poniedziałek, 18 lipca 2016

"Potrzebne są zmiany, konieczne są zmiany..." - co z tego wyszło czyli lipcowa aktualizacja!

Witajcie!


To wcaale nie tak, że sprawdzając dziś własną cierpliwość i gotując zupę buraczkową nagle wpadło mi do głowy, że to już chyba dobry czas na podzielenie się z Wami dobrą nowiną i zostawienie garnka w samotności, bo da sobie radę... Post istniał w mojej głowie około dwóch tygodni, więc nie jest źle! Od ostatniego wpisu trochę się zmieniło. Począwszy od ostatecznych ustaleń co do moich planów edukacyjnych i bycia zarówno prekursorem nowego nurtu i dezerterem w jednym, poprzez włosy dochodząc do najzabawniejszej kwestii - zamieszkania solo i podjęcia niemniej zabawnej pracy. Oczywiście ze względu na tematykę bloga, nie będę Wam opowiadać za dużo o moich kuchennych poczynaniach czy osobistym wojsku. Bez obaw!

Co się stało?

Zapowiadałam już w maju (co wypominało mi już kilkoro znajomych na żywo) że miała być jakaś rewolucja, a tu cisza, spokój. Potem jeszcze gorzej - nowy post, włosy 103 cm. Przecież nie na to czekaliście! I w rzeczy samej, ja też nie na to czekałam. Szczególne wsparcie w tej kwestii okazywał mi jeden imigrant z Południa, który absolutnie nie rozumiał co cieszy mnie w długości moich włosów jeżeli nie są dla mnie wygodne w tak wielu normalnych sytuacjach jak choćby przejazdy komunikacją. Starałam się przymykać oko, nawet dwa, ale konflikt narastał i nawet pokonanie progu DŁUGOŚĆ KLASYCZNA nie było dobrym pocieszeniem. Wciąż czułam:

Potrzebne są zmiany!
Konieczne są zmiany!
Bo jeśli nic się nie zmieni
Może nadejść dzień rebelii

i...

- - - - - CIACCIACH - - - - - -

Poprosiłam moją niezastąpioną fryzjerkę o podcięcie mi kilku centymetrów. Standardowo odnosiłyśmy się do długości mojego palca wskazującego - 8cm (Wy też używacie palców jako miarek czy jestem jedyna?:D). Było mi i tak mało, chciałam więcej, więc podcięłyśmy jeszcze ok. 3-4 cm. Końce były, jak zawsze po takich podcięciach, kosmicznie gładkie, więc chciałam skrócić je jeszcze bardziej i bardziej - w końcu i tak odrosną - ale dostałam odpowiedź, żeby może lepiej przystopować. Osoba, która całe moje życie namawia mnie na to, żeby mieć jak najkrótsze włosy, powstrzymała mnie przed utratą jeszcze większej części włosów. Wyczuwam w tym duży wpływ moich sąsiadek lub ich gotówki...

Zupa spokojnie się gotowała, a ten post stanął pod wielkim znakiem zapytania. Zdjęcia robione wszystkim co przy sobie akurat mam nie spełniały nawet najniższych standardów, ale ostatecznie pokażę Wam po prostu włosy z przodu, bo tylko tak zdjęcia nadają się do publikacji:D Wybaczcie mi uśmiech, ale robienie tych zdjęć było naprawdę tak irytująco-zabawne, że stwierdziłam, że nie będę przycinać:D




Poza czarodziejki, różdżka niestety nie załapała się na zdjęcie. Gwiazdkowy koc absolutnie nadaje magicznego klimatu:D

Tak jak widać kolor moich włosów bez zmian, nadal bliżej nieokreślony, w pełnym słońcu bardzo rudo-brązowy. Końce są w stanie praktycznie idealnym, co niekoniecznie widać na zdjęciach powyżej, ale na pewno widać tu:


Podsumowując temat włosów - jest super. Długość po podcięciu jest nieznana w cm, ale sięgają do kości ogonowej, więc w zasadzie to trochę zabawne. Podcięłam dość dużo a zostałam na etapie, do którego dochodzenie trwa i tak baardzo długo:D Choć równocześnie było to pierwsze podcięcie, po którym nie czułam się "łysa". To znak, że robi się niebezpiecznie...

