czwartek, 26 września 2013

Post-motywacja. Zepnij się! Plus słów kilka o słoneczniku i pestkach dyni

Witajcie!


                                                                                                                źródło


Jak już ostatnio wspominałam, moją straaaszną zmorą jest fakt, że mam ogromne problemy by związywać włosy. W rozpuszczonych czuję się lepiej mimo, że czasem (chyba w  jakiś chwilach słabości:D) podobam się sobie nawet ze związanymi.. Jednak nadchodzi jesień, co się z tym wiąże do coraz więcej warstw na sobie, swetry, szaliki, czapki. Wszystko o co mogą 'haczyć' nasze włosy i dodatkowo się niszczyć:(
Postanowiłam więc spróbować zmotywować się jak najbardziej do tego, by chociaż na czas, gdy muszę wszystkie szaliki,swetry itd nakładać , związywać włosy, a będąc już w pomieszczeniu z czystym sumieniem je rozwiązywać. Kto wie, może przekonam się do wiązania włosów na cały dzień:)

Jakich korzyści możemy się spodziewać?

  • mniej rozdwojonych końcówek:)
  • brak wyrzutów sumienia, że co chwilę przycinamy włosy zamkiem itp
  • wygoooooda:) Związane włosy od razu przyspieszają długość szykowania się do wyjścia- koczek i nie trzeba się bawić w wyjmowanie włosów spod szalika czy z pomiędzy guzików
  • włosy mogą być odrobinę dłużej świeże- nie będą dotykać twarzy:)

A teraz kolejna sprawa, mianowicie od jakiegoś czasu już regularnie jem słonecznik lub pestki dyni. Jak wiemy nasiona te zawierają NNKT czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, które są zdrowe dla naszego organizmu. One i witaminy w tych produktach są przydatne w tym, aby pomóc nam zdrowo przytyć czy np. poprawić stan włosów:) Mają bardzo wiele funkcji, jednak my zajmiemy się to najważniejszą dziś czyli wpływem na włosy:) Nasiona jem w sposób bardzo prosty i myślę, że najbardziej przyjemny,bo nie widzę nic smacznego we wciskaniu w siebie łyżki słonecznika:( Dlatego ja posypuję nim jak i pestkami dyni kanapki. Naprawdę, robię różne połączenia i wychodzi pyyyysznie:)

Co zauważyłam?

Ciągle tylko psioczę na stan moich końcówek, jednak rozdwojenia w połowie długości to zniszczenia, które są ze mną od bardzo dawna (nie jestem w stanie się ich pozbyć jednym obcięciem, bo są dużo krótsze, a nie chcę tak cieniować włosów). A nie pomyślałam czemu nie mam praktycznie żadnych zniszczeń na samych końcach włosów najdłuższych, które w maju był przycinane. Myślę, że to właśnie zasługa wzbogacenia diety:)

A Wy co robicie, aby uchronić włosy przed zniszczeniami od środka?:))

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię związane włosy w koczka, chociaż wtedy bardzo bolą mnie cebulki...
    Najlepszą alternatywą ,,domową'' jest warkocz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie bywa podobnie i ograniczam się do kitki, a w domu związuję w koka i staram się żeby był jak najstabilniejszy, bo wtedy najmniej bolą:)

      Usuń
  2. A ja od niedawna zacęłam intensywnie spinać włosy. Ale nadal mam takie zdanie jak ty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nie dziwię się, bo to dla mnie ani trochę nie jest logiczne, że dbamy o włosy żeby mieć je ładne a potem ciągle je spinamy żeby tylko im się nic nie stało i nigdy z nich nie 'korzystamy':D

      Usuń
  3. ja praktycznie cały czas mam związane włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również cały czas mam związane, nie pamiętam kiedy ostatni raz wyszłam z domu w rozpuszczonych włosach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To w takim razie chyba zacznę się Wami inspirować:))

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja polewam obficie sałatki olejami np. lnianym, rzepakowym. Piję też pokrzywę. Ale pestki z dyni też będę jadła, nawet je lubię tylko w tym natłoku produktów na sklepowych półkach ciągle o nich zapominam.

    OdpowiedzUsuń

Uważam, że dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach, dlatego nie muszę pisać o szanowaniu zdania każdej osoby. Kochajmy się i nie spamujmy:)