczego muszę chować włosy przed innymi...

Witajcie!

Nauka doszczętnie mnie pochłonęła, dlatego nowy post pojawia się dopiero dziś. Ostatnio jak pokazywałam Wam TU , moje włosy zostały podcięte. Dodatkowo kilka dni temu bawiłam się z moimi krótszymi rozdwojeniami, dzięki czemu dolna warstwa jest naprawdę znacznie zdrowsza:) Chciałabym utrzymać ten stan jak najdłużej ,jednak zimowa aura oraz ciągłe kurtki, szaliki, zamki niezbyt mi w tym pomagają.
Aby to zmienić, postanowiłam podjąć się wyzwania ...



Ale o co chodzi?

...czyli muszla- nawiązanie do wyglądu koczków:) Chodzi o to, żeby zmotywować się jak najbardziej
 do związywania włosów. Porzucone same sobie mogą być w okresie zimowym narażone na wiele niebezpieczeństw, a ze względu na to, że cały pomysł conchy w mojej głowie zaraz zaginie w morzu innych, muszę o nim wspomnieć tutaj:D Wyznaczam sobie czas póki co do marca, chodzi głownie o czas gdy chodzę ubrana wielowarstwowo.

Do czego jestem zobowiązana?

Włosy nie muszą być związane ciągle. Muszą być jednak związane często. Szczególnie gdy jestem na etapie przejściowym z domu w jakieś miejsce itp oraz wtedy gdy wiem, że towarzysze dnia mogą mi niszczyć końcówki. Przykładowo mój plecak - kostka straaszliwie wyrywa włosy jeśli nieumiejętnie zarzucę je rozpuszczone na "rączki".
 Forma upięcia jest dowolna. Mogą to być zarówno koki, warkocze jak i kucyki i wiele innych, choć osobiście bezpieczniej czuję się mając warkocz niż kitkę:) Oczywiście ważne aby używać do nich gumek bez metalowych elementów oraz wsuwek z zaokrągloną końcówką.

Jest to dla mnie dodatkowe utrudnienie ze względu na to, że większość czasu moje włosy są rozpuszczone, a jedynie w domu związuje je by nie przeszkadzały.

Na co liczę?

  • ograniczone powstawanie zniszczeń 
  • wolniejsze przetłuszczanie
  • zwiększona wygoda
  • przyrost - niespodzianka czyli dzięki większości czasu ze związanymi włosami, nie będę mogła dokładnie powiedzieć jaka jest ich długość na tę chwilę (jedynie aktualizacja będzie wyjątkiem:) Kto wie, może tak pokocham upięcia, że już nie wrócę do starych zwyczajów?:D
 Dodatkowo jeżeli będę swoje lenistwo usprawiedliwiać brakiem potrzebnych gadżetów takich jak gumki, będę korzystała z metod o których pisała kiedyś Anwen:



Jeżeli któraś z Was miałaby ochotę przyłączyć się do mnie byłoby mi napewno o wiele raźniej:) 
Jeżeli nie, to mam nadzieję, że przekonam Was postem podsumowującym za kilka miesięcy, że warto częściej związywać włosy:))


Macie jakieś sposoby na zmotywowanie się do związywania włosów?:)

20 komentarzy:

  1. Ja się z chęcią przyłączę, chociaż ostatnio coraz częściej śmigam w koczku bez spinek i gumek :D
    Im dłuższe mam włosy, tym bardziej lubię, kiedy są spięte, bo zwyczajnie mi przeszkadzają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też bardzo przeszkadzają często, ale jak myślę o tej mojej długości do kolan wymarzonej, to nie chcę narzekać już teraz:D

      Usuń
  2. ja wiąże włosy praktycznie codziennie, kłosy, sploty, koki... w zimę to dużo daje :) powodzenia w postanowieniu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zglaszam sie ! Paula (dam znac w podsumowaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, trzymam kciuki. Bardzo mi miło:)))

      Usuń
  4. Ja mam to szczęście, że akurat często związuje włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia:). Ja związuje włosy praktycznie bez przerwy od pół roku. I faktycznie, uszkodzeń jest mniej, zwłaszcza na końcach, które były u swego czasu wręcz sfilcowane.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będziesz jedną z motywacji, dziękuję:))

      Usuń
  6. Staram sie spinać włosy na różne sposoby, ale czapki nosić nie lubię:/ Czasami zamieniał czapke na kaptur, żeby włosy nie były zbyt oklapłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też niespecjalnie przepadam za czapkami i posługuję się cieplutkim kapturem:)))

      Usuń
  7. Jakiś czas już o tym myślałam. Chętnie się dołączę ;) Ostatnio moje włosy zaczynają mi przeszkadzać a ta wygoda kiedy je zepnę jest nie do opisania :D Skrobnę coś o tym na moim blogu :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przyłączę się, bo i tak cały czas wiążę włosy :) Są rozpuszczone tylko kiedy są mokre, no i jak odpoczywają chwilę po jakiejś ciaśniejszej fryzurze. Mam automatycznego pilnowacza - kiedy Zo upoluje rozpuszczone włosy zaraz zaczyna je po swojemu "czesać", co jest bolesne, a sprawia jej tyle radości, że nie zawsze mam serce odmówić od razu. Więc po prostu noszę cały czas związane, żeby nie kusiły. Rzeczywiście niszczą się mniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hah, to rzeczywiście fajna taka przypominajka:))

      Usuń
  9. Ja rowniez raczej czesciej wiaze wlosy niz chodze w rozpuszczonych- tak mi jest wygodniej ;) Warkocz jest na porzadku dziennym :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziś pomyślałam o czymś takim jak wracałam z pracy i kurtka, bluza, szalik, czapka, wiatr, mroz i snieg zrobily z moich wlosow jeden wielki, paskudny kołtun. Od dzisiaj i ja będę upinać włosy na wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm, może ja też się zmotywuję :) tylko problemem jest nieumiejętność tworzenia sensownych fryzur, no i lepiej wyglądam w rozpuszczonych włosach (przynajmniej ja tak uważam). Ale po domu już zawsze chodzę w związanych, nauczyłam się!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Związywanie jest OK! Ostatnio nie związane włosy wylazły mi zza szalika..wiadomo nachuchałam na nie..i mi zamarzły..o zgrozo!
    Koniec z tym..nie wspomnę o przycinaniu ich zamkiem od kurtki..

    OdpowiedzUsuń
  13. Związane włosy a szczególnie koczki nie są dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, uwierz, koki to naprawdę ostatnia fryzura pasująca do mojej osoby i stylu:D Jednak włosy już czasem tak przeszkadzają, że warkocze zaczęły pojawiać się regularnie:)

      Usuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)