Jakie mam plany włosowe?


Ze względu na moją pracę, postanowiłam się przeprosić z olejem kokosowym (ciekawe czy ktoś zgadnie gdzie pracuję:D). Póki co przeżywam swoje pierwsze wolne dni, a włosy czeka jutro olejowanie. Na szczęście pracowniczy warkocz albo kok nie narażają ich na uszczerbek, więc mogę póki co cieszyć się nadal decyzją o podcięciu i tym jak wygodnie mi w obecnej długości. Nie wspominając o ich lekkości i tym, że duuuużo zyskały na gładkości.


Co oprócz włosów?


Nie byłoby pewnie tego posta bez muzyki, tak jak nie byłoby i mnie, choć wciąż męczę to samo. Ze względu na porę letnią do Amy dołączyła znów Janis. Warto byłoby też pewnie wspomnieć o:




nigdy jej nie słuchałam, ale ten koncert strasznie mi się spodobał:)


Jak u mnie Janis, to nie może zabraknąć też jej. Kosmos i pierwszy raz naprawdę podoba mi się ktoś kto głosem przypomina mi inną osobę, a jednak umie to zrobić na swój sposób. To miła odmiana po mojej obrażonej i pełnej niezrozumienia muzyków minie kilka lat temu na koncercie Oberschlesien, gdy ludzie topili się ze szczęścia, że mamy "polski rammstein", a ja widziałam i słyszałam to całe widowisko w oryginale kilka lat wcześniej...

Oprócz muzyki zostałam też, w zasadzie nie z własnej winy, chyba najbardziej spragnioną czytelniczką książek Jerzego Zięby:D Póki co jednak pierwszeństwo ma moje największe zaskoczenie - "Piękni dwudziestoletni" Marka Hłasko, które tylko potwierdza, że prawdopodobnie w normalnej rozmowie oboje byśmy się dobrze bawili a już na pewno świetnie rozumieli.

Kuchenne poczynania zakończyłam, więc i z postem wypadałoby coś zrobić, żeby nie tracić dnia. Bez obietnic tym razem, że przybędę w jakiś konkretny termin - prościej będzie tego tak dotrzymać, bo przybyć zamierzam.


A co u Was?:))


środa, 22 czerwca 2016

Aktualizacja czerwiec 2016 - kiedy W KOŃCU obetnę włosy?

Witajcie!

Jeszcze żyję. Jeszcze:D To chyba dobry moment na aktualizację - a dla mnie osobiście na zmianę tematyki nareszcie na mniej poważną. Co do mojej pielęgnacji to nic się nie zmieniło. Od dłuższego czasu wygląda to tak:

szampony: Babydream, YEGO

odżywki: Isana 

maski: Isana 

zabezpieczanie: Gliss Kur (przez ostatnie miesiące różowy z prymitywnego powodu zapachu)

Włosy na dzień przedprzedwczorajszy:


Jak widać robi się już śmiesznie! Włosy mnie niejednokrotnie wyprzedzają gdy gdzieś idę. Na zdjęciu mam rolki, ale nie będę Wam wmawiać, że jeździłam sobie z tak rozpuszczonymi włosami i to przeżyłam:D Po zmierzeniu okazało się, że mają 103 cm! To dotychczasowy rekord i gdybym mniej poczuwała się do zaliczenia sesji to pewnie bym to jakoś uczciła np. podcięciem...

W ostatnich dniach skończyły się też dobre czasy i nie mogę już używać kosmetyków UNDER TWENTY. Ale dzielnie te cięgi znoszę, "zawsze z uniesioną głową, postawa wyprostowana", oczywiście. W ostatnim poście zapowiadałam zmiany(pamietałam cały czas!), ale zbiorowy protest sąsiadek moich rodziców, które absolutnie nie zgadzają się na jakąkolwiek ingerencję w długość mojego warkocza sprawił, że odłożyłam to w czasie na moment, gdy będą sięgać do stóp, żebym mogła się o nie potykać i dostać oficjalną zgodę. Ok, robi się zbyt poważnie:D W tym miesiącu robiłam bardzo dużo rzeczy i m.in. spałam dwa razy na dworcu (dobry sposób na uczłowieczenie), dlatego zostawiam Was tematycznie:




czwartek, 12 maja 2016

HO HO HO - czyli d(R)ead, tramwaje jako żródło zmian w życiu i zmiany w SJP?

HO HO HO!


Tak się powinnam chyba przywitać, bo spotkania ze mną są już prawie tak częste jak wizyty Świętego Mikołaja... Nareszcie gdy miałam już okazję by zrobić zdjęcia i przelać esencję tego, co mi siedzi w głowie od kilku miesięcy, mam nadzieję, że jeszcze ktoś o mnie pamięta;)


Co z włosami?


Informacja tego roku - tuż przed drugimi urodzinami (1 kwietnia) mój dread został odcięty. Mimo całego uroku odczuwania, że niektórzy ludzie odsuwają się ode mnie przez to, że mam szczurzy ogonek i im go pokazuje (co najgorsze z uśmiechem!), naprawdę ciężko mi powiedzieć, że żałuję. Włosy myje mi się duuużo wygodniej, nic z tyłu nie namawia moich krótszych włosów do kołtunienia. Jedyny minus tej decyzji to to, że przez moment poczułam się tak samo jak procent populacji, który ma włosy mojej długości i zero pomysłów na udziwnienia:D

Pomyłka. Minus jest też drugi - włosy w miejscu dreada. Mają jakieś 3 cm, co wygląda komicznie gdy wystają, gdy robię warkocza. Auto atak na moją osobę stał się faktem, ale cierpliwie czekam, w końcu odrosną:)

Co z długością?


Trochę łysawo wyglądają moje końcówki, ale myślę, że na żywo jest lepiej gdy tylko mają lepszy humor, bo ich stan jest naprawdę w porządku. Na zdjęciu mają dokładnie 101 cm. 

I mimo tego wszystkiego co uważałam za jedyną prawdę i cel wcześniej, to chyba naprawdę wystarczająco. Ze wszystkimi ich zaletami - lataniem w każdą stronę w czasie wiatru tak, że nie widzę gdzie idę (i ludzie stojący obok też); bycia powodem dławienia się nieszczęśników, którzy znają mnie zbyt dobrze; zbieraniem ze stołów na ćwiczeniach w laboratoriach wszystkiego co popadnie (mimo zaplecenia ich w warkocz) zaczęły mi troszeczkę przeszkadzać w tramwajach. Dzieliłam się z Wami moimi planami zawodowymi, w którymś poście ze studiów, więc myślę, że zrozumiecie, że tramwaje pomogły mi zdecydować co z włosami zrobić:)

Co ze mną?

Przede mną kosmiczne, w moim odczuciu, decyzje. Mam bardzo intensywny rok. Zrobiłam więcej niż wcześniej planowałam a teraz czas przyjąć za fakt odpierane od pierwszej klasy liceum konsekwencje używania często słowa KOSMICZNIE, biorąc pod uwagę, że KOSMOS to przeciwieństwo do CHAOS. Jak widać nadal dużo myślę, bardzo dużo się nauczyłam. Pseudo dorosłość mnie trochę uświadomiła.

 Urwanych zdań nadal nie lubię, ale chyba inaczej się o tym mówić nie da:)


W skrócie:

  • byłam na Hunterze i z bólem serca przyznaję, że soundtrack na mój pogrzeb uległ zmianie
  •  byłam na kosmicznym koncercie Organka i jestem absolutnie zafascynowana tym jak bardzo można przeciągnąć piosenkę i jak bardzo można mi dać namiastkę The Doors
  •  kompletnie zakochałam się w koncercie, którego słucham już od grudnia/stycznia. Zawsze znajduję tam coś nowego, mimo, że zatrzymuję się na jakiejś jednej piosence myśląc, że już na pewno nie będzie tam nic lepszego. Zawsze jest. Spróbujcie jeśli lubicie Stachurę:
 

 Nie zważając na to, że wyznaję teraz lokalny patriotyzm, powiedzcie jak można się nie zachwycić takim wczuciem??? Mimika i cała otoczka, mistrzostwo



Nie powiem, że umiem nie myśleć o maturze i nauce do niej gdy widzę tytuł tego wiersza, ale mimo tych strasznych skojarzeń, szczególnie w tym mało pojemnym w czas roku, myślę, że nietrudno zgadnąć jaka piosenka mnie przez ostatnie miesiące uspokaja:)



Tu już kompletne szaleństwo (prawdopodobnie dlatego, że nie dorosłam do zachwycania się bez pamięci piosenkami SDM, które są dla moich uszu zbyt do siebie zbliżone) i bardzo podoba mi się podkreślenie trąbką radości tego tekstu

  •  studia nauczyły mnie nowych, wcześniej (co sobie uświadomiłam) nieznanych mi definicji słowa ŻYCZLIWOŚĆ, GŁUPOTA, PERFIDNOŚĆ i brzydko neologizując gównojadowitość. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie będzie mi dane napisanie książki o etymologii tych definicji i moja prywatna bitwa o przywrócenie im prawdziwego znaczenia się w jakimś stopniu uda:)
  • znów byłam maturzystką, co przez chwilę nawet mi się podobało
  • zgodnie z tramwajową decyzją czeka mnie lekka zmiana. Na pewno w niedługim czasie wrócę tu ponownie żeby Wam ją zaprezentować.
A teraz...

Co z Wami?:D
 

wtorek, 16 lutego 2016

Moje włosy po trzech latach pielęgnacji - aktualizacja luty 2016

Witajcie!
  
Nareszcie udało mi się tutaj przybyć! Zbierałam się ponad miesiąc do napisania tego posta, ale zawsze podstawowym problemem były zdjęcia - albo nie było możliwości żeby powstały albo powstały, ale brakowało im TEGO CZEGOŚ. Czas nieobecności ogólnie minął mi tak naprawdę na unikaniu wody (podtrzymywałam nieczyste zwyczaje), studiowaniu i rozwijaniu fascynacji tramwajami... Pewne rzeczy się jednak zmieniły, pewne dopiero się zmienią. Po więcej informacji zapraszam niżej!:)

Dziś wyglądają dokładnie tak:



Ilość książek, na których stoję zmieniła się dziś w 3... Włosy dostały z okazji zdjęcia prezent w postaci maski Biovax - keratyna i jedwab z dodatkową łyżką kakao, o którym zupełnie zapomniałam przez zmianę metody mycia. Efekt przerósł moje oczekiwania - dawno nie miałam aż tak wygładzonych włosów:) Co do magicznej setki... Już na początku stycznia włosy miały równe 100 cm. Z tej okazji miało miejsce uroczyste podcięcie, a ja znów odzyskałam sens życia i miałam na co czekać:D Nie powstał żaden bałwochwalczy post, ponieważ chcąc nie chcąc, włosy nie miały już stu centymetrów.

Dziś włosy mają dokładnie 100,5 cm. Ich stan oceniam na dobry, choć po wielkim gnieździe, które miałam na głowie gdy wróciłam do domu z sylwestra, bałam się, że będę łysa i nie dojdzie do żadnej aktualizacji... ale! Ostatecznie wszystko wyszło na dobre.

Na przestrzeni tych trzech lat pielęgnacji, włosy zmieniały się następująco:



Nie byłam świadoma do jakiej dojdę długości robiąc wcześniejsze zestawienie zdjęć, więc ostatnie zdjęcie musiało być troszkę zmniejszone, żeby w ogóle włosy mogły się na nim całe zmieścić:D Na każdym zdjęciu trzymam ręce w podobny sposób, więc niech to będzie punktem odniesienia:) Wydaje mi się, że końcówki w poprzednich latach były w trochę lepszym stanie - szczególnie pod względem gęstości. Choć porównując życie z włosami trochę za talię a z teraźniejszymi to myślę, że i tak są w bardzo dobrej kondycji.

Tak bardzo przypomniałam sobie dziś jak tęsknię za maskami, że koniecznie muszę je robić częściej:D


A co słychać u Was?:))

 
PS: Dzięki za pamięć o moim istnieniu w komentarzach i wiadomościach wszystkim, którzy pisali!


poniedziałek, 16 listopada 2015

Aktualizacja listopad 2015 - cel 100 osiągnięty?:)

Witajcie!

Miałam ostatnio naprawdę zakręcony czas z pierwszymi i kolejnymi zaliczeniami, stąd aktualizacja pojawia się dopiero dziś. Moje włosy trochę w tym miesiącu przeszły, dlatego zapraszam Was do małej relacji!:)

Włosy na dzień dzisiejszy:



Co się działo przez ostatnie dwa miesiące?

1. Niestety, ale zaczęłam mieć problem z wypadaniem włosów. Moja dieta aż tak drastycznie się nie zmieniła, stres jest jak był wcześniej, więc moim zdaniem jest to powiązane z twardszą wodą, którą muszę myć w nowym mieście włosy. Mój skalp czasem daje oznaki niezadowolenia i jest przesuszony, więc prawdopodobnie wypadanie jest jego drugą linią obrony. Celem na następne miesiące będzie po prostu nawilżanie skalpu i wprowadzenie ostatniego płukania wodą przegotowaną. 

2. Końcówki są w niesamowicie dobrym stanie mimo, że dość znaczny czas unikałam przesadnego związywania. Teraz jest to już niemożliwe i warkocz częściej gości na włosach (co widzicie na zdjęciach) ze względu na większy wiatr, płaszcz, szaliki.

3. Nadal myję tylko skalp przy każdym myciu, a raz na jakiś czas (w rodzinnym domu, żeby woda działała trochę łagodniej) myję całe włosy i nakładam maskę.

4. Włosy przeżyły trzeci koncert Luxtorpedy i jak zawsze był czad. Jak tak dalej pójdzie to koncertami Lux będę odmierzać czas do osiągnięcia włosowych celów:D

5. Zużycie kosmetyków do włosów zeszło do minimum w moim przypadku przez baardzo rzadkie mycie całych włosów. Ogranicza to przynajmniej zakupy i czas, a włosy wyglądają absolutnie najlepiej jak mogą. Co za niesprawiedliwość! Albo po prostu reguła Le Chateliera Chemicy!:D

6. Myślę nad likwidacją dreada. Nie buntuje włosów w sąsiedztwie by robiły się kołtuny, ale decyzja wisi w powietrzu. Przeraża mnie tylko długość włosów w tym miejscu po obcięciu i efekt lustra z 1/4 ludzkości.
 
7.  Nie kończę działalności blogowej i mam w zanadrzu kilka postów m.in. jeden powyborczy, o tym jak wykorzystać kreatywnie prezenty od kandydatów do władzy...


I najważniejsze - ile urosły? Czy mają już 100 cm?


długość we wrześniu: 97 cm

długość w listopadzie: 99 cm

Brakuje dokładnie 1 cm:D Prawdopodobnie w nowy rok wejdę już jako Roszpunka:D


A jak się macie Wy i Wasze włosy?:))


I moje ostatnie niewłosowe odkrycie - Organek: